Jaskółka dymówka... cwaniara(!?), zakonnice ze Starówki i ogród botaniczny

Obrazek użytkownika antysalon
Kraj

Zostałem ... ornitologiem! Przypadek bez precedensu na moim blogu. Po raz pierwszy od lat 7 i dni ośmiu dziś ani jednego zdania o polityce. Ba! nawet jednego słowa. I zero ...aluzji. Niebywałe! Nie może być!

Dzisiaj przed południem na nadwiślańskich bulwarach vis a vis przystani wioślarskiej AZS napotkałem niesamowitego ptaszka!
To jaskółeczka, jaskółka dymówka.#
Niezwykła.
Nie dość, że nie uciekała, to jeszcze garnęła się do ludzi, podchodziła bardzo blisko pewnej rodziny, której dzieci... przestraszyły się tego odważnego malutkiego ptaszęcia.

Sądziłem, że wypadła z gniazda lub nie posłuchała rodziców i przedwcześnie zabrała się do samodzielnego latania i spadła na ziemię.
Wziąłem ją na dłoń, nie drżała za strachu ( jej serduszku nie waliło), lecz coś tam do mnie mówiła po swojemu, co rusz szczypiąc mnie dzióbkiem w dłoń.

Byłem tym zdziwiony.
Sprawdziłem skrzydełka i nóżki wyglądały na sprawne.
Więc podrzuciłem ją do góry ( wiatr dość silny, ze trzy w skali B dmuchało od Wisły!) złapała lot, swobodnie pofrunęła, aby za chwilę do mnie wrócić, raz wylądowała na mojej głowie, drugi raz na ramionach, cały czas do mnie szczebiocąc.
Nie kwililiła, nie piszczała tylko szczebiotała co rusz mnie dzióbkiem tykając.
Nie rozumiałem co sie dzieje, trzeci raz ją podrzuciłem.
A ona ... znów do mnie wróciła wzbudzając zaintersowanie ludzi opalających się obok na mini plaży.

Cóż było robić? podszedłem do wody, na palcu dałem jej trochę popić.
Od jakiejś życzliwej pani rowerzystki poprosiłem o kawałeczek chleba, okruszków jeść nie chciała. siedziała mi na dłoni cały czas gadając po swojemu i co rusz mnie w dłoń otwartym dzióbkiem tykając.
Żadnej muchy, meszki ani komara jak na złość nie mogłerm jej złowić.

Dopiero po jakimś czasie zauważylem, że ma maluteńką obrączkę na nóżce.
Domyśliłem się, że musiała już mieć kontakt z ornitologami.
Ale czemu nie płochliwa, nie ucieka?
Co prawda żem znawca ( sam dla siebie) pożycia małżeńskiego gęsi irlandzkiej, ale o jaskółce dymówce moja wiedza żadna.

Udałem się do pobliskiego ogrodu zoobotanicznego##, gdyż tam nasz wnuczek Tadzio### lubi odwiedzać m.in. ptaszarnię.
Pani z recepcji/kasy poprosiłem o kontakt z kimś od ptaszków!
A moja jaskóleczka na dobre rozgościła się na dłoni i wcale nie zamierzała uciekać wzbudzając zainteresowanie dzieci wchodzących i wy z ogrodu.
Za moment pojawiały się dwie bardzo sympatyczne panie, które natychmiast... rozpoznały jaskółeczkę!
O to ta ... cwaniara skwitowała z uśmiechem jedna z nich.
Albowiem, to była jej znajoma dymówka; odnaleziona i odhodowanana przez siostry zakonnice z naszej Starówki, zaobrączkowana i wypuszczona na wolność.
Okazuje się, że za bardzo jej się spodobało u ludzi, co rusz do nich lgnie.
Pani z ptaszarni wzięła ją ode mnie i dziś po pracy wywiezie ją za miasto i wypuści, gdyż powinna się usamodzelnić.

Co wybierze jaskółka dymówka?
Naturę, wolność?
Czy znów do kogoś przylgnie?
Niestety jej ufność do ludzi może się zakończyc żle.

pzdr

# (Hirundo rustica), rodzina jaskółkowate
Długość ciała: 17-23 cm. Niewielki, smukły ptak o granatowo połyskującym czarnym wierzchu ciała i białawym lub jasnopomarańczowym spodzie. Gardło i czoło rdzawe, oddzielone od piersi czarną przepaską. Skrajne sterówki wydłużone, przez co ogon jest głęboko rozwidlony. Dymówka jest powszechnie znanym ptakiem, gdyż najczęściej gniazduje w zabudowaniach ludzkich. Nocuje w wielotysięcznych skupieniach w trzcinowiskach.
## 3,8 ha teren w 1797 został wykupiony przez doktora medycyny Johanna Gottlieba Schultza, który zaczął nasadzenia zmierzajace do przekształcenia terenu w ogród botaniczny. Uporządkował, sprowadził nań wiele gatunków drzew i roślinności. Posadził na nim wiele okazałych i rzadko spotykanych okazów roślin europejskich, dając początek ogrodowi botanicznemu.
Po śmierci Schultza majątek, zgodnie z jego wolą, został przekazany Królewskiemu Gimnazjum w Toruniu. Do XIX wieku posiadłość zarządzana była przez ogrodników, jednak podupadła na początku XX wieku z powodu szybkiej urbanizacji miasta, szczególnie Bydgoskiego Przedmieścia. Po I wojnie światowej ogród podupadł i częściowo był dziko zarośnięty. Pomimo starań władz Torunia nie udawało się przywrócić Ogrodowi dawnej świetności.
Duży rozkwit przeszedł Ogród w okresie II Rzeczypospolitej po 1920 r., kiedy przejęły go władze Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, które gruntownie odnowiły teren. Do 1933 roku zbudowano nowe ścieżki i wybiegi oraz zasadzono setki roślin.
W początkowym okresie PRLu, aż do lat 60., ogród posiadał słabą opiekę.
Od 1993 roku Ogród Zoobotaniczny otrzymuje dofinansowanie z budżetu Miasta Torunia.
W latach 90. udostępniono Mini Zoo dla dzieci.
### udokumentowalem to to dla Tadzia. Jedna z pań zrobiła mi moim telefonem zdjęcie z jaskółeczką, aby mi ktoś konfabulacji nie zarzucił.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

Piękny tekst - dziekuję. U mnie tez czasem pod okapem jaskółeczki buduja gniazdo ale tak ufne nie są...

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1490817

Jaskólka uwięziona - była taka pieśń mocno zaangażowana a śpiewał ją Stan Borys ale jak mu beło naprawdę to zapmniałem - chiba Guzek Stanisław al głosy nie daję.

Można jaskółkę zrobić - na znak prostestu chociażby pod kasami bilietowymi "PLL Lot" (alo w ramach reklamy, że niby LOT lota nisko ale za to pewnie).

Można jaja jaskułcze podrzucać o ile kukułki tego wcześniej nie zrobią.

No ale drogi antysalonie skoro ty masz takie dobre źródło informacji jak owa przedstawicielka ptasiego radia to zdradź no proszę co tam jaskółki szczebiocą, a propo polityki ? Czy Dudki będą latoś latać wysoko czy nisko ? Bo widzisz ostatnio ja zadobyłem małą działkę gdzie są przy okazji dwa dość duże naturalne stawy ale tam niestety same Kaczki pływają i nic powidzieć nie chcą. One tylko się na słońcu wygrzewają albo w wodzie pluskają. A jak na tej drodze siedzą to nawet nie raczą ustąpić miejsca. Ostatnio to nawet jedna okwakała mnie pod nosem schodząc mi wyraźnie z dużą niechęcią z drogi.

A swoją drogą to już tak poważnie mówiąc. Nie będzie o ptaszkach ale o innym zwierzęciu. Onegdaj bawiąc w górach i idąc gdzieś na szlaku do doliny Chochołowskiej nagle przedemną zrobiło się spore zamieszanie. Idę i patrzę, że część tusrystów wędrujących stadnie z całymi rodzinami nagle zaczynają zmykać z szlaku i puszczając się pobliskie chaszcze. Gdy podeszłem bliżej zobaczyłem strasznego drapieżnika z rudą kitą. Był to LIS, a właściwie bardzo młody jeszcze lisek bowiem swą wielkością ledwie przerastał Yorka. Część turystów, która nie przestraszyła się owego drapieżnika dała się chyba nawet nabrać bowiem ów lisek przyjął tak smutną postać, że serce się na sam widok krajało. Małe, chude, a te ślipki. Samo nieszczęście. Tak turyści żeby poprawić samopoczucie liskowi dawaj wyciągać batony, kanapki zesrem, wędzoną kiełbasę i co tam kto miał. No to mówie. Ludzie co wy robita ??? Przecież to jest drapieżnik i on tu w tych lasach i dolinach i górach ma "se" coś upolować. A że tu Park Narodowy to ma na co i ma gdzie polować. To nie zima i o akcji dokarmiania lisów nie słyszałem. Potem takiego delikwenta nauczycie do tego stopnia, że będzie on atakował tych co mu czegoś nie dadzą. No i wziełem kijacha i tego cwaniaka małego pogoniłem do lasu. Jakoś nie którym to było chyba w niesmak bo patrzyli na mnie spode łba. Potem, parę lat później też w Tatrach tylko w innym miejscu byłem  swiadkiem jak faktycznie trzy lisy steroryzowały taką wycieczkę (coś z 20 osób), która wygrzewała się nad potokiem. Lisy były agresywne i poprostu polowały na plecaki. Dwa szczerzyły kły i warczały tak by ofiara się wycofała, a trzeci cabach za torbę i do lasu. I kto tego uczy zwięrzęta ? Ano własnie ludzie.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1490823

Coś takiego spiewał Stan Borys, największy, nieudolny rywal śp Czesława Niemena, który co rusz próbowł Czesława prześcignąć! krytykując jego rzekomy brak głosu. cyt.
"...Stan Borys „dostał nagrody w Opolu, Sopocie i na kilku zagranicznych festiwalach, co bardzo poprawiło jego samopoczucie. Problem polegał jednak na tym, że jakby się nie starał, jakich nagród by nie przywiózł, w Polsce zawsze stawiano go za Cześkiem Niemenem. Obydwaj znali swoją wartość, a i charaktery mieli niełatwe, dlatego Polska okazała się dla nich dwóch za mała. Stan Borys wyjechał w końcu za ocean”.
Karewicz wspomina taką anegdotę: „Staszek, po sukcesie na którymś z festiwali, podał publicznie w wątpliwość kunszt wokalny Czesława. Niedługo potem przyszło mu występować w jakiejś nieodległej od Warszawy miejscowości. Śpiewał wtedy z zespołem Bizony, prowadzonym przez Zbyszka Bizonia. Odbyli próbę, zmienili cywilne ciuchy na kostiumy estradowe i gotowi czekali w kulisie. Dobry nastrój poprawiał fakt, że bilety sprzedano do ostatniej sztuki. Gdy nadszedł czas koncertu, ktoś zauważył, że na widowni panuje nienaturalna cisza”.
Karewicz dodaje: „To było zastanawiające, więc odczekali jeszcze chwilę, po czym ktoś zerknął przez szparę w kurtynie. I wtedy z widowni odezwał się niski, lekko zachrypnięty głos z charakterystycznym, wschodnim zaśpiewem: – Nu, Stasiu, czas grać. Toż ja bilet kupiłem! Tak wyglądała słodka zemsta Niemena, który w rewanżu za uszczypliwości kolegi po prostu wykupił wszystkie bilety na ten koncert…"
Niezły był numer z Czesława( to mój ziomal z Wasyliszek, razem z rodziną Wydrzyckich, nasza jechała do Polski ostatnią już okazją wiosną ( po Wielkanocy)1958r przez Grodno/Sokółkę-Ełk.My wysiadliśmy w Giżycku, oni pojechali dalej, do Gdańska.)Gdyby nie ten wyjazd to Czesław i mój najstarszy brat Tadeusz jesienią 1958 poszliby w kamasze, do sowieckiej armii na min. 5 lat. Służyliby gdzieś na Kamczatce, nad granicą chińską...a Polsce to już musieliby zapomnieć.
pzdr

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1490829

A Stana Borysa nie lubiłem. Taki był jak dla mnie zbyt dramatyczny. Ale zaczynał w takiej kapeli "Blackout", a tam i Nalepa i Kubasińska i jeszcze paru dobrych grajków. "Blackout" to w porzo kapela.

Co do Czesia Niemena to muszę tu coś sprostować. Jego rodzina nie pojechała od razu do Gdańska. Trafili najpierw do Warszawy i to na prawobrzeżną Pragę. Mój ojciec często wspominał to, że Czesław wtedy jeszcze zbytnio ani be ani me po polskiemu ale już ładnie przy ognisku na gitarze grał i śpiewał. Zazwyczaj śpiewał jakieś pieśni rewolucyjne po hiszpańsku "el soldato ..." coś tam coś tam :) albo jakieś białoruskie. Do Gdańska to on chyba sam pojechał cho mogę się mylić. W każdym razie był to artysta, który w Polsce wyprzedzał czas. Kto pierwszy w Polsce grał rocka progresywnego ??? Niemen Enigmatic dzięki, któremy powstalo potem SBB. Kto pierwszy w Polsce zajął się rockiem elektronicznym ??? Wiadomo - Czesław Niemen. Szkoda, że nie założył on jakiejś szkoły muzycznej.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1490846

Czesław przemawia prosto do serca.

Bardzo wzrusza mnie historia jego milości do Faridy.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Pobudka!

#1490847

A Niemen nie mieścił się w tej prl,owskiej rzeczywistości, tej duchocie, przaśnej nawet muzyce, którą co prawda niektórzy ( znim włącznie) usiłowali rozkuć z róznym skutkiem.

pzdr

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1490851

z Rzeszowszczyzny. Co zaś do Niemena, to byc może ich wagony z Białegostoku poszły na Warszawę , bo nasze na Gdańsk via Ełk.( nasi znajomi jedni wysiedli w Gdańsku, inni w Koszalinie)
My mówiliśmy dobrze po polsku, nasza Mama bardzo o to dbała. W domu mówiliśmy tylko po polsku. Zresztą naszej mieścinie skąd pochodzimy, był w 100 % żywioł polski. Co prawda były zapożyczenia rosyjskie, szczególnie babcie ( roczniki 1870) lubiły się ... podeprzeć słowem "prostym", chachłackim ( mieszanka polskiego, białoruskiego, rosyjskiego) jak mawiała nasza Mama, która niecierpiała tego języka i zwalczała nasze wtręty. Tam, w naszym domu mieliśmy mnóstwo polskich książek, które nam tuz przed wyjazdem zabrano, po "wizycie" kacapy nie wiedzieć czemu niemal wszystkie wrzucili na gruzowik.
Dlatego moje starsze rodzeństwo już w Polsce poszło do szkoły nie tracąc ani roku klasy.
Ja do pierwszej.
Co do Czesława, to być może tam w Wasyliszkach ( od nas na wschód k/Lidy) jego rodzina mówiła po prostu, po chachłacku. Niewykluczone, stąd i jego początkowa mowa w Polsce została tak zapamiętana.

pzdr

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1490850

Wspaniały tekst Antysalonie. Nie o polityce. Wspaniały, jak wspaniałe są, mogą być kontakty człowieka z innymi cudami, stworzonymi Wolą Stwórcy na tym (póki co) naszym łez padołku.

Ptaki, "ryby" (delfiny), owady, duże zwierzaki, duże koty, małe koty, psy, konie, słonie......
Parę razy doświadczyłem bliskich spotkań trzeciego stopnia nie z ptakiem, ale też z latającym stworzonkiem. Popatrzcie:
 
 
To było najwspanialsze z tych spotkań. Tak jakby ukoronowanie wcześniejszych na moim podwórku.
              Za każdym razem inna ważka przysiadała na mojej dłoni. (z 5 było różnych) Niesamowite wrażenie robi takie stworzonko, które wyląduje, spięte, gotowe do odlotu w każdym momencie, gdy siedzi na palcu, i nagle widzisz jak skrzydełka tego wspaniałego lotnika, te dwie pary skrzydełek opadają i czujesz pełen relaks......I tylko oczka widzisz blisko swoich.  Tylko piękno widzisz stworzenia. Nie ćwierkały, nie mówiły do mnie nic, te ważki jak do Ciebie Antysalonie ta cwaniara, jaskółka dymówka "mówiła".
Choć może ? Kto wie. (bajka z dzieciństwa mi się przypomniała, o chłopcu, co rozumiał tę mowę)
Nie znamy języka owadów, a one przecież, jak i każde inne stworzonka, żyjące w grupach, stadach, chmarach, wiec pewnie używają jakiegoś "języka" też.... I może chcą nam czasami powiedzieć. Jaki ten świat piękny jest i jak one go lubią. Tylko człowiek niszczy tę harmonię, o której czytać możemy na kartach Księgi Ksiąg, w Księdze Rodzaju.....
Niszczy ją człowiek na tysięczne sposoby. Od tysięcy już lat.....Sa słowa w Biblii, pamiętam, ktore mówią:
- a na początku Bóg zniszczy tych, którzy niszczą Ziemię....
Ciekawe, parę tysięcy lat temu zanotowane słowa.
No ale też tam, przeczytać możemy:
- cały świat jest w mocy Złego....
Do czasu będzie w tej mocy.  A ta ważka na tym zdjęciu przysiadła na mojej dłoni, gdy siedzieliśmy w patio pewnej włoskiej knajpki. Na niedzielnym czy też sobotnim będąc śniadanku.
Przy stoliku było nas pięć osób. Innych stolików było chyba z 10.
Ważka przysiadła na mojej dłoni i towarzyszyła nam przy tym śniadaniu może godzinę, może dłużej.
Później podnieśliśmy się od stolika a ona wciąż na mojej dłoni.
Syn do mnie mówi, 
- tata, nie możesz jej zabrać do środka, (musieliśmy wychodząc z patio wejść na salę restauracyjną w budynku) no i ważkę delikatnie postraszył, żeby opuściła to"lądowisko" na mojej dłoni.
A ona, owszem, odleciała, ale natychmiast lądując na moich plecach.
Podeszliśmy z pasażerką do sąsiedniego stolika, gdzie siedziały dwie male dziewczynki z rodzicami, no i tam nasza ważka znalazła chyba następną grupę przyjaciół swoich.
Może było stworzonko na jakiejś misji ?  Może wykonywało zadanie jakieś "bojowe" ?
 
A tu popatrzcie sobie na inne też stworzonka. Ciut więksi przyjaciele człowieka. Już nie latające, a stąpające twardo po ziemi..
 
Śmigus Dyngus w Tajlandii. Czyli celebracja Nowego Tajlandzkiego
Roku:
 
 
i dziecko słonika polewa. A co ! on może ? ja też !
 
 
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/Ow0-xQ39pvM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
 
Raz jeszcze Antysalonie dzięki za wspaniały tekst o cwaniarze jaskółce dymówce i za inspirację dziękuję dla moich trzech groszy.
Myślę, że takie kontakty z przedstawicielami innych gatunków przybliżają nas bardzo do Naszego BOGA, Stwórcy Wszechrzeczy....
 
Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1490825

I niechaj się skichają ci wszyscy co mi pawiana, czy innego golodupca za przodka usiłują przystroić.

A teraz z innej beczki. W połowie maja 1991rr słuzbowo wizytowałem największych odbiorców elanowskiego jedwabiu( poliestrowego) na wyspach.
Po drodze był Londyn; Instytut Sikorskiego, Tower, British Muzeum, Windsor.
W Londynie też Hyde Park. Tam widziałem gościa-ptasznika rozmawiającego z ptakami. On cos do nich "mówił", a one obsiadały go ufnie;głowa, ramiona, ręce.Było to niesamowite.
pzdr
p.s.
mój śp teść miał jeża, który regularnie w nocy jakimś, tylko sobie znanym sposobem właził na jego łóżko, by mu się położyć na poduszce przy ... policzku.Miluszek!

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1490835

Przypomniałeś mi Antysalonie mówiąc o ptaszniku  z Hyde - Parku historię z zamierzchłych lat.

Kiedy chodziłem do zawodówki. Mieliśmy kolegę, który grał w szkolnym zespole big-beatowym. Zespół nazywał się TeZach, od nazwy naszej szkoły, bo to było technikum mechaniczne i zawodówka.

Marek, kolega miał na imię, i grał tym zespole na gitarze. No i śpiewał też. Miał w swoim repertuarze arię z operetki "Ptasznik z Tyrolu".

Czasami na lekcji jakiejś udawało się chłopakom uprosić Marka, by zaśpiewał.....                                                                . Marek już uporoszony i za zgodą nauczyciela, wstawał z krzesła, stawał przy ławce i zaczynał ten śpiew. Bez orkiestry. a capella, ale .... Niesamowity był i ten jego głos. Do dziś słyszę. I widzę go w tej naszej klasie.....Posłuchajcie tego co niżej - podklejam link. Zapewniam, że Marek wtedy, w tej naszej klasie, ten jego śpiew, dla nas, był piękniejszy, niż ten tu na tym filmiku z całą akompaniującą orkiestrą symfoniczną......

 

To nie Marek, ale posłuchajcie:

Lat 20 miał mój dziad.....'

https://youtu.be/5pmmzwg7yCw?t=56

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1490842

"Wziąłem ją na dłoń, nie drżała za strachu ( jej serduszku nie waliło), lecz coś tam do mnie mówiła po swojemu, co rusz szczypiąc mnie dzióbkiem w dłoń"...

=================

Oj ! może to ja nią byłam ? :)

"jaskółka"

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1490839

pzdr

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1490841

... jest "odskocznią" od tzw. bieżączki politycznej. Poprzez ten wpis przypomniałeś wielu ludziom, że muszą żyć w symbiozie z fauną i florą. Co prawda stanowimy najważniejsze ogniwo wśród istot żywych i rozumnych na naszym globie, ale bylibyśmy osamotnieni, gdybyśmy byli pozbawieni przez Stwórcę wszelkich towarzyszących nam zwierząt.

Skoro jaskółka stała się tematem Twojego wpisu, to może przypomnijmy sobie piosenkę w wykonaniu Stana Borysa z roku 1973 na festiwalu w Opolu:

 

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz co uważasz, ale uważaj co piszesz". 

© Satyr

 

#1490848