Horoskop na Nowy Rok

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Oto mamy nowy rok. Kolejny nowy rok. I Sylwester. W sumie to tradycja równie dawna jak dziwna, owo huczne pożegnanie starego roku i witanie nowego. Czym się różni umowny koniec starego roku, Sylwester, czyli 31 grudnia, od np. 13 marca, czy 27 listopada? Niczym. Sylwester, to taki sam dzień, jak każdy inny. A przecież musi być jakiś umowny dzień, w którym kończy się stary rok i zaczyna nowy. Umowna data, w którym staruszka Ziemia kończy kolejne okrążenie Słońca; kolejne pełne okrążenie naszej planety na eliptycznej orbicie wokół swej macierzystej gwiazdy. Padło na 31 grudnia. I dobrze. Jest jak jest. Nie ma o co kruszyć kopii.

   Przełom starego i nowego roku skłania do refleksji na tym, co było i do świeżej porcji nadziej na przyszłość.  Nadzieja to słowo klucz, kryjąca w sobie radość żegnania starego roku i witania nowego. Nadzieja, że to, co było złe odejdzie ze starym rokiem, a z nowym rokiem przyjdzie samo dobre, albo pragnienie minimalne: żeby tego dobrego w nowym roku było bodaj ociupinkę więcej, a tego złego bodaj minimalnie mniej niż w starym roku. Być może przemawia tu przeze mnie wrodzony pesymizm. Nie wykluczam, że są i tacy, którzy po świetnym minionym roku z otuchą, graniczącą z pewnością, oczekują nowego, jeszcze lepszego roku. Mają dużo, dostaną jeszcze więcej. I to im się należy. Żadna łaska, a coś, co musi być. Pewnie tacy są. Wybrańcy losu.

   Jak jest w życiu? Różnie. Każdy to wie. Raz lepiej raz gorzej. Jak z latami. Jedne są lepsze, inne gorsze. Nasze lata są takie jak my. A ludzie się nie zmieniają. Chcą wierzyć, ze się zmienią, że się poprawią, że będzie lepiej, ale to tylko iluzja. Jak w powiedzeniu, wykrzykniku: jaki byłem(byłam) głupi(a)! W tym powszechnym okrzyku kryje się, nie tylko konstatacja, że byłem głupi(a), lecz nadzieja, że byłem(am), ale już nie będę. Byłem głupi, ale zmądrzałem, już nie popełnię tego samego błędu. Nieprawda. Kto był głupi, ten głupi pozostanie. Przykre, ale prawdziwe. Kto robi głupie rzeczy, ten nadal będzie je robił. I całe szczęście. W końcu, kto z nas, ludzi, nie robi od czasu do czasu jakiś głupich, to jest nierozsądnych rzeczy? Jak na przykład pożyczenie kolejnej, małej kwoty, osobie, o której wiemy, że nam nie odda; jak skok na bandżi (bungee), czy coś podobnie głupiego. W tym nasz urok, że nie jesteśmy chodzącym rozsądkiem, że oprócz rozumu mamy jeszcze tzw. duszę. Ci, którzy w życiu kierują się jedynie rozsądkiem; którzy nie zrobią niczego, zanim nie dojdą do wniosku, że im się to opłaci, ci zimni, wyrachowani ludzie, oni dopiero popełniają głupstwa za głupstwem. Jeśli chodzi o pieniądze, to takie podejście przynosi duże zyski i daje wielki majątek, lecz pod innymi względami… Gdyby w życiu liczyły się tylko pieniądze… Dla niektórych tak jest. I jest im dobrze. Niech im będzie.

   Tu może objawia się mój idealizm. Być może. Początek roku skłania do czytania horoskopów przepowiadających, jaki będzie ten nowy rok dla nas. Horoskopy, pasjanse, wróżby, z kart, z kart Tarota, z dłoni, fusów, wosku… Kobiety szczególnie to lubią, lecz i mężczyźni lubią zasięgać rad wyroczni wróżącej z kart, czy układu gwiazd, choć bardziej się z tym kryją. Jedni czynią to stale, inni od czasu do czasu; jedni się do tego przyznają otwarcie, inni zarzekają się, że nigdy tego nie robią… Lecz kto nie zagląda do horoskopów, przynajmniej tych na nowy rok? Jaki będzie ten nowy rok? Co tam można wyczytać? Wyczytamy to, co chcemy wyczytać. Dla każdego coś miłego. I tu tkwi tajemnica horoskopów i ogólnie każdej wróżby. Dostajemy to, co chcemy dostać. Niezależnie nie od naszego znaku Zodiaku, możemy sobie wybrać i odczytać horoskop dla dowolnego, innego znaku, i będzie równie dobry, równie będzie pasował, tj. równie dobrze przepowie przyszłość, jak horoskop dla naszego znaku. Że będą małe problemy, ale możemy je pokonać; albo jak się przyłożymy do pracy to osiągniemy wielki sukces, a w sprawach sercowych może być zmiana (tj. równie dobrze może jej nie być), że czeka nas podróż (a kogo nie czeka?) i tak dalej. W końcu to oczywista oczywistość, że jak będziemy dobrze pracować to (może?) awansujemy. Że w sprawach finansowych czeka nas stabilizacja, albo i nie. Że będzie lepiej w nowym roku, albo i nie będzie. Wie to każdy.

   Dlatego łatwo i przyjemnie czyta się horoskopy i sięga po wróżby. Tu tkwi siła, potęga wróżbitów. Jestem pełen podziwy dla wróżek (obojga płci) piszących takie teksty. Prawdziwa sztuka napisać horoskop tak, żeby coś napisać i zarazem niczego nie napisać, niczego nie powiedzieć wyraźnie. Już starożytna, grecka Pytia, słynęła z wieloznacznego języka. Wyrocznie delficka wypowiadała przepowiednie, która dawało się prawidłowo oczytać dopiero, gdy zdarzyło się to, co się zdarzyło. Co znaczy termin: prawidłowo odczytać? I tak zostało wróżkom. Podstawowa umiejętność, jak coś powiedzieć i nie powiedzieć. Oczywiście są w użyciu te cudowne słowa typu: jest szansa, nadzieja, może. Może coś się zdarzy… Jak ktoś pisze, że coś tam może się zdarzyć, oznacza to ni mniej ni więcej, że równie dobrze to się nie zdarzy, lecz ludzie zazwyczaj pomijają to słowo może, biorąc zdanie warunkowe za oznajmujące. Przypuszczam, że większość tych wróżek skończyła psychologię – ową pseudonaukę, albo technikę mamienia, oszukiwania, wpływania, albo manipulowania ludzkim zachowaniem. Horoskopy, czy wróżby, to prawdziwa sztuka, sztuka pustosłowia.

   Zresztą wróżbici nie bez powodu doprowadzili sztukę pustosłowia do mistrzostwa. Kiedyś to władcy trzymali wróżbitów na dworze. Królowie trzymali damy dworu dla urozmaiconego seksu, jako swój harem, ich mężów – rajfurów, jako zakładników; żonę do urodzenia następcy tronu, paziów czy giermków od brudniej roboty; nadwornego kata do wiadomo czego, błaznów dla rozrywki a wróżbitów do przepowiadania. Władcy nie wydają złota darmo. I pytali się maga: zdechnie w tym roku ten mój stryj (brat, ojciec, uprzykrzony kuzyn, kuzynka etc.), ten mój wróg śmiertelny, sam z siebie, bo chorowity, czy też mu pomóc? I jak to zrobić? Co lepsze: trucizna, czy płatni zabójcy z nożami? Czy królowa – żona urodzi szczęśliwie? Czy będzie to upragniony następca trony, czy kolejna, zbędna córka? Czy bitwa, jaką stoczę, będzie wygrana? Kiedy zaatakować i podbić sąsiednie królestwo? W tym roku, czy następnym? Sprawy wielkiej wagi. Biada wróżbicie, który przepowiedział błędnie i na przykład bitwa, rzekomo wygrana, okazała się klęska. Cała wina spadała na wróżbitę. Po to król go trzymał i mu płacił, by wróżbita mówił to, co król chciał usłyszeć, a w razie niepowodzenia posłużył za kozła ofiarnego. Jeśli król w nerwach skróci o głowę nieudolnego a głupawego dowódcę pobitej armii, jakiegoś kuzyna, księcia krwi, ludzie będą patrzeć krzywo i szemrać, za wróżbitą z gminu nikt się nie ujmie. I dobry kumpel - kat, z którym mag wcześniej tyle razy pił wino, czy miód – brał maga na męki, topił go, wieszał, czy ścinał. Dowodzi to prostej rzeczy, że przepowiadanie przyszłości to ryzykowny biznes.

   Dziś wróżbici nie ryzykują życiem za błędną przepowiednię. Ryzykują czymś równie ważnym: pieniędzmi. Nie wiem, jak można zarobić na horoskopach, czy przepowiedniach, wiem, jednak, że są ludzie, którzy z tego żyją, i to całkiem dobrze żyją. Konkurencja w wodolejstwie jest bardzo silna, a chodzi o to, by ludzie przychodzili właśnie do ciebie po horoskop, czy wróżbę. Bezlitosna konkurencja wycina słabych. Na rynku zostają najlepsi – ci, co sztukę lania wody doprowadzili do perfekcji.  

    A ludzie to kupują, łykają jak gęś kluski. Tak było, tak jest i będzie. Co roku czytają właściwe te same przepowiednie, które były i w zeszłym roku i były przed pięciu, i… będą za dziesięć lat.  To można przepowiedzieć bez pudła, że przepowiednie na następny, drugi, czy kolejny rok, będą takie same, może tyko zmienią znaki zodiaku, ruchem konika szachowego. W końcu kreatywność wróżbitów ma tez swoje ograniczenia, no i po co się zbytnio wysilać? Czym różni się ta przelana woda, od innej? Woda to woda: jedna, stała, niezmienna. A głupi i tak to łykną. Głupich nie sieją… I słusznie. Nigdy głupich nie zabraknie, bo nie ma chyba człowieka, nie wiem, jak mądrego, inteligentnego, który choć raz nie sięgnąłby po wróżbę, przepowiednię.

   I ta nieustająca wiara, że nawet jak mój horoskop to w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach blaga, to przecież zostaje ten jeden procent prawdy. Tylko jak znaleźć te ziarno prawdy w worze kłamstw, półprawd, czy ćwierć prawd? Mniejsza o to. W horoskopach, wróżbach nie chodzi o to, co w nich literalnie pisze. Ważniejsze jest to, że są. Wiara w to, że mój los jest zapisany w gwiazdach oznacza, że wierzymy w to, że nas los kogoś (Kosmos? Wszechświat? Boga?) obchodzi. Że coś znaczymy, że jesteśmy ważni, że nie jesteśmy niczym ziarnko piasku na plaży pośród tryliona innych. Że w naszym świecie rządzi porządek, a nie chaos. Przecież Kosmos: ruch gwiazd, planet to uosobienie porządku, idealnej, przedustawnej harmonii. Inaczej jesteśmy tylko nic nieznaczącym ziarnkiem piasku, poddanym chaosowi, miotanym wiatrem i rzucanym przez losowe nadbiegające fale. Ziarnkiem, jak biliony innych, ziarnkiem, które nikogo nie obchodzi. Ani jego szczęście, ani jego tragedia. Ani radość, ani rozpacz. Jego zbrodnie, czy cnota.

   Wiara we wróżby rośnie pośród ludzi pozbawionych wiary w Boga. Zależność jest prosta: im więcej wiary w Boga, tym mniej wiary w horoskopy. Lecz ta ostatnia nigdy nie zanika. Bo czyż wola Boga nie może objawić się również w układzie gwiazd, czy kształcie zastygającego wosku? Lecz tam, gdzie nie ma miejsce na Boga, tam jest olbrzymie zapotrzebowanie na wróżby i horoskopy. Każdy, również zaprzysięgły ateista, sypiący szyderstwami z Boga i wiary, w głębi ducha pragnie wierzyć, że jego los, jego życie i jego śmierć ma znaczenie. Nie tylko tu i teraz, ale i głębsze, zapisane np. w Kosmosie. Wierzyć, zatem w horoskopy, wróżby, czy nie wierzyć? Jeśli już nie wykresie się w sobie wiary, albo nie otrzymało się łaski wiary, zdecydowanie lepsza wiara w horoskopy, czy nawet tak wyśmiewane zasięganie porad u wróżek, czy wróżbitów niźli kompletna pustka.

  Tu lepsza jest głupota niż mądrość. Ciężkie, przykre jest życie bez odrobiny głupoty. Odrobiny. Co za dużo, to niezdrowo. Ani za dużo mądrości, ani za dużo głupoty. Obie szkodzą w nadmiarze. I tak sobie myślę, że gdyby takie… mrówki umiały myśleć, też czytałyby horoskopy i miałby swoje mrówki – wróżki, które wróżyłyby im z łapki, czułek, czy układu włosków, czy co tam mrówki mają charakterystycznego. I tyle chyba chciałbym życzyć sobie i wszystkim na nowy rok. Wiary w horoskopy i w to, że spełnią się te dobre przepowiednie, jakie są w nich zapisane przez tych wróżbitów – szarlatanów. Bo czyż i zapamiętałemu kłamcy nie zdarzy się czasem powiedzieć słowa prawdy? Prawda?

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)