Andrzejkowe wróżby

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

Koniec listopada. W tym roku listopad jest ciepły i deszczowy. Prawie ciągle pada, jak nie opada to kropi, jak nie kropi to mży. Przynajmniej nie ma mrozu. Niebo zastawione ciężkimi, stalowymi chmurami. Wczoraj zaświeciło przelotne słonce. Blask trwał nie dłużej niż godzinę. Ale zawsze to coś. Taki mamy klimat. Był czas się przyzwyczaić. Listopad. Ciężki, ponury czas.

  Czy dla wszystkich? Chyba nie. Ja również lubię sobie poczytać o tych lepszych, wybranych: pięknych sławnych i bogatych. W mediach trąbią o jakimś księciu Barym, który Zaręczył się był z jakąś amerykańską prostytutką, to jest przepraszam: aktorką. Wiem, ze to chamstwo zrównywanie aktorek z prostytutkami. Aktorki są znacznie lepiej opłacane, a poza tym aktorki to współczesne święte, prawie dziewice, to znaczy nie dziewice, dziś dziewictwo nie jest w modzie; to obciach szczególnie w świecie teatru, czy filmu. Czasem jakaś aktoreczka prześpi się z kimś tam, ale nie po to by zdobyć rolę w filmie.. To znaczy, jak dostanie rolę nie będzie źle, ale ona bzyka się z producentem, reżyserem, kamerzysta nie dla kariery, ale tak sobie, z… miłości. Tak, z miłości, to jest właściwe słowo. Bardziej pasujące słowa to latawica, lub ladacznica, Ta amerykańska trzydziestosześcioletnia latawica ma szczęśliwy czas mimo listopada. Złowiła najtłustszego karpia w stawie. Przyjaciółki, które posikały się z zachwytu nad jej szczęściem, nigdy jej tego nie wybaczą, że złowiła albo usidliła księcia Garrego. Niektórzy, niektóre to mają szczęście, jak ta pani, jakkolwiek się zowie. Będzie księżną i to angielską księżną. Czyli najlepszą księżną klasy luks. Sporadyczną grę przed kamerą zastąpi teatr ustawiczny, teatr dwudziestoczterogodzinny. Życie na scenie. Scena będzie życiem. Ale niektórzy o czymś takim marzą. Jako aktorka, ma dobre przygotowanie do bycia księżną. Zamieszka w pałacu. Do królowej będzie mówić: mamusiu! Czy babciu? Chyba nie babuniu? Gubię się w tych królewskich koligacjach. Jak być miłym dla tego królowej – tego zmurszałego klocka z lodu? Czy i książę Harry ma szczęście? Myślę, że ma czego chciał. Trzydziestosześcioletnia, doświadczona aktoreczka ma wiele umiejętności. Wieloletnie ćwiczenia wspaniale rozwinęły wrodzony talent. Kobiety zadają to samo, odwieczne, kobiece pytanie: czego ona ma, czego ja nie mam? Takich jak ta aktoreczka to na pęczki. Piękna i książę. To musi być prawdziwa miłość. Z pewnością to miłość. Jeśli to nie jest miłość, to czym jest miłość?

    Sergiusz Prokofiew napisał operę pod tytułem „Miłość do trzech pomarańczy”. Prawie sto lat temu. Nie wiem, czemu mi się to przypomniało. Jakieś dziwaczne skojarzenia. Może dlatego, że opera dzieje się w świecie fantazji? Tu zaś mamy świat najzupełniej realny, świat niskich lotów, wręcz przyziemny, jak gąsienice w trawie. Ale koniec końców: każdy orze jak może. Jak tu mieć pretensje do amerykańskiej aktoreczki – latawicy, że uśmiechnęło się do niej szczęście?

 

Przyznaję, iż pisze, jak piszę, gdyż zalewa mnie żółć, zawiść i złość. Że nie jestem księciem Darrym, że nie należę do grona sławnych, bogatych, utalentowanych, że taka aktoreczka nawet by na mnie nie spojrzała. Pewnie tak. Ale niech książę Larry uważa. Przy rozwodzie eks-małżonka puści go w skarpetkach. Amerykanki są znane z tego, że umieją dbać o swoje sprawy, szczególnie w przypadku rozwodu. Przy rozwodzie kobieta, szczególnie amerykańska kobieta złupi swego byłego do cna, nie daruje nawet centa. Kto wie, czy aktoreczka nie zażyczy sobie na przykład połowy pałacu Buckingham? Ona parter i pierwsze piętro, on drugie piętro i piwnice? Sutereny do podziału. No i gdzie się podzieje królowa lodu? Królowa sobie poradzi. Wszak w Anglii nie brakuje chłodni. Zawsze jakąś zamrażarkę sobie znajdzie i na tronie w nim zasiędzie. Kiedyś eks-małżonka księcia dostawała nie pałac, ale zamek; nie zamek, ale wieżę w zamku; dokładniej komnatę w wieży zamku z mocnymi, okutymi drzwiami i wąskim oknem, a i to na krótko, bowiem jak żyła za długo, to jakiś gorliwiec ją udusił, otruł, albo odrąbał głowę. Dziś to nie przejdzie. Nawet książę z rodziny królewskiej musi podzielić się majątkiem z byłą małżonką.

    Królowa z nie-bajki, czyli lodowa babcia już zadba o interesy głupawego wnuka, no i o swoje również. Zna się na tym, jak mało kto. Królową, w końcu kobieta, nie ogłupi jej byle kiecka i nie da się oskubać jakiejś amerykańskiej lafiryndzie. Adwokaci korony naostrzywszy pióra jak brzytwy już piszą intercyzę. Nie zwykłą intercyzę, ale prawnicze arcydzieło. Amerykanka nie dostanie ani pałacu, ani milionów, nawet pobrudzonych prześcieradeł nie będzie miała, również pierścionka zaręczynowego nie zatrzyma. W jakich majtkach aktoreczka przyszła w takich wyjdzie. Już babcia - królowa ze zmurszałego lodu o to zadba.

 

Problemy angielskiej rodziny królewskiej - niewiele jest rzeczy, które mniej mnie obchodzą. Co nie znaczy, że nie mogę sobie pożartować z angielskiej rodziny królewskiej jak jest okazja. U nas, na krajowym podwórku, mamy podobną sprawę, też z kręgów szoł -biznesu. Naszego, warszawskiego szoł-biznesu. Nie wiem, czy tu jest więcej szoł, czy biznesu. Nieważne. Pewna znana warszawska modelka zaofiarowała się nieść kaganek oświaty seksualnej do szkół. Uznała, ze Polacy i Polski żenująco mało wiedzą o seksie i ofiarowała się to zmienić, czyli podnieść poziom wiedzy w tej materii. Pytanie o źródła wiedzy modelki o niskiej kulturze seksualnej rodaków pozostawione zostało bez odpowiedzi i nawet uznano je za wulgarne i obraźliwie. Dlaczego? Skoro ktoś wygłasza jakieś sądy, to uzasadnione są pytania o to, na jakiej podstawie to twierdzi. Wierzę, że modelka zna się na rzeczy. Wie o seksie wszystko, a przynajmniej o wiele więcej niż przeciętny rodak. I chce się podzielić tą wiedzą i doświadczeniem z innymi. Ciekawe, czy udziela korepetycji z seksu tylko grupowo, czy też indywidualne? I ile taka nauka u tej pani kosztuje, bo że nie jest za darmo, to pewne.

    Młoda kobieta, modelka, szczupła, włosy blond. Od takiej nauczycielki każdy by się chętnie uczył seksu. Chociaż amatorka, więcej da niż profesjonalista, jakiś specjalista od męsko-damskich ćwiczeń, czyli seksuolog dyplomowany. Seksuologowie, zazwyczaj to dziadki w okularach, albo panie mocno w sile wieku. Kto by chciał do takich zasuszonych okularników uczyć się seksu? I jak tu z nimi przejść do ćwiczeń praktycznych? A przecież seksuologia to dziedzina, w której teoria jest niczym, praktyka wszystkim. Jak pływanie. Kto nauczył się pływać czytając książki? Zaś seksuologowie gorąco zapewniają o swojej głębokiej znajomości seksu zdobytej na podstawie ilości przeczytanych książek, a pytani o praktykę nabzdyczają się i obrażają. Ta modelka - blond włosa charcica o niebieskich oczach podobnie jak jej koleżanki z wybiegu, czy ze sceny, że tak powiem, poznała wszystkie możliwe i niemożliwe układy. Trudno o lepszego specjalisty od seksu. Warszawska modelka czy amerykańska aktorka. Świat modelek, wybiegów, to taki sam świat jak sceny, czy filmu. I panują takie same zasady. Zresztą mężczyźni również chętnie się puszczają, jeśli tylko im się to opłaci. Modelki, aktoreczki, aktorki. Młode, ładne, zrobią wszystko dla kariery, A babska konkurencja jest bezlitosna, nieprzebierająca w środkach.Wierzę naszej modelce, że wyśmienicie zna się na seksie, i że może każdego coś nowego nauczyć. Ale modelka też się obraża. Dziwne.

 

Inna niekończąca się opowieść to perypetie naszego rajdowego kierowcy, który chce powrócić na tor wyścigowy. I niekończące się rozważania: przyjmą go do ekipy, czy nie przyjmą? Wystartuje, czy nie wystartuje? W której ekipie wystartuje, tej w kolorze czerwonym, niebieskim, czy złotym? Ponieważ jestem raczej życzliwy ludziom, a z zasady nie życzę nikomu nic złego, mam szczerą nadzieję, że nasz as kierownicy nie wróci do wyścigów. Nie ze złośliwości, przeciwnie, dobrze mu życzę. Niech sobie jeszcze trochę pożyje. A tak zabije siebie, a jeszcze inni mogą ucierpieć. Nie żarty, jazda w bolidzie z prędkością 300 km/h. Nasz miztszu (mistrz pisany inaczej) miał kilka ciężkich wypadków samochodowych, nie licząc tych mniejszych. Jego anioł stróż urobił się po pachy i nie wiadomo, czy następnym razem sobie nie odpuści. Chyba, że zastąpi go kolega – anioł od spraw beznadziejnych. Kiedyś w artykule ktoś napisał o naszym miztszu kierownicy, że ma równa formę. Jakiś internauta skomentował: forma równa drzewo, mur, drzewo, mur, barierka… Trafna uwaga. Nasz miztsz kierownicy odznacza się jedynie tym, że regularnie kończy wyścigi a to w rowie, a to przeszkadza mu drzewo, które ktoś posadził złośliwie na poboczu drogi, a to taranuje barierkę. A to urywał koło na kamieniu. Nie pamiętam zwycięstw miztsza, za to pamiętam jego wypadki. Mur, drzewo, rów, kamień, mur. Mechanicy muszą go szczerze nienawidzić. Za to producenci samochodów go kochają. Po wypadkach naszego miztsza wyścigowe, kosztowne fury nadają się jedynie na złom. Prawdziwy cud, że miztszu jeszcze żyje. Może ktoś mu w końcu wytłumaczy, że wyścigi wygrywa nie ten, co najszybciej pokona najbliższy zakręt, ale ten, co najszybciej przejedzie całą trasę? Podstawa zwycięstwa: żeby wygrać, trzeba dojechać do mety. Widać tego nie wie nasz miztszu. A skoro nie wie, to już się nie dowie. Może nasz mistrzu ma wadę wzroku: widzi tylko najbliższy zakręt i wciska z całej siły pedał gazu? Kierowcy wyścigowi muszą mieć dobry wzrok, są dokładnie badani. To nie to. To może ma guz mózgu? Przy niektórych chorobach mózgu chorzy wykazują niezwykłą brawurę. Jaki by nie był powód, dla naszego miztsza będzie lepiej trzymać go z dala od torów wyścigowych i bolidów. Miztszu może dłużej pożyje no i innych nie zabije. Szczerze mówić, nie dałbym mu się przejechać moją starą, krowiastą hondą. Stare auto, bo stare, ale po co zaraz kasować samochód. 

 

Kilka historii: o cwanej uliczny z serialu, co załapała się od arystokracji. Jak z baki: piękna i bestia. Bo ta bestyjka – amerykańska aktoreczka – jest całkiem atrakcyjna mimo wieku. Niezwykle zadbana. Nic dziwnego. Jej ciało jest jej towarem. Każdy dobry sprzedawca dba o swój towar. Ona i ryży książę – przypominający orangutana. Potem o nasze podwórkowej gwiazdce z wybiegu dla modelek. Która z seks-amatorki zapragnęła przejść na zawodowstwo. Granica między amatorstwem a zawodowstwem jest często bardzo cienka, wręcz niedostrzegalna. Prawdę mówi powiedzenie: pokochaj swoją prace, a nie będziesz musiał pracować. Na koniec nasz nieudany miztszu kierownicy – za to mistrzowski niszczyciel samochodów. A przecież są to reprezentanci za przeproszeniem elit, którzy budzą podziw, zachwyt i uwielbienie, których każdy krok śledzą dziennikarze, o których rozpisują się media.

 

Wczoraj były Andrzejki, więc ja również sobie powróżyłem. Wróżbą z książki. Dokładnie z Biblii. Ponieważ Andrzejki to 29 dzień listopada, 11-go miesiąca, na chybił trafił otworzyłem Biblię i trafiłem na Drugą Księgę Kronik, rozdział 29, wers 11: „Nuże więc, synowie moi, nie gnuśniejcie, gdyż was wybrał Pan, abyście stali przed Nim, służąc mu, i byli mu sługami, i składali mu ofiary z kadzidła” (II Krn. 29, 11). Czyż to nie piękna andrzejkowa wróżba? Wypada tylko cieszyć się i radować z takiej wróżby. I powtórzyć: nuże więc, synowie i córki. Warto zauważyć modyfikację oryginalnego tekstu. Ja uwzględniłem również kobiety, jako postępowy człowiek XXI wieku. Dla autora księgi kronik, i innych biblistów, kobiety się nie liczyły. On, czy aby Bóg? Pisze tylko o synach, córki nie istnieją. Godny potępienia seksizm i męski szowinizm. Ja jestem lepszy, a na pewno bardziej postępowy. Zatem, synowie i córki! Nuże! Nie tylko ty jesteś. Liczy się nie tylko to, co się mieści między czubkiem twego nosa a pupą. Nie jesteś sam. Jest coś poza mną. Coś większego, ważniejszego, lepszego. Coś, czemu warto służyć. Was wybrał Bóg, byście byli mu sługami. Czy nie lepiej być sługą Pana, niż niewolnikiem żądz, chciwości, złości, zawiści, podłości? Nawet, jeśli w zamian miałabyś złowić ryżego księcia krwi, albo kaprawą księżniczkę? Zyskać miliony, albo wsiąść do bolidu wyścigowego? A sługa znaczy tylko, gdy wykonuje wolę Pana. Nie, co on chce, co sobie ubzdura czy wyśni sługa, lecz co powie Pan. To jego znaczenie, jego sens, jego życie. Jego wolność i spełnienie. Jego ratunek i wybawienie. 

   Czego sobie i innym życzę w tym po-andrzejkowym dniu. 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)