Masa ... kretyńska, impresje przeróżniste po powrocie z Giżycka

Obrazek użytkownika antysalon
Kraj

Już z enumeracji tagów zalatuje problematyką, tematyką przeróżną.

Zacznę więc nieadekwatnie do tytułu, od peanów na cześć mojego rodzinnego Giżycka.
Miasto co rusz, co rok piękniejsze.
Naprawdę, bez kitu.
Tyle, że drogie.
Jak tam zyć? ceny warszawskie!
Nawet te polne mirabelki żółte, czerwone były na targowisku po ... 6zł/kg!
W sieciówkach tak samo!
Kosmos!
Może tam mieszkają krezusi? tylko jak to pogodzić z bezrobociem w tym regionie ponad 22%, w Giżycku ponad 20%!?
Miasto bardzo zadbane, tak jak onegdaj czyściutkie.
Przebogata, różnorodna zieleń.
Mnóstwo eleganckich sklepów!
Piękne lodowisko, ze świetnie utrzymaną taflą.
Ba! nawet ...pewex'y czyli second hand'y tam wyglądają jak ... boutiqui! poważnie.
Trudno uświadczyć zaniedbane domy.
Pamiętam, że od lat zawsze była drożyzna.

Qaye, mariny, pełno żaglówek yachtów, do wyboru pod każdym względem.
Gizycko od wielu lat ma jeden mankament... piwo!
Dominują te piwopodobne ... siuśki "wielkiej piątki", zalewające od lat Polskę swym produktem High Gravity Brewing.
Jest w całym Gizycku tylko jeden punkt, gdzie można napić się... prawdziwego piwa!
Generalnie unikam reklamowania czegokolwiek, gdyż mi za to nie płacą!
Lecz tym razem pójdę na ostro!
Będzie bar, producent piwa i jego nazwa.
Bar zwie się " Wieprz i pieprz" # nad kanałem Łuczańskim, za mostem kolejowym w stronę jeziora.
Piwo to Warminskie z browaru Kormoran.
Podają tam z kija, kilka rodzaji.
...rawdziwe! dobre! piwo!
Nasz młodszy syn, który płynął w czasie mojej 'wizytacji" Giżycka z Wilkas na Węgorzewo mówił mi, że w tamtejszych karczmach, tawernach nad Mamrami też było to warmińskie piwo!
Tak więc, skoro jestem smakoszem piwa ( sam dla siebie!), to będę chwalić produkty małych, lokalnych browarów, a wyżywać się na tych piwopodbnych zlewkach made in" wielka piątka".
Howgh!
Choć bardziej stosowne byłoby ... beknięcie!

Czas na kretynizmy, masę kretyńską!
Nowobogaccy na wodzie!
Żaglówki, motorówki, ślizgacze, skutery z silnikami mocy od 300 KM w górę! czyli nawet w sumie 500 i 1000 KM ' jakieś kilkupiętrowe szkarady, potwory wyjące, rozrywające toń mazurskich jezior.
Przychodzi taki kark! i mówi tak: nie interesuje go ile metrów kw żagla ma łódka, tylko ile KM ma silnik!
Onegdaj silniki, takie malutkie też były rzadkoscią na jachtach, na żaglówkach.
I nawet jesli były, to i tak Kanał Łuczański (ponad 2100 m, jak dobrze pamiętam) łączący Niegocin z kompleksem Mamry dla zasady żeglarze pokonywali na burłaka lub na pagayach.
To był taki styl, warunek sine qua.
I już po wyjściu z niego stawiało się patyk, a szmaty wciągało się na wysokości kapitanatu, czyli przed COS( Centralny Ośrodek Sportu, inaczej zwany COSTiW)!
Tak samo płynąc odwrotnie z Mamr(Kisajna) niemal do kanału na żaglach!
A teraz? te leszcze walą na silniku pewnie aż do Sztynortu i od! mimo iż warunki doskonałe.
Żenada!
A jachtów zatrzęsienie.
Największe na mnie wrażenie robią te repliki z gaflowym ożaglowaniem!
Przecudne.

Kierowcy!
Drogi na Warmii i Mazurach to często niemal OS ( oesy,),na do tego nasi kochani rodacy!
Generalnie są chyba bez wyobrażni? albo bezmyślni, wredni i złośliwi.
Nie zjedzie, nie da się wyprzedzić, blokuje, tamuje wręcz prokuruje zagrożenie.
I totalna durnota.
Zero uprzejmości.
W Ostródzie w trakcie padającego deszczu wpuścilismy na zwężce przed siebie gwałtownie szarżującego miejscowego miniwana.
Na co jakiś też miejscowy ( rej. NOS, szkoda, że nie zwróciłem uwagi na jego numery, bym mu w internecie zrobil... reklamę) idiota jadący tuż za nami przez ponad minutę na nas trąbił, walił długimi światłami i puszczając kierownicę pukał się w czoła to jedną , to drugą ręką!
Na wysokości Lubawy zjechaliśmy zatankować.
Połowa stacji była zablokowana, dostawa paliwa.
Niemiec z Norymbergi stanął wielkim autobusem tak bezmyślnie przy dystrybutorze, że zablokował wjazd do sąsiedniego, zmuszając nas i innych na wiele minut czekania.
Wystarczyłoby, żeby podjechał 1 metr dalej!
Przedtem omal nie przykleszczył bokiem do wysokiego krawężnika jakiegoś małego opla!
Zapytałem go czy w Niemczech też tak się zachowuje i kto mu dał prawo jazdy.
Zaczął pyszczyć! więc go zapytałem złośliwie " Który to fuhrer dał panu ten schein"?( fuhrerschein - prawo jazdy).
Aż zabulgotał!
Pożegnałem go, żeby uważał bo może stracić 500 euro!
Zgłupiał! zapytał czy jestem polizei?
Ja! genau! oberpolizei!
Richtig!
Tanzen!, tanzen! zwei zasranzen!
O! Tannenbaum!, o Tannenbaum!( w linii prostej od tego miejsca jest 25 km od ... Pola Grunwaldzkiego).

W moim mieście Toruniu, co rusz jest taka rowerowa hucpa, zwie się masa krytyczna.
Ja zwę ten ich grupowy terroryzm masą raczej kretyńską.
Rowerzyści, to po PO ( Tusku, Komorowskim, Kopacz)## kolejna grupa bezczelnych uzurpatorów.
Ich ani piesi, ani zmotoryzowani nie interesują!
Gdy znajdą się na ścieżce rowerowej, a w grupie szczególnie! wtedy dostają jakiegoś amoku, małpiego rozumu, szczególnej odmiany głupawki.
Nikt poza nimi nie istnieje.
Każdy poza nimi to wróg.
Oni ekologiczni! a my do ....kompostowni.
Babcia, dziadek, dziecko, kaleka! to dla nich obiekt do rozjechania!
Dlatego nienawidzę tych wielkich zbiorowych imprez.
Co jakiś czas wybieram się na trasę, robię min. z 15-20 lub 50/60 km, ale staram się unikać tych stadnych okazji.
Z dala od masy... kretyńskiej.( wystarcza mi koszykówka, łyżwy, drążki na Piekarskich Górkach).
Jak ja nie znoszę wszelakiej chamuły! ( chamułą nasz śp Ojciec zwał te spędy typu 1 maja, 22 lipca).

I pociąg skarbów! złoty pociąg!
Ja też zgłaszam się jako przyszły beneficjent!
Też mam szczególny pociąg! do... tego pociągu!
Bowiem tam może być to, co nam Niemcy zrabowali, jak weszli na moje rodzinne ziemie pod Grodnem 22 czerwca 1941 i do lipca 44 grabili, kradli, wywozili.
Tak więc nie jestem gorszy od Putina ani Światowego Kongresu Żydów!###
Ale się narobiło!
Teraz to już pani Kopacz nie wyruszy ze swą menażerią nad morze na wyjazdowe bimbałko!
Na mur! ruszy w te sztolnie Dolnego Śląska, już bez mikrofonów, patelni, biurek, stołow i garnków! lecz z wykrywaczami do metali szlachetnych.
Zabierze Siemoniaka niby to na spotkania wyborcze w Wałbrzychu.
Zbysiowi ( temu co przy cmentarzu z Sobieiakiem w jednorękich grali) dadzą prokurę wyborczą, plakaty, banery, a sami ruszą z łopatami w poszukiwaznie skarbu, złotego pociągu!
Pani Ewa doświadczenie przytorowe już nabyła na trasach stolica Wrocław Psie Pole i Kraków Tunel, więc expierence okołopociągowy ma!
I wykopaliskowe też! vide jej z impetem wgłąb minimum metr!
A ciągu do złota, do skarbów chyba jej nie zbraknie! mając w perspektywie POst po 25 pażdziernika!

pzdr

# tamej! we wtorek wieczorem, wyciągnałem z wody ( razem z giżycaninem Andrzejem, kolegą z lat studenckich) gościa, którego "okoliczności" zwiały do kanału Łuczańskiego.
## na szczęście ani premier Kopacz, ani B.Komorowski z Dworak,ami nie zapaskudzili mojego pięknego Giżycka
### taką okoliczność przed wojną na Kresach, obywatele Polscy wyznania Mojżeszowego zwali tak " Jeszcze Icek w ....., a oni mu już jarmułkę szyją!"

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:12)

Komentarze

Piszę "krytycznej" żeby sie ktoś tam znowu nie poobrażał albo żeby sie nie poczuł obrażonym. Zacznę od tyłu antysalonie bo ja lubie od tyłu - zachodzić sprawę. Zacznijmy od złota. Idzie wojna antysalonie więc każdy gram tego kruszcu może być drogocenny. Choć to na dwoje babka wróżyła bowiem często fakt posiadania jakichś kosztowności w czasie zawieruchy wojennej może być powodem do jeszcze szybszego pozbawienia nas życia. Dlatego osobiście to te pieniądze wolne co mi jeszcze fiskus nie ukradł składam do pewnej skrzynki, którą zamierzam zakopać w pewnym miejscu na mojej niedawno zakupionej działce. Że stracą na wartości ? A co za różnica. Jak bedzie wojna to tym bardziej każdy pieniądz nawet ten trzymany w banku też straci na wartości. W razie co będe miał czym palić w kominku. No bo wirtualnymi pieniędzmi się nie da, prawda ? Dlatego też zainwestowałem w te działke bowiem stawiam na własną wytwórczość rolno spożywczą. W czasie wojny za litr bimbru da się załatwić więcej niż za gram złota, a i bezpieczniej bo za bimber to człowieka nie zamordują. Ba. Jak będzie dobrej jakości to jeszcze mu nawet jaką ochronę dadzą. Ale ze mnie kombinator no nie ? Dlatego też ten pociąg do złota jakoś we mnie zbytnio się nie rozpalił. O ile nie jest to kolejna "kaczka" dziennikarska to niech tam znajdą i te bursztynową komnatę i wiele innych dzieł. Choć osobiście to bym wolał całe sterty dokumentów historycznych o tajnych i mniej tajnych operacjach hitlerowskich i kto z kim i gdzie i oczym się układał. Oj to dopiero byłby skarb złota.

Co do rowerów to od kiedy każą mi jeździć w jakimś chełmofonie i od kiedy albo musze jeździć po tych ścieżkach albo po ulicy pełnej samochodowych piratów to kompletnie zarzuciłem ten sposób rekreacji. Bo chełmofon mnie poprostu "w k...", a jako wolnościowiec chce sobie jeździć tam gdzie mi się podoba o ile nie naruszam kogoś własności. Bo ja popropstu lubię sobie pojeździć, a nie się ścigać. Jak dostałem pierwszy rower, a był nim składak "Karat" to ten fakt akurat wiązał się z innym, a mianowicie wakacjami w Kołobrzegu. Rzecz jasna rower musiał jechać ze mną na wakacje obowiązkowo tylko, że niestety nie mieścił się on w starej "gebelsowskiej" dekawce mojego wuja, którą nad te nasze polskie morze mieliśmy popylać. Tak też mój tato wykoncypował, że rower nadamy wcześniej pociągiem do Kołobrzega, a przy okazji młody (czyli ja) gdzieś pod samym dworcem Warszawa Wschodnia nabierze pierwszych szlifów kolarskich. No i przyznaje, że w nabieraniu tych szlifów byłem nad wyraz ambitny. Tato absolutnie nawet nie zamierzał montować mi jakiegoś kija za siedzeniem twierdząc, że "jak się nie psewrócis to się nie naucys". No i leżałem. Chyba z 10 razy albo lepiej aż w końcu zaskoczyło. Ach ten wiatr we włosach. Nagle zakręt, a za zakrętem centralnie na mnie idzie kobieta z dwoma siatamy w rencach. BUUUM. Kobita siedzi, ja leże, rower tyż leży i tylko sie tylnie kółko jeszcze kręci, a siaty poszły w drabiezgi i tylko jajacznice rozmazaną na asfalcie widać. Eeech. Takie były to początki mojego rowerowania.

Co do masy "krytycznej" to pełna zgoda. Jest tego zatrzęsienie i na drogach i ulicach. To tak jak widzisz wycieczkę w górach, która idzie na "Rysy", a tam panienki w szpilkach, a panowie w klapeczkach. No i rzecz jasna idą tak jak stoją bo przecież upał, słoneczko świeci, a że to góry i pogoda może w przeciągu pół godzinny się diametralnie zmienić to nic to. To, że podchodzimy 700m w górę, a tam warunki atmosferyczne mogą być zupełnie inne od tych na dole to też nic. Bezmyślność jest poprostu porażająca. Pomyśleć, że jak kiedyś się zapisałem do "Yachtclubu Polskiego" to pierwsze 12 miesięcy nie robiłem nic tylko szlifowałem lewą burtę jakiejś łajby dużej. Dopiero potem pozwolono wejść nam na wodę. A jaka to frajda była jak w końcu człowiek doczekał się możliwości popływania "Omegą". I tu też najpierw robiło się za balast, a dopiero potem była szkoła manewrowania. Fajnie było tylko trza było na główkę uważać (haha).

Co do cen w Giżycku to jakoś mnie to nie dziwi. Tak swoją drogą czy zainteresowałeś się tym ilu właścicieli, którzy posiadają tam jakiś sklep, bar czy cokolwiek innego są osobami pochodzącymi i mieszkającymi w Giżycku ? Czy być może jest to większość, która z Giżyckiem nie ma nic wspólnego ? Bo często gęsto tak jest nad naszym polskim morzem gdzie własiciele takich barów czy innych lokali w Mielnie czy innym Darłówku na codzień mieszkają gdzie indziej. Biznes nad morzem działa tylko w sezonie więc trzeba wydoić z turystów jak najwięcej kasy, Potem pół roku praktycznie wszystko stoi zamknięte, a opłacać teren trzeba. Może pod tym kątem coś się zmienia ale nie sądzę zwłaszcza, że przecież był czas, że nasi turyści wybierali inne miejsca do wypoczynku niż nasz Bałtyk. Co do piwa to lubie smakować jakieś regionalne produkcje ale na codzień pijam "Ciechana". "Ciechana" z kija pije i geja biore na kije (haha).

Akurat za mirabelkami nie przepadam. Ostatnio żona mi arbuza przynieśli i powiedzieli - masz zjeść !!! No to zjadłem. A co, awanture miałem robić ? Że niby arbuz był za słony ? No nie, ten numer nie przejdzie. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1491794

Lubię mirabelki. sa doskonałe na kompot, schłodzone pycha. Rosną wszędzie. Gdy jadę w interior, za dala od dróg, zrywam te najdojrzałsze i się opycham. Opadaja, gniją a ludziom sie nie chce nawet po nie sięgnąć.Gdyby były w ulubionej sieciówce pani kopacz, to zapewne by je kupowali.
Symboliczna wręcz rośnie na gizyckim cmentarzu, sypie swe owoce na otoczenie Krzyża ustawionego Sybirakom. Stawiajac tam znicz pomyśłalem sobie! Boże ilu to naszych o nich marzyło na bezkresnyej nieludzkiej ziemi, tam u sowieta. Nasz wuj r. 1922 ( AK, operacja Ostra Brama, 10 lat Workuty) marzył codziennie o ...ugotowanych, syokich kartoflach. Przeżył, wrócił do Polski w 1957. I codziennie; obiad, i odsmażane na sniadanie i kolację ziemniaki.
Te małe sklepy prowadzą od lat giżyczanie, bo to nie są sezonowe.
A sieciówki to wiadomo czyje.
Pociąg złota.
Pewnie cały Wałbrzych i nie tylko! czeka by ruszyć. i kongres....też. Bronek nie zdążył im oddać polskich lasów, to już się ustawiają po złoto i komnatę.
Arbuzy lubię. To najtańsze teraz owoce. Jest dużo podróbek z Cypru ( dynio/arbuzy mniej słodkie, jaśniejsze pestki). Te tureckie sa doskonałe, b. słodkie, soczyste i dobrze schłodzone z lodówki do gorzałki na zakaskę! np do Baczewski vodka, przedwojenna receptura. (droga, ale dobra).
pzdr

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1491796

... z wypadu na Mazury. Byłem w Giżycku przez całe 4 tygodnie, ale... 40 lat temu. To szmat czasu i wiele widoków zatarło mi się w pamięci. Twoja relacja przybliżyła mi ten piękny region naszej Ojczyzny. 

Cóż mogę od siebie dodać? Chyba tylko to:

 

 

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr

 

#1491806

 była cipowata!, łącznie z minoderyjnym Sewerrynem.

A wtedy żagle ( szmaty) były bawełniane. Po wywrotce, strasznie trudno było postawić łódkę ( bezkabinowe Omegi, Piraty, BM-ki). a jak długo one schły!

40 lat, r. 1975, wtedy studiowałem, w wakacje po zarobieniu w Centrali Nasiennej lub spółce wodenj) na wakacje byczyłem sie z rówieśnikami; piwkując i ...buzuny też.

pzdr

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1491814