Bastion ostatniej szansy

Obrazek użytkownika Przemysław Mandela
Historia

Południowa grupa walczących na wschodzie wojsk niemieckich także i 15 września pędziła przed sobą rozproszone oddziały polskiej armii na południu. Dalej na wschodzie nasze zmotoryzowane oddziały osiągnęły Włodzimierz. Przemyśl został zajęty.


Z udziałem nowych niemieckich sił wzmocniono pierścień wokół okrążonej pod Kutnem armii polskiej i zaciśnięto go w natarciach.

Białystok został wzięty. Trwa jeszcze walka o cytadelę w Brześciu.

- fragmenty komunikatu Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (OKW), sobota 16 września 1939 roku.

Kiedy media w Rzeszy podały powyższy komunikat, wielu Niemców skłonnych było uwierzyć, że wojna w Polsce rzeczywiście dobiega końca. Oto zwycięski Wehrmacht na południu pędzi przed sobą rozbite oddziały polskiej armii, dochodząc aż do Włodzimierza czy zajmując Przemyśl. Na północy większa część wojsk polskich została okrążona pod Kutnem. Zdobyto już Białystok, a walki trwają jeszcze tylko o cytadelę w Brześciu i w domyśle – Warszawę.

Tak prezentowała się sytuacja na froncie po upływie zaledwie dwóch tygodni. Wniosek jaki nasuwał się sam po wysłuchaniu takich wiadomości był tylko jeden: klęska Polski jest nieunikniona i należy się jej spodziewać w ciągu kilku nadchodzących, już nawet nie tygodni lecz dni. Co ciekawe większość ludzi siedemdziesiąt lat po tych tragicznych wydarzeniach byłaby gotowa stwierdzić dokładnie to samo. Wojsko Polskie zostało rozgromione w dwa tygodnie, kraj pokonany, a przez następne dwa trwała jedynie walka z niedobitkami. Taki obraz sytuacji serwowała nam przez lata propaganda historyczna PRL-u, w której zdecydowanej większości obrazy września wymownie urywały się na szesnastym dniu kampanii…

Jak wyglądała rzeczywistość? Czy faktycznie po nieco ponad dwóch tygodniach wojny los Polski został ostatecznie przypieczętowany? Czy z blisko milionowego Wojska Polskiego pozostały jedynie resztki pędzone i otaczana przez Wehrmacht?

Zanim przejdziemy do zasadniczego tematu, czyli przedstawienia koncepcji oraz faktycznych  możliwości obrony przedmościa rumuńskiego musimy dokładnie przyjrzeć się sytuacji na froncie w szesnastym dniu wojny.

Na południu pędzone rozproszone oddziały armii polskiej w rzeczywistości mimo mocno uszczuplonych stanów nadal stanowiły realną siłę (Armia GO Południowa tj. 11 i 24 Dywizja Piechoty oraz 38 Dywizja Piechoty wraz z resztkami 3 Brygady Górskiej, łącznie ok. 25-30 tys. żołnierzy), która po koncentracji w rejonie Sądowej Wiszni rozpoczęły działania mające na celu przebicie się do Lwowa przez Lasy Janowskie, odnosząc przy tym spore sukcesy (dotkliwe poturbowanie pułku SS Germania czy odparcie silnych ataków niemieckiego VIII Korpusu Armijnego) pomimo wręcz całkowitego braku łączności. Tak, więc bitwa w Lasach Janowskich wcale nie była jeszcze rozstrzygnięta i nadal istniała realna szansa przebicia się tej części wojsk Frontu Południowego do Lwowa.

W samym mieście sytuacja zgrupowania niemieckiego, które 12 września chciało z zaskoczenia zająć kilka strategicznych obiektów i sparaliżować tym samym polską obronę, była niezwykle trudna. Niemcy dysponowali jedynie połową sił 1 Dywizji Górskiej, mając naprzeciw siebie garnizon Lwowa liczący dwadzieścia siedem batalionów piechoty, dwa szwadrony kawalerii i wsparty dodatkowo przez 60 dział. Od północy napierała na agresorów 10 Brygada Kawalerii oraz pułk marszowy Kresowej Brygady Kawalerii. Biorąc pod uwagę bitwą jaka toczyła się z wojskami polskimi, próbującymi przedrzeć się do Lwowa od strony Lasów Janowskich scenariusz zlikwidowania zgrupowania niemieckiego na przedpolach miasta wydawał się być jedynie kwestią czasu.

Na północy z kolei bitwa nad Bzurą wchodziła w swą fazę krytyczną, a polskie armie mimo wielkich strat wciąż reprezentujące realną siłę (blisko 170 tys. żołnierzy) rozpoczynały próby przebicia się do Warszawy. Stolicy broniła Armia Warszawa, licząca 80 tys. żołnierzy, a Modlinie znalazła się Armia Łódź (licząca według generał Thommée wówczas 50 tys. żołnierzy, choć ta liczba nie została jeszcze zweryfikowana i budzi spore wątpliwości). Jak pokazał dalszy rozwój wypadków wojska polskie były w stanie prowadzić walkę jeszcze przez ponad dziesięć dni i wiązać tym samym znaczne siły niemieckie.

Armia Kraków oraz formujące się na północ od niej jednostki Frontu Północnego liczyły łącznie ok. 200 tys. żołnierzy w większości dobrze uzbrojonych i wyposażonych. To potężne zgrupowanie wojsk polskich przygotowało się właśnie do operacji, której celem było przebicie się w kierunku Lwowa i dalej na przedmoście rumuńskie. Naprzeciw Polaków znajdowały się dużo słabsze siły niemieckiej 14 Armii, z czego doskonale zdawało sobie sprawę Naczelne Dowództwo Wehrmachtu (15 września OKW wydało rozkaz 14 Armii uniknięcia walki ze zgrupowaniem polskim i skoncentrowaniu całości swych sił na zajęciu Lwowa i Małopolski Wschodniej). Na nieszczęście dla Niemców nie udało im się uniknąć starcia z wojskami Frontu Północnego, do których doszło dwukrotnie pod Tomaszowem Lubelskim. Zakończyły się one klęską i zniszczeniem jednostek polskich, jednakże był to już wynik wydarzeń z 17 września (Niemcy wycofując swoje wojska z terytorium, na które wchodziły jednostki Armii Czerwonej, skierowali je do bitwy pod Tomaszowem) oraz ucieczki marszałka Śmigłego-Rydza do Rumunii (Armie Kraków i Lublin oraz wojska Frontu Północnego nie miały ze sobą łączności, więc kontaktowały się ze sobą wyłącznie przez sztab Naczelnego Wodza. W efekcie Armie Kraków i Lublin skapitulowały niemalże w przeddzień przybycia w rejon Tomaszowa zgrupowania Frontu Północnego. Wyobraźmy sobie jak wyglądałaby ta bitwa, gdyby w jej krytycznym momencie doszło do połączenia obu polskich wojsk…).

Tak wyglądała sytuacja na froncie w przededniu spodziewanej i wyczekiwanej ofensywy francuskiej na zachodzie. Nic dziwnego, że pułkownik Kopański w swych notatkach pod datą 16 września zapisał, że nastroje w Sztabie Naczelnego Wodza były niemalże optymistyczne. Wojsko Polskie walczyło w kilku odizolowanych, lecz w większości posiadających znaczną swobodę operacyjną, zgrupowaniach i powoli, wręcz opornie (wskutek fatalnej łączności), lecz konsekwentnie przystępowały do realizacji rozkazu przebicia na przedmoście rumuńskie. W wielu przypadkach taka możliwość była bardzo realna.

Na samej pozycji ostatniej szansy, czyli przedmościu rumuński odtwarzano w oparciu o ośrodki zapasowe jednostki nowej Armii Karpaty, na którą składały się Grupy Operacyjne Dniestr i Stryj, liczące łącznie blisko 17 tys. żołnierzy, wspartych przez 30 dział. Te niewielkie siły były jednak systematycznie wzmacniane nowo mobilizowanymi oddziałami. Na ten niewielki kawałek kraju ewakuowano z innych regionów wszelkie możliwe zaopatrzenie. Tylko w Główny Arsenale Wojska Polskiego w Stawach pod Dęblinem zniszczono blisko 200 tys. karabinów, 10 tys. karabinów maszynowych, 200 dział, 2 mln litrów paliwa lotniczego i kilkadziesiąt wagonów amunicji, których nie dało się już ewakuować na przedmoście rumuńskie. W poprzednich dniach wszelkimi możliwymi sposobami wywieziono na wschód przynajmniej drugie tyle.

W oparciu zasoby ludzkie i materiałowe, a także transporty broni zza granicy (okręty francuskie były już w drodze) z ewakuowanych na przedmoście ośrodków zapasowych można było sformować 10 dywizji piechoty i 3 brygady kawalerii. Nie licząc także oddziałów pancernych (na przedmościu znalazła się 10 Brygada Kawalerii, a w drodze znajdował się 21 batalion czołgów lekkich z 45 francuskimi maszynami R-35). Istniały realne możliwości kontynuowania walki, a zakładając, że przynajmniej niewielkiej części sił polskich z głębi kraju udałoby się przedrzeć do południowo-wschodniej części kraju szansa na wytrwanie do czasu jesiennego załamania pogody była wielka. Tym bardziej, że jeszcze 17 września Niemcy naprzeciw polskich pozycji na przedmościu dysponowali siłą zaledwie części jednej dywizji piechoty. W nadchodzących dniach wartość bojowa Armii Karpaty miała systematycznie rosnąć. Potrzebowała jedynie czasu, a ten czas dawały jej zgrupowania polskie wciąż walczące i mobilizujące się w innych częściach kraju. Silne garnizony wojskowe znajdowały się w Wilnie i Grodnie. Na przedpolu tego ostatniego miasta formowała się GO Wołkowysk. Na Polesiu koncentrowała swoje siły GO Polesie. We Włodzimierzu Wołyńskim z kolei GO Włodzimierz, licząca w przybliżeniu 2 dywizje piechoty, świetnie nasycone bronią maszynową i artylerią. 

Wszystko diametralnie zmienił jednak 17 września...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Krzysztof J. Wojtas
Warto dodać do rozważań - wrzesień był bardzo suchy i słoneczny, co zwiększało rolę lotnictwa, gdzie przewagę mieli Niemcy. Ale też , wraz z posuwaniem się wojsk zwiększała się odległość od baz. Operacje lotnicze traciły na wydolności.
2. Pod koniec września można było liczyć się z opadami deszczu, co dalej zmieniłoby obraz pola bitwy.
3 Deszcze utrudniłyby komunikację - zwłaszcza wojsk pancernych; Polacy mieli sporo doskonale wyszkolonej kawalerii, co przy bezdrożach wschodniej Polski i bagien Prypeci, stanowiło istotny czynnik zwiększający mozliwości obronne.

Warto także i o tym pamiętać i zaznaczać.
Ale zapis dobry. Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#31429

W ramach dopowiedzenia do tego co Pan powiedział dodam, że do 25 września Luftwaffe zużyło połowę swojego zapasu amunicji. Na początku czy w połowie października rola niemieckiego lotnictwa mogłaby ulec zmniejszeniu właśnie ze względu na ten czynnik.

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

#31453