"GAZETA WYBORCZA" Z BANDERYZMEM W TLE - WYWIAD Z JURIJEM SZUCHEWYCZEM - SYNEM MORDERCY POLAKÓW I ŻYDÓW

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj

GAZETA WYBORCZA Z BANDERYZMEM W TLE

WYWIAD Z JURIJEM SZUCHEWYCZEM SYNEM MORDERCY POLAKÓW I ŻYDÓW

 

Żydowska "Gazeta Wyborcza"(27 - 28 sierpnia 2016 r.) przeprowadziła następny z kolei wywiad z banderowcem, Jurijem Szuchewyczem, synem zbrodniarza ukraińsko - hitlerowskiego, mordercy Polaków i  Żydów,  Romanem Szuchewyczem (Tarasem Czuprynką).

Wywiad "Ile wam Kreml zapłacił? Kiedy my toczymy wojnę z Moskwą, wy jak zwykle wbijacie nam nóż w plecy. Towarzysze mojego ojca z UPA często mi opowiadali, że gdy oni walczyli z Sowietami albo z Niemcami, to AK tylko czekała, żeby zadać im cios z tyłu".

- przeprowadził z Jurijem Szuchewyczem  Igor T. Miecik, zresztą nie po raz pierwszy.

 

Oto ów wywiad:

 

IGOR T. MIECIK:

 

"To nie była nasza pierwsza rozmowa. Jurija Szuchewycza, syna komendanta Ukraińskiej Powstańczej Armii poznałem dwa lata temu. Spotkaliśmy się kilka razy we Lwowie i przegadaliśmy długie godziny. Ich owocem były wywiady w "Gazecie Wyborczej" i w mojej książce o Ukrainie...mówiliśmy o samym Szuchewyczu i jego niezwykłym życiu. Pojechałem też do Lwowa kilka dni po przyjęciu przez polski Sejm uchwały o tym, że "ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały należycie upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane - zgodnie z prawdą historyczną - mianem ludobójstwa...

...Jurij Szuchewycz jest na Ukrainie pomnikiem. Niekwestionowanym tam autorytetem moralnym, kimś w rodzaju świeckiego przywódcy duchowego.

Ma 83 lata i życiorys męczennika. Jako syn zamordowanego w 1950 roku przez NKWD legendarnego komendanta UPA Romana Szuchewycza, sam nie mając nic na sumieniu został aresztowany przez Sowietów jako 15 - letni chłopiec i z krótkimi przerwami przesiedział w łagrach ponad 30 lat. W celi stracił wzrok. Wyszedł w 1989 roku, w przeddzień odzyskania przez Ukrainę niepodległości.

Po zwycięstwie Majdanu w 2014 roku zdobył mandat deputowanego Wierchownej Rady, gdzie w sprawach dotyczących historii jego głos jest wpływowy, zawsze słuchany z uwagą i szacunkiem.

W lipcu jako jedyny deputowany towarzyszył przewodniczącemu Wierchownej Rady Andriejowi Parubiejowi w zakończonych fiaskiem negocjacjach z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim dotyczących wspólnego stanowiska w sprawie rzezi wołyńskiej.

A po przyjęciu polskiej uchwały służył radą deputowanemu Olehowi Musijowi autorowi projektu odwetowej uchwały ukraińskiego parlamentu o polskim ludobójstwie...".

 

JURIJ SZUCHEWYCZ:

 

"...Nie potrzeba Putina, by Bandera i jego koncepcja dzieliły Ukraińców. Nie tylko w Polsce nie jest on darzony sympatią...To efekt pół wieku sowieckiej propagandy. Ale to się zmienia. Po raz pierwszy od lat możemy sami decydować kto jest naszym bohaterem i sami wychowywać naszą młodzież.

Bandera jest niezaprzeczalnym symbolem ukraińskiego patriotyzmu. Czy się to komuś podoba, czy nie...

...Nie można być prawdziwym ukraińskim patriotą odrzucając Banderę. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) była jedynym, prawdziwie niepodległościowym  niezależnym nurtem politycznym, dla którego wolność Ukrainy była wartością najwyższą i jest to rzecz nie podlegająca dyskusji. W rzeczywistości wojny hybrydowej, z którą mamy do czynienia, postawiliśmy niedawno w ukraińskim parlamencie kropkę nad i...

...Można i trzeba...(dotyczy autorstwa Jurija Szuchewycza ustawy, która podważanie zasług OUN - UPA uważa za przestępstwo ( dopisek A.S.).

 

UCHWAŁA POLSKIEGO PARLAMENTU W SPRAWIE LUDOBÓJSTWA NA WOŁYNIU

 

"...To z gruntu, od pierwszego, do ostatniego zdania, zakłamany, szowinistyczny tekst. Czy ktoś tam wspomniał, jakie były przyczyny konfliktu polsko - ukraińskiego na Wołyniu? Czy mówi się tam o brutalnej okupacji ukraińskich ziem etnicznych przez II Rzeczpospolitą, o paleniu naszych cerkwi, albo odbieraniu ich nam przez katolików, o policyjnych pacyfikacjach wiosek, wysiedleniach, wypędzeniach, o tym, że samo słowo "Ukrainiec" było zakazane, a Polacy wprowadzili do obiegu upokarzające nas określenie "Rusin"?

Wołyń traktowaliście jak rezerwuar taniej siły roboczej, niewolniczej wręcz. Pogarda polskich kolonistów dla "chama" Ukraińca, czy określenie "bydło". którym nazywano ukraiński lud tkwią w pamięci każdej wołyńskiej, czy galicyjskiej rodziny. Wie pan, jakie jest moje pierwsze wspomnienie związane z ojcem? To widzenie w Berezie Kartuskiej, polskim obozie koncentracyjnym dla Ukraińców. Miałem cztery lata, ale pamiętam.

Nie wspomina się też w waszej uchwale o planowym mordowaniu Ukraińców na Chełmszczyźnie, Podlasiu i Zasaniu, które Armia Krajowa rozpoczęła jeszcze w 1941roku. Przez niemal całą okupację w stosunku do ukraińskiej ludności polskie podziemie szło ręka w rękę z sowiecką partyzantką, wszystko, byle tylko przywrócić okupacyjne granice sprzed 1939 roku i oczyścić z Ukraińców ziemie, aż po Zbrucz.

A wasza akcje "Burza". O niej też cisza, a była to ostatnia desperacka próba współpracy z Sowietami, znów w imię utrzymania polskich imperialnych zdobyczy na etnicznych ziemiach Ukraińców. ..Określenie "ludobójstwo" to oczywiste zakłamanie historii. Wam zależy jednak jeszcze na powiązaniu, choćby na siłę, ofiar partyzanckiej wojny domowej z Banderą, OUN, ruchem ukraińskich nacjonalistów i obciążeniu ich całą

odpowiedzialnością...

...Doszło do partyzanckiej wojny i masowego antypolskiego wystąpienia ukraińskiego ludu, z jednej strony umęczonego kolonialnym uciskiem Polaków, a z drugiej - podejmującego  samorzutnie akcje samoobrony przeciw groźbie i aż nadto czytelnym, brutalnym próbom przywrócenia statusu quo ante bellum...

...I podczas tej samoobrony wybito 80 tysięcy ludzi?

To kolejne kłamstwo. Przypominam, że polska uchwała sejmowa mówi o 100 tysiącach! Ćwierć wieku temu naliczono 20 tys. ofiar, potem 40, jeszcze później 60, 80, a tera 100 tys. Polacy na siłę wrzucają wszystkich, którzy zginęli podczas wojny i okupacji  na Wołyniu i Galicji do jednego worka z podpisem "rzeź wołyńska". Wszystko jedno, czy zginęli z reki Niemców, Sowietów, zwykłych band, albo nawet wyjechali na roboty do Niemiec. Niedługo naliczycie tych ofiar więcej, niż było przed wojna wszystkich Polaków na zachodniej Ukrainie. To perfidna, przemyślana  i prowadzona konsekwentnie od wielu lat polska operacja propagandowa. Obciążając odpowiedzialnością ukraiński ruch niepodległościowy, chcecie zohydzić i uczynić zbrodniarzami naszych bohaterów, ludzi, którzy położyli fundamenty pod ukraińską tożsamość i państwowość, odzyskali dla Ukraińców godność.

To postkolonialna manipulacja. Pomysł zmierzający do dekapitacji narodu ukraińskiego. Pozbawienie go przywództwa i wartości, tak by znów stał się bezwolną, niewolniczą masą, której będzie można narzucić obce wartości i przywództwo. W tym sensie postępujecie wobec Ukrainy  dokładnie tak  jak Moskwa. Prezentujecie podobne moskiewskiemu postkolonialne  i postimperialne  myślenie, co pokazał otwarcie wasz Sejm 22 lipca. Sądzi pan, że nie wiem co Polacy kryją w głębi serca? Sentymenty o Polsce od morza do morza! Ot co! Wilno nasze i Lwów nasz..

...Jeszcze nie wszystkie ziemie ukraińskie etniczne ziemie wróciły do macierzy...rosyjski Kubań i ziemie nad Donem, na zachodzie zaś Podlasie, Chełmszczyzna, Zasanie i Łemkowszczyzna. Już sam termin "ziemie etniczne" jest niedopuszczalny.

Bo co? Niewygodny dla krajów postkolonialnych, które odbierały ziemie innym narodom? A Polacy w jakich kategoriach myślą? Proszę się rozejrzeć po Lwowie latem, wszędzie wycieczki waszych kresowiaków. Bardzo proszę, niech przyjeżdżają, ale jak się ich posłucha otwierają się oczy: to polski uniwersytet, to cmentarz polskich bohaterów, tu polskie to, tam polskie tamto.

Przez lata nie mogliście o tym głośno mówić, czekaliście na moment słabości Ukrainy.

Teraz, kiedy my toczymy wojnę z Moskwą, wy jak zwykle wbijacie nam nóż w plecy.

Towarzysze mojego ojca z UPA często opowiadali mi, że gdy oni walczyli z Sowietami albo Niemcami, to AK tylko czekała na okazję, żeby zadać im cios od tyłu Pan wybaczy,

skala ukraińskiej kolaboracji z hitlerowcami nie miała precedensu na  terenach byłej II RP. Ukraińska policja pomocnicza. Policja była wszędzie. Na okupowanej brytyjskiej wyspie Jersey służyli lojalni wobec Niemców angielscy boje, nawet czapek nie zmieniając.

Oni nie pilnowali gett żydowskich, ani obozów jenieckich...

...A polska policja granatowa, a policja żydowska to gett nie pilnowała? Dla mnie kolaboracja z Niemcami znaczy tyle samo co kolaboracja z Sowietami, a tu Polacy byli liderami. Zaczęliście juz w 1939 roku, kiedy nie zdecydowaliście się walczyć ze Stalinem tak jak z Hitlerem i mimo, że zapłaciliście za to krwawą cenę w Katyniu, ta współpraca była kontynuowana przez całą wojnę. Kiedy zaś była skierowana przeciw Ukraińcom, była nadzwyczaj harmonijna i skuteczna, a jej ukoronowaniem była akcja "Wisła".

Widać to nawet dziś, bo o Katyniu grzecznie milczycie, a za Wołyń domagacie się od Ukraińców nieustających aktów pokajania. Gdy do Lwowa, albo do Równego przyjeżdżają na przepustki chłopcy z frontu z Donbasu, to co oni czują, kiedy dowiadują się, że ktoś, kto wydawał się sojusznikiem, mówi o ich bohaterach i ideałach, tym samym głosem co rebelianci? Otóż czują, że znów dostali nóż w plecy. Wie pan, że w Ługańsku rebelianci urządzili oficjalną uroczystość upamiętniającą "ofiary rzezi wołyńskiej"?...

...Dobrze by było żeby Polacy przestali Ukraińcom pisać historię i pozwolili nam samym ją napisać...

...To nie Ukraińcy zaczęli tę wojnę na uchwały. Projekt naszej, może być dla Polaków bolesny, ale czas najwyższy by spojrzeli prawdzie w oczy.

 

PS. Tekst jest relacją z trzech rozmów z Jurijem Szuchewyczem z lipca i sierpnia 2016 roku. Bezpośredniej we Lwowie i dwóch późniejszych telefonicznych.

 

Na tej samej kolumnie "Gazety Wyborczej", co cytowany wywiad Igora T. Miecika z Jurijem Szuchewyczem, znajduje się tekst autorstwa Adam Michnika "Klątwa Wołynia. Powrót upiorów przeszłości", będący swoistym komentarzem pomieszczonego wywiadu:

 

...Niech świadczy o tym rozmowa Igora Miecika  z Jurijem Szuchewyczem - powróciły straszne upiory przeszłości, które mogą zrujnować przyszłość obu narodów. Szuchewycz - męczennik...wypowiada opinie  niesprawiedliwe i jednostronne...Ale ten głos  - dość typowy dla ukraińskiego tradycjonalizmu - jest reakcją na uchwałę polskiego Sejmu, w której antypolską krwawą akcję ukraińskiego podziemia na Wołyniu określono mianem ludobójstwa. Uczyniono to chwilę po tym gdy Petro Poroszenko, prezydent Ukrainy złożył kwiaty i ukląkł przed warszawskim pomnikiem ofiar wołyńskiej masakry...Nie wnikając w spór, czy było to ludobójstwo, czy wyjątkowo krwawa czystka etniczna, przyjęcie uchwały, to ze strony polskich parlamentarzystów demonstracja głupoty, szowinizmu i podłości.

Było to splunięcie w twarz ukraińskiej demokracji, ukraińskim propolskim - patriotom. W tej uchwale nie szło o prawdę historyczną, bo tej nie orzeka po 70 latach żaden parlament. Tu szło o pseudo - patriotyczny wyścig elit politycznych, kto zostanie oskarżony o "patriotyczną niedoskonałość", a kto takiego oskarżenia uniknie. Stanowisko parlamentarzystów obozu Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza nie powinno zaskakiwać - damy i dźentelmani z tych ugrupowań niejednokrotnie już demonstrowali niechęć i nieudolność w rozumieniu cudzego doświadczenia i bólu, a także bezwzględność i cynizm w niszczeniu najwybitniejszych polskich autorytetów.

...Zastanawia natomiast tchórzliwy oportunizm polityków PO i Nowoczesnej, którzy deklarują się jako obrońcy demokracji i zwolennicy polityki proeuropejskiej.

Ich podniesione ręce za tą idiotyczną deklaracją ze słowem "ludobójstwo" zostaną zapamiętane na Ukrainie, a mam nadzieję, że nie tylko tam.

Reakcje ukraińskie są często histeryczne, nieraz bezsensowne, ale takie same byłyby z pewnością polskie reakcje, gdyby haniebne zdarzenia w Jedwabnem, czy podczas pogromu kieleckiego określano mianem ludobójstwa.

Nie bronię słów Szuchewycza...ale staram się rozumieć ich kontekst, to jest głos ukraińskiego patrioty, który poczuł się zraniony w swoich najświętszych uczuciach...

 

A oto postać Romana Szuchewycza - bohatera narodowego Ukrainy, ojca "męczennika" - ukraińskiego patrioty, Jurija Szuchewycza - w dedykacji  Adamowi Michnikowi i autorowi wywiadu Igorowi T. Mięcikowi, przypominająca żydowskiej "Gazecie Wyborczej", jak mundurowi Ukraińcy z  niemiecko - ukraińskiego batalionu "Nachtigall" i mordercy z OUN - UPA bestialsko mordowali Żydów, braci w wierze red. Adama Michnika, wykonując genocidum atrox (ludobójstwo okrutne).

Według opinii badaczy Holokaustu żołnierze batalionu "Nachtigall" wzięli udział w pogromie Żydów we Lwowie, nie jako zorganizowany oddział, ale pojedynczo. Opisując działania 201 Batalionu Schutzmannschaft należy stwierdzić, że polegały one na walce z partyzantami i mordowaniu Żydów.

Wobec takich historycznych stwierdzeń, należy uznać, iż Ukraińcy byli współuczestnikami Zagłady, Shoah, Holokaustu. Nie wnikając w spór, czy było to ludobójstwo, czy wyjątkowo krwawa czystka etniczna, przyjęcie uchwały, to ze strony polskich parlamentarzystów demonstracja głupoty, szowinizmu i podłości. Było to splunięcie w twarz ukraińskiej demokracji, ukraińskim propolskim - patriotom. W  tej uchwale nie szło o prawdę historyczną, bo tej nie orzeka po 70 latach żaden parlament"

- pisze powyżej Adam Michnik, tym samym negujący ludobójstwo Holokaustu.

Co na takie stanowisko Żyda Adama Michnika zareagowała Żydowska Gmina Wyznaniowa i Żydowski Instytut Historyczny?

 

 

ROMAN SZUCHEWYCZ (TARAS CZUPRYNKA)

 

Roman Szuchewycz, ukr. Роман Шухевич, ps. „Taras Czuprynka”, „Tut”, „Dzwin”, „R. Łozowśkyj” (ur. 30 czerwca 1907 roku w Krakowcu, zm. 5 marca 1950 roku w Biłohorszczu) – ukraiński działacz nacjonalistyczny, działacz Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, przewodniczący referatu bojowego Krajowej Egzekutywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, przewodniczący Krajowej Egzekutywy OUN - B na Generalne Gubernatorstwo, kapitan 201 batalionu Schutzmannschaft, generał i naczelny dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii, przewodniczący Sekretariatu Generalnego Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej.

Jako główny dowódca UPA ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za zaakceptowanie Rzezi Wołyńskiej, jako taktyki UPA przeciwko Polakom i przeprowadzenie ludobójczej masakry w Małopolsce Wschodniej na polskiej ludności cywilnej, których ofiarą padło około 100 tys. osób, z czego na Wołyniu zginęło 40 - 60 tys. Polaków, w Małopolsce Wschodniej od 20 - 25 do 40 tysięcy, zaś na ziemiach współczesnej Polski od 6 do 8 tysięcy Polaków.

12 października 2007 roku Szuchewycz został pośmiertnie nagrodzony tytułem Bohatera Ukrainy przez prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę..

Działalność polityczną rozpoczął Szuchewycz już w czasie nauki w gimnazjum, gdzie poznał Jewhena Konowalca (twórcę Ukraińskiej Organizacji Wojskowej) i włączył się w działalność ukraińskich nacjonalistów (w roku 1923 roku wstąpił do UWO). W roku 1929 wraz z całą organizacją wszedł w szeregi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), gdzie zajmował stanowisko w referacie wojskowym.

W 1926 roku wraz z Bohdanem Pidhajnym uczestniczył w zamachu na kuratora Stanisława Sobińskiego, którego zamordował nożem, ciosem w plecy na ul. Zielonej we Lwowie.  Brał udział w  zamachu na posła Tadeusza Hołówkę. Organizował zamachy na Pocztę Polską w Gródku Jagiellońskim .

Po zbrodniczym zamachu na ministra Bronisława Pierackiego, został aresztowany 18 czerwca 1934 roku i 7 lipca osadzony na pół roku w obozie dla więźniów politycznych w Berezie Kartuskiej.

Świadek w procesie o zabójstwo Pierackiego, sądzony następnie w lwowskim procesie działaczy OUN  za działalność antypaństwową (przynależność do krajowej egzekutywy OUN). Skazany 26 czerwca 1936 roku na trzy lata więzienia .Więzienie opuścił w styczniu 1937 roku. W grudniu 1938 roku po nielegalnym przekroczeniu granicy polsko-czechosłowackiej udał się na Ruś Zakarpacką, gdzie organizował zbrodnicze ukraińskie oddziały wojskowe tzw. Siczy Karpackiej. Po agresji III Rzeszy i ZSRS na Polskę i rozpoczęciu okupacji niemieckiej w Polsce jesienią 1939 roku przybył do Krakowa, gdzie działał w tolerowanych przez Niemców strukturach bandyckiej, zbrodniczej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Na Krajowej Konferencji OUN 10 lutego 1940 roku został wybrany w skład Rewolucyjnego Prowodu i mianowany Prowidnykiem OUN - B na teren Generalnego Gubernatorstwa.

W roku 1941 został zastępcą dowódcy zbrodniczego niemiecko - ukraińskiego batalionu "Nachtigall". Batalion  Nachtigall stanowił część Drużyn Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), utworzonych przez Abwehrę z ukraińskich nacjonalistów do zadań sabotażu i dywersji przeciwko obywatelom polskim Polakom i Żydom. Batalion organizowano w Neuhammer k. Wrocławia jako część pułku Brandenburg. Szkolenie nadzorował Theodor Oberländer, profesor politologii w randze porucznika Abwehry.

Batalion "Nachigall" urządzał pogromy Żydów i Polaków i "wsławił się" mordem 45 profesorów lwowskich wyższych uczelni z 5-ciokrotnym premierem II RP Kazimierzem Bartlem.

W przededniu ataku Niemców na ZSRS, batalion "Nachtigall" przerzucono do Rzeszowa, stamtąd pieszo dotarł w okolice Radymna. 27 czerwca 1941 roku Niemcy przerzucili go w rejon Lwowa. 30 czerwca o godzinie 4.30 nad ranem jako pierwsza zwarta jednostka batalion "Nachtigall" wkroczył do Lwowa, zajmując bez oporu sowieckiego ratusz, Archikatedrę Świętego Jura i lwowskie więzienia. O 6.30 delegacja żołnierzy batalionu "Nachtigall" została przyjęta przez metropolitę lwowskiego Andreja Szeptyckiego, kandydata Watykanu na błogosławionego.

Przed wycofaniem się ze Lwowa, NKWD wymordowało prawie wszystkich więźniów politycznych (Polaków , Żydów i Ukraińców) z więzień lwowskich (więzienie śledcze NKWD – Zamarstynów, Brygidki, więzienie przy ulicy Łąckiego)- co najmniej 7000 osób (dokładna liczba nie jest znana, niektóre ofiary zostały spalone żywcem).

NKWD dokonało podobnych zbrodni wojennych we wszystkich więzieniach, których nie mogło ewakuować (Drohobycz, Czortków itd).

Wkrótce po wejściu Wehrmachtu do Lwowa, w różnych częściach miasta rozpoczęły się pogromy Żydów z udziałem batalionu "Nachtigall".

Pretekstem do ich rozpoczęcia była masakra więźniów politycznych dokonana przez NKWD. Oskarżono o nią Żydów. Natychmiast po wejściu Niemców milicja ukraińska i grupy z marginesu społecznego miasta rozpoczęły jego plądrowanie w poszukiwaniu Żydów.

 Żydzi doprowadzani byli do punktów zbiorczych, a stamtąd wysyłani do różnych upokarzających prac. Część z nich zapędzona została do lwowskich więzień. Według relacji świadków, przytaczanych przez niemieckiego historyka dr Dietera Schenka, w więzieniu Brygidki i w innych więzieniach, NKWD i żołnierze batalionu  „Nachtigall” wzięli aktywny udział w pogromie: podjudzali do okrucieństwa, bili Żydów i strzelali do nich.

W Brygidkach ukraińscy żołnierze nadzorujący wynoszenie i grzebanie ciał strzelali na dziedzińcu do pracujących Żydów. W więzieniach kresowych, NKWD, żołnierze batalionu „Nachtigall” mieli popędzać i bić wywożących ciała Żydów.

Potem na rozkaz niemieckiego oficera żołnierze batalionu "Nachtigall" utworzyli szpaler i kłuli przebiegających Żydów bagnetami zabijając wielu z nich.

Wieczorem Niemcy rozstrzelali w Brygidkach grupę wybitnych osobistości żydowskich. Wśród zabitych byli: Henryk Hescheles, do 1939 redaktor naczelny żydowskiego patriotycznego dziennika "Chwila" i Jecheskiel Lewin, rabin reformowanej synagogi Tempel i do 1939 redaktor tygodnika "Opinia".

Według opinii badaczy Holokaustu żołnierze batalionu "Nachtigall" wzięli udział w pogromie Żydów we Lwowie, nie jako zorganizowany oddział, ale pojedynczo.

Dieter Schenk stwierdza, iż żołnierze pochodzący ze Lwowa dostawali na dzień przepustki i nie ulega wątpliwości uczestnictwo żołnierzy „Nachtigall” w pogromie Żydów, w szczególności w więzieniu „Brygidki”, gdzie tworzyli szpaler i bili przebiegających środkiem Żydów kolbami karabinów i innymi przedmiotami.

We Lwowie batalion pełnił zadania wartownicze – zajmował się zabezpieczeniem budynków publicznych, w tym m.in. budynku radiostacji lwowskiej, podczas ogłaszania aktu odnowienia Państwa Ukraińskiego. Po ogłoszeniu w dniu 30 czerwca 1941 roku deklaracji niepodległości Ukrainy i powołaniu rządu Jarosława Stećki,  Roman Szuchewycz ("Taras Czuprynka") został mianowany wiceministrem spraw wojskowych.

7 lipca 1941 roku batalion "Nachtigall" został wraz z 1 dywizją strzelców górskich Wehrmachtu skierowany w kierunku Kijowa przez Złoczów, Tarnopol, Satanów,  Płoskirów i Winnicę. Pod Winnicą żołnierze oddziału zwiadu batalionu rozstrzelali w co najmniej dwóch wsiach nieznaną ilość Żydów.

Po rozwiązaniu w październiku 1941 roku przez Niemców batalionu "Nachtigall", 1 grudnia 1941 roku Roman Szuchewycz wraz z innymi żołnierzami batalionu "Nachtigall" podpisał roczny kontrakt na służbę w 201 batalionie policyjnym batalionie "Schutzmannschaft", w który przekształcono bataliony "Nachtigall" i "Roland" – w stopniu kapitana (niem. Hauptmann) i został dowódcą kompanii.

16 marca 1942 roku batalion "Schutzmannschaft" w sile 650 policjantów, otrzymał rozkaz wymarszu na wschód , został skierowany na tereny obecnej Białorusi, gdzie zluzował łotewski batalion policyjny. Za zadanie miał ochronę obiektów (mostów, sztabów itp.) , jako jednostka policyjno - pacyfikacyjna. Batalion wchodził w skład 62 pułku 201 Dywizji Ochronnej, która od lipca 1942 roku była podporządkowana SS - Obergruppenführerowi Erichowi von dem Bach - Zelewskiemu, dowódcy SS i Policji w strefie Grupy Armii Środek.

Ofiarami batalionu padała również ludność cywilna oraz pacyfikacja  białoruskich wsi. Rzekome anty-partyzanckie działania, de facto były kampanią zagłady, gdzie w raportach pod rubryką bandytów wpisywani byli rozstrzelani Żydzi.

Batalion 201"Schutzmannschaft",  wziął udział w represyjno-pacyfikacyjnych akcjach na Wołyniu i na Białorusi w których popełnił zbrodnie na żydowskiej, białoruskiej i ukraińskiej ludności cywilnej.

W pacyfikację ukraińskiej wsi Kortelisy (22 września 1942 roku)  żołnierze Batalionu 201"Schutzmannschaft spalili tam żywcem 2875 osób. Za sprawców zbrodni w Kortelisach historiografia przyjmuje powszechnie zapasową kompanię policyjną Nürnberg z III batalionu 15 Pułku Policyjnego. Ofiarą tej samej akcji pacyfikacyjnej padły również sąsiednie wsie Borki, Zabłocie i Borysówka.

Roman Szuchewyc ("Taras Czuprynka") za służbę dla Niemiec otrzymał dwukrotnie Krzyż Żelazny.

Opisując działania 201 Batalionu Schutzmannschaft należy stwierdzić, że polegały one na walce z partyzantami i mordowaniu Żydów.

Po przejściu do konspiracji Roman Szuchewycz organizował Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). 13 maja 1943 roku na konferencji Centralnego Prowodu  OUN - B pozbawiono funkcji p.o. prowidnyka Mykołę Łebedia, jego miejsce zajęli kolegialnie jako Biuro Prowodu: Zinowij Matła, Dmytro Majiwśkyj i Roman Szuchewycz – ten jako „główny prowidnyk”.

 Na III Nadzwyczajnym Zjeździe OUN-B (21-25 sierpnia 1943 roku) Roman Szuchewycz powołany został na komendanta głównego UPA w randze generała. W 1944 roku doprowadził do zjednoczenia ukraińskich organizacji politycznych w UHWR (Ukraińska Główna Rada Wyzwoleńcza), obejmując jednocześnie funkcję sekretarza generalnego UHWR i formalnie podporządkował jej UPA. Faktycznie skoncentrował w ten sposób w swych rękach władzę wojskową i polityczną ukraińskiego podziemia.

Po uwolnieniu Stepana Bandery z obozu koncentracyjnego Sachsenhausen w końcu 1944, Szuchewycz uznał władzę Bandery jako głównego prowidnyka OUN - B, zachowując przywództwo w kraju. Formalnie ustaliła to konferencja OUN - B w lutym 1945 roku, która określiła nowy skład Biura Prowodu.

Na jego czele stanął Stepan Bandera, jego zastępcami byli Jarosław Stećko i Roman Szuchewycz.

Ukraińska Główna Rada Wyzwoleńcza (UHWR) nadała Szuchewyczowi  w 1946 roku stopień generała.

 

ZAGŁADA POLSKICH KRESÓW

MORD W BEREZOWICY MAŁEJ

 

W nocy z 22 na 23 lutego 1944 roku ukraińscy nacjonaliści zamordowali ponad stu mieszkańców Berezowicy Małej w powiecie tarnopolskim. Ponad 20 polskich zagród puścili z dymem. Nazajutrz, w środę popielcową, pozostali przy życiu Polacy pochowali w pośpiechu zabitych i uciekli z rodzinnych stron. Podzielili los milionów rodaków na polskich Kresach.

 

ZAPISYWANIE BIAŁYCH PLAM

 

Mord w Berezowicy Małej był jedną z typowych rzezi dokonanych w latach 1943-45 przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej zamieszkującej Kresy. W napadach na poszczególne wioski liczba ofiar najczęściej szła w setki, czasami "tylko" w dziesiątki, a już pojedynczych i najczęściej zapomnianych polskich mogił na tych ziemiach nikt nie zliczy.

Ostrożne szacunki wskazują, że na Wołyniu i Podolu Ukraińcy wymordowali grubo ponad 100 tys. Polaków. W samej Berezowicy Małej jednej nocy z rąk bandytów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) padło 131 osób, z których 30 spalono żywcem.

O Polsce za Bugiem i o martyrologii ludności kresowej w okresie PRL-u nie wolno było głośno mówić. Po 1989 roku jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać stowarzyszenia kresowiaków, a w ślad za nimi ukazywać się monografie dokumentujące życie na Kresach i ukraińskie zbrodnie ludobójstwa okrutnego(genocidum atrox). Za sprawą świadków, którzy najczęściej własnym sumptem wydają swoje wspomnienia, Kresy powoli przestają być białą plamą na mapie naszej narodowej martyrologii.

W tej niejako "czarnej serii" dokumentującej zagładę polskich Kresów w latach czterdziestych ubiegłego stulecia ukazało się już wiele pozycji, m.in. książka Władysława Kubowa pt. "Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło Zbaraża", Jana Białowąsa "Wspomnienia z Ihrowicy", Władysława Bąkowskiego "Zagłada Huty Pieniackiej" czy "Podolskie korzenie" Jana Kanasa, opisujące życie i tragiczny koniec społeczności polskiej we wsi Łozowa.

 

ZMĘCZENI I OSACZENI

 

Zima na Kresach w pierwszych miesiącach 1944 roku była wyjątkowo sroga

- śnieżna i mroźna. Dla miejscowej ludności był to okres wytężonej pracy. Cofający się przed Armią Czerwoną Niemcy organizowali na Podolu linię obrony. Do kopania okopów i zwożenia drzew na umocnienia zmuszali miejscową ludność.

Mieszkańcy położonej w pobliżu historycznego Zbaraża Berezowicy Małej pracowali przy niemieckich umocnieniach codziennie, nawet w niedziele. Władysław Kubów, jeden z niewielu żyjących do dziś berezowiczan, pamięta pilnującego ich Niemca krzyczącego: "weiter weiter, schneller", i uderzającego szpicrutą po cholewie buta.

- Pomyślałem wtedy sobie, żeby tak kiedyś nasze role zamieniły się - wspomina pan Władysław. - I tak się stało, bo mniej więcej po roku to ja pilnowałem Niemców przy kopaniu okopów w Lanzbergu, dzisiejszym Gorzowie.

W Berezowicy po całodziennej pracy przy zwożeniu drzewa i rozbijaniu zamarzniętej ziemi ludzie myśleli tylko o odpoczynku. Tak przeszedł we wsi karnawał i nawet w zapusty nikt nie miał ochoty na zabawę.

Tymczasem w nieodległym sąsiedztwie wsi zaczęły gromadzić się znaczne siły przybywających z Wołynia banderowców. Polaków ostrzegali przed nimi znajomi Ukraińcy, a także wysyłani na przeszpiegi wywiadowcy. W obawie przed UPA we wsi zorganizowano nocne posterunki i patrole. Jednak tej akurat nocy berezowiczanie - po części ze zmęczenia, a po części licząc na bliskość niemieckiego wojska - zlekceważyli ten obowiązek.

 

POLSKI ORZEŁ

 

Nocą, gdy zmęczeni mieszkańcy Berezowicy Małej pogrążyli się już we śnie, od północy furmankami i saniami nadciągnęli banderowcy. Było ich kilkuset. Wprawieni w rzeziach na Wołyniu podchodzili w ciszy, starając się wykorzystać element zaskoczenia.

Napad zaczęli od wymordowania mieszkańców przysiółka położonego kilometr od wsi. Zabijano bez jednego wystrzału. Piotra Szewczuka przerąbano siekierami na trzy części. Wdowę Katarzynę Tomków i jej siedmioro dzieci zakłuto bagnetami.

Janowi Nowakowskiemu cięciem siekiery w usta przerąbano głowę. Zginął też najbliższy sąsiad Nowakowskiego - Józef "Słunka", a także jego matka i siostra. Śmierć poniosła także nieomal cała rodzina Kurylczuków, która tego akurat dnia zebrała się w komplecie, by pochować zmarłą w połogu żonę Władysława Kurylczuka. Jego trzyletniego synka Ukraińcy nabili na bagnet i wijącego się z bólu unieśli do góry, a gdy dziecko machało rękoma, śmiali się, że to polski orzeł.

Rzeź w przysiółku przeżyła tylko szwagierka Kurylczuka, którą siedem razy pchnięto bagnetem, a także przeoczona przez rezunów córeczka Nowakowskich. Oprawcom zdołał wyrwać się również Władysław Kurylczuk. W koszuli i kalesonach, po pas w śniegu dobiegł do wsi, wszczynając alarm.

 

RIŻUT, RIŻUT

 

- Riżut, riżut - krzyczał co sił, przebiegając przez całą wieś Kurylczuk, ratując w ten sposób życie wielu mieszkańców Berezowicy.

Jednak zanim zaspani ludzie zdążyli przygotować jakąkolwiek obronę, do wsi wtargnęli Ukraińcy. Rodzina Jaworskich z bronią w ręku podjęła walkę z bandytami i dzięki temu przeżyła. Przeważnie jednak ludzie szukali ocalenia w ucieczce. Biegli do lasu, chowali się po sadach lub w obejściach ukraińskich sąsiadów. Wiele osób w popłochu schroniło się w nielicznych we wsi murowanych oborach. Części udało się ukryć w kamiennych schronach pobudowanych wcześniej na wieść o rzeziach wołyńskich.

Niebronione domostwa były bez trudu zdobywane przez banderowców. W umocnionym niczym twierdza spichlerzu Antoniego Kwaśnickiego Ukraińcy rozbili podwójne i zaryglowane od wewnątrz drzwi. Sześcioosobową rodzinę po zamordowaniu obłożyli słomą i podpalili. Podobny los spotkał 30 osób, które schroniły się w murowanej oborze Mikołaja Sesiuka. Ukraińcy najpierw wyprowadzili z niej inwentarz, a potem rozstrzelali z karabinu maszynowego posadzonych pod ścianą ludzi. Choć oborę podpalono, kilku osobom udało się przeżyć. Postrzelony Michał Budnik uciekł przez strych, zostawiając zabitą żonę i czworo dzieci. Ocalał też Hryńko Pańczyszyn. Ukraińcy zastrzelili mu żonę i córeczkę, a jemu samemu darowali życie, gdy odmówił po ukraińsku pacierz. Mimo postrzału w pierś przeżyła też Maria Dżygała. Oprzytomniała w płonącej oborze i przedarła się z niemowlęciem przez ścianę ognia.

Więcej szczęścia mieli ludzie, którzy ukryli się w murowanej oborze Jana Krąpca, ojca o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca, słynnego filozofa, wieloletniego rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Obora Krąpców nie została całkiem spalona, gdyż leżała zbyt blisko budynków ukraińskich sąsiadów. Zresztą sąsiad ten uratował życie Polakom, gdyż oszukał banderowców, mówiąc, że obora Krąpca była już przeszukiwana. Z ukrywających się w niej ludzi zginęła "tylko" Paulina Ciurys, która nie wytrzymała nerwowo i wyszła na podwórze. Banderowcy zastrzelili ją, a następnie przerżnęli na pół piłą.

Ucieczką do lasu salwował się miejscowy ksiądz Jan Mądrzak. Razem z rodziną Ziółkowskich, u których mieszkał, uciekł do pobliskiego zagajnika. Brnąc po pas w śniegu, wydostali się też z wioski bracia Władek i Bronek Kubowowie. Strzelali do nich nie tylko Ukraińcy, lecz także stacjonujący w rejonie Turowej Góry Niemcy, na których obecność tak liczyli Polacy. Braciom udało się dotrzeć do znajomych we wsi Dobrowody.

 

WSPÓLNA MOGIŁA

 

Bracia Kubowowie wrócili do Berezowicy nazajutrz rano. Przywitał ich swąd spalonych ciał i tlące się pogorzeliska. Obok domu dostrzegli ojca pochylonego nad zwęglonymi zwłokami leżącymi w śniegu. Okazało się, że szukał synów...

- Gdy szliśmy przez wieś, wszędzie widzieliśmy trupy i zgliszcza - wspomina po latach Władysław Kubów. - Przed swoim domem leżał zakłuty Jan Szymków, ojciec naszego kolegi Tadzika. Niektóre zwłoki były tak spalone, że nie sposób było ich zidentyfikować.

Władek Kubów zajrzał też do domu swojego kolegi Franka Sowińskiego. Zdrętwiał na widok leżących obok siebie zastrzelonych rodziców Franka i jego samego, w dramatycznej pozie przewieszonego przez okno. - Widać kule skosiły go przy próbie ucieczki - wnioskował Kubów.

Tej nocy zginęło w Berezowicy Małej 131 polskich mieszkańców. Zamordowanych grzebano w niezwykłym pośpiechu. Pozostali przy życiu musieli zdążyć z pochówkiem za dnia, by nie nocować we wsi-cmentarzysku. I nie tyle chodziło o lęk przed złymi duchami, co przed powrotem nacjonalistów ukraińskich, którzy w bestialski sposób mordowali dosłownie każdego napotkanego Polaka.

- Popalone trupy pozbierano w prześcieradła, włożono do paczek i tak pochowano - wspomina Maria Kozibroda, której udało się uciec w czasie masakry do lasu. - Ksiądz Jan Mędrzak powiedział, żeby wszystkich pochować w jednym grobie - to będzie pamiątka tych wydarzeń.

- Zbiłem dużą skrzynię i włożyłem do niej żonę i czworo dzieci - wspomina ranny i poparzony owej nocy Michał Budnik. - Nie zostali jednak pochowani. Zawieźliśmy skrzynię ze zwłokami na cmentarz i tak ją zostawiliśmy. Zbliżał się wieczór i trzeba było uciekać...

 

EXODUS

 

Większość berezowiczan schroniła się w Tarnopolu. Wielu miało tam rodziny i znajomych. Wkrótce zaczęło się oblężenie i zdobywanie miasta przez Sowietów.

- Sowieccy żołnierze padali jak muchy, a Niemcy zmuszali Polaków do grzebania ich - opowiada Władysław Kubów. - Miasto było bombardowane z samolotów, ostrzeliwane przez artylerię i czołgi. Bomba zniszczyła cały nasz dobytek: konie, krowę, sanie, worki ze zbożem i mąką, a także rower - dodaje.

Walka o Tarnopol trwała pięć tygodni. Poszczególne dzielnice przechodziły z rąk do rąk.

- Do naszej piwnicy wpadali raz zdyszani Niemcy, a za chwilę Rosjanie - opowiada Kubów. - Przepędzali nas z dzielnicy do dzielnicy. Głód nieraz zaglądał nam w oczy.

Po zajęciu Podola przez Armię Czerwoną niedobitki berezowiczan wróciły w rodzinne strony. Ukraińskie bandy jakby przycichły, ograniczając się do sporadycznych napadów. Burza rozpętała się pod koniec 1944 roku.

W listopadzie dokonano napadu na pobliską polską wieś Gontowa, dokonując masowej rzezi jej mieszkańców. Wśród Polaków narastała groza i strach. Berezowiczanie bali się nocować w domach. Coraz zimniejsze noce spędzali w lasach lub u zaufanych ukraińskich sąsiadów.

W listopadzie w biały dzień dokonano mordu, który wstrząsnął polską społecznością Berezowicy Małej.

- Stałam przy oknie, patrząc na ulicę - wspomina Maria Kozibroda. - Kogoś prowadzą, a on tak głośno prosi ich i błaga o życie. To był Franek Kubów. Powiesili go na krzaku bzu.

Dnia 14 grudnia ukraińscy bandyci w niezwykle okrutny sposób zamordowali sołtysa Pawła Wiśniowskiego i Piotra Kubowa. To był przełomowy moment.

- Ludzie powiedzieli, że jak zabili Piotra i Pawła, to trzeba uciekać - wspomina Maria Kozibroda. - Uciekliśmy do Tarnopola, gdzie czekała już polska delegacja, która wyrobiła nam karty ewakuacyjne...

 

NIEPOTĘPIONY TERROR

 

- Moi przodkowie żyli na tych ziemiach przynajmniej od 1608 roku - mówi o. prof. Mieczysław A. Krąpiec. - Do tej pory są zachowane księgi parafialne, gdzie to można prześledzić. Najbliższa polska parafia była wtedy w Podkamieniu oddalonym o 28 km od Milna, skąd pochodziła moja rodzina. Tak zresztą jak i pozostała ludność polska zamieszkująca te ziemie nie byliśmy jakimiś emigrantami.

 

 

NA KRESACH BYLIŚMY U SIEBIE

 

Zdaniem o. prof. Krąpca, na Kresach doszło do celowej, zorganizowanej eksterminacji Narodu Polskiego na ogromną skalę. Świat wiedział o tym ludobójstwie, lecz milczał. Dokonując bezkarnych okrutnych zbrodni, nacjonaliści ukraińscy dowiedli, że jest to skuteczny sposób osiągania celów politycznych. Tym samym przetarli drogę współczesnym formom terroryzmu. Ukraińska Powstańcza Armia była typową organizacją terrorystyczną w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia. Świadczą o tym choćby makabryczne rzezie bezbronnej ludności polskiej na Kresach. Nie lepiej postępowała również ze swoimi rodakami. Niestety, dziś trwa proces oczyszczania UPA ze zbrodniczej przeszłości. Usiłuje się na trwałe przypisać tej organizacji miano "partyzantki" czy formacji narodowowyzwoleńczej.

Zdaniem licznych historyków, a także kresowian, stanowi to nadużycie i zakłamywanie prawdy historycznej. Jest to niedopuszczalne zarówno przez wzgląd na ofiary banderowskich zbrodni, jak i na pamięć prawdziwych bohaterów walczących w partyzantce narodowowyzwoleńczej, którzy przecież z mordowania starców, kobiet i dzieci nie czynili metody walki.

- Widzę głęboki sens w powracaniu do tych spraw - uważa o. prof. Mieczysław Krąpiec. - Trzeba ujawniać i piętnować zbrodnie UPA, aby już się nie powtórzyły. Ukraina powinna sama zdobyć się na potępienie bandytów spod znaku OUN - UPA, a nie stawiać im pomniki i poświęcać ulice - dodaje ojciec profesor.

 

Źródła:

 

"Gazeta Wyborcza"(27 - 28 sierpnia 2016 r.)

 

http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/krwawe_zapusty.html

 

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:15)

Komentarze

Odważni byli tylko, gdy mordowali bezbronnych Polaków, a teraz dezerterują do Polski, gdy trzeba bronić Ukrainy od separatystów kacapskich, tylko w tych Banderowskich pyskach są mocni.

Wywiad tego potomka z UPA w gazecie żydowskiej, pokazuje jasno czego można się spodziewać po tych ścierwach Banderowskich.

200 tysięcy bestialsko zamordowanych Polaków, to dla tych potomków Bandery, to nie ludobójstwo, tylko walka o wolną Ukrainę.

Zamknąć granice Polski i niech się potomkowie katów Polskich obywateli z Rosji i Ukrainy wycinają na wzajem.

Skoro plują na Polskę i groby Polaków, których w bestialski sposób pozbawili życia.

Martyrologia narodu Polskiego, to nie tylko Katyń, czy Oświęcim, ale również Wołyń i wiele innych miejsc, a rząd dobrej zmiany powinien o tym pamiętać, a poprawność polityczna i interes, nie powinno w tych przypadkach mieć miejsca.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1519603

Na takich bohaterach i na ziemiach należących do wielu innych narodów, Ukraina buduje swoje państwo... to nie wróży powodzenia.  25 lat ,,wolnej Ukrainy" i o 25 lat za długo, ale ten sztuczny twór, jakim jest państwo ukraińskie jest praktycznie w składzie rozkładu, to tylko kwestia czasu, kiedy się rozpadnie, co nie będzie bezpieczne dla sąsiadów ze względu na banderowców http://drnowopolskiblog.neon24.pl/post/133616,wrzod-na-niewymownej-czesc...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1519711