Polska Republika Bananowa

Obrazek użytkownika igorczajka
Kraj

Jasne jest już od dłuższego czasu, że chore rojenia rzekomych zwolenników różnych teorii spiskowych okazują się powoli prawdą. Brak jest dowodów kłótni Błasika z Protasiukiem, informacje o różnych słowach wypowiadanych w kokpicie okazały się nieprawdziwe, w ciałach niektórych ofiar znaleziono wycięte znacznie wcześniej narządy, przekopanie ziemi na miejscu katastrofy na metr głębokości okazało nawiezieniem piasku i położeniem betonowych płyt i tak dalej i temu podobne. Można by tę litanię ciągnąc jeszcze długo, ale przecież zrobiło to już przede mną całkiem spore grono osób.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewną okoliczność, która miała miejsce dawno, dawno temu. W 1995 roku tuż po drugiej turze wyborów prezydenckich, jak można sobie dziś wyszperać w Internecie, a ci bardziej pamiętliwi być może pamiętają, prezydentem został Aleksander Kwaśniewski. Nastąpiło to po hucznej awanturze związanej z jego kłamstwem na temat własnego wykształcenia. Sąd Najwyższy, wsparty opinią biegłych socjologów, orzekł wtedy 12 głosami przeciwko 5, że wybory są ważne, bo nie da się stwierdzić siły wpływu, jaki to kłamstwo kandydata miało na decyzje wyborców. Oczywiste było zarówno dla ekspertów jak i dla Sądu, że wpływ to jakiś miało, ale nie da się określić jego siły. Nie ma również znaczenia fakt, że ten sam Sąd, w tym samym orzeczeniu, stwierdził złamanie przez kandydata na najwyższy urząd w państwie, ustawy o wyborze Prezydenta. Kandydat złamał prawo kłamiąc, ale nie ma to znaczenia, a wybory są ważne. Zainteresowanych odsyłam do bardzo pouczającego uzasadnienia tego orzeczenia opublikowanego na stronach ISAP polskiego Sejmu.

Dzisiaj po latach, tamto kuriozalne zalegalizowanie kłamstwa wydaje się całkowicie niewinne i wygląda po prostu na testowanie możliwości ogłupienia społeczeństwa. Tamto orzeczenie w swojej istocie było jasnym komunikatem: kłamstwo nie ma znaczenia, sprzeczne z ustawą podawanie nieprawdziwych informacji nie przyniesie żadnych negatywnych konsekwencji, bo przecież nie można określić siły wpływu takiego kłamstwa na decyzję wyborców. Złamanie przez kandydata ustawy o wyborze prezydenta, nie tylko nie wyklucza go z grona ubiegających się o najwyższy urząd w państwie, ale nie stanowi też żadnej przeszkody w ostatecznym objęciu tegoż urzędu. Sąd wysłał jasny komunikat do społeczeństwa będący faktycznym zalegalizowaniem oszustwa. Brak społecznego sprzeciwu, brak gwałtowniejszych reakcji w tamtym czasie sprawił, że dziś zarzucanie politykom łamania obietnic przedwyborczych jest całkowicie pozbawione sensu. Sąd Najwyższy w 1995 roku stwierdził, że prawda polityka nie obowiązuje, nawet gdy podanie nieprawdziwych informacji stanowi złamanie prawa.

Czy można się dziwić, że dzisiaj, gdy od ukrycia prawdy zależy nie tylko wybór na prezydenta, ale także być może wolność osobista poszczególnych polityków, gdy od ukrycia prawdy zależy być może (nie) postawienie ich przed Trybunałem Stanu, czy można w tej sytuacji się dziwić, że politycy i najwyżsi urzędnicy państwowi kłamią w ordynarny sposób, samemu się w tych swoich kłamstwach gubiąc? Ja się nie dziwię. Przecież w 1995 roku Sąd Najwyższy potwierdził, że prawda nie ma znaczenia.

Dzisiaj zbieramy owoce tego całego ciągu niszczenia podstawowych zasad porządkujących funkcjonowanie społeczeństwa. Nikogo już nie dziwi, że w tej samej sprawie wydawane są, w zależności od sędziego, całkowicie odmienne wyroki. Coś, co w normalnych warunkach jest lampką alarmową, sygnalizującą podejrzenie stronniczości sędziego, u nas jest przyjmowane zupełnie naturalnie. Polityk kłamie? No cóż, taka jest jego natura. Urzędnik państwowy łamie prawo? No cóż, czy ma to jakiś wpływ na pełnione przez niego obowiązki?

Bezkarność politycznego kłamstwa i sądowych fuszerek razi tym bardziej, gdy normalni obywatele są bezpodstawnie gnębieni przez państwowych urzędników. Roman Kluska, właściciel Optimusa jest postacią już legendarną. Po latach procesów dostał zadośćuczynienie za zniszczenie firmy przez Urząd Skarbowy w wysokości 5 tys. złotych. Dzisiaj aresztuje się obywateli filmujących happening w miejscu publicznym. Kibiców, którym nie można od września 2008 roku udowodnić żadnego wykroczenia nazywa się w prasie “bezkarnymi”, a nie “niewinnymi”. Straż Miejska bije na ulicy dziennikarza, ale ponieważ dziennikarz pracuje dla niewłaściwych mediów, nie wywołuje to żadnego medialnego oburzenia. O ostatnich wyrokach w sprawie wałbrzyskiej czy Kiszczaka szkoda nawet wspominać.

Trzeba powiedzieć to wprost: Polska Republika Bananowa została zalegalizowana wyrokiem Sądu Najwyższego z 1995 roku, który usankcjonował kłamstwo jako metodę działania w przestrzeni publicznej, gdy sprawa dotyczyła najwyższego urzędu w państwie. Dzisiaj nie powinniśmy się już niczemu dziwić. Dziś możemy co najwyżej zanucić pod nosem, zakazaną pewnie w najbliższym czasie, jako siejącą nienawiść, starą piosenkę Edyty Geppert:

Jaka róża, taki cierń - nie dziwi nic
Jaka zdrada, taki gniew - nie dziwi nic
Jaki kamień, taki cios - nie dziwi nic
Jakie życie, taka śmierć...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Od rzemyczka do koniczka.

pozdrawiam emeryt22

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrawiam emeryt22

#160276

1/ Polska Republika Ludowa
2/ Polska Republika Bananowa
3/ Republika Kolesiów
4/ Replika

Sąd się sądem tak zasądził,
zgubił kodeks no i zbłądził.
W prawo?, w lewo? - chodzi w koło,
Śle wyroki, aż wesoło.
Najpierw władza coś ustala,
Sąd?. Potwierdza i dowala.
Republika bananowa?
Nie. To knebel jest na słowa.
W cieniu alg na oceanie,
Zycie w skrycie robi "banie"
Algi z prądem się kołyszą,
Myślisz, że nas z brzegu słyszą?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

komar

#160282

ładne ;-)))))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#160284

Ryba psuje się od głowy,nic dodać nic ująć

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#160287

jesienią 1988 r! Polska Republika Bananowa została zalegalizowana a nie wyrokiem Sądu Najwyższego z 1995 roku.
to było li tylko konsekwencją.
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#160300

Anomalie które istnieją wśród danych udostępnionych przez PKW na stronie internetowej po wyborach samorządowych w 2010 nasuwają pytania: dlaczego oficjalne dane podawane przez obwodowe komisje wyborcze tz. uprawnionych (upraw.) (liczba osób uprawnionych która jest stałą na dany dzień) oraz liczbę kart wydanych (kart wyd.)które się różnią są różna listach: do sejmiku, do rad powiatu, do rad gminy, na prezydenta, burmistrza, wójta.
Przykładowe rozbieżności:
sejmik do rady prezydenta Warszawa
okręg I obwód I upraw - kart wyd I upraw - kart wyd I upraw kart wyd
_ 2 _ I _ 223_I_ 2153 -__ 1033 _I_ 2159 --- 1033 _ I _ 2159 - 1038
_ 2 _ I _ 228_I_ 1983 ____ 990 _I_ 1986 ---- 990 _ I _ 1986 -- 990
_ 2 _ I _ 609_I_ 1762 ____ 636 _I_ 1762 ___ 1022 _ I _ 1762 _ 1022

Takich rozbieżności w Warszawie która obejmuje obszarem swoim okręgi wyborcze nr 1, 2, 3. znalazłem w 153 obwodach wyborczych na 857, a na pewno jest to wynik podmian których namacalnym przykładem jest bagażnik pan komendanta z Białołęki. Zwracam uwagę na to że tych 156 obwodach wyborczych popełniono błąd podczas podmiany kart a w ilu podmieniono a nie popełniono błędu ??????
Takie same rozbieżności w pozostałych okręgach mazowieckich:
okręg wyborczy nr 4 w 49 obwodach wyborczych na 629,
okręg wyborczy nr 5 w 35 obwodach wyborczych na 699.
okręg wyborczy nr 6 w 36 obwodach wyborczych na 728.
okręg wyborczy nr 7 w 65 obwodach wyborczych na 567.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#172563