Serce na dłoni.

Obrazek użytkownika Bibrus
KawiarNIA

Wiemy, jak ważne dla każdego jest zdrowie.
To zwykłe codzienne móc wstać i żyć, tak po prostu, jak wczoraj czy przedwczoraj.
Prawdziwie docenić ten skarb mogą jedynie ci, którzy go tracą lub stracili.
Bycie w formie jest ściśle powiązane z lekarzami, bo zdrowie to nie tylko bieganie czy dbałość o siebie.
To również konieczność spotykania się ze służbą zdrowia. Jaka jest dziś ta służba, to każdy wie lub się domyśla. A bywało lepiej, ba znacznie lepiej, w biedniejszych przecież czasach. Wtedy budowano szpitale dla ludzi a nie sprzedawano za grosze dla swoich.

Właśnie na przełomie tych czasów żył pewien niezwykły człowiek-lekarz kardiochirurg, twórca polskiej szkoły transplantacji serca.
Urodził się przed wojną, Jego ojciec był nauczycielem, dyrektorem szkoły i żołnierzem września 1939 roku.
Matka zajmowała się domem, wcześniej pracując w majątku  pana Oppenheima jako sekretarka.
"Byliśmy szczęśliwi a słowa przysięgi małżeńskiej traktowaliśmy nie jako formalność, ale jako zobowiązanie na całe życie"-tak mówili rodzice mojego bohatera.
Po klęsce wrześniowej ojciec przebywa całą okupację w obozie jenieckim-Arnswalde.
Ciężkie chwile okupacji i niewoli pomaga przetrwać matka, która nie idzie na współpracę z Niemcami i odmawia podpisania "volkslisty".
Z listu ojca do matki o wychowaniu syna:
"Pamiętaj zawsze traktować go jako człowieka dorosłego. Zawsze poważnie, nie strasz go nigdy i niczym, nie oszukuj go nawet w żartach czy drobiazgach. Niech płacze gdy wychodzisz ale niech prawdę wie. Pragnąłbym, byśmy wychowali prawego i dzielnego człowieka. Nie rozpieszczaj go. Kocham was bardzo i tęsknię niezmiernie..."
Po wojnie rodzina w komplecie. Rodzice pracują i wychowują syna. Nasz bohater wspomina-..."pamięta też oddziały Ukraińców w mundurach SS, które maszerowały przez wieś i ludzi, którzy przed nimi uciekali. To byli zwykli bandyci."
Koniec wojny to powrót do rodzinnych Miedniewic w marcu 1946 roku. W liceum koledzy nazywali go "Misiek", nie był wzorowym uczniem. Maturę ledwo, ale zdał. Trenuje boks pod okiem legendy- Tadeusza Pietrzykowskiego. Swoją pierwszą poważną walkę na ringu przegrywa w trzeciej rundzie. Kończy z boksem. Chciał zostać filozofem, rodzicom udaje się przekonać go do medycyny.
W 1956 rozpoczyna studia medyczne w Warszawie.
Dziwnym zbiegiem okoliczności wybiera chirurgię, pierwsza operacja to wyrostek robaczkowy.
Po studiach ma na koncie ponad 100 operacji. Pierwsza praca-szpital w Wyszkowie, później służba wojskowa, izba chorych.
Rok 1969 to początek pracy w szpitalu Wolskim.
Lata siedemdziesiąte to praktyki w USA u najlepszych kardiochirurgów:
-prof. Wesołowski, Rene Favaloro, Adrian Kantrowitz ten ostatni proponuje stały pobyt i pracę ale nasz bohater odmawia, Polska ważniejsza.
Po jakimś czasie, z wielkim trudem tworzy zespół i dokonuje drugiej w Polsce transplantacji serca. Zespół staje się rozpoznawalny, dzięki szybkim postępom w transplantacjach serc. Wszystko buduje od zera w Zabrzu-nasz bohater Zbigniew Religa.
Po latach, kiedy przeszczepy stały się dla zespołu  operacjami wręcz rutynowymi, ktoś dzwoni ze szpitala do Religi i mówi, że pacjent prawdopodobnie umrze, bo serce, nowe serce, nie reaguje. Religa mówi, aby reanimować i masować organ do skutku. Po kolejnych minutach ten sam telefon i ta sama sprawa-czy możemy przestać, bo serce nie reaguje? Religa-"jak przestaniecie walczyć to wam nogi z dupy powyrywam już tam jadę". Kiedy Zbyszek wpada na salę operacyjną, po uprzednim przygotowaniu chirurgicznym, pacjent nadal jest niezgodny z nowym organem, który nie reaguje i wydaje się być martwy. Religa bierze serce w dłonie i delikatnie zaczyna masować, mija kilka minut, na monitorze ciągła dotąd linia zaczyna falować; mówią, że to cud. Bo to był cud i doktor Religa potrafił go sprawić jeszcze wielokrotnie.
Palił jak smok, klął jak szewc, jeździł jak wariat ale pracował po 17 godzin na dobę. Każdy pacjent był dla niego równie ważny, bez względu na status materialny czy jakikolwiek inny. Religa zawsze walczył o życie człowieka do końca.
W trudnych czasach przełomu lat osiemdziesiątych, gdzie brakowało wszystkiego a rękawiczki jednorazowe były wielorazowe, dokonywał rzeczy niezwykłych. Do zespołu włączył wojskowy samolot, który latał z organami na hasło: "akcja serce", odzewem było powiedzenie: "operacja czerwony październik". 
Takie były początki polskiej transplantologii serca, która stała się sławna w świecie dzięki Zbyszkowi Relidze.

Ciąg dalszy tej opowieści jest w opracowaniu.

Materiały pisane kursywą z książki autorstwa:
Judyta Watoła
Dariusz Kortko.
"RELIGA".
Polecam tę niezwykłą książkę o niezwykłym człowieku.

Filmu "Bogowie" nie oglądałem uważam, że książki są lepsze.

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.5 (głosów:17)

Komentarze

Bardzo ceniłam Profesora i zawsze życzliwie go wspominam.Zdjęcie, które wkleiłeś jest niezwykłe w swojej wymowie. Taki, fotograficzny, pomnik Zbigniewa Religi. W Profesorze było tak wiele zdroworozsądkowej normalności i ludzkiego podejścia do życia. Lubiłam go słuchać. Potrafił w sposób prosty i logiczny wyjaśnić, uspokoić, nauczyć. Przypominał w tym mojego ojca.

Nie choruję na serce, dzięki Bogu, ale był moment w moim życiu (dawno temu), że zadrżałam ze strachu. Którejś nocy obudziło mnie głośne, rytmiczne stukanie. Nie było to łomot, ale odgłos przypominający raczej  rąbanie drzewa. Pomyślałam nawet, że być może mój ojciec zszedł do piwnicy w środku nocy i używał sobie na pieńku:) jednak zdałam sobie sprawę, że ten hałas dochodzi z mojej  klatki piersiowej, i że bardziej go czuję, niż słyszę. Przerażona zmieniłam pozycję, układając się na wznak i słuchając coraz cichszych uderzeń serca, po prostu usnęłam. Rano opowiedziałam wszystko tacie, a on z uśmiechem, skokojnie, wyjaśnił, że musiałam sobie przygnieść serce i trochę się broniło z ciasnoty. Kochany człowiek:) W jednej chwili wszelkie lęki uleciały, a serce mam nadal jak dzwon, co obwieścił lekarz, robiąc mi USG. :) 

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1474365

To człowiek dwóch epok.

Wychowany i wykształcony za czasów PRL-u pochowany za czasów "rozbiorowych".

Jego przykład to dowód na to, że dobrzy ludzie, fachowcy, prawdziwi patrioci mogli wyrosnąć nawet z tego złego systemu.

Kogo dziś wypluwają współczesne kuźnie elit?

Samolubnych i nastawionych na totalny egoizm egocentryków, gotowych sprzedać własną matkę za posadę w "UE".

Musimy się na nowo policzyć w przeciwnym razie biada nam, biada.

Pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-7

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1474382

Ludzie pokroju Religi mają jedną cechę. Czegokolwiek by nie robili, robią to całym sobą. Bez względu na sytuację i okoliczności.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

              

#1474391

znakomity oddaje prawdziwą naturę duszy Polaków.

"...bo Polacy są jak lawa..."

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-5

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1474410

Przynajmniej Ten temat trzeba uszanować

Bo osoba Niezastąpiona to pewne

Choć wielu z zawiści znajdzie cechy wredne

Czas się opamiętać jeśli  wygrać mamy

Chyba że zacietrzewienie to omamy

Pozdrawiam

 
Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1
#1474406

ja tu dostrzegam coś bardziej groźnego. Myślę teraz całościowo nie tylko poprzez pryzmat tego wpisu.

Mnóstwo złych zachowań, oczerniania, kłamstwa, zawiść i całe to zło drzemiące w narodzie, przegląda się tu jak w lustrze.

Ludzie niosący w sobie taki potencjał zła nie są w stanie być wolnymi, nie potrafią unieść ciężaru posiadania własnego

państwa, którego odpowiedzialność zwyczajnie ich przerasta.

Naród skarlał i skurczył się lecz jeszcze żyje.

Pozdrawiam.

 

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1474411