Sparytetyzować Lewiatana

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Kongres Kobiet Polskich: Ale to właśnie płeć (męska) decyduje o tym, co uważa się za ważne w polityce, a co za marginalne.  (...) Dotychczasowy system dyskryminuje kobiety, naruszając zasadę równości.

Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem urzeczywistniania równości. Wszak w naszym społeczeństwie ponad 50% to kobiety, które nie mają dostatecznej reprezentacji. Mechanizm parytetów lub kwot dla kobiet, jest jednym ze sposobów tworzenia politycznej reprezentacji społeczeństwa. (...) Kobiety cieszą się większym zaufaniem ze względu na pracowitość, odpowiedzialność, troskę o innych, umiejętności negocjacyjne. Im więcej kobiet w polityce tym mniej awantur, ambicji i rywalizacji. (...) Chodzi i o równość, i o sprawiedliwość, i o władzę! Kobiety zawsze były przedmiotami politycznych decyzji, teraz powinny być jej podmiotami, powinny współkształtować wolę polityczną! Demokracja ma charakter reprezentatywny, dlaczego kobiety, tak różne od mężczyzn, dają się przez tych ostatnich reprezentować?

***

"W biurze kobiety wręcz przeważają. Sądzę, że w środowisku biznesu taki przykład jest pożyteczny, bo zmienia stereotypy i wprowadza nowe standardy", odpowiada Henryka Bochniarz zapytana czy w swoim Lewiatanie przestrzega parytetów. Cóż, w biurach Sejmu kobiety też zapewne przeważają ale przecież to nie w biurach i sekretariatach jest prawdziwa władza. A jak wygląda udział kobiet we władzach Lewiatana?

Zarząd: 15 mężczyzn, 2 kobiety
Rada Główna: 33 mężczyzn, 4 kobiety

Jeśli parytety naprawdę są tak ważne i pożyteczne, dlaczego Henryka Bochniarz nie wprowadza ich w swojej organizacji? Czy ktoś kto nie chce lub nie potrafi przekonać do dobrodziejstwa parytetów swojego najbliższego środowiska powinien ustawami wymuszać je na innych?

Skoro już mamy rozmawiać o parytetach, porozmawiajmy o parytetach w Lewiatanie, organizacji też w końcu mającej całkiem spory udział we władzy. Jeśli głównym argumentem za wprowadzeniem przymusowego parytetu na listach wyborczych do Sejmu jest dopuszczenie kobiet do większego udziału w rządzeniu bo mężczyźni nie są ich w stanie skutecznie reprezentować, to parytety nie mogą omijać innych miejsc gdzie to rządzenie się odbywa, a odbywa się ono między innymi w Komisji Trójstronnej, w której Lewiatan ma pięciu przedstawicieli. To właśnie tam rząd i występujący w imieniu społeczeństwa pracodawcy oraz związki zawodowe dyskutują, negocjują i ustalają wspólne stanowiska w kluczowych sprawach społecznych i gospodarczych.

Trójstronna Komisja do Spraw Społeczno-Gospodarczych stanowi forum dialogu społecznego prowadzonego dla godzenia interesów pracowników, interesów pracodawców oraz dobra publicznego. Celem działalności Komisji jest dążenie do osiągnięcia i zachowania pokoju społecznego. Do kompetencji Komisji należy prowadzenie dialogu społecznego w sprawach wynagrodzeń i świadczeń społecznych oraz w innych sprawach społecznych lub gospodarczych, a także realizacja zadań określonych w odrębnych ustawach. Każdej ze stron Komisji przysługuje prawo wniesienia pod obrady Komisji sprawy o dużym znaczeniu społecznym lub gospodarczym, jeżeli uzna, że jej rozwiązanie jest istotne dla zachowania pokoju społecznego.

Czy ciało, którego ustawowe kompetencje zostały tak zdefiniowane nie powinno być pierwszym celem zwolenników parytetów domagających się ustawowego zagwarantowania współudziału kobiet we władzy? Tam gdzie odmienne interesy w dialogu społecznym ucierają się we wspólne stanowisko nie powinno przecież zabraknąć głosu kobiet. Jest to nie tylko słuszne i sprawiedliwe, ale także zbawienne dla skutecznej realizacji zadań komisji, bo kobiety, które przecież "cieszą się większym zaufaniem
ze względu na pracowitość, odpowiedzialność, troskę o innych,
umiejętności negocjacyjne. Im więcej kobiet w polityce tym mniej
awantur, ambicji i rywalizacji" dają gwarancję, że dialog społeczny będzie przebiegał sprawnie i owocnie, nieprawdaż?

Jeśli uznajemy argumenty feministek na temat dobrodziejstw parytetów, to instytucjami, na których trzeba parytety wymusić w pierwszej kolejności są wszystkie organizacje (związki zawodowe i organizacje pracodawców) reprezentujące w Komisji Trójstronnej stronę społeczną. Strzelam w ciemno, że w pozostałych organizacjach pracodawców i związkach zawodowych udział kobiet we władzach jest równie skromny jak w Lewiatanie, a przecież nie może być tak, że dialog społeczny prowadzony w imieniu społeczeństwa jest całkowicie zdominowany przez zmaskulinizowane instytucje. Jeśli zgadzamy się, że tylko równy udział kobiet we władzach zapewnia właściwą realizację interesów kobiet, to warunkiem dopuszczenia organizacji  do udziału w Komisji Trójstronnej powinny być parytety we władzach danej organizacji, bo tylko wtedy mamy gwarancję, że w równym stopniu reprezentuje ona interesy kobiet i mężczyzn. Dominacja mężczyzn w organizacjach pracodawców i związkach zawodowych prowadzi do marginalizacji głosu kobiet w dialogu społecznym, jeśli zatem - jak chcą feministki - tylko parytety są gwarancją sprawiedliwej dystrybucji władzy i zaspokajania interesów, to trzeba je ustawowo wprowadzić we wszystkich związkach zawodowych i organizacjach pracodawców reprezentujących stronę społeczną w Komisji Trójstronnej.

Oczywiście łatwe to nie będzie i po dobroci raczej niemożliwe bo przykład rządzonego przez Henrykę Bochniarz Lewiatana pokazuje, że nawet najwięksi zwolennicy parytetów nie palą się aby je wprowadzać u siebie  (lub nie wystarcza im argumentów, żeby przekonać własne środowisko). Ale kto mówi, że postęp ma się odbywać za zgodą tych, których ma cywilizować? "Jeśli przez ostatnich 20 lat nie osiągnęłyśmy więcej przez ugodę społeczną, to trzeba realistycznie podejść i wspomóc ten proces" , tłumaczy Henryka Bochniarz konieczność wymuszenia partyjnych parytetów ustawą. I to jest słuszny kierunek, jeśli Lewiatan sam nie chce sobie zrobić dobrze i się sparytetyzować "trzeba realistycznie podejść i wspomóc ten proces". Nie może być tak, że organizacja, w której władzach na jedną kobietę przypada siedmiu mężczyzn reprezentuje w dialogu z rządem społeczeństwo, w którym te proporcje są pół na pół, prawda?

Zgłaszam zatem postulat aby przy pracach nad przymusowym parytetem zagwarantować także równy udział obu płci w mającej realny wpływ na rządzenie Komisji Trójstronnej. Za równy udział obu płci rozumiem w tym przypadku obowiązkowy parytet we władzach każdej organizacji dopuszczonej do Komisji Trójstronnej. Mój pomysł powinien się spodobać feministkom bo jest spełnieniem ich postulatów dopuszczenia kobiet do władzy, tam gdzie ona jest. A przecież czasami więcej jej w Komisji Trójstronnej niż w partiach politycznych.

Ciekawe tylko czy uszczęśliwianie kobiet  przymusowymi parytetami byłoby dla Henryki Bochniarz równie atrakcyjne, gdyby się miało odbywać kosztem majstrowania przy własnej organizacji. No ale skoro sama postuluje wymuszanie parytetów na partiach do których nie
należy i na które nie głosuje, trudno jej będzie bronić własnej
organizacji argumentem, że nikomu nic do tego kogo sobie Lewiatan do
władz wybiera. Kto wie,  może jeśli dyskusja o parytetach się bardziej rozwinie, samej Henryce Bochniarz przyjdzie się przed nimi bronić gdy zobaczy, że dokładnie tymi samymi argumentami których ona i jej koleżanki używają do wymuszenia parytetów na partiach politycznych można uderzyć w jej własną organizację. Chciałabym usłyszeć co Henryka Bochniarz na takie, chyba racjonalne a na pewno bardzo postępowe, pomysły. Chętnie też dowiedziałabym się co już zrobiła dla wprowadzenia parytetów tam gdzie ma realny wpływ na to jak wygląda sytuacja kobiet i ich udział we władzy. Dlaczego jej własny Lewiatan jest płciowo tak zawstydzający?

Przy okazji. Sprawdziłam na stronie Sejmu jak w poprzedniej kadencji wyglądał udział kobiet w poszczególnych partiach politycznych. Okazuje się, że płciowo najbliższa ideału była zacofana Samoobrona, gdzie na jedną posłankę przypadało tylko dwóch posłów, podczas gdy w postępowym SLD aż czterech. Proszę pamiętać te liczby gdy kolejny raz padną bałamutne argumenty o tym, że im więcej kobiet tym bardziej cywilizowana polityka i nowocześniejsza partia.

Rzeczpospolita rozmawia z Henryką Bochniarz

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Mówiąc krótko: przygadał kocioł garnkowi.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#27095

Jeśli jest ordynacja proporcjonalna to podmiotami politycznymi są wodzowie partyj, a szeregowi posłowie są tylko przedmiotami w rękach wodzów, czyli lokajami, którzy decydują tylko w sprawach drugorzędnych, w zakresie na jaki wódz im pozwolił. Ustanowienie parytetu 50% wśród kandydatów na lokajów może nawet zaszkodzić kobietom bo wielu wyborców może nie głosować na kobietę, gdyż będzie podejrzewać, że tak naprawdę to dana kandydatka niezbyt odpowiada umiłowanemu wodzowi, ale ją wstawił na listę bo obowiązuje parytet.

Bacz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam. Bacz

#27100

Dobry trop: najpierw niech się wezmą za działania na swoich podwórkach zagorzali zwolennicy parytetów. Zobaczymy jak im to pójdzie i może oni właśnie nas przekonają czynem do takiego rozwiązania. Osobiście w to wątpię, ale taka kolejność rzeczy byłaby uzasadniona i sprawiedliwa.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#27204