Europejskie Eldorado (7) – Biurokracja UE – szczyt szczytów

Obrazek użytkownika Satyr
Świat

Każdy masoński twór strukturalny nie miał i nie ma nic wspólnego z demokratycznym systemem zarządzania. Tak jest w przypadku Unii Europejskiej, którą cechuje totalitaryzm z autokratyzmem germańsko-żydowskim, choć stwarza udane pozory, iż jest w pełni demokratyczna. Jej imperialny system, strukturalnie i personalnie spełnia założenia historyczne masonów. W samym parlamencie UE znaleźć możemy około 30% masonów[1], zajmujących same eksponowane stanowiska w poszczególnych komisjach i we wszystkich jednostkach organizacyjnych UE.

Bank Centralny (EBC)

     W jego skład wchodzą narodowe banki centralne. Przewodniczy jemu Rada Naczelna, składająca się z członków zarządu EBC i prezesów banków narodowych. W skład zarządu EBC wchodzą: prezes, wiceprezes i 4 członków na 8-letnią kadencję. Ci czterej członkowie wybierani są na drodze selekcji, w której najważniejszymi warunkami są: wyznawane poglądy, przekonania religijne i stopień posłuszeństwa wobec prezesa zarządu EBC. EBC nie dopuszcza żadnego nadzoru politycznego. Narodowe władze polityczne krajów członkowskich podporządkowuje sobie, co należy utożsamiać z pozbawieniem niezależności finansowej tych państw.

Były dyrektor Bundesbanku – Helmut Schlesinger w roku 1992 powiedział: „Przyszły system bankowy UE złożony będzie z banków narodowych, które zatracą swoje uprawnienia do prowadzenia polityki walutowej (...)”.

 

Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR)

     UE utworzyła go w roku 1990. Statutowy cel, to finansowanie „odbudowy” państw Europy Środkowo-Wschodniej: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii. Ale tylko statutowy, nie rzeczywisty. W rzeczywistości EBOR wydawał na pomoc 1/3 funduszu, a 2/3 przeznaczał dla własnego funkcjonowania. Przeznaczał te kwoty na: opłaty konsultantom, czarterowanie samolotów, bankiety, przyjęcia, marmury w londyńskiej siedzibie, „kominowe” apanaże personelu, których średnia płaca – łącznie z personelem pomocniczym – wynosiła 100 tys. USD miesięcznie!
Dyrektor EBOR-u – Jacques Attali, przyjaźniący się z czołowym masonem Francji – J. Mitterandem, zarabiał 250 tys. USD miesięcznie. Tylko w ciągu jednego roku EBOR wydał 400 tys. USD na wystrój banku i dzieła sztuki. Ten bizantyjski styl życia źle się skończył dla dyrektora EBOR i w czerwcu roku 1993 Jacques Attali musiał pożegnać się z ciepłą posadą. Komisja specjalna wszczęła dochodzenie w sprawie defraudacji, nie zaś przeciwko dyrektorowi. Poruszona opinia publiczna nie doczekała się w mediach rzetelnej informacji, ani też wyników badań komisji. Sprawę opatrzono klauzulą „ściśle tajne”. Trudno tu nie wspomnieć, że w roku 1997 dyrektorem wykonawczym EBOR-u został Jan Krzysztof Bielecki[2]. Czym zasłużył sobie, by pełnić tę funkcję? Ano tym, że będąc w Radzie Fundacji Batorego[3] i członkiem Klubu Europa, był gorącym propagatorem UE. Także i tym, iż pełniąc funkcję premiera rządu RP przyłożył swą rękę w „rozkładaniu” Rzeczpospolitej. Ponadto brał udział w tajnych obradach masońskich Klubu Bilderberg. Jednym słowem: „zasłużony dla ideologii masońskiej”.

 

Rada Europejska

     W jej skład wchodzą prezydenci i premierzy, a także ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich. Jest to najważniejszy organ Unii Europejskiej. Obraduje dwa razy w ciągu roku. Ustala ogólne założenia, dotyczące rozwoju UE.

 

Rada Ekonomiczno-Społeczna.

Składa się z 222 członków, wybieranych na 4-letnią kadencję przez rządy państw członkowskich. Ma uprawnienia opiniodawcze.

 

Rada Ministrów

     Właściwa Rada Unii, w odróżnieniu od Rady Europy. W skład tej Rady wchodzą ministrowie, po jednym z każdego państwa członkowskiego. Zajmuje się uchwalaniem aktów prawnych UE, do których projekty otrzymuje od Komisji Europejskiej – jako jedynej, uprawnionej do tworzenia takich aktów. Natomiast ustawy, dotyczące polityki zagranicznej Unii, Komisja opracowuje i zatwierdza wespół z Radą Ministrów. Wnioskować zatem można, iż Komisja Europejska ma władzę ustawodawczą i wykonawczą. Skąd my to znamy? Niby rządzi administracja, a wszystko zatwierdza „partia”. Jak za czasów PRL-u z Komitetem Centralnym PZPR. Wszelkie decyzje w kwestii obronności i polityki zagranicznej Rada podejmuje na zasadzie jednomyślnego głosowania. W punkcie 13 regulaminu czytamy: „Rada określa kwestie, w przypadku których decyzje podejmowane są kwalifikowaną większością”. Czyli: „tak, ale ...”. Najbardziej zaskakujące jest to, że Rada Ministrów prowadzi obrady na zasadzie tajnościPrzykładem niech tu będzie jeden z faktów. Otóż w 1992 roku odbyło się posiedzenie ministrów ds. rolnictwa, przy drzwiach zamkniętych. Tematem obrad była zmiana polityki rolnej Unii. Uchwalone decyzje nie podlegały dyskusji w parlamencie! Tak to w sposób „demokratyczny” zadecydowano o losach milionów rolników krajów członkowskich Unii.

 

     Międzynarodowe Centrum Kongresowe ulokowano w Brukseli. Parlament Unii Europejskiej w Strasbourgu. Podkomisje Parlamentu mają swoje siedziby w Brukseli, zaś sekretariat i administrację w Luxemburgu. Raz w miesiącu euromafiozi odbywają posiedzenia plenarne w Strasbourgu. Tysiące eurokratów w amoku pozornych, biurokratycznych działań, krążących po Europie, mają czelność mówić, że są zbawicielami „przeciętnego zjadacza chleba”, jednocześnie uchwalają normę krzywizny banana, normę określającą stosunek długości ogórka do jego średnicy! itp. itd. To są fakty! Daleki jestem od żartów. Wysokie miesięczne apanaże, koszty podróży, koszty zakwaterowania i wyżywienia, diety, utrzymanie gabinetów odnowy biologicznej, rozrywka, a dla odchodzących niebotycznej wysokości odprawy i wiele, wiele innych składników finansowanych przez podatników krajów członkowskich jest ewidentnym przykładem, że taki stan rzeczy jest stanem przejściowym. Mizerna kieszeń podatnika nie wytrzyma takiego drenowania, o czym już dzisiaj się mówi w krajach członkowskich. Słychać, że Unia przeżywa kryzys. Jakże ma go nie być, skoro skala malwersacji i korupcji osiąga apogeum, działania pozorne sprzed lat, dzisiaj dają znać o sobie. Nawet zabieganie Unii o pozyskanie w swoje szeregi państw z Europy Środkowo-Wschodniej nie uratuje tego molocha przed upadkiem. I jeśli przyjrzymy się dokładniej wydatkom z budżetu Unii, to zauważymy, że „lekką ręką”  około 30 % pieniędzy zostało zmalwersowanych.

 

     Profesor John Laughland[4], wybitny politolog, znawca stosunków społeczno-politycznych Europy stwierdził, iż Unia Europejska prędzej czy później się rozpadnie. Jako powód rozpadu podaje między innymi: życie według anty-dekalogu, coraz intensywniejsze materialistyczne podejście do życia, a nade wszystko spadek liczby urodzin w stosunku do ilości zgonów. Oznacza to, że starzejące się społeczeństwo Europy Zachodniej będące w wieku emerytalnym, stopniowo pozbawiane będzie środków do życia, gdyż mniejsze liczebnie młodsze pokolenie nie będzie w stanie wypracować tak ogromnego funduszu. Kraje członkowskie budzą się z letargu i w końcu dostrzegają, w jakie szambo wpadły. Przykładem jest chociażby Austria, Hiszpania, Grecja, a nawet… Niemcy!
Co wobec tego robią brukselscy możnowładcy? Wykorzystując opanowane przez siebie media, głoszą wszem i wobec, że tylko Unia zagwarantuje szczęście i dobrobyt Europejczykom. Że nie ma kryzysu w Unii, czyli „wsio O key”, a wy Polacy potrząśnijcie kiesą, bo nasze pieniądze gdzieś „przelatują nam przez palce”. Z przykrością stwierdzam, że zdradziecka władza w Polsce już zdążyła spowodować straty Polski w okresie 1992–2002 na rzecz UE w kwocie 63 miliardów USD![5]

 

     Nie żyjący już Francois Mitterrand, czołowy mason Europy i były prezydent Francji był autorem projektu reform w Unii Europejskiej, stanowiącego tzw. terapię wstrząsową. Z uporem maniaka dążył do wprowadzenia szatańskiego planu masońskiego, znacznie ograniczając suwerenność państw członkowskich, gwałcąc tym samym wszelkie zasady demokracji. Wprowadzony w życie plan spowodował, że dziś przy wyborze komisarzy Komisji nie stosuje się klucza narodowościowego. W Radzie Europy decyzje podejmowane są zwykłą większością głosów przy pominięciu brania pod uwagę aspektów narodowościowych. Który kraj ma więcej członków w Radzie, ten przegłosowuje decyzje na korzyść swojego kraju. Zauważalne jest także ograniczanie ilości języków roboczych. W Parlamencie Europejskim zlikwidowano prawo weta w sprawach polityki zagranicznej państw członkowskich. O tej polityce decyduje większość parlamentarna. Uchwalono także, że ilość członków Parlamentu będzie proporcjonalna do demograficznego potencjału każdego państwa.

 

Tragifarsa – czyli Traktat z Maastricht

     Do grudnia 1991 roku UE posiadała następujące kompetencje: zarządzała jednolitym wspólnym rynkiem, prowadziła wspólną polityką w dziedzinie konkurencji, rolnictwa, transportu, polityką regionalną, społeczną, ochrony środowiska, rozwoju technologii. W nocy 11 grudnia 1991 roku doszło do podpisania Traktatu w Maastricht, kilkudziesięciotomowego dokumentu, dotyczącego współpracy krajów członkowskich. Współpraca miała dotyczyć: sieci energetycznych i telekomunikacyjnych, przemysłu, ochrony zdrowia, ochrony konsumenta, edukacji, polityki walutowej, kontroli polityki zagranicznej państw członkowskich, prawa wizowego dla obywateli państw trzecich, polityki imigracyjnej, walki z narkomanią, walki z przemytem. Skandalem był fakt, że ani jeden francuski parlamentarzysta – nie wspominając o przeciętnym obywatelu Francji – nic nie wiedział o toczących się od 5 lat obradach, nie mówiąc o warunkach Traktatu, które były tajne, aż do chwili podpisania. Postawienie wobec faktu dokonanego Francji – państwa członkowskiego UE, było niczym innym jak pogwałceniem zasad demokracji, na które tak szumnie powołują się w swoim działaniu unijni technokraci.
Po tym zdarzeniu, obrońcy francuskiej suwerenności, wśród których czołową rolę odgrywali: gen. Charles de Gaulle, jego syn – admirał Philippe de Gaulle, a  także wnuk generała, usłyszeli, co w tej sprawie ma do powiedzenia orędownik tego traktatu – Edgar Pisani − były minister i komisarz Unii, który wcześniej gorąco namawiał przedstawicieli Francji do jego podpisania.
A powiedział tak: „Traktat z Maastricht jest ideologicznie nacechowany koncepcją liberalistyczną, antypaństwową, asocjalną, akulturową, apolityczną, kunktatorską, ale już dążącą ku schyłkowi. W rzeczywistości Unia, którą próbuje się utworzyć, konkretyzuje się nieodpowiedzialnością i zmierza jedynie do ogołocenia państw na korzyść sił rynkowych. W chwili, kiedy narody rewindykują wszędzie na świecie uznanie ich tożsamości, tworzy się aparat, który pozbawia narody narzędzi ich tożsamości, nie dając im w zamian żadnej autentycznej struktury[6]”.

 

     Nie do uwierzenia! Ten sam Pisani, raz jako gorący zwolennik traktatu, innym razem zagorzały jego przeciwnik? O co chodziło Pisaniemu? Czy tylko jemu?
Odpowiedź jest tylko jedna. O pieniądze. Pełniąc funkcję komisarza w UE, miał postawione zadanie przekonania Francji o słuszności tego traktatu, za co został sowicie wynagrodzony. Gdyby wcześniej, a więc w trakcie trwania rokowań Pisani ujawnił prawdę, do czego zmierza treść traktatu, nigdy traktat nie byłby zaakceptowany przez stronę francuską. Natomiast z chwilą, gdy nie był już ministrem i komisarzem, ujawnił prawdę o traktacie. Niektórzy publicyści twierdzili, że Pisani miał rozdwojenie jaźni. Jestem zdania, że z jaźnią u niego było wszystko w porządku. Ale taki goj, wyzuty z honoru i godności osobistej, za pieniądze zrobi wszystko. Nawet przyczyni się do tego, by taki kraj jak Francja utracił suwerenność. A ilu takich „Pisanich” znajdziemy w Polsce? Ho! ho!, albo jeszcze więcej! Jeszcze o nich będzie tu głośno.

         

     O znaczeniu tego traktatu dla kraju członkowskiego, jakim jest między innymi Dania, przekonał się jej ówczesny premier, Poul Nyrup Rasmunssen[7]. Oto stanął przed sądem drugiej instancji w Kopenhadze, oskarżony przez grupę duńskich przeciwników UE o to, że dopuścił się podpisania Traktatu w Maastricht w imieniu Duńczyków, tj. naruszył art. 20 konstytucji. Proces sądowy toczył się przez 5 lat do połowy 1997 roku. Zapadł wyrok… uniewinniający. Zaś duńskim oskarżającym patriotom, nazwanych ksenofobami pogrożono palcem, by nie stawali na drodze do „historycznej” wspólnoty pod germańską czapą. Wygląda na to, że Dania ma tak samo „niezawisłe” sądy, jak... Polska!!!
Co mówi na przykład art. 8 i 8E Traktatu w kwestii obcokrajowców? Przyznaje obcokrajowcom z Unii Germano-Europejskiej prawo do głosowania i kandydowania w wyborach, tak europejskich, jak i samorządowych (miejskich, gminnych) w krajach członkowskich, a zamieszkałych aktualnie na terytorium tych krajów.
Co to oznacza w przypadku Polski? Chodzi o Niemców nie posiadających polskich paszportów, lecz mieszkających na terytorium Polski, oraz tych, którzy są tylko zameldowani. Będą oni mogli głosować oraz kandydować do władz samorządowych. A odwołując się do historii, może powtórzyć się sytuacja, gdy po I wojnie światowej rozpisano plebiscyt w sprawie przynależności Śląska do macierzy. Wówczas całe pociągi przyjeżdżały z Niemiec na Śląsk, aby głosować za „niemieckością” Śląska.
Zapytacie zapewne, skąd dzisiaj wziąć tylu Niemców? Odpowiadam: będziemy mieć „repatriantów” na miejscu, w Polsce. Ich resentyment do ziem piastowskich, Warmii i Mazur spowoduje, że setki tysięcy Niemców wykupią setki tysięcy hektarów ziemi na tzw. Ziemiach Odzyskanych, Warmii i Mazurach. Obecnie obowiązujące w Polsce prawo w kwestii możliwości sprzedaży ziemi zostało przez żydomasonów i gojów tak skonstruowane, że daje obcokrajowcom możliwość wejścia w posiadanie ziemi na terytorium Polski. Co prawda jest to możliwość pośrednia, ale w konsekwencji dodatkowych mechanizmów ekonomicznych może skutkować przeniesieniem własności gruntów w ręce obcokrajowców, co będzie już realne od roku 2017.

 

     Traktat z Maastricht można przyrównać do sztuki teatralnej – tragifarsy. W jednym i drugim przypadku są aktorzy, mający do odegrania swoje role na scenie polityczno-gospodarczej i teatralnej. W jednym i drugim przypadku aktorzy grają za pieniądze. W jednym i drugim przypadku, ostatni akt kończy się tragicznie. Ale niestety, jest jednak zasadnicza różnica. Otóż chodzi o noże. W odgrywanej ostatniej scenie tragifarsy noże są z tektury, zaś noże traktatu wykonano z najlepszej stali.

 

      

 

 

C.d.n… 

___________________________

[1] M. Chodorowski, Czy zmierzch państwa narodowego?
[2] O Janie Krzysztofie Bieleckim (vel Izaak Blumenfeld) pisałem tutaj: http://niepoprawni.pl/blog/jeszcze-nie-przypisane/z-cyklu-od-mazowieckiego-do-tuska-7-jan-krzysztof-bielecki
[3] Założycielem Fundacji Batorego był George Soros – hochsztapler i współautor „terapii szokowej” dla Polski.
[4] John Laughland ,Anglik – wykładowca paryskiej Sorbony w wywiadzie dla Naszego Dziennika, 30.03.2002.
[5] Nasz Dziennik, 28.01.2002.
[6] H. Pająk, Piąty rozbiór Polski 1990-2000.
[7] Głos, 28.05.1997.

 

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.3 (12 głosów)

Komentarze

Za kolejny , bardzo ciekawy odcinek dalbym 11 , tyle ile liter , 5 to za malo .

Serdecznie pozdrawiam Ciebie i Malzonke .

Vote up!
2
Vote down!
-2

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje . Mark Twain

#1429414

... co to takiego ta k***wska unia. Co niektórym kojarzy się ona jako... dobry wujek,
który sypie kasą. G**no prawda! To jest pijawka, która  - jeśli sam się jej podłożysz - 
wyssie krew do końca. A pamięć prawie połowy Polaków poszła... psu w d**pę.
Przepraszam, że tak "jadę" ostro, ale szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że prowadzone
obecnie inwestycje w Polsce są dzięki UE. Ale nikt się nie zastanowił, że gdyby -
ale bez malwersacji - Polacy przeznaczyli na inwestycje te pieniądze, które płacą
jako składkę do UE, to byłby to dzisiaj kraj mlekiem i miodem płynący, oczywiście
przy wykorzystaniu w pełni naszych zasobów geotermalnych i gazu łupkowego.

 

Pozdrawiam Ciebie Romku, Twoją Żonę oraz syna Tadeusza.

     

Vote up!
4
Vote down!
-1

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr


 

#1429421

Jeśli "pałkarze" nie zgadzają się z treścią zawartą w moim wpisie,
a pochodzącym z mojej książki pt.: "Europejskie Eldorado",
to elementarne zasady kultury nakazują, aby odnieść się 
merytorycznie do treści, nie zaś niejako "zza węgła" anonimowo
"pałować". Owa książka, której pierwsze wydanie rozeszło się
w bardzo szybkim tempie - doczekało się wznowienia nakładu
jako wydanie drugie uzupełnione. I ten nakład jest już dawno
nieosiągalny dla Czytelnika. Ponieważ nie stać mnie, aby wyłożyć
wcale niemałe pieniądze na wydanie trzecie, - uznałem za stosowne
zamieszczać cyklicznie poszczególne jej rozdziały. Tak postępując, -
daję świadectwo, że nie piszę i wydaję książki dla zysku
finansowego! Ja nie jestem jakiś tam Coryllus - megaloman!
Dla mnie największym zyskiem będzie, gdy dzięki treściom,
które przekazuję - przyczynię się do większej świadomości
społeczeństwa polskiego, która to świadomość przełoży się
na obronę Rzeczpospolitej przed imperialnymi zapędami
cwaniaczków, zarówno tych z Brukseli, jak i tych z Warszawki.

 

Jeśli "pałkarze" negują treści zawarte w powyższym tekście,
to zapraszam do publicznej dyskusji. Niech wskażą, z czym
się nie zgadzają i dlaczego lub w którym akapicie napisałem
nieprawdę.

 

Ale owi "palkarze" nie mają za grosz honoru, by wystąpić
z otwartą przyłbicą i walczyć ze mną "na argumenty".
Wolą - jak już wspomniałem - "pałować" zza węgła anonimowo.
Może dlatego, że nie mają kontrargumentów?
Byłbym naiwny, gdybym w to wierzył. 

 

"Pałowanie" przez  owych użytkowników jest wynikiem zaszłości,
które miały miejsce przed modernizacją tego portalu przez Gawriona.
Są tacy dwaj użytkownicy, którzy... jak Tuskolini - nie potrafią 
i nie chcą pogodzić się z prawdą, o której piszę teraz, a także tą pisaną
pod ich adresem wiele miesięcy temu.
Są wyzuci z takiej szlachetnej cechy, która nazywa się... samokrytycyzm.
Twierdzą, że tylko "ich" prawda się liczy. Ale nie wiedzą o rzeczy
najważniejszej: prawda jest jedna! Nie ma dwóch prawd różnych
na ten sam temat.

 

Ja natomiast w stosunku do tych dwóch "pałujących" użytkowników
jestem powściągliwy w "pałowaniu" ich komentarzy. Staram się
je oceniać obiektywnie i nie kierować się odwetem za ich "pałowanie".
Jeśli ów napisał komentarz, z którym się zgadzałem, to dawałem +1.
Natomiast jeśli się nie zgadzałem, to wolałem w większości przypadków
milczeć i... nie punktować in minus. Chyba, że podparłem się komentarzem
do komentarza u uzasadniłem w nim moje nie zgadzanie się z treścią.
Napisałem "komentarza", bowiem owi dwaj nie są aktywni jako blogerzy.
No,... jeden z nich 15 kwietnia br. "popełnił" ostatni jak do tej pory wpis blogerski,
ale ten nie spotkał się z poczytnoscią, co mogę ocenić po ilości odsłon (424),
liczbie oceniających (8), a średnia ocena to 1. 

 

Konkludując: pójdźcie po rozum do głowy owi "pałkarze"! 
Jeśli tego nie uczynicie, to zacznę się odpłacać tym samym,
co nie będzie dla was przyjemne.

 

     

 

 

 

 

      

 

Vote up!
5
Vote down!
-2

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr


 

#1429458

Czasem warto napisać i taki komentarz. :) Dzięki temu dowiedziałem się co warto, a nawet należy przeczytać. Niestety, nie mogę się doszukać pierwszego odcinka. Czyżby zaczynało się od drugiego?

 

Pozdrawiam :)

5*

Vote up!
1
Vote down!
-1
#1429461

Mój błąd spowodował, że miałeś trudność w dotarciu do pierwszego odcinka.
Polegał on na tym, że w tytule tego pierwszego nie wyszczególniłem EE.
Wówczas nie myślałem jeszcze, że zrobię z tego pewien cykl o UE.
Dziękuję Ci, że wskazałeś na to. Naprawiłem mój błąd i zmieniłem tytuł
pierwszego odcinka. Zatem pierwszy odcinek możesz znaleźć tutaj:
http://niepoprawni.pl/blog/8282/europejskie-eldorado-1-mysle-wiec-jestem-jestem-wiec-mysle

 

Pozdrawiam,

   
 

Vote up!
5
Vote down!
-1

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr


 

#1429465

Dobrze, dziękuję. :)

Vote up!
2
Vote down!
-1
#1429467