Czego się Jaś nie nauczy...

Obrazek użytkownika nlysik
Idee

Student = biedak - prawda stara jak studia, z nielicznymi wyjątkami aktualna do dziś. W naszym pięknym kraju przez Platformę władanym (no dobra, żarty na bok), od przyszłego roku akademickiego wchodzą opłaty za drugi kierunek studiów. Sprawa budząca kontrowersje, dużo o widmie odpłatności myślałem i wpadłem niedawno na całkiem prosty (wydaje mi się) pomysł. Ale by wszystko miało ręce i nogi, na początek garść statystyk.

Według danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wziętych bezpośrednio z portalu http://www.nauka.gov.pl : "Obecnie w Polsce funkcjonuje 470 uczelni, z czego 132 to uczelnie publiczne, a 338 to uczelnie niepubliczne. W uczelniach tych kształci się prawie 2 miliony studentów, co daje Polsce jeden z najwyższych na świecie wskaźników skolaryzacji oraz największą liczbę instytucji szkolnictwa wyższego w Europie. "

Mięsko, czyli tabelka:

Źródło: http://www.nauka.gov.pl/szkolnictwo-wyzsze/dane-statystyczne-o-szkolnict...

Źródło: http://www.nauka.gov.pl/szkolnictwo-wyzsze/dane-statystyczne-o-szkolnict...

Mówimy zatem o rzeszy prawie dwóch milionów ludzi. W szkołach publicznych dominują studia stacjonarne, które wybiera 70% studentów. W szkołach niepublicznych - studia niestacjonarne, wybierane przez prawie 83% studentów. Jest to oczywistość, skoro studia są płatne, pięć dni w tygodniu student przeznacza na pracę. W dodatku ogółem blisko 60% studentów (czyli prawie milion osób) studiuje niestacjonarnie.

Przy okazji warto też poruszyć kwestię cudzoziemców w strukturze naszych studentów. 2011/12 był rokiem akademickim, w którym, wg danych GUS w naszym kraju studiowało prawie 25 tysięcy cudzoziemców, w tym ponad 19 tys. z Europy. W tej grupie ponad 6 tys. to obywatele Ukrainy, a prawie 3 tys. - Białorusi. Najpopularniejsze wśród obcokrajowców były kierunki medyczne. Ktoś kiedyś powiedział, że wschód przyjeżdża do nas na 5 lat, by zdobyć zawód za polskie pieniądze i pracować na zachodzie za zachodnie.

Studenci sporo kosztują, a płacą mało podatków. W dodatku wraz z otrzymanymi dyplomami mają zwiększone oczekiwania odnośnie płacy i często zawodzą się sytuacją na rynku pracy. Powoduje to frustrację, całkiem uzasadnioną, bo przecież nie po to człowiek zawyża wskaźnik czytelnictwa wśród dorosłych Polaków, żeby potem pracować na etacie za 6zł za godzinę(często nawet poniżej 5zł/h!!!).

Pomysł ze studiami płatnymi jest w założeniu dobry, ale obecnie dowolny moment, w którym wejdzie w życie, będzie niesprawiedliwy. Dlaczego? Bo nie obejmie tych, którzy zdążyli gdzieś się załapać. Podobno ma to zmniejszyć obleganie kierunków.

Ja proponuję wersję pośrednią, moim zdaniem znacznie bardziej uzasadnioną. Szkoły wyższe (publiczne i niepubliczne) ustalają ceny prowadzonych przez siebie usług. Wolny rynek wyznacza średnią cenę za semestr. Państwo i ewentualnie samorządy, a także sponsorzy (czemu nie?) pokrywają koszty utrzymania uczelni. Absolwent szkoły średniej szuka kierunku, w którym chce się kształcić i zawiera umowę ze szkołą wyższą, w której zobowiązuje się kontynuować naukę (naturalnie zdając egzaminy i zaliczając semestry) aż do uzyskania tytułu inżyniera lub bakałarza.

Umowę zawiera się już na etapie składania podania o przyjęcie na studia (nie zapycha to rekrutacji w innych szkołach - zmniejsza walkę o miejsca). W wypadku decyzji studenta "och, jednak to nie mój kierunek" i rzucenia studiów, zostaje nałożona na niego kara wymieniona w umowie, jaką podpisywał, podczas procesu rekrutacji, np. spłaci koszt zajmowanego miejsca na studiach przez okres, w którym studiował.Absolwenci szkół średnich będą się dzięki temu bardziej zastanawiać nad wyborem swojego kierunku marzeń, a uczelnie ustabilizują finanse.

Sam zresztą pamiętam, jak na pierwszym roku miałem 160 klientów (a może i nawet więcej, dokładnie nie powiem), lecz w pierwszych miesiącach "odechciało się" kilkunastu z nich. Ciężki okres kolejnych lat studiowania zdziesiątkował szeregi. Do końca magisterskich "dociągnęło" raptem nieco ponad 70 osób. Piszę w oparciu o własne doświadczenia i proszę nie traktować tego tekstu jako jakieś wielkie wyzwanie dla ekonomistów, bo nie taki jest jego cel. Jest nim tylko zasygnalizowanie odmiennego spojrzenia, które być może ktoś ulepszy i wprowadzi w życie.

Jak zawsze zapraszam też do zaglądania na mój facebookowy fanpage, na którym agreguję newsy ze świata i kraju kilka razy dziennie. Jeśli podoba Ci się to co robię, daj temu wyraz i "polub" stronę poniżej. Dużo ciepłych słów i poleceń dostałem od czytelników Niepoprawnych w prywatnych wiadomościach i komentarzach, ale dobrej motywacji nigdy za wiele :). 

Ocena wpisu: 
Brak głosów