"Słońce wschodzi" i zachodzi

Obrazek użytkownika Przemysław Mandela
Historia

Ofensywa niemiecka na Polske – załamana!

Powstania w okupowanych miastach Polski

Zwycięskie walki sprzymierzonych na froncie zachodnim

 - Express Poranny, środa 13 września 1939 roku

Kontynuujemy bój w rejonie Kutna-Łowicza, zadając nieprzyjacielowi duże straty. Zestrzelono 30 nieprzyjacielskich samolotów. Nasze oddziały odparły natarcie nieprzyjaciela na odcinku Modlin-Zegrze. Bombardowanie Warszawy trwa. Na południe od linii Kałuszyn-Siedlce wycofujemy się, walcząc z pancernymi jednostkami wroga.

Trwają walki z przeciwnikiem, który przekroczył Wisłę pod Annopolem. Lwów odparł natarcie zmotoryzowanej jednostki wroga.

-Komunikat frontowy polskiego Naczelnego Dowództwa, 13 września 1939 roku

Drugi tydzień wojny. Wojska niemieckie sforsowały Wisłę, podeszły pod Warszawę i Lwów. Od czterech dni trwa nad Bzurą największa bitwa kampanii, która jak przyznają później sami Niemcy kosztowała ich więcej nerwów niż cała wojna w Polsce. 8 dywizji piechoty i 3 brygady kawalerii dzięki śmiałemu i niespodziewanemu kontruderzeniu postawiło w krytycznej sytuacji niemiecką 8 Armię, opóźniając równocześnie niepowstrzymany marsz na Warszawę dywizjom dwóch innych niemieckich armii – 10 i 4. W nazistowskiej prasie o bitwie pod Kutnem pisze się wprost – największa bitwa wszechczasów.

Wszystko zaczęło się 9 września, kiedy sztab Armii Poznań otrzymał w końcu pozwolenie na wykonanie akcji zaczepnej przeciw lewemu skrzydłu przeciwnika, który konsekwentnie spychał sąsiednią Armię Łódź ku Wiśle. Jeszcze tego samego dnia główne siły armii generała Kutrzeby rozpoczęły natarcie na rozciągnięte i nieświadome faktycznej grozy sytuacji jednostki niemieckie. 30 Dywizja Piechoty zostaje zaskoczona i dotkliwie pobita o czym najlepiej świadczą meldunki jakie od swoich pułków otrzymał dowodzący tym związkiem taktycznym generał von Briesen:

Położenie beznadziejne. Sztab pułku formuje się w jeża i wycofuje się. Łęczyca stracona!

- meldunek dowódcy 46 Pułku Piechoty.

Kompania w szpicy bocznej pułku bije się z nieprzyjacielem pod Głupiejewem. Pod Zagajem polskie wozy pancerne.

- meldunek dowódcy 8 Pułku Piechoty.

O faktycznej klęsce jakiej dywizji zadali Polacy wspomina również kronikarz 30 Dywizji:

… Po wielogodzinnej walce nastąpił kryzys. W rejonie Stawu i Nowego Gaju, szosą prowadzącą na południe napiera nieprzyjaciel, między Janowicami a Irenowem zawisła groźba przerwania cieniutkiej i napiętej linii frontu. Na całej szerokości można już zauważyć wycofywanie niektórych oddziałów, własna artyleria nie jest w stanie zatrzymać nieprzyjaciela, a jej ogień jest bardzo często za krótki i zagraża własnej piechocie. (…)

Tymczasem polska kawaleria przecina szosę na Bielawy, na południe od Piątka i częścią oddziałów skręca na zachód, zagrażając natychmiast od tyłu pozycjom artyleryjskim rozlokowanym na południowy wschód i południe od miasta. (…)

Teraz staje się oczywiste, że dalsze utrzymywanie pozycji dywizji wokół Piątka nie jest możliwe, jeśli chce się uniknąć całkowitego okrążenia i grożącego zniszczenia. (…)

Wycofywanie się jednostek, zapoczątkowane gdzieś w godzinach popołudniowych, został natychmiast zauważone przez polskie samoloty zwiadowcze, które nieprzerwanie krążyły nad polem walki. Unosiły się poza zasięgiem artylerii przeciwlotniczej, własnego zaś lotnictwa nie było widać. (…)

Powstają korki, kolumny torują sobie drogę, jadące na oślep zaprzęgi wyrywające się z ognia(polskiej artylerii) powodują zamieszanie, w szeregach żołnierskich krążą już paniczne plotki. Oto pierwsze oznaki paniki, która tak szybko może się rozszerzyć. Zostaje jednak z trudem opanowana.

Kolejne dwa dni polskiej ofensywy przyniosły dalsze sukcesy. Grupa Kawalerii generała Skotnickiego zdobyła Uniejów i Wartkowice, a Wielkopolska Brygada Kawalerii wyparła Niemców z Galewic i Bielaw. Wydawało się wówczas, że nic nie będzie w stanie zatrzymać Polaków przed odbiciem Łodzi, skąd pośpiesznie ewakuował się sztab 8 Armii (przenosząc się do Brzezin).

Niestety były to tylko pozory. Niemcy momentalnie skierowali do walki nowe jednostki, nawet za cenę drastycznego zwolnienia tempa natarcia w kierunku środkowej Wisły. Nowe dywizje nie zamierzały naturalnie oczekiwać bezczynnie na nadejście Polaków. Zamiast tego dowództwo Grupy Armii Południezdecydowało się rzucić je do natychmiastowego kontrataku, aby odzyskać inicjatywę strategiczną oraz zaryglować wojskom Kutrzeby drogę na Warszawę, co równało się z ich faktycznym okrążeniem.

Również dotychczasowe sukcesy Armii Poznań nie były tak oszałamiające jak mogłoby się wydawać. Owszem przeciwnik poniósł ciężkie straty i wycofywał się (miejscami w panice), lecz nigdzie nie udało się dokonać prawdziwego przełamania. Zamiast tego Niemcy wydawali atakującym zacięte walki odwrotowe, które skutecznie opóźniały marsz oddziałów polskich i zabierały czas tak potrzebny do osiągnięcia sukcesów operacyjnych. Nawet tak znaczące sukcesy jak zdobycie Łowicza nie były w stanie zmienić generalnego oblicza bitwy, która dla generała Kutrzeby przyjmowała coraz bardziej niepokojące rysy.

I właśnie wtedy, w newralgicznym momencie batalii, dały o sobie znać osobiste cechy generała, które przypieczętowały klęskę w tej największej bitwie wszechczasów

Generał Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii Poznań nadal uznawany jest za symbol Wojny Obronnej, właśnie ze względu na zwrot zaczepny i jego początkowe sukcesy. Ocenia się go głównie przez pryzmat I fazy bitwy nad Bzurą, kreując go niemal na najwybitniejszego polskiego dowódcę września. Rzadko kiedy wypomina mu się wydanie przeciwnikowi bitwy niezwykle trudnej o nikłych szansach na zwycięstwo czy katastrofalne błędy, które popełnił już w jej trakcie, a które zadecydowały o największej klęsce Wojska Polskiego w całej kampanii.

I nie jest to tylko opinia historyków.

Chwiejność i wahanie częstokroć przeszkadzały Mu w wykonywaniu podjętych decyzji.

- generał Wiktor Thommée, we wrześniu 1939 roku najpierw dowódca GO Piotrków, a później całości sił Armii Łódź, które doprowadził aż do Twierdzy Modlin, której obroną faktycznie kierował do 29 września.

Jego wartości dowódcze umniejszała wysoka kultura osobista i zbyt daleko posunięte poczucie koleżeństwa, co powodowało brak żołnierskiej bezwzględności w zdecydowanym wymuszaniu podjętych decyzji.

- generał Roman Abraham, we wrześniu 1939 roku dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, później dowódca Zbiorczej Brygady Kawalerii, na czele której przebił się do Warszawy i walczył w jej obronie aż do kapitulacji do 28 września.

To właśnie te cechy, na które wskazują generałowie Thomméei Abraham sprawiły, iż generał w kluczowym momencie bitwy zmienił niemal cały jej plan oraz powierzył dowodzenie jednostkami uderzeniowymi generałowi Bortnowskiemu, dowódcy Armii Pomorze, którego kondycja psychiczna po klęsce armii w Borach Tucholskich pozostawiała wiele do życzenia.

To właśnie pod wpływem defetystycznej postawy generała Bortnowskiego, generał Kutrzeba zrezygnował z dalszego natarcia na Głowno i Stryków, a zamiast tego skierować główne uderzenie na Sochaczew i dalej w kierunku Warszawy. Manewr ten miały osłaniać dywizje Armii Pomorze (która według pierwotnej koncepcji planu bitwy miała otworzyć drogę na Warszawę całemu zgrupowaniu). Ta katastrofalna w skutkach decyzja zapadła w nocy z 12 na 13 września…

Co było jej wynikiem? Stracony czas jako główny czynnik zaskoczenia. Zamieszanie organizacyjne związane z koniecznością wykonania skomplikowanych manewrów, a co najważniejsze związanie wszystkich sił walką z nieprzyjacielem i wykorzystaniem wszelkich rezerw. Bez nich nie można już było tak mocno wpływać na rozwój wypadków i utrzymać kluczowej inicjatywy.

O klęsce na Bzurą przesądził, więc sam generał Kutrzeba 13 września, choć naturalnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Grozę sytuacji dostrzegali natomiast jego podwładni:

Byłem wprost przerażony tym rozkazem, który już został wysłany do dywizji z podpisem gen. Kutrzeby, gdyż nie tylko nie rozumiałem całkiem powodów zatrzymania dobrze idącego natarcia, ale rozumiałem też niebezpieczeństwo tego nowego a nagłego manewru. Zanim oddziały rozpoczną odwrót będzie już jasny dzień, a wtedy na wszystkich grobelkach przez Bzurę grozi dopiero prawdziwe niebezpieczeństwo od lotnictwa niemieckiego.

- generał Edmund Knoll-Kownacki, we wrześniu dowódca GO Koło Armii Poznań, z którą walczył nad Bzurą i przedarł się do Warszawy, w której obronie walczył aż do kapitulacji 28 września.

Odwrót oznaczał przekreślenie dotychczasowych sukcesów i dowódca dywizji zdawał sobie sprawę, że bez uzupełnienia i wypoczynku 14 Dywizja Piechoty już nie będzie w stanie wydobyć z siebie podobnego wysiłku, na jaki zdobyła się w dniach 9-12 IX.

- podpułkownik Jan Kobylański, szef sztabu 14 Wielkopolskiej Dywizji Piechoty ze składu Armii Poznań.

Jak się później okazało obawy podkomendnych generała Kutrzeby spełniły się w stu procentach… Największe zgrupowanie Wojska Polskiego, mogące faktycznie wpłynąć na losy kampanii w ciągu tygodnia zostało niemal całkowicie okrążone z zmiażdżone przez niemieckie dywizje i Luftwaffe.

Niemniej jednak bitwa nad Bzurą pozostała do 1941 roku największą operacją zaczepną podjętą przeciwko Wehrmachtowi.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Krzysztof J. Wojtas
Chyba mam wątpliwości, co do oceny.
Przede wszystkim brak jest odniesień do decyzji (braku) Naczelnego Wodza.
Akcja gen Kutrzeby powinna była rozpocząć się przynajmniej 2 dni wcześniej. Wtedy sytuacja wyglądałaby inaczej.
Trzeba stwierdzić jedno - Rydz-Śmigły był oddanym Patriotą i świetnym żołnierzem. jednak brak mu było umiejętności podejmowania samodzielnych decyzji o charakterze strategicznym.
Zawiódł w Kijowie w 1920, zawiódł odwlekaniem decyzji o zwrocie zaczepnym gen. Kutrzeby, zawiódł po ataku Sowietów.

Ocena jako człowieka i jako Polaka jest ze wszech miar pozytywna, ale też nie wszyscy nadają się do pełnienia wszystkich stanowisk.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#31082

Generał Kutrzeba był świetnym oficerem, jednym z najlepszych jakim dysponowało Wojsko Polskie w dwudziestoleciu międzywojennym. Problem w tym, że jego cechy charakteru wykluczały sprawne funkcjonowanie na takim stanowisku jak dowódca armii.

Prześledźmy jego karierę:

Karierę Kutrzeba rozpoczął w sztabach austriackich jako absolwent specjalistycznej akademii. W czasie pierwszej wojny pracował w sztabie niemieckiej 2 Armii feldmarszałka Mackensena, biorącej udział w kampanii rumuńskiej (1917-18). W latach 1918-1920 również pracował w sztabie. Cała jego wojskowa kariera do 1939 roku to działania wybitnie sztabowe.

Dlaczego, więc nie został Szefem Sztabu w miejsce generał Stachiewicza? To wie już tylko Śmigły-Rydz...

Tymczasem we wrześniu 1939 roku na stanowisku dowódcy tak dużego zgrupowania wojska jakim były połączone siły armii "Poznań" i "Pomorze" potrzeba było kogoś, kto w krytycznym momencie bitwy pojawi się na polu bitwy, "popchnie" do działania, nawrzeszczy na podwładnych kiedy trzeba lub gdy zajdzie taka potrzeba zwyczajnie ich wymieni. Kutrzeba nie był takim typem człowieka. Zwyczajnie brakowało mu kluczowej w takich momentach charyzmy, na czym cierpiał także jego autorytet.

Sztabowcem był świetnym, widać to na przykładzie tego aspektu funkcjonowania Armii "Poznań". Jednakże zwyczajna bitwa w tak wielkiej skali, zwyczajnie go przerosła.

Słusznie zwraca Pan uwagę na aspekt działania w tej sytuacji marszałka Śmigłego-Rydza. Jednak proszę zwrócić uwagę, że ja stawiam zarzuty dotyczące konkretnych działań już w trakcie bitwy. Nie były one wynikiem opóźnienia lecz fatalnych błędów generała Kutrzeby. Czy bitwa potoczyłaby się inaczej, gdyby Armia "Poznań" runęła na skrzydło niemieckiej 8 Armii już 3 września jak chciał Kutrzeba? Pewnie tak. Lecz to już gdybologia, a historycy bezlitośnie oceniał po faktach jakie miały miejsce.

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

#31106

Krzysztof J. Wojtas
Wydaje się, że nie bierze Pan pod uwagę jednego aspektu - fizycznego zmęczenia.
Po 2 tygodniach wojny żołnierze byli zmęczeni. Polskie natarcie "stanęło" z prostej przyczyny - musieli zaatakować żołnierze po ok. 40 kilometrach marszu z obciążeniem. Ci ludzie musieli chociaż 2 - 3 godziny odpocząć. A atak musiał być natychmiastowy.
Są granice ludzkiej wytrzymałości. Kutrzeba był szefem sztabu chyba II Dywizji Legionów w czasie Bitwy Niemeńskiej (zamieszczę notkę za kilka dni). Miał wiedzę o możliwościach żołnierzy.
Ojciec opowiadł mi, że w pewnym momencie byli tak zmęczeni, że nie reagowali na ostrzał. Sam, z doświadczenia, wiem jak reaguje człowiek po 15 godzinach marszu z 20 kg plecakiem. Z takim żołnierzem nie wygrywa się bitew.
Dlatego nie wierzę, że Kutrzeba popełnił zasadnicze błędy. Po prostu - już w tym czasie więcej nie dało się zrobić.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#31111

Panie Krzysztofie z całym szacunkiem, ale miesza Pan pewne sprawy.

W relacjach żołnierzy, dowódców czy samego Kutrzeby żołnierze Armii "Poznań" po odwrocie z Wielkopolski, choć większość z nich nie miała kontaktu z wrogiem, wręcz rwała się do walki. Taki był charakter wielkopolskiego żołnierza. Tak było 9 września kiedy rozkaz ataku przyjęto z niesamowitym zadowoleniem, a zgodnie z relacjami Abrahama, Knolla-Kownackiego czy innych dowódców, żołnierze szli do boju jak na skrzydłach.

I teraz proszę sobie wyobrazić, że po tych pierwszych sukcesach, zdobyciu i wyzwoleniu szeregu miejscowości, niemal rozbiciu niemieckiej dywizji, "z góry" przychodzi rozkaz odwrotu za Bzurę (zmiana koncepcji bitwy - decyzja generała Kutrzeby, armie "Poznań" i "Pomorze" mają wymienić się miejscami). Decyzja katastrofalna. Zamiast kontynuować dobrze zapowiadające się natarcie na Stryków i Głowno, żołnierze mają nagle oddać nieprzyjacielowi teren, za który zapłacili krwią. Wymęczone jednostki Armii "Pomorze" z załamanym psychicznie dowódcą nie były w stanie utrzymać terenu wywalczonego przez żołnierzy Kutrzeby. A Armia "Poznań" straciła cenny czas oraz naraziła się na ciosy z powietrza przegrupowując się do natarcia w kierunku Warszawy przez Sochaczew.

To właśnie TA decyzja generała Kutrzeby (wymiana pozycji armii "Poznań" i "Pomorze") zaważyła na klęsce. Wprowadziła zamieszane. Stracono cenny czas, efekt zaskoczenia, a w konsekwencji i inicjatywę. Narażono się na ataki z powietrza, a Niemcy podarowany im czas wykorzystali ściągając w rejon bitwy kolejne dywizje.

Generał Kutrzeba przerwał bitwę w kluczowym momencie i zamierzał dokonać przegrupowania sił, mimo iż stanowczo odradzał mu to szef sztabu armii, pułkownik Lityński. To jest moim głównym "zarzutem" wobec jego dowodzenia w czasie bitwy nad Bzurą. To tak jakby bokser po pierwszym potężnym lewym sierpowym chciał wyprowadzić kolejny, lecz hamuje go przed samą twarzą przeciwnika i bierze zamach drugą ręką...

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

#31113

Moim zdaniem bitwa nad Bzurą nawet gdyby dowodził nią Napoleon musiałaby być przegrana.

Została po prostu rozpoczęta za późno.

6 Września Niemcy zniszczyli (również między innymi dzięki nieudolności dowódcy) armię Prusy a 7 września rozbili armię Łodź.

Kiedy gen. Kutrzeba przystępował do bitwy to był już sam z armiami Poznań i Pomorze.

A wokół niego 4 niemieckie armie w pełni zdolne do boju i nie wiązane już przez polskie wojsko.

Jakby kontrrofensywę prowadzono bardziej konsekwentnie to może klęska przyszłaby 2-3 dni później ale i tak wszystko skończyłoby się tak samo.

Tę bitwę trzeba było rozpocząć najpoźniej 4-5 września.

Wtedy uderzenie na 8 armię (która miała zaledwie 4 dywizje) nie tylko ocaliłoby chwiejące się armie Łódź i Prusy ale pozwoliłoby zagrozić niemieckim tyłom i zmusiłoby wermacht do zatrzymania kampanii. A to dałoby nam czas na zorganizowany odwrót za Wisłę i może uniknęlibyśmy tak kompromitującej klęski.

Ale to takie gdybanie.

Skoro naczelny wódz miał tylko jeden "genialny" plan: cofać się za Wisłę i czekać aż nas uratują Francuzi, to i skutki ponieśliśmy stosowne do błyskotliwości planu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31108

Moim zdaniem była szansa na zwycięstwo nawet tego 9 września. Z tym, że zamiast uderzać w kierunku na Łódź należało skierować swe siły bardziej na wschód, ku Wiśle.

7 września Armia "Łódź", która wbrew tego co piszesz nie została rozbita, lecz poważnie przerzedzona znajdowała się w rejonie Góry Kalwarii i Otwocka. Generał Thommee, który przejął nad nią dowództwo wydał rozkaz marszu w kierunku Warszawy. Gdyby Armia "Poznań" a jej śladem Armia "Pomorze" uderzyła powiedzmy na kierunku Sochaczew-Grodzisk Mazowiecki zaistniałaby realna szansa współdziałania Armii "Łódź", "Poznań" "Pomorze" i "Warszawa" i stoczenia wielkiej bitwy na przedpolu stolicy, czyli czegoś co mniej więcej planował Śmigły.

To oczywiście rozważania czysto akademickie domorosłego historyka wojskowości 70 lat po tych wydarzeniach.

Niemniej jednak szansa na może nie zwycięstwo, ale przebicie do Warszawy byłaby wówczas realna. Proszę zauważyć, że gdy tylko Kutrzeba uderza w kierunku Łodzi Niemcy swoje posiłki przerzucają na wschodnie skrzydło, zamierzając odciąć Polaków od Wisły i Warszawy, a przez to w konsekwencji okrążyć. Później armii brakuje już sił nawet, by przedrzeć się przez niezbyt szczelny kordon 4 Dywizji Pancernej.

Zgadzam się jednak co to tego, że w tym wymiarze bitwy jaką obrał generał Kutrzeba szanse na sukces nawet przy sprawniejszym dowodzeniu były niewielkie. Nie oznacza to jednak, że nie mamy oceniać jego dowódczych błędów w trakcie samej bitwy.

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

#31117

Mogę się zgodzić z pana poglądem.

Rzeczywiście gdyby uderzyć na wschód w kierunku Warszawy to taki manewr nawet wówczas mógłby się powieść.

Ale trzeba wziąć w takiej sytuacji pod uwagę 3 zastrzeżenia.

1. Rzeczywiście gen. Kutrzeba mógłby się wówczas połączyć z resztkami armii Łodź dowodzonymi przez gen. Thomme, które nie znajdowały się wcale daleko od pola bitwy. Ale 9 września gen. Thomme nie dowodził całą armią Łódź, a tylko jej 2 pozostałymi dywizjami, które uniknęły zniszczenia i razem liczyły ok. 30 tyś żołnierzy. Była to siła może nie calkiem nieistotna, ale na pewno nie jakaś olbrzymia. Jeśli udałoby się z nimi połączyć to raczej przypadkiem, bo na nieszczęście gen. Thomme w ogóle nie wiedzial o położeniu armii Poznań i dlatego zamiast dołączyć do bitwy nad Bzurą, próbował sam przebić się do Warszawy a w końcu 12 września wycoał się do Modlina.

2. Taki manewr mógłby się powieść i nawet zaskoczyć i zniszczyć część 4 armii, która atakowała Warszawę, ale co by on dał.

To, że armie Poznań i Pomorze przebiłyby się do Warszawy i umożliwiły jakieś 2-3 tygodnie dłuższego oporu.

Regularnego frontu i tak w ten sposób już by nie przywrócono, co najwyżej zapewnionoby ciągłość frontu w rejonie Warszawa, Modlin, Narew.

Ale w tym czasie na całym odcinku Wisły na poludnie od Warszawy aż po Sandomierz, byla tylko gigantyczna dziura we froncie po zniszczonych armiach Łódź i Prusy a z kolei XIX korpus Guderiana dotarł już z Prus aż pod Brześć, dokonując okrążenia z drugiej strony.

Tak więc Kampania wrześniowa i tak byłaby przegrana, tyle że pod Warszawą polskie armie walczyłyby w większym kotle i parę tygodni dłużej.

3. No i jeszcze trzeba pamiętać że atak 9 września na kierunku wschodnim na Sochaczew nie był możliwy pełnymi silami 8 dywizji i 4 brygad jazdy, bo armia Pomorze znajdowała się od tego rejonu o jakieś 2 dni marszu. Atak trzeba by prowadzić początkowo tylko silami armii Poznań albo opóźnić go do 11 września.

 

Tylko atak, gdzieś 4-5 września mógł ocalić całą armię Łódź i Prusy zachować ciągłość całego frontu i umożliwić ewentualny zorganizowany odwrót za Wisłę.

A tak to tylko pozwoliłoby ponieść mniej kompromitującą klęskę,

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31180

Podejrzewam, że gdyby udało się połączyć Armii "Poznań", "Pomorze" i "Łódź", Armia "Warszawa" również nie pozostałaby bierna. Co innego bitwa na przedpolu stolicy a co innego odgłosy bitwy pod dalekim Łowiczem.

Czy doszłoby do zniszczenia jakiś wielkim sił niemieckich? Nie śmiem nawet podejrzewać. Jednakże Kutrzeba na pewno zyskałby nieporównywalnie więcej przestrzeni operacyjnej niż w kotle nad Bzurą.

Po bitwie, nawet przegranej mógł kontynuować odwrót na przedmoście rumuńskie i miałby o wiele większe szanse dotarcia tam aniżeli resztki armii "Prusy", "Lublin", "Kraków" czy "Modlin", które niemalże kolejno były przez Niemców przy podjęciu takich prób niszczone. A wszak taki był zamiar Śmigłego, gdyż przypomnę ubzdurał sobie wodząc palcem po mapach w pozbawionym łączności Brześciu, żeby Kutrzeba przebijał się znad Bzury przez Radom na przedmoście...

Wówczas nawet z resztkami sił z tej bitwy dysponowalibyśmy na przedmościu nieporównywalnie większymi siłami niż znajdowały się tam w rzeczywistości. Może, gdyby się tam dotarły Śmigły nie wydałby rozkazu generalnego odwrotu na Rumunię i Węgry? Gdybologia...

Atak na Sochaczew mógł być przeprowadzony początkowo jedynie siłami Armii "Poznań" tak jak to w rzeczywistości wyglądało nad Bzurą. Armia "Pomorze" wsparłaby go później.

Zgadzam się natomiast co do tego, że taki atak w dniach 4-5 września mógł nam uratować linię frontu armii "Łódź" i "Prusy". Przyznawali to z resztą sami Niemcy.

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

#31281