Jarosław Kaczyński - wpisy z Salonu24

Obrazek użytkownika Max
Kraj

Zgodnie z kilkukrotnie wyrażoną prośbą Niepoprawnych kopiuję wpisy z bloga Jarosława Kaczyńskiego, zamieszczone pierwotnie na Salonie24. Niektórzy nie mają dostępu do Salonu z przyczyn tzw. obiektywnych (czytaj: ban), inni po prostu tam nie zaglądają.

_____________________________________________________________________

18.02.2011 18:45 1729

Nowoczesny patriotyzm gospodarczy

 

POLSKA I POLACY ZASŁUGUJĄ NA NOWOCZESNY PATRIOTYZM GOSPODARCZY
 
 
Patriotyzm to lojalność wobec własnego narodu. Opiera się na zaufaniu do wspólnoty, której tradycje wpłynęły na to, w jaki sposób żyjemy oraz na instytucje organizujące naszą życiową aktywność. Uprawnione jest zatem mówienie także o patriotyzmie gospodarczym, choć tu napotykamy pewną trudność. Polega ona na tym, że raczej wątłe są w Polsce tradycje bogactwa, a przede wszystkim dramatycznie nieciągłe. Polski patriotyzm rozpatrywany przez pryzmat gospodarki nabiera zatem cech wyraźnie modernizacyjnych i jest związany z lojalnością wobec własnego narodu jako projektu. Wielkiego projektu - Polski! Chcemy, by projekt ten był systematycznie publicznie formułowany, tak aby stał się przedmiotem ambicji jak największej liczby rodaków.
 
Polski kapitalizm niedokończony
Polacy wielokrotnie rozpoczynali budowę własnego modelu kapitalizmu, jednak nigdy te próby nie zakończyły się trwałym sukcesem. Ważną rolę odgrywało w tym państwo – zarówno w XIX wieku, za czasów dyrektora generalnegoWydziału Przemysłu i Kunsztów Królestwa KongresowegoStanisława Staszica oraz ministra skarbu Królestwa Polskiego Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, jak i w wieku XX, kiedy działał minister skarbu oraz przemysłu i handlu w trzech rządach II RP Eugeniusz Kwiatkowski. Budowaliśmy polski kapitalizm także wysiłkiem obywatelskim – jak wtedy, gdy organizowaliśmy wielkopolski ruch gospodarczy, Galicyjską Kasę Oszczędności czy instytucje finansujące życie naukowe, takie jak Kasa Mianowskiego. Mimo często naprawdę imponujących osiągnięć, przedsięwzięcia te, nie mogąc się oprzeć na silnym własnym państwie, miały zbyt małą skalę oddziaływania lub rozpadały się w wyniku dziejowych katastrof.
W cieniu narodowych katastrof dokonywały się gwałtowne zmiany społeczne na wielką skalę, związane z przechodzeniem od – używając pojęć Alvina Tofflera – przedkapitalistycznej fali agrarnej do kapitalistycznej fali przemysłowej. To przechodzenie zostało zaburzone długim okresem prób totalitarnej modernizacji na modłę komunistyczną. Radykalna, a nawet brutalna zmiana sposobu życia – wynikająca z przeniesienia się ze wsi do miast po 1945 r., nałożyła się na niebywale kosztowną transformację sposobu pracy po 1989 r. Polegała ona na odejściu od produkcji masowej w państwowych fabrykach do działalności usługowej w małej i średniej skali. Każda z tych wielkich zmian pociągała za sobą - planowe lub samorzutne - zerwanie na dużą skalę ważnych więzi wspólnotowych, niezbędnych dla optymalnego rozwoju. Polską specyfiką jest to, że każdorazowa odbudowa przerwanych więzi społecznego zaufania w nowych układach instytucjonalnych nigdy się nie dopełniała.
Nie zdążywszy zbudować własnego kapitalizmu przed 1939 r., po 1989 r. zastaliśmy go w zupełnie innej postaci. Kraje rozwinięte przeszły w tym czasie kolejną rewolucję gospodarczą, której siłą napędową są niezwykle złożone sieci organizacji, a głównym czynnikiem wytwórczym obok kapitału jest w nich przetwarzanie informacji (trzecia fala Tofflera).
 
Sprawne państwo dla silnej gospodarki
Z polskich zmagań z nowoczesnością wynikają co najmniej trzy zasadnicze konsekwencje. Po pierwsze, bogactwo poszczególnych Polaków może być trwałe tylko wtedy, gdy będzie się opierać na bogactwie Polski. Z jednej strony, więź narodowa jest podstawowym nośnikiem zaufania, nazywanego też kapitałem społecznym, będącego warunkiem owocnej współpracy na zasadach uczciwej rywalizacji. Z drugiej strony, płynące z tej współpracy bogactwo narodowe znajduje trwałe podstawy w silnym, sprawnym i zasobnym państwie. To państwo musi szanować i wspomagać użyteczną aktywność gospodarczą, gwarantując równe szanse startu, budując instytucjonalne otoczenie rynku, egzekwując prawa własności czy gwarantując przestrzeganie umów. Niestety, dziś polskie państwo marnotrawi czas przedsiębiorczych Polaków, okrada ich z szans i tłamsi ich energię, stale podkopując ich zaufanie do instytucji publicznych i siebie nawzajem. W tym kontekście istotne jest to, by wymiar sprawiedliwości, który w Polsce działa niesprawnie, i to od wielu wieków, stał się instytucją zaufania społecznego. Polska ma dziś jeden z najdroższych i najbardziej nieskutecznych systemów sądownictwa w Europie. Mój rząd przeprowadził proces informatyzacji polskiego sądownictwa gospodarczego, ale dziś należy zainwestować w wiedzę ekonomiczną samych sędziów i prokuratorów oraz w sprawność aparatu wspomagającego ich pracę.
Na rozwój Polski, a więc i poziom bogactwa Polaków bardzo negatywny wpływ ma fatalne zagospodarowanie przestrzenne Polski, czego skutkiem są długotrwałe, niebywale korupcjogenne procedury inwestycyjne. Tysiące godzin tracą co roku Polacy w zakorkowanych miastach. Wreszcie, Polacy często nie mogą liczyć na własne państwo, gdy zagrożone jest ich życie i mienie, jak w czasach klęsk żywiołowych, na przykład podczas niedawnej powodzi. Nie sposób zgodzić się na to, by administracja publiczna utrudniała Polakom gospodarowanie ich własnym mieniem, by odmawiała zajmowania się ich problemami pod byle pretekstem i przekraczając wszelkie przyjęte terminy rozpatrywania spraw.
 
Dobre, bo polskie
„Prawo i Sprawiedliwość” jest dziś jedyną partią, która rozumie, jak bardzo sprawne państwo wpływa na gospodarkę. Fundamentem takiego państwa są zdrowe finanse publiczne. Dlatego po dojściu do władzy wprowadzimy prawdziwy budżet zadaniowy, który pozwoli na redukcję zbędnej administracji i efektywne wydawanie publicznych pieniędzy. Zinformatyzujemy aparat skarbowy, co pozwoli wyraźnie zwiększyć skuteczność ściągania podatków. W efekcie ci, którzy uchylają się od ponoszenia ciężarów fiskalnych, nie będą już ośmieszać uczciwej większości. Administracja zostanie zinformatyzowana, tak aby obywatel mógł na bieżąco śledzić postępowanie w jego sprawach w urzędzie. Natomiast zatrudnienie w administracji będzie poddane regule „jeden nowo zatrudniony na dwóch odchodzących na emeryturę”, co pozwoli na stopniowe, ale konsekwentne jej ograniczanie.
Zobowiązujemy się objąć ochroną dyplomatyczną i wsparciem finansowym zagraniczne inwestycje polskich firm. Nadszedł już bowiem czas, by nie tylko przyciągać zagraniczne inwestycje do Polski (ich szczyt przypadł na okres naszych rządów), ale także wspierać ekspansję polskich firm – takich jak Amica, Atlas, Fakro, Groclin, Maspex, Pesa, Rafako czy Solaris - na zagranicznych rynkach. To prowadzi nas do innego ważnego wniosku:Polacy nie zbudują własnego modelu kapitalizmu bez własnego kapitału. Kapitał nie ma bowiem narodowości tylko w teorii ekonomicznej. W praktyce biznesowej i politycznej pochodzenie kapitału zawsze jest istotne, ponieważ obok zysku, jest on ważnym narzędziem wpływu i kontroli. Dlatego Polska musi zachować własną walutę i własną giełdę, jednocześnie popierając rozwój jednolitego rynku europejskiego. Widzimy dziś, że przyszłość strefy euro jest bardzo niepewna, głównie z powodu fundamentalnych błędów popełnionych w momencie jej tworzenia 10 lat temu.
 
Nieudolni pseudoliberałowie
Zadłużywszy w bezprecedensowy sposób polskie państwo i sięgając po przyszłe emerytury Polaków, obecny „liberalny” rząd, wykazał się nieprawdopodobną nieudolnością w wielu działaniach gospodarczych: Nie potrafił doprowadzić do przejścia z powrotem w polskie ręce jednego z największych i najlepszych banków – BZ WBK, gdy nadarzyła się po temu wyjątkowa okazja. Rząd chwalił się „rozwiązaniem” sporu o największego polskiego ubezpieczyciela – PZU, tyle że dokonało się to kosztem 17 mld zł wypłaconych osłabionemu kryzysem holenderskiemu akcjonariuszowi. Rząd doprowadził też do upadku polski przemysł stoczniowy, czyli branżę dającą kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. Wreszcie, zgodził się na przyjęcie, w skrajnie dla Polski niekorzystnej postaci, unijnego pakietu klimatycznego, który będzie skutkował w najbliższych latach podniesieniem cen prądu o 60-80 proc. A warto pamiętać, że już obecnie jesteśmy na drugim miejscu w UE jeśli chodzi o wysokość cen za energię elektryczną płaconych przez firmy. Za naszych rządów to by się nie mogło zdarzyć!
 
Polski model innowacji
Polskę czeka w najbliższej dekadzie wielkie narodowe wyzwanie: nasz sektor energetyczny, który „Prawo i Sprawiedliwość” – wzorem Francji, Niemiec, Włoch, Czech, Norwegii, Szwecji czy Finlandii - zamierza zachować w rękach skarbu państwa, wymaga inwestycji porównywalnych w skali z możliwościami całego krajowego sektora bankowego. Równie wielkie wyzwanie stanowi konieczna dla szybkiego rozwoju infrastruktura komunikacyjna (drogowa, kolejowa i wodna). Dlatego jedynym sposobem odsunięcia widma nadchodzącej zapaści infrastrukturalnej jest olbrzymi wysiłek finansowy państwa i wpompowanie do systemu finansowego maksymalnej kwoty oszczędności Polaków. Potrzebne są działania animowane przez państwo, poczynając od zasadniczego zmniejszenia jego potrzeb pożyczkowych. Fundusze emerytalne będą inwestować w obligacje infrastrukturalne państwa i samorządów. Powinien się także rozwijać alternatywny wobec giełdowego rynek kapitałowy obligacji komercyjnych. Najmniejsze nawet oszczędności Polaków powinny trafiać na konta w spółdzielczych kasach oszczędnościowych, Banku Pocztowym czy banku PKO BP. Również konta instytucji i firm państwowych powinny być prowadzone w polskich bankach.
Polska osiągnie długofalowy sukces gospodarczy jedynie wtedy, gdy zbuduje swój narodowy model innowacji. Czas uzyskiwania przewag opartych na niskich kosztach polskiej pracy się kończy. Jednocześnie nakłady na badania w Polsce – zarówno państwowe, jak i komercyjne – są zatrważająco niskie. Dlatego oprócz stałego wzrostu państwowych środków na badania podstawowe i stosowane - do 1,5 proc. PKB, naszym szczególnym wsparciem cieszyć się będzie państwowy sektor badań rozwojowych, który dziś stanowi jedyny realny potencjał wdrożeń nowych technologii w polskiej gospodarce. Przedsiębiorstwa współpracujące z nim lub budujące w Polsce swoje centra badawczo-rozwojowe otrzymają duże preferencje podatkowe (odliczenia od postawy opodatkowania pełnych nakładów na Badania+Rozwój, ulgi podatkowe i amortyzację strat). Polski sektor militarny, poprzez zamówienia zbrojeniowe, także musi się stać rozsadnikiem technologii i umiejętności możliwych do wykorzystania w cywilnych sektorach.
 
Młyńskie koło u szyi pracujących Polaków
W kolejnej perspektywie budżetowej UE, w programie „Kapitał Ludzki” muszą się znaleźć duże środki na zasadniczą reformę polskiego szkolnictwa zawodowego – od szkół zawodowych po wyższe szkoły zawodowe. Aby stale podnosić naszą kulturę techniczną (której poziom jest poniżej możliwości kraju), edukacja zawodowa i techniczna musi się stać priorytetem. Wszyscy pracodawcy powinni się w pełni zaangażować w rozwój edukacji zawodowej w miejscu pracy. Z kolei lekcje przedsiębiorczości w polskich szkołach muszą się stać czasem gospodarczego wychowania patriotycznego, uczącego młodych Polaków kupowania polskich produktów i usług. Powinny się też stać okazją do inspirujących spotkań z ludźmi odważnymi, przedsiębiorczymi i twórczymi.
Nieudolne rządy ekipy Donalda Tuska pokazują, że wyczerpał się dotychczasowy model rozwoju Polski. W tym modelu niewydolne państwo i antyrozwojowe grupy interesu są młyńskim kołem u szyi ciężko pracujących Polaków. Nadszedł czas, by podjąć wspólny wysiłek naprawy naszego państwa, bo tylko to pozwoli nam spokojnie się rozwijać i bogacić. Zrobimy to dla siebie i dla przyszłych pokoleń.

 

 

Odsłon: 141927

_____________________________________________________________________

21.02.2011 20:35 728

Odpowiedzi na niektóre z komentarzy

Bardzo dziękuje za wszystkie komentarze i przyjęcie. Mam nadzieję, że to miejsce stanie się dobrą płaszczyzną do rozmowy o Polsce. Jestem ciekaw Państwa opinii na tematy, które będę tu poruszać. Postaram się czytać wszystkie wpisy, zarówno te pozytywne jak i negatywne i brać pod uwagę zawarte w nich sugestie i opinie. Proszę o zrozumienie, że nie jestem w stanie, z powodu bardzo licznych obowiązków, odpowiadać na wszystkie. Dziś odpowiem na kilka wpisów, ale pozdrawiam wszystkich.
 
 
@Elef.Parparim
 
jedynym sposobem odsunięcia widma nadchodzącej zapaści infrastrukturalnej jest olbrzymi wysiłek finansowy państwa i wpompowanie do systemu finansowego maksymalnej kwoty oszczędności Polaków.
...........................

.. czyli znaczy to, że jak Kaczyński dojdzie do władzy, zmusi mnie do oddania oszczędności, by budować coś, co się może w każdej chwili posypać ..

.. wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wydaje mi się do tego stopnia idealistycznie powierzchowna, że aż mi włosy staja dęba na głowie ..

 
To oczywiste nieporozumienie. Chodzi o to, że jeżeli w systemie bankowym jest więcej pieniędzy, to jest też większa możliwość pożyczania ich czy posługiwania się nimi przez państwo. Ale to w żadnym razie nie oznacza oczywiście zabierania komukolwiek pieniędzy. To jest zupełne nieporozumienie – po prostu jak system bankowy jest silniejszy, to możliwości państwa są także większe. Np. te kraje, które zostały bardzo zagrożone kryzysem mogły z niego wybrnąć dlatego, że były bardzo duże środki, z których można było skorzystać. To jest sens tego stwierdzenia, nie ma to nic wspólnego z tym, żeby cokolwiek komukolwiek zabierać. Idzie o to, żeby te pieniądze po prostu pracowały dla gospodarki, ale jednocześnie pracowały także dla tego, kto je trzyma w banku. Ta osoba korzysta z oprocentowania, a gospodarka korzysta bardziej się nakręcając.
 
@Peergynt_1
 
Chciałbym się odnieść do jednej tylko kwestii, która jest wg mnie istotna. Cyt. "Po pierwsze, bogactwo poszczególnych Polaków może być trwałe tylko wtedy, gdy będzie się opierać na bogactwie Polski."
Nie zgadzam się z tym. "Bogactwo Polski" powinno wynikać z "bogactwa" jej obywateli, a nie odwrotnie. W taki sposób bogaciły się państwa zachodnie. Cóż z tego, że ZSRR był krajem bogatym silnym, zdolnym do budowy potęgi atomowej i kosmicznej skoro jego obywatele przymierali głodem. Cóż z potęgi Chin, czy Indii mają jej szarzy obywatele?! 
Państwo, w moim pojęciu powinno stać na straży prawa, być mądrym regulatorem procesów zachodzących w społeczeństwie, a nie graczem (zwłaszcza gospodarczym).
pozdr....
 
To jest kwestia sformułowania, bo w oczywisty sposób jest tak, że tylko kraj, w którym z jednej strony jest wysokie PKB, a z drugiej strony bardzo duży majątek zakumulowany, może mieć bardzo wielu zamożnych obywateli. W przeciwnym razie po prostu zamożności takiej być nie może. Polacy mają w tej chwili na głowę przeciętnie ok. 30 000 dolarów (tzn. gdyby cały polski majątek podzielić na 38,5 mln, to by wypadało po ok. 30 000 dolarów na głowę). W krajach zachodnioeuropejskich, tych zamożnych, jest to niespełna 200 000 dolarów, w najbogatszym Singapurze jest to 250 000 , czyli wielokrotnie więcej. U nas ten majątek stosunkowo szybko rośnie, zmniejszamy tę różnicę. Ale jeśli ktoś sądzi, że w Polsce może być dużo ludzi zamożnych, jeżeli Polska jako całość się nie wzbogaci, to po prostu sądzi, że bogactwo może powstawać z powietrza. Polska może być krajem bogatych ludzi tylko wtedy, jeżeli się będzie szybko rozwijała. Nie należy przeciwstawiać tych dwóch spraw. Ta pula jest wspólna i jeżeli ona jest duża, to wtedy dużo większa część Polaków może być ludźmi zamożnymi. Jak ona jest mniejsza, to trudno i darmo, ogromna część będzie biedna.
Ja piszę rzeczy oczywiste, a obawiam się, że to jest troszeczkę niezrozumiałe, albo przefiltrowane przez taki pogląd, że my chcemy ludziom coś zabrać, pewien stereotyp na nasz temat, który musi być odrzucony. W Niemczech jest bardzo dużo zamożnych ludzi, a także naprawdę wielu bardzo, bardzo zamożnych, ale tylko dlatego, że bogactwo niemieckie, to zakumulowane, jest ogromne, kilkakrotnie większe per capita niż w Polsce. Ich PKB jest tylko dwa razy większe na głowę, nawet może w tej chwili mniej niż dwa razy, natomiast zakumulowane bogactwo na głowę jest pewnie jakieś sześć do siedmiu razy większe. Nic się na to nie poradzi i przeciwstawianie tego jest całkowicie sztuczne.
Pewna część tego majątku, ze względu na zwykłe bezpieczeństwo i wygodę Polaków musi być wspólna – tzn. wspólne muszą być drogi, urządzenia energetyczne, urządzenia wodne, mnóstwo różnych mechanizmów, które z natury rzeczy służą wszystkim.
 
@Kungalu
 
Ja powiadam trzeba dokonać fundamentalnej zmiany systemu. A pierwszym krokiem tej zmiany powinna być zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu, na ordynację JOW jak brytyjska.
Dlaczego PiS tak się boi takiej zmiany? Przecież to jest początek naprawdę patriotycznych przemian.
 
Stawianie tak sprawy jest, obawiam się, niezrozumieniem systemu brytyjskiego, gdzie posłowie są w istocie mianowani przez kierownictwo partii. I to w końcu Polacy powinni przyjąć do wiadomości – nie można żyć w świecie zupełnie oderwanym od rzeczywistości. W brytyjskiej praktyce politycznej jest tak: jakiś młody polityk zasługuje się odpowiednio kierownictwu partii i dostaje na próbę „zły” okręg – taki, w którym jego partia zwykle przegrywa. Tam ma się sprawdzić, czy potrafi pracować, czy potrafi być twardy, czy potrafi zrobić duży wysiłek, mimo że wie, że ma minimalne czy prawie żadne szanse na zwycięstwo. Jeżeli się sprawdzi, to w kolejnych wyborach dostaje już taki okręg, gdzie są one znaczne. Przy czym jego związek z tym okręgiem jest w ogromnej większości praktycznie zerowy, jest to bardzo często okręg, w którym on wcześniej nigdy w życiu nie był – nie tylko tam nie mieszka, nie tylko się nie urodził, ale w ogóle nie był. I tak to wygląda, tak wygląda system jednomandatowy i on wtedy może funkcjonować. U nas natomiast jest naiwne przeświadczenie, że można stworzyć taki mechanizm oddolnie wybieranych posłów, którzy jednocześnie będą co później robili? Każdy będzie oddzielnie. I w jaki sposób taki parlament będzie funkcjonował? Efekt będzie taki, jak ostatnio widzieliśmy w Pile, będzie mnóstwo ludzi, którzy po prostu dlatego, że mają finansowo mocną pozycję, chociaż żadnych kwalifikacji moralnych i intelektualnych, zostaną posłami. Podobnie też było na Ukrainie, gdzie częściowo wprowadzono takie okręgi. Taki będzie jedyny skutek. I trzeba naprawdę bezmiaru naiwności albo złej woli, żeby coś takiego proponować.
 
@C.K.Dezerter
 
,,Tysiące godzin tracą co roku Polacy w zakorkowanych miastach.''
Ma Pan na to jakąś prostą receptę?
Ja wyczuwam w tym zdaniu PUPULIZM
 
Prostej recepty nie ma – receptą są wyłącznie inwestycje. Receptą jest taka Polska, która jest w stanie dokonywać wysiłków zbiorowych. Budowa autostrad, budowa obwodnic miast, budowa w miastach skrzyżowań dwupoziomowych, rozszerzanie ulic - a to jest jedyny sposób - są to przedsięwzięcia zbiorowe. One w Polsce po pierwsze muszą być robione na normalnych zasadach ekonomicznych, a nie na zasadzie gigantycznego nadużycia – odcinek 10 kilometrów autostrady koło Warszawy, ten ostatnio uruchomiony, kosztował 2 mld 200 mln zł, czyli 220 mln zł za kilometr. To jest cena bliższa cenie przebijania tuneli przez Alpy, ale już nie autostrady, tylko tuneli, to są jakieś zupełnie niesłychane rzeczy. To, z czym walczy PiS, to właśnie ten system, w którym się nic nie da zrobić, bo jeżeli tylko gdzieś są jakieś pieniądze to natychmiast powstaje taki układ, który chce je w ogromnej mierze za darmo przejąć, np. wziąć za coś, co jest warte X – 4X. Na to powinni obywatele w końcu zwrócić uwagę. Dlaczego w Polsce, równinnym kraju o słabo rozwiniętej sieci rzek autostrady są nieporównanie droższe niż w krajach, gdzie zbudować je jest dużo trudniej? Dlatego, że istnieje system nadużyć i ten system nadużyć musi być złamany. I to w końcu przeciętni Polacy powinni sobie uświadomić, a nie żyć w przeświadczeniu, że jest jakaś cudowna metoda, np. jednomandatowe okręgi wyborcze, która coś tutaj zmieni. Musi być uczciwa władza, która będzie miała odpowiednią siłę, żeby to przewalczyć.
 
@Wojtek
 
Czy Pan, jako kandydat na premiera RP zamierza wprowadzić podatek określany terminem "podatku liniowego", gdzie wprost wyniar podatku będzie zależał od rozmiarów produkcji/sprzedaży ?

Kolejnym krokiem powinna być rewizja podatków akcyzowego i od wartości dodanej (VAT). Jest to kilkukrotne opodatkowanie konsumenta, bo przedsiębiorstwa są tylko jego płatnikiem, ale kwoty odprowadzae na rzecz skarbu państwa obciążają społeczeństwo.

 
Problem polega na tym, że system jest na pewno do całkowitej zmiany, zgadzam się tutaj prof. Modzelewskim, tylko akurat nie o tym była mowa. O konkretnych rozwiązaniach będzie można mówić, gdy poznamy faktyczny stan polskiej gospodarki – na razie rząd odmawia nam tej wiedzy. Chciałbym wszystkim czytelnikom powiedzieć, że poprzednia notka to nie było opus magnum, to nie jest wielotomowe dzieło, gdzie opisuję wszystko. To jest malutki wycinek spraw, więc nie można mieć w związku z tym oczekiwania, że będą tam poruszone wszystkie zagadnienia.
Tak, system podatkowy w Polsce powinien być skonstruowany od nowa. Nie na zasadzie poprawek, ponieważ ten obecny się wyczerpał co do swoich możliwości, ma tysiące mankamentów, jest dwieście wyjątków i to jest po prostu całkowicie chore. Natomiast istnieje niewątpliwie w Polsce problem ściągania podatków i tej całkowitej niejednolitości i arbitralności przy ich ściąganiu, tej sytuacji, gdzie jedni płacą za dużo, a inni za mało albo w ogóle nie płacą. Trzeba to zmienić.
Tylko jeżeli ktoś sądzi, że to jest neutralne jeśli chodzi o układ interesów w Polsce, to też jest to naiwność. W Polsce są przy władzy formacje, które, można powiedzieć, z tego żyją. Nie bezpośrednio, tylko, powiedzmy, obsługują ten układ społeczny, który doskonale się czuje w takiej sytuacji.
 
@Foto52
 
Wielce Szanowny p. Jarosławie - właśnie dowiedziałem się, że w poniedziałek będzie Pan odpowiadał na niektóre pytania.
Mam zatem pytanie które brzmi :
Czy w przypadku przejęcia władzy (po 4 letnim okresie "polskiej" smuty) jest mi Pan w stanie obiecać, że dobrowolnie i bez przymusu nie odda Pan władzy przed czasem i z byle jakiego powodu.
Staram się zrozumieć Pana decyzję z 2007 roku ... ale (pośrednio) zaowocowała ona dojściem do władzy ludzi głupich, pazernych i źle życzących mojemu krajowi - skutkując trwającym od 3,5 lat "horrorem" instytucjonalny i egzystencjalnym społeczeństwa Polskiego. 

Proszę mi obiecać, że kroku takiego już Pan dobrowolnie nie uczyni.

 
Jest coś takiego, co się nazywa dobrowolnym przymusem. Ja nie uczyniłem tego kroku dobrowolnie, zdawałem sobie sprawę, że utrzymywanie się przy władzy razem z kimś, kto jest oskarżony o aferę – jedną i drugą, bo proszę pamiętać, że była też seksafera, gdzie niewątpliwie wobec Leppera byłyby sformułowane zarzuty – to nie jest drobnostka, to sytuacja całkowicie kompromitująca. Nikt później nie mógłby mi uwierzyć, że ja rzeczywiście chcę Polskę oczyszczać i chcę doprowadzić do tego, żeby funkcjonowała jako praworządny, na uczciwych zasadach, kraj. W związku z tym nie było naprawdę żadnego wyjścia – to nie są drobne przyczyny, że wicepremier dopuszcza się przestępstw, poważnych przestępstw i jeszcze skrajnie kompromitujących moralnie. Ja po prostu mam ten typ wrażliwości moralnej, że tego tolerować nie mogłem i sądzę, że taki typ wrażliwości jest w polskim życiu publicznym niesłychanie potrzebny. Mogę obiecać, że zrobię wszystko, by takich ludzi w moim rządzie nie było, ale nigdy nie obiecam, że jeżeli coś takiego będzie, to nie będę na to reagował.
 
@Dariusz Izwantowski
 
Panie prezesie, jedno pytanie
Szybkość spadania poparcia dla PO w sondażach jest już taka, że o ile ta tendencja utrzyma się to nie ma mozliwości aby PO wygrała wybory jesienią. Jak pan myśli: jaka będzie przewaga PiS nad PO w wyborach jesienią?
 
To jest bardzo niebezpieczny sposób dywagowania, którego nie będę się w tej chwili podejmował, bo nie wiadomo czy trend się utrzyma, trudno nam też do końca ocenić naturę tego mechanizmu. Poparcie dla Platformy, jeżeli bliżej się przyjrzeć różnym wskaźnikom w ciągu ostatnich trzech lat i wziąć pod uwagę to ogromne wsparcie mediów, które dopiero niedawno, po części, ale tylko po części, się skończyło, było zupełnie naturalne.
 
@Horsefish, Pjuk
 
jako wierny Pański wyborca proponuje by Pan np. ze 2 godziny w tygodniu poświęcił na bezpośrednią dyskusję z pytaniami i odpowiedziami bez pośredników. Kiedyś zbierał p Janke pytania a potem okazało się, że to zostało przefiltrowane. Napewno w takiej dyskusji można byłoby wyjaśnić wiele nieporozumień i mitów.
 
Wejscie Prezesa na Salon24 bedzie mialo sens tylko wtedy,gdy w jego tygodniowej ramowce wygospodarujecie jeden wieczor (najlepiej piatek) gdy Prezes faktycznie bedzie siedzial razem z wami przy laptopie (chocby u siebie w domu) i na biezaco wlaczy sie w dyskusje z Blogerami pod kolejna wprowadzajaca notka.

Te notki powinny byc w miare krotkie i np. stanowic krotki komentarz do tego co wydarzylo sie w ciagu minionych 7 dni, takie "piatkowe piatkowe e-wieczory z Prezesem". Jestem pewien ze tak prowadzony blog Prezesa na Salon24 (i jego mirror na prawicowych witrynach)mialby po kilku tygodniach wieksza sile "razenia" niz propaganda TVN i Lisa razem wzietych!

 
 
Nie wykluczam możliwości bezpośredniej dyskusji z Państwem „na żywo”, niewątpliwie byłoby to interesujące. Jednak nie ma szans, z uwagi na natłok zajęć, o którym wspominałem, by odbywała się ona co tydzień, jak Panowie sugerujecie, a nawet, obawiam się, co miesiąc… Ale nie mówię „nie”.
 

Odsłon: 73556

_____________________________________________________________________

28.02.2011 20:59 501

Gazociąg Północny, czyli igranie polskimi interesami narodowymi

 

Budowa gazociągu Nord Stream to ciąg karygodnych zaniedbań ze strony rządu Donalda Tuska. I nie jest to niestety moje subiektywne wrażenie, lecz twarde, a nawet hipertwarde fakty. Efektem jest zagrożenie podstawowych interesów gospodarczych Polski. Najnowszy etap tej sekwencji zaniechań polega na tym, że w miejscu, w którym gazociąg przecina trasę podchodzenia statków do portu w Świnoujściu, rurę ułożono na głębokości 17,5 metra. Uniemożliwi to zawijanie do portów w Szczecinie i Świnoujściu jednostek o zanurzeniu powyżej 13,5 metra. Tym samym mocno ograniczone zostaną możliwości rozwojowe tych portów. A co ważniejsze, zagraża to powstającemu terminalowi gazu ciekłego (LNG), kluczowemu przedsięwzięciu dla dywersyfikacji źródeł dostaw energii tak dla Polski, jak i dla UE. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Polska powinna wymusić to, by budujące gazociąg konsorcjum wkopało go na tym odcinku w dno morza. Mam jednak wątpliwości, czy rząd Donalda Tuska chce i może to zrobić.

Solidarność niemiecko-rosyjska zamiast europejskiej
Gazociąg Północny powstał z przesłanek politycznych i tylko ktoś naiwny albo mający złą wolę może twierdzić, że to przedsięwzięcia czysto biznesowe. Przecież ułożenie rury na dnie morza, zamiast poprowadzić ją o wiele bezpieczniejszą, głównie ze względów ekologicznych, drogą lądową, oznaczało kilkakrotne zwiększenie kosztów. A to mogą uzasadnić jedynie ważne cele polityczne. Analitycy wielokrotnie wskazywali też na to, że inwestycje w siatkę rosyjskich linii przesyłowych gazu (oprócz Nord Streamu Rosja chce oddać do użytku również jego południowy odpowiednik, czyli South Stream) będą miały dalekosiężne polityczne skutki.
Dzięki podmorskim instalacjom omija się Polskę, co w oczywisty sposób osłabia naszą pozycję. Rosja dostaje do ręki silniejsze i skuteczniejsze niż dotąd narzędzia wywierania nacisków na nasz kraj. Trzeba się nawet liczyć z bezkarnym manipulowaniem dostawami surowca do naszego kraju, bowiem ich zmniejszanie bądź wstrzymywanie nie będzie oznaczać ograniczania dostaw do państw trzecich. Ta inwestycja jest zatem zaprzeczeniem fundamentalnej dla funkcjonowania Unii Europejskiej zasady sprawiedliwości i solidarności oraz jej podporządkowaniem partykularnym interesom Niemiec i Rosji. Wielokrotnie o tym mówiłem, lecz ci, którzy powinni te argumenty bardzo poważnie brać pod uwagę, ograniczali się do wmawiania mi jakichś uprzedzeń. Rządzący obecnie Polską bardzo się przejmowali moją osobą, szkoda, że równie odważni nie byli wobec tych, którzy niszczą europejską solidarność.
Jest oczywiste, że współpraca w ramach Unii powinna polegać na wzajemnym uwzględnianiu elementarnych interesów jej członków. Tymczasem nasze interesy zostały po raz pierwszy bardzo dotkliwie i wyraźnie zignorowane w momencie podejmowania decyzji o budowie gazociągu, a po raz drugi, gdy zdecydowano o położeniu rurociągu na dnie morza, zamiast jego wkopania w morskie dno. Zakwestionowana została tym samym nie tylko zasada solidarności w sferze bezpieczeństwa energetycznego, ale także tak podkreślane przez Unię zasady wolnej konkurencji i swobodnego przepływu towarów, bez których poszanowania trudno mówić o dalszym rozwoju UE. Co gorsza, w ostatnim czasie bardzo widoczne jest dążenie najsilniejszych państw Unii do hegemonii i narzucania swej woli mniejszym państwom, zwłaszcza nowym członkom wspólnoty europejskiej. Oczekiwałbym, że polski premier temu stanowczo przeciwdziała, ale na razie nie widzę ani stanowczości ani nawet zrozumienia niebezpieczeństw.

Rozwój Rostoku, marginalizacja Szczecina
Polityczny wymiar budowy Gazociągu Północnego to także gra przyszłością polskich portów. Jeśli rura zablokuje dostęp do nich wielkich statków, głównym portem regionu nie będzie Szczecin i współpracujące z nim Świnoujście, lecz wschodnioniemiecki Rostok. Już teraz ten port przygotowuje się do przyjmowania największych statków mogących pływać po Bałtyku, czyli jednostek o zanurzeniu 15 metrów.
Jeśli porty w Szczecinie i Świnoujściu nie będą mogły się rozwijać, Rostok zyska wielką konkurencyjną przewagę. Konsekwencje będą jeszcze poważniejsze w wymiarze europejskim: transeuropejski korytarz transportowy łączący południe kontynentu ze Skandynawią będzie przebiegał przez Niemcy, a nie przez Polskę. Nie trzeba chyba dowodzić, że oznaczałoby to dla naszego kraju dalszą marginalizację. I znowu mam nieodparte wrażenie, że rząd Donalda Tuska nie bardzo sobie to uświadamia, nie mówiąc o tym, że nie potrafi temu zaradzić.

Polityczna korupcja
Projekt Gazociągu Północnego ujawnił niezdrowe związki między gospodarką a polityką. Oto były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który podpisał umowę z Rosją o budowie gazociągu na kilka zaledwie tygodni przed wyborami parlamentarnymi, kiedy było już pewne, że jego partia straci władzę, wkrótce został przewodniczącym rady nadzorczej Nord Staremu. Z kolei były premier Finlandii Paavo Lipponen, który jako szef rządu popierał ideę budowy gazociągu, także został zatrudniony przez to konsorcjum. To stworzyło nową, jakże niedobrą jakość w europejskiej polityce.
Sprawa była swego czasu głośna, otaczała ją aura skandalu, ale – o ile się orientuję – Unia, która ma nieodpartą chęć regulowania wszystkiego, w tym kanonicznego kształtu banana, nie zdobyła się na działania mające zapobiegać tego typu praktykom, a przynajmniej je utrudniać. Bo te praktyki naruszają porządek moralny i fundamenty demokratycznej polityki, bez których Unia nie może sprawnie funkcjonować.

Broń energetyczna
Ktoś mógłby pomyśleć, że straszę, że z premedytacją jako polityk opozycji epatuję niekorzystnym rozwojem wydarzeń. Obawiam się jednak, że rzeczywistość jest nawet gorsza. Będąc premierem wielokrotnie się przekonywałem, że pokój czy bezpieczeństwo nie są nam dane raz na zawsze. Dlatego trzeba dmuchać na zimne. Przecież jeszcze kilka miesięcy temu nikt się nie spodziewał wielkiego wybuchu społecznego niezadowolenia w Tunezji, Egipcie, Libii i w innych krajach.
Istotą polityki bezpieczeństwa, tak w dziedzinie militarnej, jak energetycznej, jest przewidywanie różnych scenariuszy, w tym także tych czarnych. Polityk, który nie uwzględnia potencjalnych zagrożeń po prostu grzeszy, bo w przyszłości skutki jego zaniedbań mogą być katastrofalne. Dlatego też przestrzeganie przed powstaniem sytuacji, w której bylibyśmy narażeni na bardzo silne naciski wywierane przy pomocy broni energetycznej, jest moim obowiązkiem. A jako były premier wiem o tym znacznie więcej niż dobrze zorientowani eksperci.
Czuję się tym bardziej zobowiązany do ostrzegania przed niebezpieczeństwami, im rząd PO robi mniej, by Polskę przed takim ryzykiem uchronić. A chyba nie jestem odosobniony w przekonaniu, że gabinet premiera Tuska zamiast rozwiązywać konkretne problemy, prowadzi politykę uspokajania obywateli, zapewniania ich, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ja jednak powtarzam, że nic nie jest w porządku, skoro rząd Tuska praktycznie nie przeciwstawił się planom budowy Nord Streamu i wciąż wykazuje karygodną bierność w tej sprawie. A już kompletnie zdumiewa mnie to, że Polska była jedynym państwem basenu Morza Bałtyckiego, które nie zabiegało o zorganizowanie wysłuchania publicznego z udziałem przedstawicieli konsorcjum budującego Gazociąg Północny. Natomiast nie tylko mnie zdumiewa, lecz oburza to, że Polska nie wystąpiła o odszkodowania dla rybaków, którzy nie będą mogli łowić na obszarze, gdzie położono gazociąg. W innych państwach z konsorcjum negocjowały rządy, u nas pozostawiono rybaków samym sobie.

Nowa, genialna inicjatywa Nord Streamu
Niedawno uczestniczyłem w konferencji w Szczecinie w sprawie Nord Staremu i o mało nie spadłem z krzesła, gdy się dowiedziałem o nowej, „genialnej” inicjatywie władz konsorcjum. Otóż zaproponowały nam one, abyśmy zmienili przebieg toru wodnego, „rozwiązując” w ten sposób problem ograniczenia dostępności zespołu portowego Szczecin-Świnoujście dla największych statków. To tak, jakby sąsiad zablokował nam jedno skrzydło bramy wiodącej na posesję, po czym łaskawie pozwolił, byśmy przenieśli bramę w inne miejsce - własnym staraniem i na nasz koszt.
Z tego co mi wiadomo, zmiana przebiegu toru wodnego byłaby od strony biurokratycznej – załatwiania niezbędnych po temu formalności – o wiele bardziej skomplikowana, a więc i czasochłonna, od uzyskania przez Nord Stream od stosownych władz niemieckich zezwolenia na zakopanie gazociągu na wywołującym spór odcinku. Nie byłaby także tania. W tym miejscu muszę też przypomnieć, że dotychczas konsorcjum wyrażało gotowość (w sposób faktycznie niezobowiązujący) umieszczenia rury pod morskim dnem dopiero wtedy, gdy nasze porty będą przystosowane do przyjmowania największych jednostek. To wyraźna gra na zwłokę, by nie powiedzieć – próba odłożenia sprawy ad calendas graecas, bo przecież wciąż jeszcze istnieją techniczne możliwości wkopania gazociągu w dno Bałtyku, a koszty przeprowadzenia teraz takiego przedsięwzięcia byłyby o wiele mniejsze niż podobnej operacji w przyszłości, bo to musiałoby się wiązać z czasowym wstrzymaniem przesyłu gazu. Wydawałoby się, że rząd powinien temu pomysłowi powiedzieć stanowcze „nie”. Tymczasem widzę, że gabinet premiera Tuska, który przyzwyczaił nas do nieustannego uśmiechania się i robienia dobrej miny do złej gry, może tę fatalną propozycję przyjąć.

Polska asertywność i determinacja
Nawet jeśli rząd Donalda Tuska jest bierny i bezwolny, nie wolno przyjąć fatalistycznego punktu widzenia. Mam prawo, a nawet obowiązek, podobnie jak polscy obywatele, domagać się od rządu twardej i aktywnej polityki, byśmy mogli minimalizować negatywne skutki powstania Nord Streamu. Na miejscu Donalda Tuska bardzo mocno naciskałbym na Niemcy, by rura została zakopana. Jeśli to by się nie udało, rząd musi wynegocjować - czego zresztą domagają się od gabinetu Donalda Tuska wywodzący się z PO oraz SLD prezydenci Szczecina i Świnoujścia - umowę zobowiązującą stronę niemiecką do pogłębiania w przyszłości toru wodnego prowadzącego do naszych portów.
Wszystko jest możliwe pod jednym warunkiem: rząd musi wykazać się asertywnością, mieć odwagę jasno powiedzieć Niemcom, że będziemy bronić naszych podstawowych interesów, bo mamy do tego prawo, jak każde państwo członkowskie UE. Sam demonstrowałbym taką determinację, że ostrzegałbym przed sięgnięciem po prawo unijnego weta.
Niejednokrotnie mówiłem i pisałem, że najbliższe lata będą kluczowe dla rozwoju Polski, że stoi przed nami ogromna, wręcz niepowtarzalna szansa na dogonienie bardziej rozwiniętych państw UE, i że szansy tej nie wolno nam zmarnować. Nie osiągniemy tego jednak drogą ciągłych ustępstw i rezygnowania z naszych elementarnych gospodarczych interesów, czego dobitnym, ale nie jedynym przykładem jest sprawa Gazociągu Północnego. Premier Tusk zdaje właśnie egzamin z suwerenności i determinacji w bronieniu polskich interesów. Zapewniam, że w tej tak istotnej dla Polski sprawie będę bardzo surowym egzaminatorem.

Odsłon: 25880

_____________________________________________________________________

01.03.2011 21:11 217

Ponieważ żyli prawem wilka...

Z racji obchodzonego dzisiaj Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” postanowiłem zamieścić tę krótką notkę.

„Ponieważ żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy…”. Słowa Zbigniewa Herberta o Żołnierzach Wyklętych zbyt długo były prawdziwe. Niestety nawet w Polsce po 1989 roku zbyt długo milczano o losie niepodległościowego podziemia antykomunistycznego. Dopiero dziś, 1 marca 2011 roku, obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Nowe święto państwowe ustanowione z inicjatywy śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przywraca do panteonu bohaterów narodowych tych, którzy stanęli do walki przeciwko sowieckiej okupacji. Tych, którzy pozostaną w naszej pamięci jako obrońcy polskiej niepodległości.

Przez ponad pół wieku komunistyczna propaganda próbowała zniesławić i wymazać pamięć o bohaterach. Narodowe Siły Zbrojne, Wolność i Niezawisłość, Konspiracyjne Wojsko Polskie, Armia Krajowa Obywatelska czy Ruch Oporu Armii Krajowej to tylko niektóre organizacje, których pamięć miała zginąć. Setki patriotów torturowanych w katowni UB na ul. Rakowieckiej czy mordowanych przez MO w całej Polsce miały na zawsze zniknąć z polskiej historii.

Dziś, kiedy walka o pamięć „Ognia”, „Huzara”, „Inki”, „Łupaszki” i innych członków powstania antykomunistycznego, wydaje się wygrana, nie wolno nam przestać zabiegać o cześć dla poległych. Mimo, iż obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” a opinia publiczna może czytać i słuchać prawdy o walce z komunistami, to nadal mamy do czynienia z relatywizacją historii. Dziś, w XXI wieku, komunistyczny generał, funkcjonariusz Informacji Wojskowej, zapraszany jest na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To dziś gloryfikuje się poetów, którzy w latach stalinowskich wielbili nowy ustrój i opluwali patriotów. To dziś odsłania się pomniki sowieckim okupantom. To dziś w wielu miejscach Polski możemy spotkać ulice nazywane imieniem Armii Ludowej. Dlatego nie możemy zapomnieć i nie możemy nie protestować, kiedy historia jest relatywizowana. Nie możemy pozwolić, by młode pokolenia miały zafałszowany obraz polskiej historii. Pamięć o Żołnierzach Wyklętych to nie tylko 1 marca i oficjalne święta, to codzienna praca i brak przyzwolenia na pisanie naszych dziejów od nowa. Tylko wtedy kiedy wszystkie nasze wysiłki będą służyć sprzeciwowi wobec kłamstwa, będziemy mogli powiedzieć, że spłaciliśmy dług wobec dziewcząt i chłopców walczących w lasach w latach 40. Wtedy będziemy z dumą mówić: „Cześć ich pamięci!”.

 
 

Odsłon: 9918

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Max!!!
Czasem działasz jak BŁYSKAWICA! :)
Pozdrawiam serdecznie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140161

Bo zamiast zabrać się za reinstalację systemu w pracy, zalogowałem się na NP ;)).

Dzięki :).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140162

aby Polska była Polską.......

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#140164

A może by tak zwrócić się do Mariusza Błaszczaka (?) i wprost zaproponować równoległe publikowanie blogu JK na NP. Może musimy być bardziej aktywni?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140166

Podeślę pomysł reszcie Redakcji.
Na pewno byłby to krok w dobrym kierunku - Niepoprawni swoich czytelników mają.
Na podobnej zasadzie powitaliśmy z radością np. pana Marka Jurka, aczkolwiek nie widziałem ostatnio jego nowych notek.

Jeśli politycy, w swojej działalności odwołujący się do szeroko pojętych wartości patriotycznych będą pojawiać się na Niepoprawnych jako blogerzy - tym lepiej dla nas i tym lepiej dla Portalu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140168

Za przyrzeczenie dycha już dorzucona.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140169

za "dobrą robotę".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140172

Dzięki bardzo.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#140356