Oświadczenie Edwarda Graczyka

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Lech Wałęsa opublikował na swoim blogu oświadczenie Edwarda Graczyka, bardzo ciekawa lektura. Edward Graczyk, korzystając z tego, że oświadcza już nie pod przysięgą odwołuje to co zeznał pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Pod przysięgą: W czasie spotkań pan Wałęsa otrzymywał ode mnie pieniądze. Były to pieniądze przeznaczone na zwrot kosztów poniesionych przez Lecha Wałęsę. Na pewno przekazałem mu pieniądze na pokrycie kosztów wyjazdu do Warszawy na spotkanie z Gierkiem. Fakt przekazania pieniędzy był
dokumentowany moją notatką służbową.

Na luzie: Wobec braku jakiejkolwiek deklaracji współpracy z organami PRL, wykluczone jest abym przekazywał Lechowi Wałęsie środki finansowe jako wynagrodzenie, czy zwrot kosztów podróży, skoro przesłuchania odbywały się w mieście jego zamieszkania, tj. w Gdańsku, a zwrot kosztów należał się tylko w razie dojazdu z innej miejscowości.

Tego rodzaju rozbieżności między dzisiejszym oświadczeniem a zeznaniami złożonymi wcześniej pod przysięgą jest dużo więcej, Edward Graczyk odwołał prawie wszystko co na temat Wałęsy zeznał (poza, rzecz jasna, zapewnieniami, że nikt nie ucierpiał). Nie rozumiem tylko po co, przecież klakierzy Wałęsy świetnie sobie poradzili nawet z niewygodnymi dla Wałęsy zeznaniami Graczyka, a taki Czuchnowski umiał nawet przekonać lemingi (i Chlebowskiego), że zeznania Graczyka Wałęsę całkowicie oczyszczają. Więc po co teraz to oświadczenie? Jedyny efekt to niestety coraz większe zażenowanie, jeśli dla ratowania legendy (która, jestem przekonana, wytrzymałaby prawdę) trzeba uciekać się do takich chwytów jak lipne oświadczenie esbeka odwołującego (na dodatek w sposób całkowicie nieprzekonujący) w nic niewartym oświadczeniu dla prasy zeznania złożone pod przysięgą. Niestety, żaden dziennikarz (z tych nielicznych, którzy by mieli ochotę pokarlić się moralnie) nie będzie miał okazji przepytać Graczyka na okoliczność niedorzeczności jakie ten łaskaw był zawrzeć w swoim oświadczeniu bo zapowiedział właśnie, że to jego ostatnie słowo. Nie wiem po co otoczenie Wałęsy ucieka się do takich metod (bo przecież raczej nie z inicjatywy Graczyka to oświadczenie, Graczyk miał okazję to wszystko zeznać pod przysięgą i nie musiałby dzisiaj nic odszczekiwać, ktoś wierzy, że prokuratorowi nakłamał a teraz go sumienie ruszyło?), Wałęsa już nic nie ugra, jedyną rozsądną taktyką (jeśli powiedzenie prawdy naprawdę jest niewykonalne) pozostało chowanie się za plecami takich jak bulterierów Sikorski, niech zaszczekują przeciwników bo przekonać się ich i tak już nie da.

A skoro już jestem przy Sikorskim, to uroczy portret tego "giganta moralnego" odmalował Newsweek, nie mogę sobie odmówić przytoczenia paru smacznych cytatów, żebyśmy pamiętali z jaką to moralnie wybitną postacią mamy do czynienia gdy mu znowu przyjdzie do głowy pojechać Piłsudskim.

Newsweek: I
partie, i poglądy zmieniał wielokrotnie oraz dość płynnie, w zależności
od osobistych ambicji. (...) Wieczór w kawiarni ekskluzywnego hotelu w
Warszawie. Radek Sikorski w
gronie kilku osób. Na zamówienie ministra kelner podaje kieliszek
szampana. Minister rozmawia z pozostałymi gośćmi, popijając trunek. Po
kilku minutach władczym gestem wzywa kelnera. Wskazując na kieliszek,
instruuje: "W tym szampanie nie ma bąbelków. Proszę o nowy kieliszek".
Kelner bez szemrania wykonuje polecenie znanego polityka. Goście są
zażenowani.
Wielkopańskie maniery szefa MSZ i jego skąpstwo przez lata obrosły
legendą. Kiedy na początku lat 90. Sikorski postanowił wrócić z
emigracji w Wielkiej Brytanii do Polski, do swej posiadłości w
podbydgoskim Chobielinie zaprosił elitę prawicowych polityków. Każdy w
drzwiach otrzymywał książkę gospodarza "Prochy świętych" o wyprawie do
Afganistanu w czasie interwencji Armii Czerwonej. Po przyjęciu się
okazało, że muszą za otrzymane egzemplarze zapłacić.
(...) Zaprosił na obiad legendę bydgoskiej Solidarności Jana
Rulewskiego,
wówczas posła. Poprosił o wstawiennictwo u Adama Michnika, by "Gazeta
Wyborcza" - niechętna rządowi Olszewskiego - nie eksponowała tej
sprawy. Zaproszony Rulewski zamówił drobną przystawkę, zaś Sikorski
trzydaniowy obiad. A na koniec rzucił: "No to co, Janku? Po połowie?"
(...) Jeśli nie daje się rachunkiem obciążyć gościa, biesiaduje na
koszt
podatnika. Jako minister obrony w 2005 roku wprowadził do resortu
służbowe karty kredytowe i w ciągu niewiele ponad roku na wizyty w
restauracjach wydał ponad 20 tys. (...) On po prostu uważa, że za mało
zarabia, więc należą mu się bonusy za służbę dla kraju - ocenia jeden
ze znajomych Sikorskiego. (...) Raziło jego zamiłowanie do zbytku.
Oświadczył, że chce mieszkać w
pałacyku w Helenowie, który dotąd służył wyłącznie do przyjmowania
najbardziej szacownych gości. Nasi rozmówcy opowiadają, że w piątki
kazał się wozić do swego pałacu w podbydgoskim Chobielinie, a następnie
żądał, by kierowca zostawił na weekend samochód i wracał do stolicy
pociągiem.
(...) Tak majętny człowiek był jednak w stanie rozpętać awanturę o
zwrot 100
zł, które pożyczył prezydentowi, by miał na tacę podczas mszy z okazji
Święta Wojska Polskiego w 2006 r. Stówę dostał z powrotem co najmniej
dwa razy. (...) Wie, których dziennikarzy krajowych i zagranicznych
obłaskawić, stara
się budować kontakty z najważniejszymi ludźmi mediów. Dzięki temu wolno
mu znacznie więcej niż innym. Nie zaszkodziła mu nawet afera z zakupem
luksusowych mebli do jego
saloniku w MSZ, co utrąciłoby niejedną karierę. Przygotowana w sierpniu
oferta robiła wrażenie pisanej pod konkretną firmę. Ponad 100 tysięcy
euro przeznaczono na kanapę "z litej sosny fornirowanej mahoniem o
szerokim, wyrazistym usłojeniu piramidowym" i 11 foteli, których
poręcze "wsparto na popiersiach Sfinksów, ręcznie rzeźbionych w drewnie
grabu, pokrytych złoceniami z płatkowego szlakmetalu na żółtym
bolusie".
(...) Zagraniczni dziennikarze, którzy się z nim kilkakrotnie zetknęli,
narzekają, że choć pozuje na brytyjskiego lorda, to lordem tylko bywa.
Potrafi przerwać wywiad, słysząc niewygodne pytanie. - Naszą rozmowę
podsumował: "BBC? - Bad Broadcasting Corporation" (zła telewizja) -
mówi dziennikarz Mark Mardell.
(...) Podczas jednego ze spotkań oficjeli UE kamery telewizyjne
uchwyciły,
gdy Sikorski po wyjściu z sali mówi do jednego ze współpracowników:
"Francuz pie.... na okrągło". To o ważnym polityku UE, który miał
wystąpienie
.

"Nie ma drugiego polityka, którego wizerunek publiczny i rzeczywistość odbiegają od siebie aż tak bardzo" - konstatują autorzy artykułu. Jeśli tak, to chyba jest to kamyczek do dziennikarskiego ogródka bo to głównie media tworzą publiczny wizerunek polityków. Radek miał do nich wyjątkowe szczęście, jeśli wierzyć Newsweekowi całkowicie niezasłużone. Miał szczęście do czasu bo coś się musiało popsuć, skoro taki cios w szczękę zaliczył i to akurat od prorządowego Newsweeka. Toż on w tym artykule przedstawiony jak jakiś PiSowiec, same wady. We czwórkę pisali i ani jednego dobrego słowa o biednym Radku się nie dało, okrutnicy? Na dodatek wszystko to jakieś stare sprawy, co się stało, że nagle taki ostrzał odgrzewanymi kotletami z prorządowej gazety?

A tekst czyta się całkiem przyjemnie, załatwili naszego kieszonkowego Piłsudskiego tym tajmingiem, nie ma co. Dwa tygodnie ćwiczył przed lustrem przemówienie o karłach a tu taki zonk.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jakie PO tacy i jej przedstawiciele.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#8961

Może wzięli go na rehab na POlanki!
I chłop dał głos.
A teraz na poważnie. Ten Wałęsa to już się zaBolkował totalnie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#8978