Kod Adama i zemsta Agi

Obrazek użytkownika Max
Humor i satyra

Do tego, że polska scena polityczna przypomina chwilami tragifarsę powinienem już się przyzwyczaić. Ale dalej zdarzają się sytuacje na tyle zaskakujące, że nie idzie skwitować ich jedynie wzruszeniem ramion czy ironicznym uśmieszkiem.  

 

Część pierwsza - wiaderko polskiego Leonarda.

Otwieram wczoraj jakże popularny portal Onet i widzę wstrząsającą wiadomość z ostatniej chwili: PJN nie ma dostępu do swojej strony internetowej!

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/pjn-bez-dostepu-do-swojej-strony-bielan-m...

Nie ukrywam, lekko rozbawiony przystąpiłem do lektury. Rozbawiony głównie dlatego, że takie rzeczy jak strony internetowe, internet, albo lepiej: ogólnie informatyka, są mi zasadniczo bliskie. Cóż, z czegoś trzeba żyć w naszym coraz bardziej rozkwitającym kraju.

No i czytam. Dowiaduję się, ze niejaki poseł Adam Bielan, obecnie karnie wydalony z PJN*, jako jedyny posiada dostęp do strony internetowej w/w partii/stowarzyszenia. A że Joasia K-R właśnie go niezbyt czule pożegnała wystąpił drobny problem.

O co tu chodzi? Po primo**, jak rozumiem, chodziło po prostu o password/login, czyli hasło i nazwę użytkownika. Z przyczyn nie do końca jasnych Onet postanowił ochrzcić to mianem "kodu" (jeśli autorką wspaniałego sformułowania była pani Joasia, jej oczywiście należą się laury). Cóż, zapewne chodziło o skojarzenie z amerykańskim filmidłem, stworzonym na podstawie równie dennej książki pana Dana Browna. Jeśli tak - udało się doskonale.

Ale zostawmy już tę kwestię - zwał jak zwał, miejmy litość, nie każdy musi wyrażać się precyzyjnie na tematy - hm - quasi-specjalistyczne. Dowiedziałem się też, że pan Adam był jedynym twórcą tejże strony (jak się domyślam również administratorem, tak się to fachowo nazywa).

Trochę to dziwne, że polityk zajmuje się takimi rzeczami jak robienie strony, czyż nie? Nie wiem kim jest z zawodu Adam Bielan (i nie chce mi się sprawdzać - mózg ludzki ma jednak ograniczoną pojemność, jeśli idzie o ilość przechowywanych informacji - po co mi kolejne zbędne?), może nawet informatykiem, albo choćby pasjonatem tej dziedziny i chwała mu. Leonardo (jednak skojarzenie pozostało, nic nie poradzę) też różne rzeczy potrafił zrobić, a to coś wymalował, a to zaprojektował latadło, czemuż by pan poseł Bielan nie mógł machnąć sobie stronki - nie jest to wielka (mówiąc między nami) filozofia. Tylko że - czy tym powinni zajmować się normalnie politycy? To już takie braki kadrowe w PJN, że trzeba "własnymi siłami" i "temi ręcami"?

Nie wspomnę, że chociażby ze względów bezpieczeństwa, do tego typu haseł mają dostęp co najmniej dwie osoby... Bo, co by się stało, gdyby pan Adam (Boże zachowaj, nikomu źle nie życzę) doznał, dajmy na to, amnezji? A tu, jak wynika z kontekstu, pokazał PJN-owi figę - jak wy mi tak, to popatrzcie, nie będzie dostępu do stronki i co mi zrobicie... No i trzeba było się mediom poskarżyć, jaki pan Adam niedobry...

Panie i Panowie, naszym politykom serdecznie gratulujemy! Dopuszczenie, żeby tego typu (nieistotna przecież, tak naprawdę) informacja dotarła do mediów - mistrzostwo świata. Niewesoło nam ostatnio w Polsce, a tu proszę, jak dbają o nasze samopoczucie niektórzy. Z kolei poziom tych "rozgrywek" politycznych - mnie osobiście przypomina wyrywanie sobie wiaderka w piaskownicy przez dwa bobasy. Chociaż nie - bobasy sympatyczne zazwyczaj bywają - a co do tamtych tuzów intelektualnych, jakoś ciepłych uczuć u mnie nie budzą. Ale co "ciemny motłoch" ubawią, to ubawią.

To, że PJN przyszłości przed sobą nie ma żadnej, wiadomo już od pewnego czasu. Ale że będzie odchodził w niebyt w atmosferze tak groteskowej - o tym nawet Leonardowie naszych czasów nie śnili.

 

Część druga. O różnicy pomiędzy  Salonem i zamkiem If.

Przejdźmy do drugiego "niusa", o którym chciałem napisać. Każdy swoje wstydliwe tajemnice ma. Niektórzy przemykają się chyłkiem ulicami zamglonego Londynu z nożem rzeźnickim (czy też narzędziem tnącym innego typu, nie pamiętam co preferował Kubuś), inni hodują w domu jadowite pająki, jeszcze inni potrafią godzinami porządkować swoją kolekcję plików muzycznych mp3, spoczywającą zazwyczaj w zakurzonym kącie twardego dysku. Bywa.

Ja też swój sekret posiadam. Ale, raz się żyje, wyspowiadam się. Czytuję czasami Salon 24. Wiem: hańba. Ale cóż, czy nie wspominałem, że mi wstyd?

A kiedy już ucichną gwizdy na widowni i krzyki oburzenia - pozwolę sobie kontynuować. Zdarzyło się dni temu kilka, że pewien dość znany polski polityk, od niedawna obecny także w Salonie 24 jako bloger (zgadnijcie Państwo kogo mam na myśli), umieścił tam swoją kolejną notkę, tym razem na temat polskiej młodzieży, przy okazji dość ostro polemizując z polityką ekipy naszego Słońca Peru. http://jaroslawkaczynski.salon24.pl/288770,apartheid***

Wczoraj z kolei, witana ciepło przez pana Igora Janke, pojawiła się na S24 nowa blogerka. Posłanka Agnieszka "Aga"**** Pomaska. (Tych Państwa, którzy kojarzą wymienioną personę proszę teraz o dyskretne oklaski. Dziękuję.)

Natomiast tym z Państwa, którzy nie mieli jeszcze przyjemności odnotować istnienia tej pani, pozwolę sobie przypomnieć kampanie prezydencką pana Bronisława (oby żył wiecznie!*****) i słynną prezentację jego strony internetowej. Którą obejrzeć możemy, na przykład, tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=4POc0xBNJLA&feature=player_embedded

Tak, to ta sama pani "polityczka". Ta od "ataku".

Ma na swoim koncie jeszcze inne osiągnięcia, poczynając od wątpliwego jakościowo epatowania swoim macierzyństwem w... sejmie. No nie to, żebym był uprzedzony. I słowa już więcej nie napiszę o wcześniejszej niebywałej "karierze" politycznej pani Agnieszki. Przecież ktoś, kto otrzymał w wyborach ponad 9500 głosów, dzielnie reprezentujący wyborców w budynku przy ulicy Wiejskiej - na mój bezwzględny szacunek zasługuje.

Zamiast tego skomentuję sam tekst we włościach pana Janke zamieszczony: http://pomaska.salon24.pl/289340,prezes-kaczynski-do-mlodziezy-czyli-o-s...

Chociaż, z drugiej strony - odechciało mi się dłuższego komentarza. Bo i o czym tu pisać? Pani Agnieszka to magister - politologii. Było nie było, nauki jednak humanistycznej. I to widać. Sprawność posługiwania się piórem - powaliła mnie na kolana. Jak już klęczałem, moje serce zostało ujęte w żelazny uścisk przez formę tekstu, jakże wyraziście forma ta musi przemawiać do młodych ludzi!

Te, Kaczor, bez ściemy tutaj!

Zastanawiam się, czy pani Agnieszka nie posiada również ukrytego drugiego fakultetu, nie ujawnionego dotąd z czystej skromności. A byłaby to filozofia. Bo jakże odmówić głębokiego sensu stwierdzeniu: ponieważ nie ma przymusowego poboru do wojska - młodzi ludzie do wojska nie idą! Tak jest. Dobrze, ze zostało mi to wyjaśnione, już będę wiedział. I to, że jest to wybitne osiągnięcie ekipy Słońca również sobie w pamięci zakarbuję. Ba - co tam - napiszę to na ścianie nad łóżkiem. A zaraz poniżej, wzorem hrabiego Monte Christo, a właściwie, jeszcze wtedy, Edmunda Dantesa, uwięzionego w zamku If, wykaligrafuję: "Boże. nie pozwól bym stracił zmysły!".

Tylko trochę z innego powodu niż obawiał się bohater książki. Ze śmiechu.

 

Przypisy, didaskalia i inny chłam.

*Wiem, że PJN zasadniczo nie nazywa się PJN i wystąpiły przejściowe trudności na froncie walki o nazwę i sznurek (do snopowiązałek zapewne). Tak dla uproszczenia, niech PJN pozostanie na razie PJN, ok? :)

**Po primo, po drugo - to wzorem nieodżałowanego Kolegi Kierownika z "60 minut na godzinę". Starsi czytelnicy pewnie pamiętają, młodszym serdecznie polecam :).

***Na moment porzucę kpiarski ton i dodam od siebie: osobiście uważam tę wypowiedź za przeciętną. Jak na możliwości Jarosława, tego samego, którego polemika z Tuskiem wychwalającym dokonania (??) PO jest istnym majstersztykiem. A patrząc z boku i porównując z obowiązującym w Polsce stylem wypowiedzi: za tekst skierowany do młodych dałbym Jarkowi tak 6/10, może 7/10.  Nieistotne. Zły czy dobry, przeciętny czy znakomity - tekst rychło doczekał się "celnej" riposty.

**** "Aga". To nie brak szacunku, absolutnie. Po prostu kopiuję zdrobnienie (??), którego sama pani Agnieszka użyła rejestrując swój blog na S24.

***** Za Seawolfem. Mam nadzieję, że Wilk Morski nie obrazi się o prawa autorskie, jego to zresztą w dużej mierze wina, że na sam dźwięk nazwiska naszego prezydenta (OBY ŻYŁ WIECZNIE!)automatycznie wstaję, zwracam się twarzą w stronę najbliższego Jego (OBY ŻYŁ WIECZNIE!) portretu i unoszę rękę w typowo rzymskim (proszę nie mylić z innym, bardzo podobnym! :)) salucie. A słowa same na usta się cisną.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

--może ktoś zabrał go na gaz (g)łupkowy...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

galapi

#145572

Cóż, pozostaje tylko się śmiać z tych przepychanek... :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#145575

Przecudny tekst :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Dama Pik

#145578

O, dziękuję bardzo :)).
Tak mnie naszło dzisiaj na "wyzłośliwianie się" ;).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#145585