Żegnam kolegę. Śp Krzysztof Gonet (Toruń )

Obrazek użytkownika antysalon
Kraj

Wieczorem 17 września, będąc w Warszawie, w przeddzień wylotu do Lizbony ( główny cel Fatima ) otrzymałem telefon z Torunia, że zmarł jeden z moich serdecznych kolegów, Krzysiu Gonet!

Krzysztof, Krzysiu, młodszy ode mnie o trzy lata.

Torunianin, rocznik 1953, chłopak z Kozackich Górek; tam na ich stromiżmie się wychował; latem czysty niemal plażowy piasek, zimą kapitalne miejsce na saneczkowe szaleństwa.
To były jego i rówieśników tereny "łowieckie".
Podstawówka, potem II LO na Łąkowej ( komuniści przemianowali na H. Sawickiej, dziś znów stara nazwa).
Studia na UMK, ekonomia.
Od 1976 roku praca w Zakładach Włókien Sztucznych "Elana" w Toruniu ( potem ZWCh Elana), staż oraz do kwietnia 1990r. w Dziale Ekonomiki i Planowania.

Poznałem go jesienią 1977r, gdy po ukończeniu studiów (przed studiami kilka lat pracowałem) też jako stażysta rozpocząłem tamże pracę.
Obaj przepracowaliśmy w Elanie po kilkanaście lat ( Krzysiu 17, ja 16 ); kariera od stażysty po dyrektora.

Bliżej go poznałem w czasie karnawału Solidarności, a jeszcze bardziej w połowie lat 80, w stanie wojennym; był moim sąsiadem, trochę pomagałem jemu przy budowie domu.
Zaczynał mając jedną, żle osadzoną łopatę i kulawą... taczkę, która co rusz się chciała przewracać.
I zbudował ten wymarzony dom.

W poł. lat 80 przekonałem go do spółki z innymi kolegami z podziemnej "S" do zaangażowania się w działalność samorządu pracowniczego w naszej firmie.
Nasz samorząd był jednym z kilkunastu na całą Polskę ( na ponad 6000 działających) aktywnych, zadziornych i mocno kłopotliwym dla komuny.
Był solą w oku partii, esbecji.
Z dokumentów IPN mnie dotyczących wynika, że MSW w Warszawie powołało specjalny zespół, aby rozwalić tę toruńską zarazę, gdyż wykorzystywaliśmy maksymalnie nasze skromne prawa czyniąc z samorządu Elany niemal oficjalną Solidarność.
Co doprowadzało do szału partię, esbecje i zsobaczone opzz.

Śp Krzysiu był dla nas, dla samorządu elanowskiego skarbem.
Był świetnym ekonomistą, doskonałym kosztowcem.
Dzięki jego wiedzy, informacjom znaliśmy doskonale koszty poszczególnych asortymentów w grupie wyrobów finalnych oraz koszty
poszczególnych wydziałów.
Mieliśmy wiedzę o kosztach w miejscu ich powstawania, co nam mocno pomogło, gdy ja wiosną 1990r wygrałem konkurs na dyrektora Elany, a śp Krzysztof został moim pierwszym zastępcą, dyrektorem finansowym

Krzysiu był twardym zawodnikiem, stanowczym, upartym, pewnym siebie, swej wiedzy.
Jednocześnie bardzo skromnym, nigdy się nie puszył, nie wynosił.
A wiedzę o firmie miał przeogromną, którą dzielił się z nami.
Był tylko specjalistą w dziale, ale niekwestionowanym liderem.
Na dodatek miał niesamowity dar klarownego wywodu n/t ekonomii, kosztów, finansów (jako uczestnik wielu kursów biznesowych wiem co piszę).
Dzięki niemu mieliśmy swój własny elanowski latający wolny uniwersytet.
Wolny od idiotyzmów tzw ekonomii socjalistycznej.
Ś.p Krzysiu był w radzie pracowniczej naszym ministrem finansów w najlepszym tego słowa rozumieniu.
Szkolił w tej materii nie tylko nas, lecz także naszych kolegów z podziemnej "S" w Toruniu
To wszystko czyniło, że mieliśmy rzetelną wiedzę o kosztach, wynikach, przewidywanym zysku.
Byliśmy nie tylko partnerami dla ...derekcji, lecz co istotne przymuszaliśmy ją do podwyżek płac, dopłat do wczasów, premii, 13, itd.

Ok r.1985 ( pamięć już zawodzi) zmarł Krzysia szef( który za każdym razem przestrzegał go, aby od takich jak ja trzymał się z daleka!!.).
Derekcja i partia, uznały, że Krzysia trzeba zagospodarować czyli wreszcie awansować.
Tyle, że była istotna przeszkoda, śp Krzysiu był totalnie niesocjalistyczny.
Tak więc owoczesny przełożony dyr. pionu z sekretarzem partii wezwali go na rozmowę, zaproponowali jemu stanowisko kierownika działu Ekonomiki i Planowania pod warunkiem, że Krzysiu wstąpi do partii.
Krzysztof zdecydowanie odmówił.
Dali mu czas do namysłu.
Następnego dnia uczynił to samo.
Zaproponowali wersję lżejszą, akces do skundlonego opzz.
Krzysztof też odmówił.
Wtedy w akcie rozpaczy jego dyrektor wyrzucił zsiebie taką ofertę "Krzysztof! to chociaż podpisz deklarację do pronu"!
Też nie!
Na to czerwony ze wściekłości dyrektor wykrzyczał;" Tu już nigdy nie awansujesz! Nigdy! nigdy!"
Na co Krzysiu spokojnie odrzekł!
Ja wcale nie muszę awansować.

Cały Krzysiu!

Wszystko odmieniło się wiosną 1990r.
Zanim złożyłem dokumenty na konkurs zapytałem Krzysztofa, czy w razie sukcesu zgodzi się być moim pierwszym zastępcą-dyrektorem finansowym.
Zgodził się, ale też postawił swoje warunki, na które ja też przystałem.
I tak oto od kwietnia 1990 razem pracowaliśmy do r. 1993.
Krzysztof był bardzo kompetentnym finansistą, stanowczym.
I co istotne był lojalnym.
Zresztą cała moja ekipa ( dyrektorów) z wyjątkiem jednego zastępcy ( to była największa moja kadrowa pomyłka karierze szefowania ) była lojalna, dlatego po przewałce i odwołaniu mnie wszyscy odeszli ( poza tym wyżej wspomnianym kretem) nie zgodzili się dalej pracować z nowym szefem.
Wcześniej jeszcze po moim zawieszeniu w czynnościach dyrektora, Krzysztofowi zaproponowali p.o. dyrektora.
Krzysztof odmówił.
Miałem wielkie zaufanie do Krzysztofa.
Był do bólu uczciwym.
Nigdy nie wdepnął w żadne szambo, a okazji miał bez liku ( ja też!).
Po jego parafce z lewej strony dokumentu w ciemno podpisywałem, gdyż wiedziałem, że jego podpis jest gwarancją.

Już latem 1990r oddłużyliśmy Elanę, poprzez mądrą restrukturyzację wierzytelności/należności doprowadziliśmy do tego, że nasi klienci-odbiorcy włókna także odzyskali płynność.
Pozbyliśmy się działalności ubocznej ( chlewnia, ogrodnictwo, ośrodki wczasowe od gór po Bałtyk ), transportu , budowlanki; wydzierżawiając te ogony.
A to był Krzysia koncept.
Jego największa zasługa.

Kilka lat walczyliśmy z bezmyślnym, tępym doktrynerem Balcerowiczem o obniżenie tzw dywidendy, niszczącej, karzącej firmy za poczynione inwestycje.
Te rozmowy z ludkami Balcerowicza, to był koszmar.
Widzieliśmy ten durnowaty upór urzędników, wykonujących polecenia Balcerowicza- rozwalić cały ten niby nic niewarty przemysł.
Miałem porównanie wiedzy, kompetencji, jakości argumentów naszych i tych od Balcerowicza.
To było coś z koszmarnego snu.
Tępy upór, nie bo nie!

Dopiero za rządu premiera Jana Olszewskiego nasze starania odniosły skutek.

Dostaliśmy się do wiceministra MF J. Zdrzałki.
Krótki, kilkuminutowy wywód Krzysia zrobił na nim wrażenie.
Bowiem mieliśmy zysk operacyjny ( na wszystkich produkowanych asortymentach, a także na dzierżawach majątku), mieliśmy płynność finansową, 30 % eksportu, ale stratę papierową na wyniku z powodu tej cholernie wysokiej dywidendy.
Zaproponowaliśmy MF powiększenie funduszu założycielskiego o wysokość nieuregulowanej dywidendy i od tego momentu bieżącą jej płatność.
Minister wezwał do siebie panią dyrektor ( pamiętam tę tępą glamzę! I.D. ) i polecił jej przygotować decyzję stosowną do naszej propozycji.
Ponieważ znaliśmy mitręgę, lenistwo urzędników MF obawialiśmy się, że może to trwać wiecznie.
Wtedy Krzysztof delikatnie zaoferował pomoc, pokazując ministrowi ...gotowca- projekt decyzji, którą miał w zanadrzu.
Pan minister szybko przeleciał wzrokiem tekst i wręczając go czerwonej z oburzenia pani dyrektor, polecił przepisać na blankiecie ministerstwa i za chwilę dostarczyć do podpisu na jego biurko, a nas zaprosił na kawę.
Po 10 minutach mieliśmy w ręku decyzję MF ze wszystkimi detalami.

I tak po kilku latach nasza firma odżyła.
Mogliśmy wreszcie starać się o kredyt na rozwój Elany.

W roku 1994 Krzysztof mimo iż był spoza byłej nomenklatury, był ciałem obcym dla postkomuchów, otrzymał ofertę dyrektora filii Banku Handlowego w Toruniu.
I przez ten okres nic mu się nie przylepiło do rąk; żadna afera, a czasy były jak wiadomo wyjątkowo smrodliwe.

Pracował tam przez wiele lat, do momentu, gdy dopadła go jakaś paskuda odsercowa.
Groził mu nawet przeszczep serca.
Musiał iść na rentę.
Rzucił palenie, mocną kawę i po jakimś czasie grożba wizyty w Zabrzu ustąpiła na tyle, że spotykaliśmy się na rowerkach oraz na małym piwku.
Niestety stan zdrowia nie pozwolił mu już na powrót do dawnej aktywności zawodowej.
Spotykaliśmy się co jakiś czas.
Nigdy nie narzekał, nie marudził, nie zrzędził.
Brał te przepisane prochy i cierpiał, choć tego nie okazywał.
Był na swój sposób twardzielem.

Miał swoje pasje.
W czasie studiów wędrował.
Tam poznał swoją przyszłą żoną Dankę, do której zawsze zwracał się Danuś.
Oboje kochali góry.
Wędrówki po górach.
Był zażartym kibicem lokalnego sportu; hokeistów Pomorzanina, żużla Apator, piłki.
Grał i to nieżle amatorsko w tenisa.
Kilka lat mu zajęła budowa domu.

Kilka lat temu przeżył tragedię, śmierć starszego syna.
Było tak Krzysztofowi jak Dance ciężko.
On sam dzielnie znosił ten straszny ból.
Cierpiał.
Niósł ten swój krzyż bez narzekania.

Potem kolejne kłopoty.
Wizyty, zabiegi, pobyty w szpitalu.
Ból cierpienie.

Bardzo ucieszył się, gdy został dziadkiem.
Z wielką radością mówił mi, że jego synowa oczekuje kolejnego dziecka.

Wielokrotnie umawialiśmy się, aby go odwiedzić, a nawet na spotkanie na Starówce, na małą szklaneczkę czegoś.
Warunek Krzysia był jeden.
Musi dobrze się czuć.
Dzwoniłem, a Krzysiu nie odbierał!
Odwiedziny też nie były wskazane, z tego względu, że bał się infekcji.
Zgodnie z naszą umową oznaczało, że jeśli nie odbiera, to jest w szpitalu lub bardzo żle się czuje.

I wiadomość o śmierci Krzysztofa zastała mnie na walizkach, na kilkanaście godzin przed wykupionym lotem do Lizbony, aby stamtąd udać się do sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej.
Zmarł w sobotę 16 września ( urodził się 1 września ).
Pogrzeb był w czwartek 21 września.
Niestety ja nie mogłem Go osobiście pożegnać, był nasz starszy syn.

ŻEGNAJ KRZYSIU!

Byłeś dobrym człowiekiem, dobrym kolegą.
Mieliśmy wiele sposobności do spotkań, do rozmów.
Wiele dobrego zrobiliśmy razem pracując.
Byłeś podporą naszej ekipy.
Wyważony, uczciwy, lojalny, kompetentny.
Zawsze mogłem na Ciebie liczyć.

Spoczywaj Krzysiu w pokoju.

pzdr

p.s. Wróciłem z Portugalii we wtorek i nie wiem, czemu tak długo zabierałem się do napisania tego tekstu.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

Witaj antysalonie z Torunia. Dzięki wielkie za piękne świadectwo o Twoim wiernym i dobrym przyjacielu Krzysztofie Gonet. Niełatwo się czyta takie newsy, ten jednak przeczytałem właściwie jednym tchem, gdyż jest napisany językiem szczerym i pełnym miłości, pełnym wdzięczności za dobre życie. Na pewno świat byłby lepszy w swych posadach, gdybyśmy mieli więcej Takich wiernych przyjaciół na których zawsze możemy polegać. Dobry przyjaciel, to wielki skarb od Boga, mówi nam mędrzec, kto go znajdzie, skarb znalazł. Dołączam się zatem w modlitwie za duszę śp. Krzysztofa, prosząc dobrego Boga o łaskę Niebieskiego Jerusalem dla Niego. Pozdarwiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1549360