KOPACZ LIKWIDUJE POLSKIE APTEKI - SETKOM APTEK GROZI ZAMKNIĘCIE

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj

 

                             KOPACZ LIKWIDUJE POLSKIE APTEKI

                             SETKOM APTEK GROZI ZAMKNIĘCIE

    ALARMUJĄ KONFEDERACJA LEWIATAN I ZWIĄZEK PRACODAWCÓW APTECZNYCH

                                                    PHARMANET

 

                     AFERA LEKOWA PROKURATURA ŁAMIE PRAWO

                       WYWÓZ LEKÓW Z POLSKI POZA KONTROLĄ

 

 

Prawo farmaceutyczne nie zawiera żadnej normy zakazującej posiadania więcej niż 1 proc. aptek zlokalizowanych w województwie. Tymczasem inspektoraty farmaceutyczne przygotowują się do zmiany stosowania obowiązujących od 11 lat przepisów, czego efektem mogą być: likwidacja kilkuset aptek, ogromne kłopoty pacjentów i straty Skarbu Państwa - alarmują Konfederacja Lewiatan i Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET. pharmanet.org.pl/

Jeszcze w marcu mogą zapaść decyzje, w konsekwencji których zniknąć mogą setki aptek. Od kilku miesięcy wojewódzkie inspektoraty farmaceutyczne wysyłają do sieci aptecznych zapytania o liczbę posiadanych przez nie aptek.

Sprawdzają, czy liczba placówek należąca do jednego przedsiębiorcy nie przekracza 1 proc. ogólnej liczby aptek w danym województwie. Chodzi konkretnie o art. 99 ust. 3 Prawa farmaceutycznego, uchwalony w 2004 roku, ograniczający wydawanie zezwoleń na prowadzenie apteki podmiotom posiadającym powyżej 1 proc. aptek w województwie.

- Obowiązująca od początku istnienia przepisu praktyka jego stosowania dotyczyła nowo otwieranych aptek, natomiast nie ingerowała w przejmowanie już istniejących placówek w ramach przekształceń własnościowych czy przejęć kapitałowych - mówi dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan i Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET brzmienie art. 99 ust. 3 pkt. 2 i 3 Prawa Farmaceutycznego(PF) nie daje podstaw do innej jego interpretacji niż dotychczas.

Przełamywanie wykładni językowej i stosowanie wykładni celowościowej przy interpretacji przepisów kompetencyjnych skierowanych do organów administracji publicznej jest niedopuszczalne.

Jednoznacznie potwierdza to orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego i Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Zasada ochrony wolności gospodarczej nakazuje zawężającą wykładnię wszelkich przepisów stanowiących ograniczenie swobód.

Sankcje administracyjne można zastosować wyłącznie, gdy istnieje wyraźny przepis zakazujący danego zachowania, a analogia i wykładnia rozszerzająca są w tym wypadku niedopuszczalne.

Rozszerzająca, celowościowa wykładnia art. 99 ust. 3 pkt. 2 i 3 PF, jako rzekomo mającego na celu przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji, prowadziłaby do rażącej niekompletności i dysfunkcjonalności wywiedzionych norm:

a) Ustawodawca nie przewidział żadnego trybu pozbawiania właściciela apteki już wydanych zezwoleń. Nie wiadomo, czy sankcją powinno być odebranie wszelkich zezwoleń, czy tylko zezwoleń w liczbie aptek powyżej ustalonego limitu, a jeżeli tak to wedle jakiego kryterium doboru.

b) Apteki nie tylko powstają, ale ulegają też likwidacji. W tym drugim przypadku wystarczyłoby zamknięcie pewnej liczby aptek ogólnodostępnych, aby limit 1 proc został przekroczony i to bez podejmowania przez przedsiębiorcę prowadzącego aptekę jakichkolwiek działań o charakterze koncentracyjnym.

Należałoby wówczas cofnąć tyle zezwoleń, ile nakazuje konieczność zachowania limitu 1 proc. wywołując tym samym efekt domina.

Ujęcie celu regulacji 1 proc. jako przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji jest niespójne systemowo.

Art. 99 ust. 3 pkt. 2 i 3 PF nie jest przepisem antykoncentracyjnym.

Zakazu takiego nie sposób uzasadnić troską o stan konkurencji, gdyż próg 1 proc. w skali województwa tak bardzo odbiega od powszechnie przyjętych progów pozycji dominującej (w prawie polskim co do zasady 40 proc.), że nie sposób uznać, iż przepis jest odpowiedni do postawionego celu.

Przyjęcie odmiennej interpretacji wywołałoby poważne wątpliwości konstytucyjne oraz co do zgodności takiego zabiegu z prawem międzynarodowym.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Polsce wyrosło kilka sieci, które przekraczają poziom 1 proc. ogólnej liczby 14 tysięcy aptek.

Większość z nich powstała zresztą za przyzwoleniem państwa, zarówno przed jak i po wprowadzeniu regulacji 1 proc.

Naczelna Izba Aptekarska po raz kolejny podnosi temat całkowitej likwidacji aptek internetowych.

Dzieje się to w ramach obrad sejmowej podkomisji zdrowia, słowami  prezesa Grzegorza Kucharewicza i  wiceprezes Aliny Fornal.

Stanowisko zajmowane przez tę instytucję nie tylko oparte jest o mity, brak elementarnej wiedzy na temat rynku e-aptek, ale również posługuje się manipulacją, zrównującą legalnie działające apteki z czarnym rynkiem farmaceutyków w sieci.

Wpis powstał po obradach sejmowej podkomisji zdrowia w sprawie nowelizacji prawa farmaceutycznego, w którym Naczelna Izba Aptekarska po raz kolejny zaproponowała całkowitą likwidację wysyłkowej sprzedaży leków w Polsce.

Na wstępie należy stwierdzić, że problem likwidacji tzw. czarnego rynku farmaceutyków w sieci leży w interesie i pacjentów i samych farmaceutów – również prowadzących i pracujących w e-aptekach, których Naczelna Izba Aptekarska (podobno?) reprezentuje. Jednakże zupełnie czym innym jest konieczność ograniczenia nielegalnego obrotu lekami czy wprowadzania na rynek sfałszowanych produktów, a czym innym funkcjonowanie legalnie działających aptek internetowych.

Wypadałoby również, aby tworząc prawo, opierać się na faktach i elementarnej znajomości rynku, a nie tylko powtarzać od 2008 roku te same słowa, służące w rzeczywistości ograniczeniu rynku, a przede wszystkim utrudnieniu dostępu pacjentom do tańszych leków.

Karygodnym błędem merytorycznym dr Kucharewicza jest stawianie w jednym szeregu legalnie działających aptek internetowych i sprzedawców medykamentów pochodzących z nielegalnych źródeł.

Posługiwanie się wymiennie tą terminologią krzywdzi legalnie działające apteki i powoduje utrwalenie w społeczeństwie znaku równości pomiędzy rzetelnymi przedsiębiorcami i oszustami.

Trzeba wyraźnie oddzielić pojęcie apteka internetowa – dostępne wyłącznie dla legalnie działających aptek, od pojęcia czarnego rynku farmaceutyków – odpowiedniego dla oszustów sprzedających viagrę bez recepty.

Niestety pojęć tych wymiennie używają również instytucje międzynarodowe – to trzeba zmienić.

Za tzw. nielegalny obrót farmaceutykami (czarny rynek internetowy) odpowiadają osoby prywatne lub firmy, które na stronach internetowych sprzedają głównie leki wydawane z przepisu lekarza (na receptę).

Ich katalog jest stosunkowo zamknięty – leki na potencję, odchudzanie, środki wczesnoporonne, czy leki sterydowe stosowanie w sporcie jako preparaty anaboliczne. Oferta tych pseudo-sklepów jest ograniczona do kilku-kilkudziesięciu pozycji i nie ma nic wspólnego z legalną apteką internetową.

Siedziby firm prowadzących te strony są albo nieznane (brak informacji kontaktowych), albo zarejestrowane poza krajami Unii Europejskiej (Rosja, Azja, Kanada, Ameryka Południowa).

Jedynym, ale jak dotąd nieskutecznym sposobem walki z tym procederem są regularne akcje Interpolu.

Mimo, iż skala sfałszowanych leków jest coraz większa, procederu nie udało się (i najpewniej nie uda) całkowicie zlikwidować. Na pewno nie pomoże temu zamknięcie legalnych aptek internetowych.

Z jakich badań p. Kucharewicz wnioskuje, że akurat co trzeci specyfik w sprzedaży internetowej jest sfałszowany lub nielegalnie wprowadzany do obrotu?

Być może opiera się o stare szacunki WHO, być może o dane Interpolu.

Obie te instytucje podają tylko duże liczby z corocznych międzynarodowych akcji.

W Polsce sam Główny Inspektorat Farmaceutyczny twierdzi:

"Problem leków sfałszowanych w legalnym obrocie jak na razie nie dotyczy Polski – prowadzone przez narodowe laboratoria badania leków pobranych z aptek, punktów aptecznych oraz hurtowni farmaceutycznych nie wykazały do tej pory obecności leków sfałszowanych w tych miejscach.

Z doświadczeń rynku aptek internetowych w Polsce, który od 10 lat obserwuję i monitoruję wynika, że nie odnotowano żadnego przypadku sfałszowanego produktu leczniczego.

Dlaczego zatem zamykać legalnie działające przedsiębiorstwa?

Apteki internetowe w Polsce funkcjonują na bazie aptek tradycyjnych, które posiadają odpowiednie zezwolenia i koncesje. Placówki te, oprócz klasycznej apteki prowadzą również sprzedaż wysyłkową, która jest tylko i wyłącznie dodatkowym kanałem sprzedaży. Punkty te zaopatrują się w leki wyłącznie w hurtowniach farmaceutycznych lub u przedstawicieli producentów. Podlegają ścisłej kontroli, tak jak wszystkie inne apteki w Polsce, a wprowadzanie do obrotu leków sfałszowanych mogłoby grozić utratą koncesji i zamknięciem całego (nie tylko internetowego) biznesu. Zarzucanie aptekom internetowym, że handlują fałszywkami pozwala wyciągnąć wniosek, że sfałszowane produkty lecznicze są dostępne w hurtowniach i znajdują się w wielu aptekach tradycyjnych. Sądzę, że mając dostęp do takich danych p. Kucharewicz powinien natychmiast zawiadomić Główny Inspektorat Farmaceutyczny, a także zgłosić sprawę policji i prokuraturze.

Każda apteka tradycyjna, chcąc uruchomić sprzedaż internetową, zgłasza ten zamiar do odpowiedniego Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego, i w przeciwieństwie do tego co mówi Pan Kucharewicz, prawie zawsze jest kontrolowana. WIF ma prawo wstrzymać albo zabronić sprzedaży wysyłkowej, w razie zaistnienia podejrzenia przestępstwa a więc wykrycia podrobionych leków, czy też niespełnienia surowych norm prowadzenia sprzedaży wysyłkowej.

Warto rozszerzyć wiedzę p. Kucharewicza na temat e-aptek i zbić kolejny argument o niemożliwości kontroli tego rynku.

Otóż w Polsce w wykazach WIF znajduje się około 220 aptek zgłoszonych jako prowadzące sprzedaż wysyłkową, z czego realnie działa tylko nieco ponad 150. Zważając na pracę 16 jednostek wojewódzkich WIF, do kontroli wychodzi średnio mniej niż 10 placówek wysyłkowych na jednostkę kontrolną. To, trzeba przyznać, ilość znikoma w zestawieniu z liczbą około 13000 aptek tradycyjnych.

Nie potrzeba zatem żadnych dodatkowych środków finansowych, aby legalne apteki internetowe były gruntownie skontrolowane.

W rozmowie z przedstawicielami kilkunastu największych aptek internetowych uzyskałem informację, że jak dotąd żadna kontrola nie wykazała nieprawidłowości w zakresie sfałszowanych, podrobionych czy nawet przeterminowanych produktów leczniczych wysyłanych do pacjentów.

Podniesiony argument dodatkowego oznaczenia legalnie działającej apteki byłby ciekawy, gdyby nie fakt, że od 2007 roku każda apteka internetowa na swojej stronie głównej musi okazać (w formie dokumentu pdf) skan koncesji.

Oznaczenia funkcjonują już wiele lat i do dzisiaj nie zlikwidowało to czarnego rynku farmaceutyków.

Argumenty, że dokumenty można podrobić są słuszne, ale na koncesji jest organ ją wydający, numer i apteka, której udzielono zezwolenia.

Każdy pacjent dbając o swoje bezpieczeństwo może zadzwonić do odpowiedniego WIF-u lub sprawdzić aptekę w internetowych rejestrach.

Wydaje się, że tworzenie osobnego wykazu jest zbędne, zwłaszcza, że funkcjonowanie aktualnie prowadzonych (np. rejestr aptek prowadzących sprzedaż wysyłkową) pozostawia wiele do życzenia.

Dyskusyjnym pomysłem jest również wprowadzenie koncesji i dodatkowych opłat dla sprzedawców pozaaptecznych.

To tylko pogłębia biurokrację i uprzykrza życie przedsiębiorcom.

Trzeba pamiętać, że podmioty pozaapteczne (stacje benzynowe, kioski, supermarkety) sprzedają ściśle określony i bardzo ograniczony wykaz leków bez recepty, stosowanych wyłącznie w nagłych dolegliwościach.

Odniosę się jednak wyłącznie do sprzedaży internetowej – tutaj podmioty typu e-stacje benzynowe czy e-kioski w ogóle nie istnieją. Natomiast w większości e-delikatesów (e-tesco.pl, e-piotripawel.pl, alma24.pl) leków OTC nie ma w ofercie w ogóle lub występuje kilka pozycji. Problem fałszywek w tym kanale nie istnieje.

Podobne problemy dotyczą nie tylko Polski, ale innych krajów Unii Europejskiej.

Legalnie działające apteki internetowe funkcjonują w większości krajów UE, m.in. w Niemczech, Holandii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Czechach.

W każdym z nich legalne apteki są ściśle poddane kontroli i spełniają surowe wymogi prawodawstwa.

Sprzedają również ściśle określony katalog produktów, wydawanych wyłącznie bez recepty lekarskiej.

W każdym z tych krajów istnieją jednocześnie witryny sprzedające viagrę bez recepty, które jednak w żaden sposób nie mogą być utożsamiane z legalną apteką. Patologii i przestępstw nie można jednak likwidować poprzez zamykanie legalnego kanału dystrybucji i niszczenie perspektywicznej gałęzi biznesu.

Zamknięcie legalnych e-aptek to zlikwidowanie rynku wartego w Polsce około 300 mln złotych, utrata tysięcy miejsc pracy w samych aptekach, a także usługach z nimi powiązanych.

Jest to także pozbawienie pacjentów wygodnego dostępu do tańszych leków.

Proszę wejść do sieci i zobaczyć chociażby stronę opineo.pl, http://static.opineo.pl/press/dl/ranking-sklepow-internetowych-opineo-2015.pdf gdzie pacjenci entuzjastycznie wypowiadają się na temat aptek internetowych i chwalą ich funkcjonowanie.

Wśród dziesiątek tysięcy opinii pozytywnych, mniej niż 2% stanowią opinie negatywne, które jednak nigdy nie podniosły tematu sfałszowanego leku.

Podsumowując powyżej argumenty – zamknięcie sprzedaży internetowej uderzy tylko i wyłącznie w legalnie działające, pozostające pod pełną kontrolą inspekcji i sprzedające oryginalne i bezpieczne produkty apteki.

Apteki, których farmaceuci płacąc składki członkowskie liczą na pomoc Izb Aptekarskich a nie uderzanie w ich interesy.

Postulaty, że to czego nie można skontrolować należy zamknąć jest absurdalny – przytoczone powyżej argumenty wskazują, że nigdy nie kontrolowaliście Państwo, ani nawet nie mieliście zamiaru kontrolować czarnego rynku e-sprzedaży.

Zakaz absolutnie nie zlikwiduje patologii w postaci czarnego rynku sprzedaży farmaceutyków, tak długo jak będzie zapotrzebowanie pacjentów na pewne grupy leków dostępnych wyłącznie z przepisu lekarza.

Ważne jest aby poprzez akcje społeczne i kampanie edukacyjne uświadamiać pacjentów w kontekście bezpieczeństwa zakupu produktów w sieci.

Jako środowisko aptek internetowych jesteśmy gotowi do takiego działania i mam nadzieję, że wkrótce to pokażemy.

Natomiast przestępcami musi zająć się Policja Państwowa i Prokuratura".

W Polsce jedynym podmiotem zyskującym na wprowadzeniu tej ustawy byłby doz.pl – portal umożliwiający zakup leków przez Internet i odbiór w aptekach tradycyjnych na terenie całego kraju.

W rozumieniu przepisów nie jest on bowiem apteką wysyłkową.  Czy zagorzały przeciwnik sieci aptecznych, Pan Kucharewicz, raptownie zmienił front? Czy broniąc niezależnych aptek trochę się nie zagalopował?

 

ILE ZARABIA GRZEGORZ KUCHAREWICZ PREZES NACZELNEJ IZBY APTEKARSKIEJ?

 

Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej dostał od Kopacz podwyżkę w wysokości prawie 9 tys. zł brutto.

To oznacza, że miesięcznie będzie zarabiał ponad 26 tys. zł brutto.

Dodatkowo pensja, jak poinformował Super Express, zostanie mu wyrównana od lutego 2013 r.

Kondycja sektora farmaceutycznego wciąż nie jest najlepsza.

Szczególnie widać to na rynku aptecznym, gdzie od początku tego roku zamknięto ponad 1000 aptek.

Eksperci spodziewają się, że w przyszłym roku zniknie z rynku kolejnych 100-300 placówek.

Tymczasem Naczelna Rada Aptekarska uchwaliła podwyżkę dla prezesa w kwocie, która oburza samych farmaceutów m.in. dlatego, że prezes Grzegorz Kucharewicz ma dodatkowo opłacane służbowe mieszkanie i samochód.

Przeciw podwyżce protestowali aptekarze ze Śląskiej Izby Aptekarskiej i farmaceuci z Gdańska.

Ich głosy były jednak w mniejszości.

Co ciekawe, to nie pierwszy raz gdy podejmowane są próby przeforsowania podwyżki dla prezesa.

Już we wrześniu zgłoszono wniosek o podwyższenie pensji Grzegorza Kucharewicza z 17 tys. zł brutto do 21,4 tys. zł miesięcznie.

Próby te jednak zakończyły się fiaskiem. Tym razem prezes miał więcej szczęścia i dzięki przegłosowanemu wnioskowi jego pensja wzrośnie do ponad 26 tys. zł brutto.

Dodatkowo samo wyrównanie pensji od lutego to około 56 tys. zł na rękę. Zdaniem dr Stanisława Piechuli, wiceprezesa Śląskiej Izby Aptekarskiej takiej pensji prezesowi mogą tylko pozazdrościć aptekarze, których zarobki wynoszą 3-4 tys. zł.

W latach 1012 r. i 2013 r. z powodu koniecznych cieć wydatków w aptekach pracę straciło aż 8 tysięcy farmaceutów.

Działalność aptek w Polsce została bowiem obciążona rozwiązaniami prawnymi niespotykanymi w innych krajach Unii Europejskiej.

Chodzi przede wszystkim o zapis dotyczący zakazu reklamy aptek i ich działalności, który obowiązuje w Polsce od początku 2012 r.

Został on wprowadzony właśnie w konsekwencji działań Naczelnej Rady Aptekarskiej i jej prezesa, Grzegorza Kucharewicza, przy politycznej akceptacji Platformy Obywatelskiej.

Z uwagi na ten zakaz apteki są na przegranej pozycji wobec innych podmiotów, które mogą prowadzić sprzedaż niektórych leków.

Chodzi o tzw. leki OTC, czyli dostępne bez recepty. Mogą one być bez ograniczeń reklamowane przez np. supermarkety czy stacje benzynowe gdzie są dostępne, ale nie przez apteki.

 W konsekwencji spadła dochodowość wielu aptek, a część po prostu została zamknięta. Tracą na tym również sami pacjenci.

W wyniku obowiązujących zapisów zostały m.in. zawieszone programy propacjenckie, obniżające ceny leczenia.

Wysokie ceny leków oraz pogarszająca się kondycja aptek nie wydają się jednak interesować prezesa Kucharewicza oraz jego otoczenia tak jak wysokość pensji.

 

AFERA LEKOWA - PROKURATURA ŁAMIE PRAWO

 

Afera lekowa - śledztwo TOK FM. Inspektorzy chcą zamknąć aptekę, która ich zdaniem łamie prawo. Zamiast skutecznie to zrobić, sami mają kłopoty. A wszystko przez działanie jednej pani prokurator. Ostatecznie za inspektorami ciągną się sprawy w sądzie, a apteka - dwa lata od wniosku o jej zamknięcie - działa nadal. To ustalenia reportera TOK FM - Michała Janczury.

Prezentujemy kolejną część ustaleń dziennikarskiego śledztwa TOK FM, którego osią jest wywóz leków za granicę i jego konsekwencje.

Dziś przedstawiamy działania prokuratury, której ruchy skutecznie utrudniają odebranie licencji aptece biorącej udział w tzw. odwróconym łańcuchu dystrybucji. Decyzje prokuratury sparaliżowały pracę dwóch urzędów.

Jednego z nich - prawie na dwa tygodnie. Sąd krytykuje poczynania prokuratorów w tej sprawie, a my - pokazujemy, jak bezradne jest państwo w tej sytuacji.

 

PAŃSTWO PRAWA? WYWÓZ LEKÓW, PEWNA APTEKA, PANI PROKURATOR

 

Cała historia zaczyna się od jednej z włocławskich aptek. W 2013 roku inspektorzy farmaceutyczni przeprowadzili w niej kontrolę.

Nie mieli wątpliwości - apteka od jakiegoś czasu odsprzedawała leki do hurtowni, czyli brała udział w tzw. odwróconym łańcuchu dystrybucji. Stwierdzili, że to niezgodne z prawem. Odwrócony łańcuch może prowadzić do wywozu leków za granicę i daje duże zarobki.

Wojewódzki inspektor farmaceutyczny (WIF) wszczął więc postępowanie administracyjne, które miało doprowadzić do odebrania aptece zezwolenia na sprzedaż leków, oraz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. To kroki, które inspektorzy podejmują w takich sytuacjach.

Sprawą zajęła się prokurator Beata Smolewska z Prokuratury Rejonowej we Włocławku.

I umorzyła dochodzenie - nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego.

Odnosząc się do odwróconego łańcucha, prokurator Beata Smolewska m.in. zwróciła uwagę, że trudno w ogóle zrozumieć tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji, bo... w Niemczech i Wielkiej Brytanii takie praktyki są dozwolone.

W uzasadnieniu jej decyzji czytamy:

"Rozumienia zjawiska odwróconego łańcucha nie ułatwiają różnorodne zapisy (...) państw członkowskich. Na przykład w Republice Federalnej Niemiec, Wielkiej Brytanii apteki mogą zbywać produkty lecznicze do hurtowni farmaceutycznych, muszą tylko legitymować się komorami przeładunkowymi (...)"

WIF odwołał się do sądu od decyzji prokurator Smolewskiej, ten - nie pozostawił na jej tłumaczeniu suchej nitki.

W opinii sądu, prowadząc kilka miesięcy dochodzenie, prokurator zrobiła niewiele, żeby sprawę wyjaśnić.

Sąd kazał nadal badać okoliczności zdarzenia, a przede wszystkim przesłuchać świadków, bo prokurator umorzyła postępowanie, nie wiedząc, co w tym temacie ma do powiedzenia na przykład kierownik apteki.

I tu cała sprawa by się kończyła, gdyby nie to, że prokurator zadziałała w dwóch kierunkach i - zamiast apteki - problemy ma teraz... inspekcja farmaceutyczna, która sprawę zgłosiła.

 

INSPEKTORATY Z PROBLEMAMI

 

A działo się to tak: apteka, której pełnomocnikiem jest adwokat Jacek Nieszpaur, złożyła w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w Wojewódzkim Inspektoracie Farmaceutycznym - chodzi o przekroczenie uprawnień i nieprawidłowości przy wypełnianiu dokumentów.

Prokuratura - a dokładniej prokurator Smolewska - rozszerzyła postępowanie i sprawdza też, czy sam główny inspektor farmaceutyczny, czyli instancja, do której apteka odwołała się od decyzji WIF, nie przekroczył swoich uprawnień.

 

ZNIKAJĄCE APTEKI W POZNANIU

 

Apteki jednej z sieci znikają z mapy Poznania.

Zdezorientowani pacjenci dopytują, dlaczego są zamykane.

Okazuje się, że to pokłosie nielegalnego procederu.

Leki zamiast do polskich pacjentów trafiały za granicę.

Zamykane są apteki, które brały udział w tzw. odwróconym łańcuchu dystrybucji – tłumaczy Alina Jurek, wojewódzki wielkopolski inspektor farmaceutyczny. Na czym polega ten proceder?

Leki zamiast z aptek trafiać do pacjentów, były wyprowadzane do hurtowni i stamtąd były dostarczane za granicę. Oczywiście z dużo wyższą ceną niż by zostały sprzedane w Polsce. Problem to tym większy, że mowa o lekarstwach ratujących życie. 

Cała polityka rządowa dotycząca rynku farmaceutycznego z wywozem leków za granicę przez hurtownie farmaceutyczne wartości milionów dolarów amerykańskich jest działaniem na szkodę państwa polskiego i zdrowia milionów jego obywateli.

 

              WYWÓZ LEKÓW Z POLSKI POZA KONTROLĄ

    PRZESTĘPCZY PROCEDER MINISTERSTWA ZDROWIA

 

Leki refundowane szerokim strumieniem wypływają z Polski. Tylko w ubiegłym roku wywieziono specyfiki za ponad 2,5 miliarda złotych. Ministerstwo Zdrowia ogranicza się jedynie do ogłaszanie list leków zagrożonych brakiem dostępności. W żaden sposób nie wzmacnia Głównego Inspektora Farmaceutycznego, który ma chronić polski rynek.

Zmiana prawa farmaceutycznego, która miała ograniczyć wywóz leków refundowanych - zgodnie z przewidywaniami ekspertów - nie zahamowała tego procederu.

Ani hurtownie, ani apteki już nie sprzedają leków, do których dostęp jest utrudniony na polskim rynku.

Teraz dzieje się to inaczej. Powstała szara strefa pozyskiwania specyfików i wywożenie ich za granicę.

Istnieją zorganizowane grupy przestępcze, które skupują leki z niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej i domów pomocy społecznej, a następnie sprzedają je na Zachodzie. Interes ten jest tak dochodowy, że prowadzącym go opłaca się nawet otwierać domy opieki tylko po to, by mieć dostęp do leków refundowanych informuje osoba z sektora farmaceutycznego.

Hurtownie i apteki (które mogą sprzedawać leki tylko pacjentom) poddane są szczegółowej kontroli. Nie obejmuje ona jednak niepublicznych ZOZ-ów i DPS-ów.

Efekt jest taki, że pacjenci nie mogą wykupić wielu leków. Badania przeprowadzone przez  Instytut ABR SESTA pokazały, że największe problemy z dostępnością np. preparatów na raka prostaty, białaczkę, czy do leczenia ADHD były w województwach zachodnich.

Pomimo tak trudnej sytuacji rząd nie zrobił nic, aby usprawnić działanie instytucji kontrolujących rynek farmaceutyczny w Polsce. Rzecznik Głównego Inspektora Farmaceutycznego Paweł Trzciński informuje, że "w związku z wywozem leków inspekcja farmaceutyczna nie otrzymała żadnego wsparcia w postaci etatów lub środków na usprawnienie monitoringu i nadzoru nad rynkiem".

Za brak medykamentów w polskich aptekach odpowiada Ministerstwo Zdrowia. To ono stworzyło dogodne warunki dla wywozu leków. Ustawa refundacyjna przepchnięta przez Sejm, przez Platformę Obywatelską wprowadziła niską pięcioprocentową marżę na leki wywożone za granicę w ramach tzw. eksportu równoległego. Dzięki temu specyfik sprowadzony do Polski i objęty refundacją (za co płaci polski podatnik) jest kupowany w kraju, a następnie sprzedawany za granicą za dużo wyższą cenę. Różnice bywają ogromne. Na przykład w wypadku jednego z leków onkologicznych przebicie jest tysiąckrotne. W pobliskiej aptece kosztuje on 3,50 zł, a producent sprzedaje go za ponad 3 tysiące złotych.

Działaniami Ministerstwa Zdrowia, w tym przede wszystkim Departamentu Polityki Lekowej zainteresowała się NIK. Prowadzi kontrolę w departamencie. Choć nie została ona jeszcze zakończona, to - według informacji - wykazuje wiele nieprawidłowości.

Sprawy związane z polityką lekową znalazły się również w zainteresowaniu Prokuratury Warszawa Śródmieście-Północ. Śledczy prowadzą postępowanie  w sprawie podejrzenia o przekroczenie uprawnień przez  wysokich urzędników resortu.

 

Źródła:

 

http://www.polskatimes.pl/artykul/1079000,szef-aptekarzy-zarabia-wiecej-niz-premier-a-aptekarze-traca-prace,id,t.html

 

https://www.gif.gov.pl/pl/nadzor/sfalszowane-produkty-le/informacje-ogolne/sfalszowane-produkty-le/479,Fakty.html

 

http://konfederacjalewiatan.pl/aktualnosci/2015/1/setkom_aptek_grozi_zamkniecie

 

https://www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=POLSCE+GROZI+ZAMKNIECIE+APTEK

 

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,17832804,Afera_lekowa___sledztwo_TOK_FM__WIF_stwierdzil__ze.html

 

http://www.fakt.pl/poznan/apteki-zamykane-w-poznaniu-powodem-nielegalny-proceder,artykuly,511593.html

 

Wojciech Kamiński "Gazeta Polska Codziennie" 24-25.10.2015

 

 

 

 

                           

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

... przecież wspierać Niemieckie koncerny farmaceutyczne, bo takie są rozkazy z Berlina.

A niszczyć Polskie, tak jak to zrobili, z stoczniami, hutami,i wieloma innymi zakładami pracy.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1496808