Paul Gascoigne czyli jaka piękna katastrofa

Obrazek użytkownika Marek.Powichrowski
Sport

Ile razy usłyszę jego nazwisko to nieodmiennie widzę ten błysk geniuszu piłkarskiego z meczu ze Szkocją w Mistrzostwach Europy. W pełnym biegu przelobowanie bramkarza i potem długi ślizg po murawie stadionu z uniesionymi do góry rękoma w geście tryumfu. Był wtedy na szczycie wszystkich szczytów. Tak się wtedy wydawało. A on ciągle umierał. Umierał z własnej głupoty i przy ciekawskim zainteresowaniu durnowatej gawiedzi, żądnej sensacji z jego życia. A on jak jakiś ostatni głupek sprzyjał jej dostarczając jej coraz to nowych pożywek. Ostatecznie nawet najbliżsi mu kiedyś ludzie stanęli przeciwko niemu. Czy można się dziwić, że kiedyś będąc w depresji poprosił o dostarczenie mu noża rzeźnickiego aby sobie skrócić cierpienia?

Teraz Gazza wrócił znowu na czołówki newsów dnia. Powrócił z tragicznym komunikatem: ja umieram naprawdę. On umiera naprawdę a ludzie przyglądają się z ciekawością jak mucha jest coraz bliżej ognia. Zahipnotyzowani, oczekują kiedy wreszcie się spali. Historia Gazzy to historia realnego istnienia szatana w życiu człowieka. Facet obdarzony talentem, któremu nic nie brakowało w życiu trwoni to na hulankach i burdach, Z biegiem czasu traci swój talent i staje się nikim. Nikim w sporcie i nikim w życiu. Klasyka szatańskiego pomysłu na spędzenie czasu swego życia.

Chwała Ericowi Claptonowi, że zbiera po całym świecie takich połamańców i próbuje ich uratować tak jak siebie samego kiedyś uratował przed niechybnym zapiciem i zaćpaniem się na śmierć. Chwała mu za to, że próbował uratować Gazzę. Natomiast do dupy z taką cywilizacją i społeczeństwem, które jak tłum gapiów patrzy się z ciekawością na powolne umieranie człowieka. Jest w tym coś z czerpaniu jakiejś satysfakcji z przyglądaniu się w odrywaniu kolejnych nóżek u muchy, dmuchaniu żaby aż pęknie czy łapanie kotów z ogony i walenie nimi o ściany.

Jest gdzieś w Japonii jakaś mityczna wioska, która zadziwiła socjologów długowiecznością życia swoich mieszkańców. Socjologowie poszukiwali przyczyny tego stanu rzeczy. I odkryli rzecz niezwykle prostą i oczywistą. Przyczyną długowieczności mieszkańców, którą oni sami uważali za jej podstawę to poczucie bezpieczeństwa we wspólnocie. To przekonanie, że jeżeli mi się coś złego stanie to zawsze mogę liczyć na innych. Rzecz prawie zupełnie niespotykana w cywilizacji zachodniej.

Gazza, uciekaj to tej wioski.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

a moze zrob tak jak zrobil Rooney, co?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#332710