Gorzki smak statystyki

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

Kilka dni temu wpadła w moje ręce praca anglosaskiego ekonomisty ekonomii drugiej wojny światowej [1].  Dokładnie przegląd tej pracy. Praca to jest dostępna i można ją zakupić, czego uczynić nie mam zamiaru. Nie ciekawią mnie, bowiem sążniste, pseudonaukowe analizy ekonomiczne, zwłaszcza pisane po angielsku. Ekonomia to pseudonauka, albo pół-nauka. Dziwaczna krzyżówka: w połowie matematyka, w połowie socjologia. Choć proporcje mogą się zmieniać. Matematyka to nauka, zaś socjologia to nauka humanistyczna – taka sama nauka jak opowiadanie bajek. Co powstaje z ojca matematyki i matki - socjologii? Taki (po)tworek jak ekonomia. Ale ekonomiści przynajmniej świetnie zarabiają w przeciwieństwie do np. matematyków. Ekonomia ma swoje zalety. Mniejsza o ekonomię, a wracając do pracy anglosaskiego, poważnego i solidnego ekonomisty, który przenicował na wylot ekonomię w czasach wojny numer dwa. Zafrapowały mnie tabele, czyli dane skrzętnie zebrane przez autora i publikowane również w skrócie pracy, dostępnej w Internecie. Te tabele, te dane, to sól tej pracy. Po co tracić czas na czytanie po angielsku napuszonego, ekonomicznego bełkotu?

    Zatem dane pochodzące z pracy [1] zebrałem w Tabeli 1. Pokazuje ona dochód narodowy, PKB, czyli produkt krajowy brutto wybranych krajów z roku 1938, ostatniego roku sprzed wybuchu II wojny światowej przeliczone na miliony dolarów z 1990 roku. W kolejności w Tabeli 1 mamy: miejsce na liście gospodarek świata, ludność, PKB: całkowite i na głowę mieszkańca (per capita) z roku 1938. Dane zebrane dla głównych państw alianckich: USA, Wielka Brytania, Francja, ZSRR, oraz Polska, dla państw Osi: Niemcy, Włochy, Japonia, oraz dodatkowo dla Hiszpanii i Chin. W Tabeli 2 zebrałem analogiczne dane na rok miniony 2016, biorąc dane z nieocenionego (?) źródła wiedzy, czyli z Wikipedii [2]. Są to zebrane prognozy na rok 2016: Międzynarodowe Funduszu Walutowego, Banku Światowego, oraz ONZ. Zweryfikowane dane będą dostępne dopiero pod koniec bieżącego roku. Ale nawet drobna korekta nie zmieni podstawowych zależności. Oczywiście wszyscy kłamią, zwłaszcza kłamią państwa. Statystyka to uświęcone prawo każdego państwa do kłamania na swój temat. Państwa kłamały w 1938 i kłamią obecnie. Ale biorąc pod kłamstwa, to porównując dane, można dojść do całkiem ciekawych wniosków.

    Ekonomia ukazuje całość, całość nawet uśrednioną, czyli per capita. Jednostka tu się nie liczy. Liczy się całość, liczy się państwo, chciałoby się powiedzieć – liczy się partia. Jak pisał Włodzimierz Majakowski w wierszu Lenin:

Jednostka! Co komu po niej?! 
Jednostki głosik cieńszy od pisku. 
Do kogo dojdzie? - ledwie do żony! 
I to, jeżeli pochyli się blisko. 
Partia - to głosów jeden poryw - 
zbity z bezliku cichych i cienkich, 
pękają od nich wrogów zapory, 
jak w huku armat w uszach bębenki. 
Źle człowiekowi, kiedy sam jest. 
Biada samemu, nic nie zwojuje - 
byle dryblas w pól go przełamie, 
i nawet słabsi, ale we dwoje. 

A gdy się w partię zejdziemy w walce - 
to padnij, wrogu, leż i pamiętaj. 
Partia - to ręka milionopalca, 
w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta. 
Jednostka - zerem, jednostka - bzdurą, 
sama - nie ruszy pięciocalowej kłody, 
choćby i wielką była figurą, 
cóż dopiero podnieść dom pięciopiętrowy. 
Partia - to barki milionów ludzi 
ciasno do siebie przypartych - 
podźwigniem gmachy, do nieba podrzucim, 
napiąwszy mięśnie i oddech w partii. 
Partia - to stos pacierzowy klasy robotniczej. 
Partia - to nieśmiertelność naszej sprawy. 
Partia - to jedno, co mnie nie zdradzi. 

Tabela 1 PKB nominalny z roku 1938. Dane z pracy [1]. W kolejności: ludność w milionach,

PKB w miliardach dolarów przeliczne według cen roku 1990. PKB na osobę.

 

 

 

 

PKB

 

Miejsce

Ludność [mln.]

Całkowite [mld. $]

Na osobę [$]

Wielka Brytania

4

47,5

284,2

5983

Francja

5

45,0

185,6

4124

Czechy

?

10,5

30,3

2886

Polska

?

35,1

76,6

2182

Hiszpania

?

25,3

51,1

2020

Niemcy

3

68,6

351,4

5122

Włochy

7

43,4

140,8

3244

Japonia

6

71,9

169,4

2356

Chiny

3

411,7

320,5

779

USA

1

130,5

800,3

6133

ZSRR

2

167,0

359,0

2150

 

 

Tabela 2 PKB nominalny na rok 2016 prognozowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dane z Wikipedii [2].

W kolejności: ludność w milionach, PKB w milionach dolarów, PKB na osobę.

 

 

 

PKB

 

Miejsce

Ludność [mln.]

Całkowite [mln. $]

Na osobę [$]

Wielka Brytania

5

65,1

2649890

40699

Francja

6

67,0

2488280

37139

Czechy

50

10,5

193535

18432

Polska

25

38,0

467350,0

12299

Hiszpania

14

46,4

1252160

26986

Niemcy

4

82,2

3494900

42517

Włochy

8

60,7

1852500

30519

Japonia

3

126,7

4730300

37335

Chiny

2

1373,5

11391619

8294

USA

1

324

18561930

57290

Rosja

12

142,4

1267750

8903

 

 

      Interesujące wnioski niesie porównanie danych statystycznych z roku 1938 i 2016. Mamy tu państwa faszystowskie, czyli Osi, państwa koalicji antyhitlerowskiej – strony konfliktu – oraz dwa państwa neutralne, choć Chiny nie były wcale neutralne w czasie II wojny światowej. Widzimy przez lupę statystyki świat przed burzą, oraz świąt po burzy, gdy dawno opadł kurz i pył bitewny. Zacznijmy od Polski, najlepiej przez porównanie do kraju neutralnego, jak Hiszpania, zbliżona powierzchnią i liczbą ludności. Jedna uwaga.

     W Polsce wojna nie zakończyła się w 1945 roku. Słuszne jest przyjąć, iż wojna w Polsce trwała od 1939 do 1989 roku – zatem trwała okrągłe pięćdziesiąt lat. Tyle trzeba było lat, aby Polska odzyskała niepodległość, utraconą w wyniku napaści Niemiec i Związku Sowieckiego w 1939 roku. Od utraty wolności do jej odzyskani upłynęło okrągłe pół wieku. Zatem tyle trwała wojna w Polsce, choć później walkę prowadzono z minimalną ilością ofiar. Wracając do danych. Gdyby Polska zachowała parytet PKB w stosunku do Hiszpanii z 1938 roku (1.5 : 1) – to współcześnie nasz PKB byłby cztery razy większy niż mamy, wynosiłby circa ~1877000 mln. $ i wyprzedziłby PKB Włoch, obecnie ósmej potęgi gospodarczej świata. Inaczej mówiąc, gdyby nie wojna pięćdziesięcioletnia (1939 - 1989), to my bylibyśmy ósmą potęgą gospodarczą świata wyprzedzając Włochy. Wynik wynika z prostego przeliczenia i może być łatwo podważony. Jednakże, nawet zakładając gorsze scenariusze – II Rzeczypospolita była państwem wielonarodowym i trzeba brać pod uwagę potencjalnie groźne konflikty etniczne – to nie wydaje się, aby w najgorszym scenariuszu nasz PKB spadł poniżej współczesnego PKB Hiszpanii. Prawdopodobnie bylibyśmy na skali PKB – bogactwa państw – gdzieś miedzy 8 a 10 miejscem. Gdyby zadano takie pytanie komuś żyjącemu 1938 roku, pewnie tak taką podałby realną prognozę. Dzieje Polski potoczyły się jednak gorzej niżby zakładał najgorszy nawet scenariusz sprzed wojny. Obecnie jesteśmy gdzieś miedzy 23 a 25 miejscem, zależnie do tego, kto i jak liczy PKB. Ludność Polski to 38.5 mln. Oto prawdziwa skala strat, tych materialnych – w majątku narodowym, jak i tych krwawych - w ludziach, jakie poniosła Polska, na skutek wojny 50-letniej. Wojna 50-letnia to w skali strat druga katastrofa w dziejach Polski. Wyprzedza je tylko katastrofa XVII wieku.

    Tak to nazywam, ten straszliwy XVII wiek. Wojny wieku XVII jak najbardziej zasługują w dziejach Polski na określnie, jako KATASTOFA. Wiek XVII to był dla Rzeczpospolitej wiek Czarnej Śmierci. Na odrobienie strat w ludziach od końca II wojny światowej potrzeba było około 30 lat.  Na odrobienie strat w ludziach po KATASTROFIE XVII wieku – dokładnie od pierwszej bitwy pod Chocimiem (1621) do końca II wojny północnej (1721) minus dwudziestokilkuletnie intermezzo pomiędzy drugą bitwą pod Chocimiem (1673) a początkiem II wojny północnej (1700). Była to jakby jedna wojna, rozpisana na etapy – nasza wojna stuletnia. Jakże słusznie nazwano ten kataklizm – Potopem. Fala za falą. Atak za atakiem. Wojna za wojną. Wojny szwedzkie, moskiewskie, kozackie tureckie, tatarskie, siedmiogrodzkie… Zagłada rozpisana na pokolenia. Stan ludności z początku XVII wieku (~ 12 mln.) pierwsza Rzeczpospolita osiągnęła, jak się szacuje, krótko przed I rozbiorem w 1772 roku. Potrzeba było około 100 lat na odbudowanie strat w ludziach. Materialnych nie zdążono odbudować do samych rozbiorów. Co oznacza, że straty w stosunku do liczby ludności około trzy razy większe w XVII wieku niż w wieku XX.

      Zatem tak się ma sytuacja Polski po wojnie pięćdziesięcioletniej. Najlepiej to widać na podstawie porównań do Hiszpanii. Hiszpania przed wojną (w roku 1938) był to kraj znacznie od nas biedniejszy zarówno, jeśli chodzi o dochód narodowy całkowity (76.6: 51.1, Tabela 1) jak i na głowę (per capita, 2182 : 2020, Tabela 1). Hiszpania miała także znacznie mniejszą ludność; ludność Polski była o 39 % większa niż Hiszpanii w 1938 roku. Dziś Hiszpania bije nas na głowę zarówno, jeśli chodzi o PKB całkowite, (14 miejsce Hiszpanii versus 23-25 Polski na liście krajów wg. PKB) dochodzie per capita, oraz w liczbie ludności. Obecnie ludność Hiszpanii przewyższa ludność Polski o 22 %. Aby zobrazować tę różnicę. W 1938 roku na dziesięciu obywateli Polski przypadało sześciu Hiszpanów. Obecnie na dziesięciu Polaków przypada dwunastu Hiszpanów. Gdyby zachować parytet ludności z 1938 roku, ludność Polki winna liczyć 48 – 50 mln. Brakuje około 12 milionów ludzi. Z czego od 5.5  - 7 milionów to straty krwawe: polegli (około 10 %) i pomordowani (90 % ogółu) przez Niemców i Rosjan w czasie II wojny światowej i wojny z reżimem komunistycznym (1944 – 1953?). Reszta to emigracja. Z brakujących dwunastu milionów około połowa to polegli i pomordowani, druga polowa to emigracja zarówno ta wymuszona, powojenna, jak i dobrowolna od lat osiemdziesiątych. Obrazuje to skalę strat. Emigranci są stracenia dla kraju, choć żyją, pracują, mają dzieci. A niektórzy mają się całkiem dobrze na emigracji. Ich praca, wyrzeczenia, oszczędności budują dobrobyt innych krajów. Dla innych zysk, dla nas strata.

     Porównanie liczby ludności i produktu krajowego brutto Polski do Hiszpanii najlepiej pokazuje skalę strat, jakie poniosła Polska tak w majątku narodowym, jak liczbie ludności na skutek drugiej katastrofy w naszych dziejach – wojny pięćdziesięcioletniej (1939 - 1989). Malkontenci mogą powiedzieć, że te porównanie nie jest adekwatne. W 1938 roku w Polsce był pokój, zaś w Hiszpanii toczyła się wojna domowa. Porównywanie Polski z Hiszpanią są mylące, bowiem zaniżony jest dochód i liczba ludności Hiszpanii na skutek krwawej wojny domowej (1936-1939). Prawdą jest, że jeśli zaniżone są parametry Hiszpanii na skutek toczącej się wojny domowej, to tym bardziej zaniżone są wyniki Polski na skutek: a) pierwszej wojny światowej (1914-1918), b) wojen z lat 1918-1921 z Sowietami, Ukraińcami, Niemcami, Czechami, powstań, etc., wreszcie c) przezwyciężania skutków podziału kraju między trzech zaborców. Hiszpania niepodległa w XIX i XX wieku miała rząd, który lepiej lub gorzej, ale dbał o swoich obywateli. Polska podzielona była rządzona na sposób kolonialny przez zaborców, którzy w ogóle nie dbali o interesy ani kraju, ani jego mieszkańców. Pierwsza wojna była katastrofa dla Polski, walki toczyły się na jej obszarze powodując olbrzymie straty ludzkie i materialne. Hiszpania zaś zachowała neutralność i zarabiała krocie na obydwu stronach konfliktu. Po pierwszej wojnie przyszły kolejne wojny w Polsce. Suma strat w majtku i ludności z lat 1914-1921 jest porównywalna do strat w II wojnie światowej. Jeszcze w dwadzieścia lat później w 1938 roku Polska nie nadrobiła wszystkich strat z lat 1914-1921.  Zatem jeśli zachwiane są proporcje z roku 1938, to raczej na korzyść Hiszpanii, niż Polski, mimo toczącej się wojny domowej na półwyspie Iberyjskim

      Inne ciekawe porównanie, to konfrontacja danych Polski i Niemiec. Porównanie ofiary napaści i napastnika, ofiary i kata. Polski, które ostatecznie znalazła się w gronie zwycięzców i Niemiec, które poniosły absolutną klęskę. Stosunek PKB w 1938 roku Niemiec do Polski to 4,6 : 1. Przed wojną Niemcy miały gospodarkę wartą ponad 4 i pół razy większa niż Polska. Obecnie ten stosunek to 7.5:1! Kiedyś była przewaga, dziś mamy dominację gospodarczą Niemiec. Takie są liczby, takie są fakty. Oznacza to, że po przegranej wojnie gospodarcza przewaga „przegranych” Niemiec nad „zwycięską” Polską wzrosła o dwie trzecie! Jak tu można pisać o rzekomo zacofanej gospodarce Polski przedwojennej i rzekomo nowoczesnej, rozwiniętej Polsce współczesnej? Na skutek wojny pokonane Niemcy traciły około 8 % terytorium, zwycięska Polska prawie 21 %! Wygrany stracił dwa i pół razy więcej terytorium niż pokonany. Jeśli chodzi o ludność, to populacja Polski od 1938 wzrosła o około 10 %, zaś Niemiec o prawie 20 %. Znowu sukces Niemic. „Przegrane” Niemcy biją „zwycięską” Polskę na każdym polu. Szczęśliwie spora część tego wzrostu populacji Niemiec to tureccy i kurdyjscy gastarbeiterzy importowani masowo od lat sześćdziesiątych, a obecnie muzułmańscy uchodźcy… zewsząd. Owa milionowa muzułmańska mniejszość, to już nie atut, ale prawdziwa tykająca bomba. Chyba, że… Niemcy się zdenerwują. Lepiej ich nie budzić. Niemcy wiedzą, jak rozwiązać problem irytującej mniejszości we własnym kraju. Problem przecież znacznie wówczas mniejszej, praktycznie minimalnej mniejszości polskiej czy żydowskiej z roku 1938 rozwiązali za pomocą kul i komór gazowych. Niech muzułmańscy uchodźcy tak się nie cieszą, że trafili do niemieckiego raju. Niemiecki raj szybko może zmienić się w niemieckie piekło. Niech żyją na walizkach, czekając dnia i godziny.

    W prawie 80 lat po zakończeniu wojny „zwycięska” Polska nie nadrobiła dystansu do „pokonanych” Niemiec ani w gospodarce, ani w liczbie ludności. Powstaje naturalne pytanie: kto „wygrał”, a kto „przegrał”? Polska rzekomo wygrała wojnę, czy znalazła się w gronie państwa zwycięskich. Jednakowoż Polska – zniewolona, zamieniona w sowieckiego wasala Polska Rzeczypospolita Ludowa – państwo ściśle podporządkowane Związkowi Radzieckiemu, przegrała powojenne półwiecze. Wraz z gospodarką PRL na dno poszli Polacy, przymusowi mieszkańcy tonącej łodzi. Zresztą podobny przegrany los dotknął wszystkie opanowane przez Sonetów tzw. demoludy w Europie Środkowej i na Bałkanach. Ciekawe, ze parytet PKB np. Polska do Czechy, czy do Węgier z roku 1938 roku nadal w zasadzie obowiązuje. Zupełnie jakbyśmy my wszyscy z tej części Europy, która znalazła się pod panowaniem Związku Sowieckiego po II wojnie, wyszli z wielkie zamrażarki. Po osiemdziesięciu latach zamrożenia dopiero teraz puszczaj lody. Zaczyna się prawdziwa, niezakłamana gospodarcza rywalizacja. Jakby tych 80 lat nie było. Rzecz jansan nie licząc znacznie niższym poziomem startu (patrz porównanie do Hiszpanii)

      Polska, która „wygrała” wojnę, przegrała pokój – przymusowo, musiała przegrać pod sowiecką dominacją i sowieckim wyzyskiem, jako PRL nie miała żadnej szansy na wygraną i rozwój gospodarki – zaś Niemcy, które przegrały wojnę, wygrały pokój. Dotyczy to wszystkich pokonanych państw Osi: Włoch, Niemic i Japonii. Weźmy Włochy. Przed wojna siódma, obecnie ósma gospodarka świata. Obsunięcie o jedno miejsce to skutek awansu Chin na drugie miejsce. Włosi zachowali swoją pozycje. Ale Włosi to lenie, poza tym ich przegrana była bardziej mentalna niż rzeczywista. Po upadku reżimu Mussoliniego nie mieli specjalnej motywacji by zakasać rękawy i brać się do roboty. Przeciwnie Japończycy i Niemcy. Poniósłszy wielkie ofiary w wojnie zakończonej totalną klęską zarówno Japończycy, jak Niemcy mieli bardzo silną motywację do zwyciężenia w pokojowej, gospodarczej rywalizacji. No i mieli taką możliwość, w przeciwieństwie po socjalistycznej Polski, Czech, czy Węgier. Niemcy zachodnie w krótkim czasie odbudowały swój kraj, dzięki pomocy USA, i zaczęli zalewać świat pierwszorzędnymi jakościowo towarami w atrakcyjnych cenach. Nastały czasy niemieckiego cudu gospodarczego. Przed wojną Niemcy były trzecią potęgą gospodarczą, po USA i ZSRR, dziś zajmują czwarte przez skok Chin. Warto zauważyć, że Włochy i Niemcy faktycznie zachowały swoja pozycje, na mapie gospodarczej świata z czasów sprzed wojny. Największy sukces w gospodarce odnieś Japończycy. Przed wojną szósta gospodarka, po wojnie przez długi czas była druga gospodarka świata, ustępującą tylko USA. Dopiero kilka lat temu Japonię została zepchnięta na trzecie miejsce przez budzącego się olbrzyma – Chiny. Zdumiewający sukces, gospodarcze Waterloo Japonii. Państwa, które przegrały wojną: Włochy, Niemcy, Japonia, one wygrały pokój. Szczególnie Niemcy, a najbardziej Japończycy.

     Wiele rozwodziłem się o przegranej Polski: gospodarczej, czy ludnościowej. Jest jednak kraj, który bardziej przegrał. Rosja, czyli Związek Sowiecki. W 1938 roku Związek Sowiecki był druga gospodarką świata, wyprzedzając nieznacznie Niemcy. Intensywna, szalona, bezlitosna industrializacji ZSRR forsowana przez Stalina, i okupiona milionami ofiar, miała sens gospodarczy. Na krótka metę. Dzięki swojej potędze gospodarczej Związek Sowiecki odniósł wielkie zwycięstwo: wygrał wojnę z Niemcami i Japonią, stworzył imperium w Eurazji, zagroził dominacji USA i… I czterdzieści lat później nastąpił kolaps. Zapaść. Implozja. Związek Sowiecki nadął się, rozpadł się i zdechł. Związek Sowiecki był niczym sowiecki, nafaszerowany sterydami atleta, który zdobywszy seryjnie złote medale na olimpiadzie po powrocie do domu umiera na serce. Doping dał mu zwycięstwo, doping go zabił. Związek Sowiecki był na trzecim miejscu w 1938. Obecnie Rosja (142 mln. ludności) zajmuje 12 – 13 miejsce z gospodarką równą gospodarce Australii (24 mln.), czy Hiszpanii (46 mln.). Przy czym gospodarka Rosji jest uzależniona od cen surowców. Przy wzroście cen ropy naftowej, czy gazu ziemnego Rosja awansuje może o jedno miejsce, gdy cena tych surowców spadnie osunie się na 14-15. Rosja i gospodarka Rosji to wydmuszka. Kolos na glinianych nogach. Państwo napędzane cenami surowców. Gospodarka np. Hiszpanii, czy Australii jest znacznie mocniejsza i stabilniejsza. Ich gospodarka nie zależy tak bardzo od cen surowców. Australia – licząca 24 miliony mieszkańców ma PKB równy PKB Rosji liczącej 142 milionów mieszkańców, sześć razy więcej ludzi, i posiadającej niezliczone bogactwa naturalne. Stosunek gospodarek ZSRR i Polski przed wojną to 4.6 : 1, dziś to 2.7 : 1. Współcześnie gospodarka Polski wzmocniła się względem gospodarki Rosji o prawie połowę, dokładnie o 42 %. Gospodarczo w ostatnim 80-ioleciu Polska zyskała tylko względem Rosji. Jedyny to pozytywny dla nas wniosek z powyższych tabel. Oznacza to również, że Rosja nie zagraża, bo nie może, militarnie Polsce.

    To nie porażka, to klęska Związku Sowieckiego i Rosji. ZSRR poniósł straszliwą klęskę gospodarczą, odniósłszy pierwej wspaniałe militarne zwycięstwo. I dlatego Związek Sowiecki upadł a Polska i inne zniewolone kraje odzyskały wolność. Rosja, prawny spadkobierca ZSRR, jest w głębokiej, czarnej, gospodarczej dziurze. Gdy nie ma gospodarki, to i armia nie jest groźna. Zagrożenie ze strony Rosji to fatamorgana, rozsnuwana umiejętnie przez sprytnego prezydenta Putina. Komu zagraża Australia? Na kogo napadnie Hiszpania? Przecież to śmieszne pytania. Rosja od zawsze prowadziła agresywną politykę, politykę podbojów i dominacji, ale obecnie, szczerze mówiąc, prezydent Putin nie ma armat. Może tylko potrząsać szabelką, i nadymać się udając większego i mocniejszego niźli jest. Są takie żaby, które w obliczu zagrożenia nadymają się, wydając się dwukrotnie większe. Ale to nadal to te same małe, wstrętne żaby. Współczesna Rosja, rządzona prze Władimira Władimirowicza Putina to taka mała, nadęta, paskudna żaba. I choćby nie wiem, jak zręcznie Putin nie wymachiwał szabelką, choćby nie wiem, jak się nadymał, nie zmieni w niczym faktu, że gospodarczo Rosja to poziom Australii. Niech tylko prezydent Putin uważa z tym nadymaniem. Zbytnio nadęta żaba pęka jak balon. Ale Rosja posiada 5000 głowic atomowych, spadek po ZSRR, w przeciwieństwie do Hiszpanii, czy Australii. O tym nie wolno zapominać.

     Takie są wstępne wnioski z porównania dochodów narodowych niektórych państw w 1938 roku i współcześnie. Dla nas niezbyt pocieszające wnioski. Nie wolno jednakże zakłamywać rzeczywistości, bowiem ci co tak czynią koniec końców okłamują jedynie samych siebie. Czasami zwycięzcy okazują się przegranymi, zaś przegrani odnoszą spektakularne zwycięstwa. Nie ma absolutnych klęsk, ani nie ma absolutnych zwycięstw. Mała pociecha. Zmienia się postać świata, by pozostać niezmienna. Liczą się tylko aktualni zwycięzcy. Miniona chwała nic nie znaczy. A rywalizacja nigdy się nie kończy. Jest jak jest, świat jest taki jaki jest. Nie liczą się moralne zwycięstwa, lecz zwycięstwa rzeczywiste, liczne w miliardach jednostek pieniężnych i w miejscach w tabelach PKB. Ciekawe są również wnioski na temat innych państw, jak tzw. Wielka Brytania, Francja, czy zwłaszcza USA. Lecz to temat na oddzielną analizę.

      Wielki, genialny poeta Włodzimierz Majakowski pisał: „Jednostka! Co komu po niej?!… Jednostka zerem, jednostka niczym, sama nie ruszy pięciocalowej kłody… Partia - to jedno, co mnie nie zdradzi”. Ale partia zdradziła złotoustego poetę. Majakowski popełnił samobójstwo, lub został zmuszony do samobójstwa, lub został zamordowany. Pozostała prawda tabel. Prawda ekonomii. Ekonomiści z upodobaniem tworzą takie dane. Gorzkie dane.

   Przytłaczająca i przykra bywa wymowa tabel. Gorzki jak piołun jest smak statystyki dla przegranych. I nie tylko dla przegranych. 

 

 

[1] Mark Harrison, „The economics of World War II: an overview”

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(nominal)

 

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora. 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

Ekonomia podobnie jak psychologia - pseudonauki robią w ostatnich latach furorę. Ciekawe spojrzenie na ekonomię przedstawił E.F Schumacher w książce "Małe jest piękne". Autor omawia takie wady jak chciwość i zawiść, które doprowadzają do zapaści inteligencji. Człowiek powodowany chiwością i zawiścią traci zdolność widzenia rzeczy takimi jakie one rzeczywiście są. Ci ludzie, których dochód narodowy mierzony przez statystyków może rosnąć błyskawicznie nie odczują tego jako dobrodziejstwo. Będą trapieni coraz większą niepewnością i frustracją. Zatracą umiejętność radzenia sobie z najbardziej elementarnymi problemami życia codziennego. Autor wprowadza termin metaekonomii ponieważ przedmiot nauk ekonomicznych jest zbyt wąski, zbyt fragmentaryczny, by mogły one odpowiedzieć na pytania rzeczywiście ważne. Co do modnego terminu 500+....czy nie lepiej byłoby zadbać o miejsca pracy w małych miastach i na wsi by ludzie nie musieli emigrować w poszukiwaniu pracy?
Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-5

Verita

#1531629

Co do ekonomii, to prawda tabel z dochodem na głowę nie pokrywa sie z  innymi prawdami. To jedynie wycinek.Znamy to z życia. Sa ludzie bardzo zamożni, powiadający wiele rzeczy, którzy zapracowani, zafrasowani  bez przerwy gonią, zabiegają za jeszcze wiekszym majątkiem.  Gdy go osiągną, to sa jeszcze mocniej zdenerwowani i zestresowani, bo chcą jeszcze więcej. Po co im tyle pieniędzy? Ja w tym zakresei wolę poprzestać na małym acz wystarczającym. Jak cżłowiek ma co zjeśc, gdzie spać, w co się ubrać, pracuje lecz zostaje mu jeszcze trochę wolnego czasu, to czego trzeba więcej? Tylko jak wypełnić ten wolny czas? Wolny czas to wielki luksus. Dziś dostęny jakże wielu. 

Wracając do ekonomii. Jest tabela szcześliwych narodów, która nie pokrywa sie z tabelą dochodu PKB. Weźmy taką Jamjkę. Jamajczycy są biedni, ale szczęśliwsi niż znacznie od nich bogatsi. Czy to nie piękne? Leżeć na hamaku, rozpiętym między palmami na plaży, patrzeć na szafirowy ocean, błękitne niebo i białą  falę przyboju, popijać z wolna rum, palić cygara, czy od czasu do czasu gandzię i czuć, jak zycie bezboleśnie przepływa przez ciebie? 

A u nas lód, śnieg, mróz, krótki dzień, długa nic i ciągłe, wrzaskliwe kłotnie. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1531638

i daj ludziom pracę jeśli Twoim zdaniem  500+ jest takie szkodliwe. Pomóż zatem odbudować wyprzedane a potem zamknięte zakłady, dać tę pracę, zmienić świadomość u wielu Polaków. Myślę że  nam potrzeba praktyków takich jak np. Tramp zanim został prezydentem. Każdy kto miał w życiu swój warsztat pracy, nie powie "to nie moje, to państwowe" Zatracilismy poszanowanie dorobku pokoleń i ulegliśmy propagandzie. Do odbydowania gospodarki potrzebny jest niestety człowiek i mądre rozwiązania rządzących, chociażby obowiązkowe odpracowanie szkoły państwowej.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Kolejorz

#1531660

świetny tekst, niby głownie PKB, tak często mitologizowane, ale daje do myślenia. podobają mi się też obrazowe porównania. 

warto też pamiętać o II RP, mimo wszelkich wad bylismy skazani na wielkość, wbrew propagandowym zakłamaniom pokutującym i dziś. a skoro wówczas, to i dziś mamy szansę. to może się nie podobać sąsiadującym kolosom. szkoda tylko straconego ćwierćwiecza, gdzie kolejne pokolenie porażono niewiarą, że nic się nie da. chciałbym dozyć czasów, gdy Polonia będzie tu walić drzwiami i oknami, niczym nachodźcy na Zach. Aha, Rosji słusznie nie należy przeceniać ale i tak jest zagrożeniem, dopóki nie dojdzie do ew. rozpadu. choć czapkami już nas nie przykryją. ma wiele do stracenia ale w pewnym momencie, przed ostateczną równią pochyłą, jedynym atutem będzie tylko armia. choć w sumie zawsze straszyli jastrzębiami i niestabilnościami, wymuszając wsparcie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1531669

Nie sądze, aby emigranci walili do kraju oknami i drzwiami. Nie, bo jest im tam, na zachodzie lepiej, cieplej, wygodniej. W Polsce żyje się ciężej, trudniej, niebezpieczniej. I na razie nic tego nie zmienia. Polska to kraj dla twardych, odpornych, nieulękłych ludzi. Są ludzie, w kadym narodzie, dla kórych najważniesza jest bułka z masłem. Dlatego emigrują w poszukiawniu łatwego zycia, i tej swojej wymarzonej bułki z masłem. 

Czy trend może się odwrócić? Może. Ale potrzeba by na to dwóch wydarzeń: 1. katastrofy na zachodzie, 2. katastrofy, która oszczędziłaby Polskę. Już lepiej,  aby takie zdarzenie się nie zdarzyło. . 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1531680