Jugendamt odda dziecko Polakom?

Obrazek użytkownika Wojciech Pomorski
Świat

Niemcy / W sądzie w berlińskiej dzielnicy Tempelhof odbył się wczoraj proces ws. dziecka, które Jugendamt odebrał parze Polaków. Pracownicy Jugendamtu usiłowali przekonać sąd, że dziecko powinno pozostać u rodziny zastępczej. – Biegli psycholodzy sądowi stanęli jednak po stronie polskich rodziców – mówi „Codziennej” Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech.

Aleksandra Rybińska dla „Gazeta Polska Codziennie”

Przyczyną odebrania dziecka i przekazania go niemieckiej rodzinie zastępczej była utrata pracy i trudna sytuacja finansowa rodziców, za którą odpowiedzialny jest niemiecki pracodawca, który nie zapłacił im za pięć miesięcy pracy. Daniela M. i Leszek C. przyjechali ze Śląska do Niemiec za chlebem i gdy stracili pracę, a następnie mieszkanie, chcieli wrócić do Polski. Zanim udało się im jednak wyjechać, pracownicy Jugendamtu w asyście 15 policjantów odebrali im 30 maja sześciotygodniowego Wiktora. Brutalne postępowanie wobec rodziców (policjanci wykręcili Danieli M. ręce, gdy usiłowała bronić synka) tłumaczyli troską o dobro dziecka. Zrozpaczeni rodzice koczowali najpierw w samochodzie, zanim dzięki pomocy Pomorskiego znaleźli dach nad głową. O ironio – u Niemca, 50 km od Berlina. Tam oczekują na decyzję sądu.

Ostatni raz widzieli synka tydzień temu. Pod nadzorem pracowników Jugendamtu. Jak twierdzi Pomorski „Wiktor robił wrażenie apatycznego, miał duże sińce na głowie i odparzone nóżki”. Daniela M. i Leszek C. podejrzewają, że chłopiec otrzymał leki uspokajające. – Nie wrócimy do kraju bez naszego dziecka – mówią zrozpaczeni. W Polsce bezdomność im nie grozi, będą też mieli za co żyć. Wielu ludzi chce im pomoc – mówi Pomorski. Rodzice Wiktora zamierzają wrócić do Ustronia i zamieszkać tam u babci chłopca. Wczorajsza rozprawa, która ma zadecydować o dalszych losach dziecka, odbyła się w napiętej atmosferze i była zamknięta dla publiczności.

- Medialne zainteresowanie tą sprawą spowodowało, że pracownicy Jugendamtu, którzy argumentowali za pozostawieniem Wiktora u niemieckiej rodziny zastępczej, byli nieco zdezorientowani. Powietrze z nich uszło – podkreśla w rozmowie z „Codzienną” Uwe Kirchhoff, były pracownik Jugendamtu, który dziś działa w Polskim Stowarzyszeniu Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech – Dyskryminacja.de. Według niego argumentacja pracowników Jugendamtu opierała się w dużej mierze na przekonaniu, że dziecku będzie lepiej w Niemczech niż w Polsce. – Dało się wyczuć, że uważają, iż Polska to gorszy kraj, a Daniela M. i Leszek C. to gorsi rodzice od niemieckich – twierdzi Kirchhoff. I dodaje: „Na szczęście wygląda na to, ze dziecko stało się dla Jugendamtu niewygodne. To daje nadzieje, że uda się chłopca wyrwać z jego szponów. Decyzja sądu ma zapaść dziś o godz. 17.

Aleksandra Rybińska „Gazeta Polska Codziennie” 3.7.2013

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)

Komentarze

istnienia tej nie tylko kuriozalnej, ale i potwornej instytucji.

______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#369636