Jonasz na Wielkanoc

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Jonasz – to ten prorok żydowski, co spędził trzy dni i trzy noce w brzuchu wieloryba. To wszyscy wiedzą. Księga Jonasza to dziwna księga Starego Testamentu; dziwna i niezrozumiała, czyli tajemnicza. Tajemnicza albo pozbawiona sensu. Trudna do odczytania, wieloznaczna. Właściwie bezsensowna. Lecz sens można znaleźć, jak się uważnie czyta. Szczęśliwie krótka, ledwie cztery i to krótkie rozdziały. „Lecz Pan wyznaczył wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. I modlił się Jonasz do Pana, swego Boga, z wnętrzności ryby. …Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd.” (Jon, 2, 1-10)

   Biblia mówi o wielkiej rybie, która połknęła Jonasza. Wieloryb to współczesna interpretacja. Mężczyzna to spory kęsek, któremu podoła tylko odpowiednio duże zwierzę. Dla starożytnych, również Żydów, wieloryb był wielką rybą. Nie znali współczesnej systematyki zwierząt. Mniejsza o to, czy to, co połknęło Jonasza, była rybą, czy waleniem – ssakiem. Dlaczego Bóg rozgniewał się na prawowiernego Żyda – Jonasza i kazał rybie go ukarać, to jest połknąć? Bowiem Jonasz zgrzeszył nieposłuszeństwem i został ukarany. Bóg objawił się Jonaszowi: „Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie.” (Jon. 1, 2). Przekładając na nasze: Jonasz miał iść do Niniwy i głosić jej nieprawość, by jej mieszkańcy poprawili się i ocaleli, uszli gniewu Pana. Aby Bóg nie zniszczył miasta, nie wytracił jej ludności, jak mieszkańców Sodomy i Gomory. Jak mieszkańców Jerozolimy, nie tak dawno zdobytej i złupionej przez Asyryjczyków, lub nowobabilońskie imperium, którzy zdobywszy Jerozolimę jej ludność wytracili mieczem, lub pognali w niewolę, którzy spalili i zniszczyli Świątynię. Zaś Bóg niepomny krzywd Izraela kazał prawemu Żydowi – Jonaszowi ocalić Niniwę! Stolicę szatana.

   Niniwa to stolica Asyrii, potężnego imperium. Tego państwa, co podbiło królestwo Judy i Izraela, zdobyło Jerozolimę, wytraciło dziesięć z dwunastu pokoleń Izraela.! Bóg nie chce niszczyć Niniwy. Pragnie by ocalała, zaś on, Jonasz ma być jego narzędziem! Co robi Jonasz, prawowierny Żyd? Ucieka przed taką wolą Pana. Kupuje bilet i wypływa na morze. Atoli Bóg zsyła burzę, potem wielką rybę. Po czym Jonasz ukarza się w brzuchu ryby i poddaje woli Boga. Ryba wypluwa Jonasza na brzegu nienadgryzionego i nienadtrawionego. Jonasz idzie do Niniwy i spełnia to, czego żądał Bóg. Niniwa i jej mieszkańcy ocaleją. Na razie.

 

„Jonaszowi bardzo się to nie podobało, tak że się rozgniewał. I modlił się do Pana, mówiąc: Ach, Panie! Czy nie to miałem na myśli, gdy jeszcze byłem w ojczyźnie? Dlatego pierwszym razem uciekłem do Tarszyszu; wiedziałem bowiem, że Ty jesteś Bogiem łasakwym i miłosiernym, cierpliwym i pełnym łaski, który żaluje nieszczęścia. Otóż teraz Panie zabierz moja dusze, bo lepiej mi umrzeć aniżeli żyć.” (Jon, 4, 2-3)

   Łaska Boga, który miłosiernie oszczędził Niniwę i jej mieszkańców, wzbudziła taki gniew Jonasza, że ten pragnął śmierci. Jonasz z żalu i gniewu idzie na pustynię. Mieszka w szałasie. Czeka, co wydarzy się w mieście. Czy ma nadzieję, że Bóg zmieni zdanie i jednak zniszczy Niniwę? Wypatruje łun pożarów i słupów dymu bijących w niebo? Nadaremnie. Bóg sprawia, że na pustyni wyrasta krzew rycynowy. Rozgrywka między Bogiem a Jonaszem nie jest zakończona. Nie na darmo Bóg obdarzył Jonasza krzewem rycynowym, a nie innym. Krzew rycynowy to jedna z najbardziej trujących roślin na Ziemi. Trujące się jej liście, pędy, kwiaty, zwłaszcza nasiona. Z tej rośliny nic nie da się zjeść, czy inaczej spożytkować, nawet jej dotknięcie jest niebezpieczne. Na pustyni jednak ta trująca roślina daje coś bardzo cennego – cień. „A Pan, Bóg, wyznaczył krzew rycynowy, aby wyrósł nad Jonaszem, dawał cień jego głowie i osłaniał go przed grożącym mu nieszczęściem. I Jonasz radował się bardzo z tego krzewu rycynowego.” (Jon, 4, 6) „Lecz nazajutrz Bóg wyznaczył robaka, który podgryzł krzew rycynowy, tak że usechł. A gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg suchy wiatr i słonce prażyło głowę Jonasza, tak że omdlewał i życzył sobie śmierci, mówiąc: Lepiej mi umrzeć niż żyć.”  (Jon, 4, 7-8)

   W historii Jonasza jest coś znacznie ważniejszego niż baśniowa opowieść o proroku połkniętym przez wielką rybę i wyplutym a nietknięty po trzech dniach i nocach w brzuchu ryby. Drzewo rycynowe to symbol znacznie ważniejszy niż wielka ryba. Jest to opowieść o świecie żydowskim w epoce po podboju. Państwa żydowskie, bo były dwa, zostały podbite i ujarzmione; Jerozolima zdobyta i spustoszona, Miejsce Święte splugawione. Arka Przymierza porwana zaginęła Świat jest obcy i wrogi. Dokładnie są dwa światy: jeden świat swój, świat Żydów, świat Boga prawdziwego i drugi świat: obcy, wrogi, trujący i groźny jak drzewo rycynowe. A i ten obcy, groźny świat mądry Żyd wykorzysta chociażby poprzez cień, jaki daje trujące drzewo. Groźne drzewo można przekuć na własną broń i użyć do obrony. Żyd ma odrzucić całe zło tego obcego, groźnego świata, a brać tylko korzyść, nie angażując się i pozostając nieskalanym. Wiernym Bogu, a wówczas i Bóg dotrzyma obietnicy i pozostaje Bogiem żydowskim. Dwukrotnie Bóg pyta się dobrotliwie Jonasza, czy to słusznie się tak gniewać? Pierwszy raz, gdy ocalił, czyli nie zniszczył Niniwy, drugi raz, gdy spowodował uschnięcie drzewa rycynowego. „A Pan rzekł: ty żałujesz krzewu rycynowego, koło którego nie pracowałeś i którego nie wyhodowałeś; wyrósł on w ciągu jednej nocy i w ciągu jednej nocy zginął. A Ja nie miałbym żałować Niniwy, tego wielkiego miasta, w którym żyje więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie umieją rozróżniać miedzy tym co prawe, a tym, co lewe, a nadto wiele bydła?” (Jon 4, 10-11)

 

Dwuznaczne są te słowa Pana. Lecz każdy młody Żyd, który w jesziwie czytał te słowa odczytywał je jednoznacznie doskonale wiedząc, że Niniwa została starta z powierzchni ziemi. Po wielkiej, wspaniałej Niniwie, po przepotężnym Aszur, po oszałamiającym, bogatym Babilonie – stolicy świata – nie pozostał kamień na kamieniu. Ślady tych miast archeologowie odczytują z trudem po cieniach fundamentów. Owe sławne, bogate i potężne miasta zostały wycięte i w ogień wrzucone niby krzewy rycynowe. A Żydzi przetrwali, trwają i będą trwać. Muszą trwać. I będą trwać, o ile nie odrzucą swego Boga, swego przymierza z Bogiem, swego żydowskiego dziedzictwa. Dlatego muszą pozostać przy swoim Bogu, Bogu żydowskim. Wykorzystać każdą szansę, korzystać z każdej sposobności i… trwać. Przeżyć prześladowania i doczekać zagłady wrogów. Dotrwać chwili, aż krzew rycynowy uschnie i zostanie w ogień wrzucony.

 

Nasza kultura to kultura poświęcania się za innych. Ofiarowania za innych swego majątku, życia. Bohaterskiej śmierci na polu walki, tej naszych nieszczęsnych moralnych „zwycięstw”. Nawet, jeśli walka przegrana, to przekazać swą śmierć innym w darze, jako rodzaj sztafety pokoleń:

Zwyciężonemu za kamień  grobowy

Zostaną suche drewna szubienicy,

Za całą sławę krótki płacz kobiecy

I długie nocne rodaków rozmowy.

 

Adam Mickiewicz, Do Matki Polki

 

Dla Żyda takie poświecenie za innych, czy ofiarowanie swego życia to skrajna głupota. Żyd ma przeżyć. To podstawowy imperatyw. Może i musi wykorzystać każda szansę, by przeżyć. W żadnym wypadku poświęcać się za innych, nawet za innych Żydów. Takie jest drugie dno prawdy o narodzie wybranym. Niezależnie od ocen moralnych jest to bardzo skuteczna strategia przetrwania. Przeżyć dochowując wierności Bogu i/lub swemu żydowskiemu dziedzictwu i doczekać śmierci wrogów. Dlatego Żydzi przetrwali. Przetrwali mimo ciągłych prześladowań i sporadycznych eksterminacji. Przetrwali imperium asyryjskie, greckie, rzymskie, przetrwali rządy Arabów, Turków, Rosjan i przetrwali III Rzeszę Niemiecką. Przeżyli wiele pomniejszych i trzy główne fale eksterminacji: upadek pierwszej świątyni – imperium nowobabilońskie, upadek drugiej Świątyni – imperium rzymskie, no i przetrwali ostatnią eksterminację dokonaną przez niemiecką III Rzeszę.

 

Dlatego Żydzi, żołnierze armii polskiej, których gen. Anders razem z Polakami wywiódł z ziemi sowieckiej, z domu niewoli, masowo dezerterowali w Palestynie. Ci Żydzi nie uciekali z armii polskiej, jak kłamliwie twierdzą z powodu antysemityzmu, bo przecież żaden nie wstąpił choćby do np. armii angielskiej i z nimi nie walczył z Niemcami. Żydzi wcale nie chcieli walczyć z Niemcami. Wojna z Niemcami hitlerowskim to nie była ich wojną, chociaż Niemcy wymordowali ich bliskich: ojców, dzieci, siostry i braci, krewnych i przyjaciół. Dla Żyda walka, zemsta nie jest warta narażenia swego życia. Żydzi wiedzieli, że Niemcy umieją walczyć, a kto szuka odwetu, często prędzej znajduje własną śmierć. Myśleli tak: moją żonę, dzieci wymordowali Niemcy. Prawda, to przykre, ale co poradzić? Głupotą jest popełniać samobójstwo dlatego, że wymordowano moją rodzinę. Ja przecież żyję, znajdę, jaką ładną, młodą, zdrową, żydowską dziewczynę, która urodzi mi nowe dzieci. Nowa, a więc młodsza, a więc lepsza żona, no i nowe dzieci. Po co się rzucać za innymi do grobu? Jeśli zginę, to jak będę miał dzieci? Trupy nie płodzą dzieci.

   Oto dlaczego żydowscy policjanci w gettach w okupowanej Polsce gnali Żydów na śmierć; łapali żydowskie dzieci i pędzili ich do wagonów prosto do komór gazowych Treblinki, Sobiboru, Bełżca, Chełmna, czy Auschwitz – Birkenau. Robili wszystko, by jak Jonasz stanąć w cieniu drzewa rycynowego. Rządzeni jednym imperatywem, jedną zasadą, wpojoną od dziecka: przeżyć za każdą cenę. Jeśli muszę znaleźć się w kolejce na śmierć, to trzeba zająć w tej kolejce miejsce ostatnie. Jak Jonasz, zająć miejsce w cieniu i doczekać robaka, który stoczy drzewo rycynowe. Dlatego nam tak trudno zrozumieć żydowskie postępowanie, bowiem Żydzi kierują się w swoim postępowaniu całkiem odmiennymi motywami, a w dodatku, co innego robią a co innego mówią. Rzadko mówią prawdę. Wymyślają mnóstwo wymówek, kłamstw i półprawd, byle przykryć ową podstawową prawdę. Zazwyczaj Żydzi mówią to, co słuchacze chcą usłyszeć. Nie darmo ich drugie imię to Faryzeusze.

   Polscy policjanci policji porządkowej, zmuszani przez Niemców do pełnienia służby są zbrodniarzami i nie ma dla nich wybaczenia, zaś Żydzi – ochotnicy do łapania innych Żydów, do pędzenia żydowskich dzieci do wagonów to niewinne ofiary. I nie wolno się ich czepiać, ani im niczego zarzucać. Dlaczego? Bo byli Żydami, zaś Polacy to goje. Inne prawa są dla Żydów, inne dla reszty. Nie wolno mierzyć jedną miarą Żyda i goja.

 

Księga Jonasza to jedna z ostatnich ksiąg Starego Testamentu.  Jedna z tych, które na końcu zostały włączone do kanonu świętej księgi. Księga ta opisuje świat i Żydów już z czasów po upadku Pierwszej Świątyni. Jak Niniwa, Jerozolima została zdobyta, ludność wymordowana lub uprowadzona w niewole, Świątynna spalona ogniem i obrócona w gruzy, miejsce najświętsze sprofanowane i splugawione przez pogan. Przepaść nie do przeskoczenia dzieli świat Żydów i świat pogan, gojów. Jonasz to prorok, którego Bóg zmusza do ratowania pogan. Żyd ratuje gojów tylko pod przymusem; tylko i wyłącznie na wyraźny rozkaz Boga czyni dla nich dobro. Rozkaz Boga jest mu tak wstrętny, że Jonasz buntuje się przeciwko woli Boga ten jeden jedyny raz. Skarcony ulega; Jonasz jest posłuszny, ratuje Niniwę i jej mieszkańców - gojów, ale i tak czyni to niechętnie, z nienawiścią i gniewem w duszy.

    Czyż taki sam obraz i takie samo odczucie stosunku Żydów do pogan - gojów nie utrzymuje się od czasów Jonasza po dzień dzisiejszy? I dlaczego tak jest? Kogo o to spytać? I kto na to szczerze odpowie? Z pewnością my - goje nie usłyszymy prawdy w odpowiedzi na to pytanie od uczonych w piśmie, poważnych rabinów, faryzeuszów znających na pamięć dzieje Jonasza .

    Słowa Boga. „A Ja nie miałbym żałować Niniwy, tego wielkiego miasta, w którym żyje więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie umieją rozróżniać miedzy tym co prawe, a tym, co lewe?” (Jon 4, 10-11) można rozumieć inaczej, jako zapowiedź nowego. Zapowiedź przyjścia prawdziwego proroka – Jezusa Chrystusa.

 

Niedługo Wielkanoc, dzień zmartwychwstania Jezusa, Mesjasza, Syna Bożego, którego Żydzi odrzucili i wydali na śmierć na krzyżu. Jezus, który powiedział: „większej miłości nie nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich” (Jan, 15, 13) Jezus Chrystus, który oddał swe życia za swoich przyjaciół, bowiem każdy, kto wierzy w Chrystusa jest Jego przyjacielem. Tak Bóg ustanowił Nowy Testament. Jak bogaty dziedzic, którego pierworodny syn, mimo obietnic poprawy nie zaprzestaje cudzołożyć, kłamać i kraść, grzeszyć na wszelkie sposoby, aż ojciec go wydziedziczy i wygna precz ze swego domu, zaś swą majętność przekaże nowym, godnym i wiernym dziedzicom. Tak powstała nowa wiara, chrześcijańska, do której wchodzi się przez wiarę, a nie przez prawo, przez dobre uczynki, a nie przez żmudne rytuały, przez to, kim jesteś, a nie, w jakim domu się urodziłeś, przez życie w prawdzie, a nie biegłość w kłamstwie. „Albowiem u Boga nie ma względu na osobę.” (Rzym. 2, 11)

 

Żydzi nie są naszym starszymi braćmi w wierze, jak mylnie powiedział kiedyś nasz papież. Dwa błędy. Żydzi mają swoja wiarę, swego Boga. Po wtóre: Żydzi nie chcą być naszymi braćmi. Albo Żydzi mają rację i swego Boga prawa, Boga ujętego w zastygły rytuał, albo chrześcijanie maja rację i swego Boga, Boga wiary i uczynków. Żydzi i chrześcijanie nie mogą mieć razem racji. W wierze nie ma starszych i młodszych braci. Tu nikt nikogo nie klepie życzliwie po ramieniu, no chyba jeden Bóg. Albo ma się wiarę, albo się jej nie ma. Kto, jak kto, ale papież – głowa jednego z głównych kościołów chrześcijańskich – winien to wiedzieć.

 

Zostawmy Jonasza – tego nienawistnika tam gdzie jest. Palonego przez słonce, wysuszanego przez wiatr, zżeranego przez nienawiść i pragnienie ujrzenia wzbijających się w niebo słupów dymu płonącej Niniwy. Niech na wiek wieków Jonasza pożera nienawiść i złość, niech dalej szuka ochrony pod jadowitym krzewem. Niech Jonasz patrzy, jak trujący krzew, jedyne, co mu zostało, usycha zżerany przez robaki. Niech trucizna z jadowitego krzewu zatruwa Jonaszowi dusze.  Aż Bóg od niego odwróci swe oblicze.

   Zapomnijmy o Jonaszu. Nie warto się z nim kłócić. Ani dyskutować. Rozmowa nie ma sensu z tymi, którzy ukradli Boga i zrobili z Niego głupca. Którzy są głusi na słowa: „Nie błądźcie; Bóg nie da z siebie szydzić; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie”. (Gal. 6, 7) Cieszmy się i radujmy, że Jezus Chrystus zmartwychwstał. Gdyż oto nadchodzi czas radości, czas święta zmartwychwstania, czas Wielkiej Nocy.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)