Bez nerw, oszołomie. Bez nerw.

Obrazek użytkownika Moherowy Fighter
Idee

Przezacny oszołom z Ciemnogrodu do trzewi poruszony i poirytowany moim wpisem, pt. Ile zrozumiał oszołom z Ciemnogrodu?, będącym moją odpowiedzią na jego komentarz pod moim wpisem, pt. Prawica krajowa bezjajeczna, był się w te słowa oburzył moją repliką. W związku z tym, że wcześniej nie miałem niestety czasu, wobec czego odpowiadam dzisiaj.

Przede wszystkim dziwi mnie maniera, by polemiście insynuować, że jest niekumaty i niewiele zrozumiał ze światłych i głębokich wywodów jaśnie oświeconego autora. Ale to już kwestia kultury i wychowania – jedni mają tzw. kindersztubę, inni są jej pozbawieni. Takie czasy, choć wydawało mi się, że na prawicowym portalu piszą ludzie przywiązani do tradycyjnych sposobów dyskutowania – bez obrażania adwersarzy, na argumenty. – Z wysokiego „C” zaczyna oszołom z Ciemnogrodu swoją tyradę.

W związku z czym mam prawo wiedzieć, gdzie mojemu interlokutorowi insynuowałem, że jest niekumany i niewiele zrozumiał z moich – jak się oszołom wypowiada – „światłych i głębokich wywodów…”? I co? Szukamy, szukamy… i co z tego mamy? Nic. Nic nie mamy. Swoją drogą to arcychytra sztuczka, by deprecjonować czyjąś opinię poprzez chwytanie się zwrotów, trudnych do udowodnienia, takich jak „jaśnie oświecony autor”. Skąd oszołom z Ciemnogrodu wie, że kimś takim jestem? Co? A zatem skoro wiadomo, że nie było niczego, co mogłoby cokolwiek insynuować komukolwiek, a w szczególności oszołomowi z Ciemnogrodu, to zasadne jest wyjaśnienie owego osobliwego wypadu pod moim adresem w kwestii mojej „kultury i wychowania”, „kindersztuby”, „dyskutowania – bez obrażania adwersarzy” i „na argumenty”. Ja to rozumiem, że gdy jest się bezradnym i bezsilnym, a przy tym będąc skonfrontowanym w wyrazistością i merytorycznością kontrargumentów logicznie wskazujących na jałowość faktograficzną i w zakresie poprawnego wnioskowania, można poczuć się nie swojo i w efekcie podjąć próbę rozpaczliwej obrony imając się chwytów takich, jak choćby wycieczki osobiste i np. imputowanie komuś, że tenże wadzi w aspektach „kultury i wychowania”, „kindersztuby” etc. etc. A kto dał może oszołomowi z Ciemnogrodu placet ku temu, by mnie z tego rozliczać i oceniać? Jaki tytuł go do tego upoważnia? Warto by to wiedzieć. Jednak wracając do mojej wcześniejszej części, w tym akapicie, to podobnie jak tam chcę mieć corpus delicti w postaci urywka mojej wypowiedzi, z którego można by wywnioskować o moim braku „kultury i wychowania”, „kindersztuby” oraz nie „dyskutowaniu – bez obrażania adwersarzy” i „na argumenty”. Mam tę nadzieję, że oszołom z Ciemnogrodu nie jest tutaj gołosłowny i nie podchodzi lekceważąco do istotności swoich zarzutów wysuwanych pod moim adresem. Zatem czekam na jakiekolwiek poszlaki czy też skrawki corpus delicti.

Jestem osoba skromną, nie pcham się na pierwsze strony gazet i portali, ale dzięki Moherowemu Fighterowi ja mały i biedny żuczek trafiłem na jakiś czas na czołówkę niepoprawnych.pl. – oszołom z Ciemnogrodu rąbie dalej w tonację cis-mol w miejscu, gdzie powinna być cis-dur.

Otóż, nierzadko to było, gdy sam oszołom z Ciemnogrodu był na czołówce „repertuaru” również na niepoprawnych.pl wisząc podpięty „na spinaczu”. Jednak, jak rzecz jasna przystało na „małego i biednego żuczka”, jego rozbrajająca i powalająca skromność nie pozwala jemu tego dostrzec.

Mój polemista dalej ciągnie – Muszę więc skreślić parę zdań w odpowiedzi. Być może MF był zawiedziony, że tylko moja skromna osoba umieściła wpis pod jego wywodami i dlatego walnął z grubej rury, gdy wpis okazał się krytyczny.

Jestem, ma się rozumieć, dalece ukontentowany jego odpowiedziami, albowiem po to się pisze, by dyskutować i poznać poglądy drugiej strony. Wszelako jednak nie mogę mieć powodów do tego, by się obrażać na to, iż to wyłącznie głosem krytycznym oszołoma z Ciemnogrodu zostałem zaszczycony i komukolwiek innemu czynić zarzut, że nie był łaskaw mi odpowiedzieć. Ot, to jest coś całkowicie zwyczajnego i normalnego. Skoro już spotkałem się z polemiką i krytyką, to moim niezbywalnym prawem było, by się do niej odnieść, co spotkało się z cokolwiek osobliwą oceną oszołoma z Ciemnogrodu, iżbym „walnął z grubej rury”. A samo to jest już niejako filipiką z rodzaju pisania na pa-ta-taj i arcykomicznego przerysowywania tego, co zostało napisane. Da się w tym również znaleźć nieco domieszki egzaltacji i od czapy wywijania bronią wielkokalibrową. Jakiż to bowiem urywek z mojej repliki udzielonej oszołomowi z Ciemnogrodu wskazuje, iżbym „walnął z grubej rury”? Co na to wskazuje? Gdzie i w którym miejscu? Znowuż – poszlaki lub skawki corpus delicti.

Ale jakoś nie potrafię pozostawić bez odpowiedzi wywodów różnych “wujków Dobra Rada”, którzy usiłują udowodnić, że wiedzą lepiej od Kaczyńskich – oj gdyby to oni byli przywódcami prawicowej partii to by pokazali. – dopiero od tego miejsca oszołom z Ciemnogrodu zaczyna swoją merytoryczną kontr polemikę.

Mój adwersarz zda się chybić w aspekcie elementarnej zasady politologicznej, iż prawem każdego obywatela, a szczególnie wyborcy, jest by oceniać polityków przez siebie wybieranych. I nie ma obowiązku, by ich zastępować w czymkolwiek, do czego zostali w trybie wyborczym wyznaczeni, i na podstawie którego to mandatu są uprawnieni do działania. Sam zaś program wyborczy jest li i tylko podstawą do takiego działania. Polityk wobec swojego wyborcy nawiązuje pewien specyficzny stosunek pracy, będąc zresztą „na utrzymaniu” tego wyborcy. Jeśli wyborca uznaje, że wybrany, per analogiam wskutek swoistego „konkursu ofert”, przez niego polityk jest przeciwskuteczny w tym, co robi, to prawem tego wyborcy jest coś takiego skomentować i wskazać na to, co można by było zrobić lepiej. Naprawdę, czy po to, by móc ocenić jakość jakiegoś samochodu, to trzeba być udziałowcem koncernu go produkującego, a już tym bardziej jego prezesem?

Bo zaraz nasuwa się proste pytanie – dlaczego nie jesteście na miejscu Kaczyńskich skoroście tacy mądrzy? – ciągnie dalej oszołom z Ciemnogrodu.

Wszelako nie dostrzega w tym, co pisze, pewnego kuriozum. Ależ to właśnie m.in. ja w toku takiej lub owej kampanii wyborczej byłem przez spin doktorów przekonywany, że lansowana przez nich oferta jest pod każdym względem debeściarska. Ja nie muszę być wcale mądrzejszy, skoro dałem się przekonać, iż ktoś jest mądrzejszy ode mnie. I to nie na mnie spoczywa ów swoisty ciężar dowodu, gdyż to nie ja aplikowałem do publicznych stanowisk. Natomiast moim niezbywalnym prawem jest, by wątpić, i oczekiwać rozwiania wszelakich moich zastrzeżeń. W przeciwnym razie ma się do czynienia z autorytaryzmem, a to chyba nie jest najlepsza droga do dialogowania. Nieprawdaż, oszołomie z Ciemnogrodu? Ja nie mam potrzeby być na miejscu Kaczyńskich, natomiast, jeśli oni ją mają, by być tam, gdzie są (z mojego demokratycznego poparcia), to mam prawo do publicznej oceny pełnionej przez nich misji, jeśli m.in. dzięki mnie zostali do tego powołani.

Skoro stworzenie masowej prawicowej telewizji jest takie proste to dlaczego tego nie zrobisz Moherowy Fighterze? – grzmi oszołom z Ciemnogrodu.

Ależ, gdy ja chcę napić się dobrego piwa, to muszę do tego wpierw zbudować browar i sobie to piwo uwarzyć? Ależ zaraz, zaraz, wszak zapomniałem może, że wprost idealnym i wyśnionym miejscem, w którym prawica chce się pokazywać, to studia TVN’u i Polsatu. No racja, jakże mogłem o tym nie pamiętać?

Murdochowi się nie udało, ale ty jesteś mądrzejszy, tobie się na pewno uda. – ciągnie dalej oszołom z Ciemnogrodu.

I aż korci, by zapytać o to, dlaczego Murdochowi się nie udało. A mnie, osobiście, to żadna telewizja nie jest do niczego potrzebna, by ją w ogóle mieć, lecz jako wyborca i sympatyk prawicy wolałbym, by prawica nie musiała się dogadywać z komunistami w tym, by mieć skrawek swojego telewizyjnego okienka dla siebie. Czy coś takiego oszołomowi z Ciemnogrodu nie przeszkadza?

Ty też możesz zostać polskim Berlusconim. – rąbie dalej oszołom z Ciemnogrodu, jeno nie dostrzega osobliwej w tym dziwaczności.

Jeśli prawdą na elementarnym poziomie I roku studiów (a może nawet i ostatniej klasy liceum) politologicznych, socjologicznych, dziennikarskich i tym podobnych jest to, że w dzisiejszych czasach, by wygrywać wielkie bitwy socjotechniczne, to trzeba posiadać coś więcej niż salki katechetyczne bądź kluby przy jakichś remizach, to strategia Berlusconiego jest jak najbardziej jasna i oczywista. Tak, ów magnat medialny wpierw stworzył swoje medialne imperium, by dzięki temu móc się uniezależnić od wiszenia u klamki mainstreamu, zaś dopiero później, gdy jego imperium okrzepło, wszedł w wielką politykę. Będąc ciągle klientem u zlewaczałego mainstreamu nie byłby w stanie stworzyć alternatywnej broni w walce socjotechnicznej, przy pomocy której zapewnił potencjał swojemu ruchowi politycznemu. Gdy jakieś tam makaroniarskie Wojewódzkie, Majewskie, Miecugowy, Sekielskie, Morozowskie, Lisy et tutti quanti naparzałyby w Berlusconiego i jego partię, to onże na swoim gruncie i z własnej „flanki” się mógł tamtym ostrzeliwać. I nie musiał człapać do państwowego RAI, by mieć rachityczne poletko do kontrpropagandy. Toż w końcu każdy zrozumie, że gra się tak, jak przeciwnik na to pozwala, a trudno na jego terytorium narzucić jemu własne warunki.

Zamiast opowiadać jak to wspaniale w Ameryce – hic Rhodus, hic salta. Wystarczyło przecież tylko przyłożyć paluszek do działań Murdocha i wszystko by się udało. Kaczyńscy tego nie zrobili – zrób ty. – w rozpaczliwy patos uderza oszołom z Ciemnogrodu, a przy tym strzela sobie w stopę.

W istocie, prawdę rzecze mój polemista, że „wystarczyło przecież przyłożyć paluszek”, szczególnie wtedy, kiedy ma się swoją KRRiT, swój rząd, swoją większość koalicyjną, swojego prezydenta i tak szeroko reklamowane różne atuty. Toć nie jest – nomen omen – żadnym odkrywaniem Ameryki, że dzięki takim „aktywom” mogło się udać niejedno. Nie oszołomie z Ciemnogrodu, ja tego nie zrobię, gdyż nie jestem ani szefem jednej z dwóch największych partii politycznych, a już tym bardziej bratem prezydenta. Nie jestem politykiem, który, jak o sobie mówi, był konstruktorem I postsolidarnościowego rządu po 1989 r. Nie dysponuję żadnym doświadczeniem ani zapleczem politycznym. Jak również nie aspiruję do tego, by być premierem. Natomiast… Natomiast oczekując gruntowanych zmian, rozgłaszanych jako IV RP, wybieram tych polityków, dla których nie będzie żadnym problemem, by w rzeczywistości mass mediów, w trójkącie TVP-TVN-Polsat (TV Trwam, jako stacja niszowa pomijam), wykreować tego czwartego, który status takie quo rozbije. Tego, który będzie wyrazem tej opcji politycznej i światopoglądowej, którą chcę widzieć głównie w moim telewizorze. I to oni, a nie ja, dysponują ku temu wszelakimi instrumentami. Tyle, i aż tyle.

Niestety nic nie jest takie proste w Polsce. – sadzi truizm mój adwersarz.

Nie bez przyczyny mamy taki układ medialny a nie inny i wszelkie próby zmiany są kontrowane. – dalej kontynuuje.

A jakież to są niby przyczyny? Brakuje miejsca w eterze? Wozów transmisyjnych, kamer, budynków, oświetlenia, cokolwiek nie da się kupić? Czego brakuje? Rad bym to wiedzieć.

Dlatego sytuacja w Polsce długo nie będzie nawet w blady sposób przypominać Ameryki. Stąd – jak zauważyłem – takie porównania są całkowicie nietrafione. – prawi oszołom z Ciemnogrodu.

A ja zapytam… – „Bo?”, „Bo, co?”. Bo Polak gdzieindziej potrafi tylko nie w Polsce? Jeśli tak, to chyba byłaby to raczej niedozwolona supozycja. Nieprawdaż?

Nie mieszkam w Ameryce, nie mogę się więc autorytatywnie wypowiadać w tej kwestii, muszę opierać się na relacjach innych. Ale jednak wydaje mi się, że większość Amerykanów nie kształtuje swoich opinii głównie na CNN-ie czy NYTimes’ie. – zastrzegającą stwierdza oszołom z Ciemnogrodu.

To spróbuję go nieco wyprowadzić na prostą. Mianowicie, 13 września 2009 r. (a zatem dosyć niedawno) opublikowany został raport, pt. Press Accuracy Rating Hits Two Decade Low, z którego można wyczytać, że w stosunku do CNN 60 proc. ogółem odpowiedzi przemawiało na jej korzyść, podczas gdy 19 proc. na jej niekorzyść, przy 21 proc. trudnych do wskazania. Jeśli chodzi o NY Times, to odsetek ten wyniósł odpowiednio – 29, 17 i 54. Biorąc zatem pod uwagę te wartości, które pozytywnie wskazują na te lub inne media, można powiedzieć, że w porównaniu z podobnymi odnoszącymi się do Fox News Channel (55, 25, 20), ta ostatnia dosyć ciężko i z niemałym trudem rozbija monopol lewackich mediów, zważywszy na to, o czym pisał Przybylski, iż „…że choć Fox News jest najpopularniejszym kanałem informacyjnym, to i tak ogląda go mniej więcej jeden procent dorosłych mieszkańców USA. Według badań Instytutu Nielsen w tzw. prime time Fox News może liczyć średnio na ok. 2,3 mln widzów dziennie. W przypadku CNN to ok. 1,1 mln, a MSNBC ok. 950 tysięcy. Średnia dla całego dnia to odpowiednio 1,2 mln, 740 tys. i ok. 470 tysięcy.” To jak to jest, że w odniesieniu do proporcjonalnie większej widowni, istotna większość opowiada się za inną stacją (pod inną „banderą”), która i tak ma niewielki wpływ na załamanie się poparcia demokratycznego prezydenta? Czyż może nie jest tak, że tamtejsi prawicowcy, konserwatyści, gryzą trawę równo z glebą i zamiast przybierać pozę cierpiętniczą walczą o ostatniego widza? Kiedyś, przez ponad rok (w czasach, kiedy nie było jeszcze Fox News Channel), miałem okazję z bliska (w USA) się przyglądać walce amerykańskiej prawicy, konserwatystów, kiedy w Polsce nie śniło się nikomu ani o TVN’ie, ani o Polsacie ani o jakimkolwiek Porozumieniu Centrum. Tam zawsze warunki były trudne, lecz prawdą amerykańskiego wyborcy jest to, że da się poprzeć i głosować za tym, który wpierw udowodni to, że potrafi zadbać przede wszystkim o siebie. To zaś należy czytać jako zadbanie o to, byś ty (w domyśle – polityku) nie dysponował samą bronią bez amunicji. Umiesz być panem okazji, to Fortuna twoja, a wszelakich skrzatów, co to wiadomo….

Tu różnica między Polską a Ameryką jest aż nadto widoczna – u nas niestety ton nadal nadaje Wyborcza i TVN. Jawna stronniczość mediów jest jednym z najważniejszych problemów polskiej demokracji. Wydaje się jednak, że w Ameryce – mimo lewicowego przechyłu – nie jest to aż tak dotkliwe. – oszołom z Ciemnogrodu snuje swoją wizję.

Zaś Infidel, Azrael, Mireks, Rudecka-Kalinowska, a i może nawet i sama Czerska, aż z wysublimowanym smakiem kontentują się każdą taką frazą. Cóż w tym aspekcie różnica pomiędzy Polską a Ameryką nie jest aż nazbyt istotna, jeśli chodzi o to, że i tu i tam gros społeczeństwa myśli „telewizorem”. Jest natomiast taka, że tam jest instrument, dzięki któremu możliwa jest weryfikacja owej stronniczości, u nas z kolei, takowego nie ma. Czy to wina Wyborczej i TVN, że prawica nie postarała się o swoją „Fox News Channel”? Czego brakowało?

Ameryka to wielki kraj i większość Amerykanów CNN-u nie ogląda a pouczeniami NYTimes’owych publicystów się nie przejmuje. – bezkrytycznie stwierdza oszołom z Ciemnogrodu, choć przytoczone przeze mnie wyniki badań potwierdzają coś zgoła przeciwnego.

Warto w związku z tym wyjść poza kokon swoich wyobrażeń i dostrzec, że Amerykanie rodzą się i umierają przy włączonym TV on-live. A tutaj jest cała masa mutacji CNN i NYT, które mimo podbijania prawicowego bębenka potrafiły wykreować człowieka „z nikąd” i osadzić go w Białym Domu.

Tak więc to jednak nie lewicowi publicyści CNN i NYT głównie zdecydowali o wyborze Obamy. – z dobrym samopoczuciem stwierdza oszołom z Ciemnogrodu.

Ależ racja, że gdzieindziej zapadła decyzja, że Ameryka będzie miała ciemnoskórego prezydenta. Cały wic polega na tym, że zmęczonemu bushowską prezydenturą społeczeństwu amerykańskiemu umiejętnie podsunęło się „nowość” w postaci takowego kandydata, i temu społeczeństwu wyperswadowano konieczność głosowania na niego. Przekaz, wielokrotnie wzmacniany przez CNN i NY Times, był prosty: „Każdy byleby nie jakiś buszysta.” Jednakże nie samo wzmacnianie tego przekazu jest tutaj istotne bowiem, mam tutaj pewną dla Ciebie, oszołomie z Ciemnogrodu, niespodziankę, iż słusznie prawisz, że to „nie lewicowi publicyści CNN i NYT głównie zdecydowali o wyborze Obamy”. Jak na ironię jemu przysłużył się Fox News, gdyż czytamy, że: „Spośród trzech kanałów Fox News był najbardziej surowy względem przypuszczalnego nominata Republikanów. Więcej niż połowę (55 proc.) widocznych osobistych stanowisk na temat McCain’a było negatywnych, zaś znaczna większość z nich (49 całości) kwestionowała jego konserwatyzm. W swoim krytycyzmie, Fox News McCain’owi poświęcił więcej uwagi ogólnej w porównaniu z innymi stacjami kablowymi, blisko tyle samo uwagi dawała ona dwóm wiodącym kandydatom Demokratów, 36 proc. McCain’owi, 37 proc. Clinton i 39 proc. Obamie. Z drugiej strony, zarówno CNN jak i MSNBC, McCain’owi poświęciły daleko mniej swoich sprawozdań niż czyniły to w stosunku do Clinton lub Obamy. W portretowaniu przez siebie przeważającej osobistej narracji względem Obamy Fox News był również bardziej pozytywny niż w stosunku do McCain’a lub Clinton. W pełni 69 proc. stwierdzeń o Obamie osobiście było pozytywnych, to jest ta wielkość, którą jego rywale, jak on, otrzymali w MSNBC (70 proc.).” (Differences by Media) Jak to wszystko rozumieć? Myślę, że należy na to patrzeć w ten sposób, że Fox News w swojej krytyce McCain’a skutecznie rozmiękczało elektorat prawicowy (konserwatywny), mając na względzie rozmiary swojej widowni, dzięki czemu idealnie to ułatwiało pozostałym (dwóm konkurencyjnym) stacjom w forsowaniu kandydatów ideologicznie do nich zbliżonych. Gdy MSNBC i CNN „na rękach nosiły” wpierw Clinton a później Obamę, to Fox News swoją zdecydowaną krytyką McCain’a dodatkowo im ułatwiało zadanie. Bo też lewako-liberalny elektorat miał wystarczające uzasadnienie słuszności swojego wyboru, gdyż mógł zawsze powiedzieć: „Konserwy od naszych kandydatów f… o…, bo nawet wasza stacja na waszego kandydata się wypina.” Stosując właściwe proporcje można by coś takiego porównać do takiej sytuacji, gdzie TVN i TVP holowałyby, dajmy na to, Tuska i Kwaśniewską, zaś TV Trwam (zakładając, że miałaby większą widownię) naparzałoby w Ziobrę po drugiej (słabej) kadencji Lecha Kaczyńskiego. W efekcie tego Tusk (po wycofaniu się Kwaśniewskiej) zostałby prezydentem, zaś idąc tokiem myślenia oszołoma z Ciemnogrodu, byłoby całkowicie prawdziwe to, że: „… to jednak nie lewicowi publicyści z TVNu i GW zadecydowali o wyborze Tuska.” Niestety, lecz niespodzianki się skończyły, gdyż nakładając na telewizyjne źródła internetowe, „Jakkolwiek ten sam odsetek głosujących na Obamę (59 proc.) i McCain’a (55 proc.) z internetu uzyskiwało przynajmniej jakieś informacje z kampanii wyborczej, to, dokonywany przez wyborców, wybór stron internetowych różnił się. Wyborcy Obamy byli dwukrotnie bardziej skłonni odwiedzać witrynę CNN niż wyborcy McCain’a (35 proc. v. 18 proc.). Wyborcy Obamy byli również bardziej skłonni nazwać witryny New York Times i Huffington Post jako te witryny, które najczęściej używali do pozyskiwania informacji wyborczych. Dla kontrastu, głosujący na McCain’a byli trzykrotnie bardziej niż głosujący na Obamę najczęściej odwiedzającymi witrynę Fox News (18 proc. v. 5 proc.) i Drudge Report (9 proc. v. 1 proc.)” (High Marks for the Campaign, a High Bar for Obama) Wniosek, oszołomie z Ciemnogrodu? Ano taki, że mniejsze znaczenie miała plazma stacjonarnych odbiorników telewizyjnych niż wyświetlacze ciekłokrystaliczne dziesiątków milionów komputerów, jeśli weźmie się pod uwagę efekt wzmocnienia. Proszę przestudiować uważnie tę tabelkę.  Cała ta maszyneria pracowała na rzecz Obamy.

Pouczające jest choćby porównanie Ameryki do Europy – w Europie hołubiony przez lewicę Obama zmiażdżyłby McCaina, bo europejskie elity medialne i polityczne robią obywatelom wodę z mózgu jak chcą. – pogłębia swój pogląd oszołom z Ciemnogrodu.

Otóż, wynik ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdzie prawica i centroprawica zdecydowanie je wygrały, nie potwierdza tezy oszołoma. I stało się to wbrew robienia obywatelom wody z mózgu przez europejskie elity medialne i polityczne.

W Ameryce wynik był niepewny prawie do końca. – próbuje nas przekonać oszołom z Ciemnogrodu.

Czyżby tak było? Ależ było wręcz przeciwnie. Z samego „serca” amerykańskich konserwatystów dochodziły takie głosy: Dzisiaj wieczorem podczas sponsorowanej przez the Wall Street Journal konferencji „All Things Digital”, Rupert Murdoch – szef News Corp, nowego właściciela WSJ, i wieloletni rozświetlający swoją pochodnią politykę konserwatywną – to powiedział o Barack’u Obamie: „(…) Nie myślę, że on wygra na Florydzie… lecz wygra w Ohio i elekcję.” (Hilary Rosen: Rupert Murdoch Says Obama Will Win, May 29, 2008) Ajajaj, oszołomie z Ciemnogrodu… To jest, znowu stosując właściwe proporcje tak, jakby na pół roku przed wyborami o. Tadeusz Rydzyk powiedział o Tusku: „Nie sądzę, że w Małopolskim on wygra… lecz wygra w Mazowieckim i całą elekcję.” Zresztą trafność oceny Murdocha potwierdził sondaż Gallupa, gdzie: „Niezależnie od tego kogo popierasz, i będąc tak obiektywny jak jest to możliwe, kto Twoim zdaniem w listopadzie wygra wybory prezydenckie?” – Barack Obama – 52 proc., John McCain – 41 proc. pozostali/niezdecydowani – 6 proc. (Most Voters Think Obama Will Win: poll) Prawdziwe wyniki? Obama – 52.9 proc., McCain – 45.7 proc. Dla kogo więc wynik nie był pewny?

Na wybór Obamy złożyło się wiele czynników – jak sam MF zauważył – mnie jakoś nie przekonują opowieści specjalistów od PR-u, że to głównie ich pomysły są decydujące. – rozsądzająco twierdzi oszołom z Ciemnogrodu.

Jak na to patrzy prof. Uniwersytetu Harvarda, John Quelch? Pisze on, że: „Kiedy o tej elekcji pisano by książkę, to nie powinna ona być zatytułowana „Tworzenie prezydenta” lecz „Prezydencka kampania marketingowa”. Kampania Barack’a Obamy jest studium przypadku doskonałości marketingu.” (How Better Marketing Elected Barack Obama, November 5, 2008) I dalej wyjaśnia dlaczego. Rozumiesz oszołomie z Ciemnogrodu, że Obama został Amerykanom sprzedany tak samo perfekcyjnie, jak nowa generacja inteligentnego proszku do prania, super wygodnych podpasek, jeszcze lepiej wypasiona limuzyna, super wakacje w Alpach bądź w jakimś raju na Oceanie Spokojnym itd. itp.? To nie idee tutaj zadecydowały lecz precyzyjny marketing i PR.

Oglądałem kiedyś w telewizji program, w którym postawiono taką tezę, że Kwachu wygrał z Wałęsą dzięki świetnej strategii PR-owskiej. – rozwija dalej swoją myśl oszołom z Ciemnogrodu.

A ja spotkałem się z taką opinią, że tekst o podawaniu nogi nie był taki wcale przypadkowy. I co? Jest to możliwe?

Myślę, że jednak to Wałęsa przegrał dzięki swojej fatalnej prezydenturze, a przegrał niewielką ilością głosów, gdyż wielu ludzi przywiązanych do ideałów Solidarności zacisnęło zęby i mimo wszystko głosowało na Wałęsę jako mniejsze zło. – mój adwersarz spekuluje.

A ja natomiast gdzieś widziałem taką opinię, że gdyby nie to podawanie nogi, to miałby on jednak wygraną. Zwyczajnie jego zwolennicy poczuli się tym zniesmaczeni i to ich zniechęciło do głosowania na niego, zaś jego przeciwnicy jeszcze bardziej się skonsolidowali, co więcej, pojawiło się wielu takich nowych, którzy poparli Kwaśniewskiego byle tylko dać nauczkę Wałęsie.

Tak samo Tusk może odgrywać mistrza PR-u, gdy dziennikarze starają się nie zadawać mu niewygodnych pytań, a swoją dociekliwość rezerwują na domniemane przewiny opozycji. – lamentuje oszołom z Ciemnogrodu.

A może to jednak opozycja nie potrafi wykorzystać okazji do tego, by skutecznie uderzać właśnie w owego Tuska? Dlaczego dziennikarze mają pomagać opozycji, skoro ona sama nie chce sobie pomóc?

Myślę, że jednak w amerykańskiej rzeczywistości medialnej z Tuska dość szybko zostałaby mokra plama a PR-owy czar prysnąłby jeszcze szybciej. Ale mogę się oczywiście mylić. – oszołom z Ciemnogrodu snuje życzeniową wizję.

Cóż z B. Clintonem Amerykanie obeszli się wyjątkowo łagodnie.

Chybiony jest argument MF, że nawet Berlusconi narzeka na stronniczość mediów. Cóż, jego ekscesy są w mediach opisywane i nagłaśniane, mimo, że sam jest magnatem medialnym. – z pewnością siebie stwierdza oszołom z Ciemnogrodu.

I oczywiście owo opisywanie i nagłaśnianie jego „ekscesów” nie mogło mieć żadnego związku z fizycznym na niego atakiem 13 grudnia zeszłego roku? Nie ma może w tym żadnej koincydencji? Przecież ów klimat nienawiści do niego narastał od wielu miesięcy.

O pijanym Kwaśniewskim w Charkowie Polacy dowiedzieli się dopiero po pewnym czasie – żaden z obecnych tam dziennikarzy nie ośmielił się zrobić na ten temat materiału, w telewizjach o tym nic nie pokazali. – dalej pewny siebie oszołom z Ciemnogrodu nas przekonuje.

A to może dobrze by wiedzieć, skąd Solorz w 1999 r. miał o tym materiał. Zresztą, poczytajmy: „Po raz pierwszy pijanego Kwaśniewskiego widziałam w 1996 r. w Brześciu na Białorusi po spotkaniu z tamtejszym prezydentem Aleksandrem Łukaszenką. Przemawiał dziwnie po rosyjsku, wziął na ręce jakieś dziecko i próbował z nim wejść do bagażnika samochodu – opowiada „Wprost” Maria Przełomiec, dziennikarka TVP, a wówczas BBC. Wtedy ani ona, ani inni dziennikarze nie zdecydowali się tego faktu ujawnić opinii publicznej. – Pomyślałam, że to wypadek przy pracy: Kwaśniewski dał się upić Łukaszence, bo nie był przygotowany na wschodnią gościnność – wspomina Przełomiec. Tej wyrozumiałości nie wykazała trzy lata później, gdy pijany Kwaśniewski zataczał się na cmentarzu polskich oficerów w Charkowie. Jako pierwsza polska dziennikarka przełamała tabu i podała informację, że podczas uroczystości żałobnych prezydent „lekko chwiał się na nogach”. – Informację podaną przeze mnie powtórzyło Radio Plus, a następnie potwierdziła „Rzeczpospolita”, której korespondent był świadkiem całej sytuacji – mówi Przełomiec. Jednak TVN materiał o pijanym Kwaśniewskim wyemitowała dopiero dwa dni później, a telewizja publiczna nie opublikowała go wcale.” (Wirus III RP)

Przypomina mi się również dyskusja po słynnej “aferze taśmowej”. Dziennikarze, którzy pracowali w BBC działania Sekielskiego i Morozowskiego uznali za skrajnie nieprofesjonalne (w końcu była to ordynarna prowokacja w stylu ubeckim). Natomiast autorzy “Teraz My” zostali za to w Polsce nagrodzeni tytułem Dziennikarzy Roku. – dalej ciągnie oszołom z Ciemnogrodu.

No w porządku, tzn. w ogóle nie w porządku. I? I co w związku z tym? Cóż, poza tym trzeba by także sprawdzić stopień profesjonalizmu BBC, bo londyńskie ptaszki ćwierkają, że stacja ta ma ździebko przechył lewostronny.

Przy okazji – uważam, że porównywanie Kaczyńskich do jakichś niewydarzonych polityków kanadyjskich jest jednak obraźliwe. – ze swadą stwierdza oszołom z Ciemnogrodu i

„niewydarzonym” nazywa na przykład współtwórcę Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu. Czytelnikowi pozostawiam komentarz.

Prezydent Kaczyński podpadł mi podpisaniem Lizbony, a szczególnie sposobem w jaki to zrobił – “zapomniał” o ustawie kompetencyjnej i zignorował apele o zabezpieczenie polskiej suwerenności w sposób podobny do niemieckiego. Ale jednak w porównaniu do mdłych i tchórzliwych przywódców zachodnich to inna klasa. – sadzi dalej oszołom z Ciemnogrodu zapominając jednak, że

to akurat pod naciskiem owych „mdłych” i „tchórzliwych” przywódców Lech Kaczyński podpisał ową Lizbonę.

Czy Smarkozy albo inny d… byłby w stanie zachować się tak jak Kaczyński i pojechać do Tbilisi, by poprzeć Gruzję? Gdyby duży Kaczor stał na czele choćby takiej Francji czy Włoch a nie Polski byłby jednym z głównych rozgrywających na świecie. Smarko mógłby mu czyścić buty. – ciągnie dalej mój adwersarz, nie wymieniając

tego, jakie to konkretnie korzyści Polska odniosła z tej „odsieczy gruzińskiej”. Co do drugiej części wypowiedzi, to trudno komentować coś, co jest zwyczajnym political fiction.

Swoją drogą narzekania Kaczyńskiego na nieprzychylność mediów są raczej nieśmiałe, tylko gdy funkcjonariusze frontu ideologicznego całkowicie przeginają pałę dochodzi do ostrzejszych uwag i akcji typu bojkot TVN. – rąbie oszołom z Ciemnogrodu, lecz

chyba nie zna całej serii narzekań Kaczyńskiego na media jeszcze sprzed kampanii wyborczej w 2005 r.

Próby stworzenia przeciwwagi dla mediów lewicowych były przez Kaczyńskiego podejmowane i oczywiście od razu kontrowane (vide artykuł Anity Gargas w ostatnim numerze NGP-Nowe Państwo). Może były to próby nieudolne – nie mnie oceniać, bo nie mam w tej kwestii wystarczającej wiedzy. – zapewnia nasz mój adwersarz.

„Kontrowane”, i to wszystko wyjaśnia. Czytałem ten artykuł, i akurat nie znalazłem w nim nic, co potwierdzałoby, że Kaczyński z werwą i zapałem zabrał sięga stworzenie przeciwwagi dla mediów lewicowych. Jest natomiast w nim opisana cała martyrologia „Tygodnika Solidarność”, kiedy Jarosław Kaczyński był jego redaktorem naczelnym. Nic ponad to.

Będą się mimo wszystko upierał, że standardy zachowań polityków w Polsce i Ameryce są całkowicie odmienne. Według doniesień polskich publicystów w amerykańskich komisjach śledczych nie doszło do wyrzucenia pod byle pretekstem opozycyjnych członków komisji z jej składu i takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia. A zasadą jest, że przewodniczącym jest członek partii opozycyjnej. – stwierdza mój polemista.

Jednak nie zdaje sobie trudu, by wniknąć w to, czy tamtejsi senatorzy bądź kongresmeni daliby się o tak wyrzucić z tamtejszych komisji śledczych. Również nie wnika w to, czy byłoby to do pomyślenia, by nie wyegzekwować stawienia się przed komisją, dajmy na to byłego prezesa banku centralnego bądź burmistrza Waszyngtonu.

To, że demokraci próbowali kryć swoich nie dowodzi podobieństwa Polski do Ameryki. Nixon po aferze Watergate ustąpił ze stanowiska, – stwierdza oszołom z Ciemnogrodu.

Czyż jednak B. Clinton po aferze Whitewater był do tego zmuszony? A to naprawdę nie chodziło wyłącznie o stażystkę.

Tusk nie tylko po aferze hazardowej nie ustąpił, ale zwolnił Kamińskiego i próbuje PiS obciążyć odpowiedzialnością. Co ważne – przy aplauzie mainstreamowych mediów. Niestety różnica między Ameryką a Polską jest jak między … Ameryką a republiką bananową. – sentencjonalnie rzecze mój adwersarz.

Tak, z tym ostatnim się zgadzam. Lecz może PiS nie potrafi przejść zdecydowanie do kontrofensywy, i faktycznie przedstawić czegoś tak „porażającego”, by rząd Tuska nie utrzymał się dłużej niż 24 godziny?

Cóż mógłbym tę polemikę ciągnąć jeszcze długo, ustosunkowywać się do wszystkich niefortunnych porównań użytych przez MF, ale po prostu nie mam na to czasu. Zresztą z pewnością okaże się, że jako ciemny oszołom z ciemnego Ciemnogrodu nie zrozumiałem światłych wywodów. Taki już nasz los – ciemnogrodzian. – oszołom z Ciemnogrodu kończy ze mną polemikę.

A ja się zastanawiam, dlaczego. Czyżby może brak jakichś racjonalnych kontrargumentów?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 zdrowotne i zdaję się że osiągnął cel ,a to dość liczne głosy ,a gdyby np kandydat na prezydenta RP  obiecał zniesienie Wiz do USA ? dla Polaków , co prawda to od kongresu USA zależy ale idzie załatwić te głosy w kongresie ,szkoda ,że para politycy od 20 lat nic z tym nie robią ?-rozumie za czasów ZSRR to było nie możliwe ale teraz jest UE i NATO a para politycy żywcem z epoki Bieruta . - niezła kasę pobierają i nic nie robią.. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#68082