Antypijacka histeria

Obrazek użytkownika xiazeluka
Blog

Pojęcia-stygmaty: globalne ocieplenie, tolerancja, zwalczanie rasizmu, sprawiedliwość społeczna i takie tam. Wytrychy pozwalające po równi oszukańczym mediom i politykom na bezpośredni dostęp do podświadomości zwykłych ludzi. Narzędzie terroru.

Lubię Rzeczpospolitą bardziej od innych gazet. Wydaje mi się poważniejszą, rzadziej ulegającą nastrojom histerycznym. Tak, zdarza się, lecz nie tak często jak u niecierpliwej konkurencji. No i ma rewelacyjne komentarze sportowe.

Czasami i Rzeczpospolita pada ofiarą epidemii napadowej histerii. Wówczas i na jej łamach pojawiają się wielkie bałwany stygmatów. Dziennik ten nie jest odporny na zarazę, najwidoczniej uniwersalnej szczepionki po prostu nie ma. Chociaż być może to po prostu przejaw potulności, wyrównania do szeregu. Nie każdy jest na tyle odważny, by stanąć na drodze ogarniętego mistycznym uniesieniem cwałującego tłumu.

Właśnie dzisiaj dziennikarzom Rz odwagi zabrakło. Redakcja przeprowadziła sondaż, pytając się czytelników, czy chcieliby „zaostrzenia kar za prowadzenie po pijaku”. Wyniki, jak wyniki – obowiązkowe poparcie w wysokości 84%. Nic dziwnego, biorąc nieustanną kampanię wymierzoną w tzw. pijanych kierowców. Medialny napór nie idzie na marne – aż 88% oświadcza z pełnym przekonaniem, że „kierowca nie może wypić ani kropli alkoholu”, dając świadectwo objawów ogarniającej ich paranoi.

Zaklęcie „pijany kierowca” jawi się obrazem zamroczonego do granic nieprzytomności szaleńca, rozjeżdżającego zygzakowatym kursem wycieczki przedszkolne. Awansować na „pijanego kierowcę” w tym kraju bardzo łatwo, wystarczy napić się piwa.

Pewnego razu posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska została schwytana na prowadzeniu auto po alkoholu. Wynik – 0,24 promila. Sąd oczyścił p. Iwonę z zarzutu kierowania w stanie nietrzeźwym, ponadto biegli uznali, że skoro badanie wykazało zawartość alkoholu w organizmie na granicy dopuszczalności, mogło dojść do błędu. Wyrok jest prawomocny. No to pogoglujmy sobie trochę:

- pijaczka z PO
- pijana posłanka
- pijana Katarasińską za kierownicą
- pijana prowadziła wóz i nic!
- czy ona stale jest pijana?

Tak się właśnie zostaje w tym kraju zbrodniarzem – za niewinność. Odpowiedzialność za takie traktowanie pani poseł przez tłuszczę ponoszą media, policja i politycy, autorzy i podżegacze kampanii przeciw „pijanym kierowcom”. Nie jest to gołosłowne ględzenie zdeklarowanego alkoholika, służę przykładem z tego samego tekstu Rzepy:

W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku policja zatrzymała niemal 150 tys. pijanych kierowców – o ponad 8 tys. więcej niż rok wcześniej. W pierwszych 10 miesiącach br. w wypadkach zginęło 4,5 tys. osób, a 52 tys. zostało rannych.

Tak to właśnie zostało napisane – jednym tchem, bez podziału akapitem czy komentarza. Co zrozumie z tego paskudnego donosu przeciętny czytelnik? To: pijani kierowcy zamordowali 4500 osób i ranili jeszcze 52 000. Przypadek, niechlujstwo czy zamierzone fałszerstwo?

A propos tego natchnionego fanatyzmem „ani kropli alkoholu!” – czy rzeczywiście im więcej procentów we krwi, tym gorzej? Przyjrzyjmy się statystykom. Na początek tabela „Wypadki drogowe i ich ofiary w krajach UE w 2004 roku".

Ciekawostka – najgorzej jest w krajach, gdzie terror jest największy. W pierwszej dziesiątce jest pięć krajów, w których dopuszczalna ilość alkoholu we krwi wynosi od 0,0 do 0,2 promila. Pięć krajów na dziesięć. W ostatniej dziesiątce taki kraj jest tylko jeden, za to aż dwa, gdzie obowiązuje próg 0,8 promila oraz siedem z limitem 0,5 promila. Wedle propagandy antypijackiej powinno być chyba odwrotnie?

Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowym danym. Oto zobrazowanie zabitych pieszych. Medalowa trójka to Polska (0,2 promila), Węgry (0,0) i Czechy (0,0). Wielka Brytania (0,8) zajmuje dopiero dziesiąte miejsce. Czyli na wyspach piesi są bezpieczniejsi poruszając się między kierującymi po trzech piwach, do żadnego holokaustu jakoś nie dochodzi. W Polsce po trzech piwach jest się już przestępcą oraz „potencjalnym mordercą”.

Jak widać żadnego przełożenia bezwzględnej trzeźwości na praktykę nie ma. Kontrargumenty w rodzaju lepszych dróg czy większej kultury osobistej na Zachodzie są pozbawione sensu, przecież ultrasi zeropromilowi dowodzą, że „nawet minimalna ilość alkoholu upośledza zdolność do blebleble”, zatem rzecz nie leży w jakości infrastruktury i obyczajach. Joohn, Jean czy Diego po lampce wina jest przecież takim samym człowiekiem jak Janek po dwóch piwkach. Ba, to wręcz cios poniżej pasa w naszą dumę narodową: jakiś tam dżemojad, ślimakojad czy Zorro są odporniejsi na alkohol od potomków husarzy Żółkiewskiego i szwoleżerów spod Somosierry?!

Wnioski są proste i oczywiste. Wywoływanie poczucia winy i nachalne wnioski to elementy przemocy mentalnej, nie mające uzasadnienia w faktach. Pożyteczni idioci mogą dowodzić swojej przydatności, politycy zabawiają się demonstracyjnym okazywaniem wzruszenia i chęcią walki o bezpieczeństwo, a dziennikarze na tej agitacji żerują. Pewna dziennikarka nazwała wspomniana wyżej poseł Śledzińską-Katarasińską „pijaną”, chociaż nawet w świetle faszystowskich ustaw 0,24 promila to stan po spożyciu, a nie nietrzeźwości. Niemniej, jak wykazałem powyżej, błoto ładnie do pani poseł przyległo, już do końca swych dni się z niego nie oskrobie. Błoto jest podstawową amunicją tych wszystkich terrorystów od walki z „pijanymi kierowcami”…

Parę miesięcy temu policja wygarnęła na ulicy w Warszawie kierowcę, który miał coś około 0,4 promila. Facet przyjechał właśnie do stolicy z Poznania. Stracił oczywiście łaskę jazdy, chociaż nikomu krzywdy nie zrobił, a w takim Luksemburgu mógłby spokojnie sobie z takim wynikiem podróżować. Za co go właściwie ukarano? Nie chodzi o to, że nie jesteśmy w Luksemburgu, a nasze lewo stanowi inaczej. Pytanie brzmi – na co nam taki durny paragraf, robiący z normalnych ludzi przestępców?

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

to cyrk na kółkach.

Po co na przykład ograniczenia prędkości, tyle znaków drogowych bezładnie poustawianych, fotoradary, konieczność zapinania pasów, sama konieczność posiadania prawa jazdy (a ciekawe, dlaczego nie ma - na tej samej zasadzie - prawa skałoznawstwa czy prawa zwierzętoznawstwa?)... jeszcze dochodzi tutaj przepis o nietrzeźwości kierowcy.

A przecież, czy nie lepiej podnieść kary za np. wjechanie komuś w tylec?

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#8919