"Auschwitz The Game" na PC: już w sklepach za 99,90

Obrazek użytkownika Rybitzky
Historia

W grze wcielamy się w postać Adolfa Eichmanna, głównego wykonawcę Holocaustu. To pewne zaskoczenie. Początkowo deweloperzy informowali, iż w „ATG” będziemy grali Rudolfem Hoessem – komendantem obozu zagłady Auschwitz. Sama gra miał zaś mieć postać typowego sima. Jednakże twórcy z HistGames zdecydowali się podnieść poziom zarządzania. Dzięki temu nie kierujemy jednym obozem, ale całą ich siecią.

Zaczynamy w 1933 roku od składającego się ledwie z kilku baraków obozu w Dachau. W pierwszym etapie gracz zarządza więc tylko tym obozem. Ponieważ „ATG” nie posiada klasycznego tutoriala, więc rolę wprowadzenia pełni właśnie „Misja Dachau”. Od początku gracz wrzucony jest na głęboką wodę. Na szczęście interfejs jest bardzo czytelny i intuicyjny. Zastosowano w nim nowatorskie rozwiązanie – zakładki możemy uszeregować według naszych potrzeb. Osobiście polecam kolejność SS – Gestapo – Deutsche Reichsbahn, a potem pozostałe. Z nich korzystać będziemy najczęściej. Istotnym elementem gry jest też ekran badań technicznych. Nie od razu dysponuje się przecież komorami gazowymi.

„ATG” ma bardzo duże wymagania sprzętowe, lecz nic w tym dziwnego. Kolejno zakładane obozy są generowane w najdrobniejszych szczegółach. Jednorazowo na planszy może przebywać nawet 200 tysięcy więźniów – oraz strażnicy. Pieczołowicie przygotowany jest ekran główny, przedstawiający mapę Europy z zaznaczonymi obozami, trasami komunikacyjnymi oraz aktualną linią frontu. W początkowej fazie gry szczególne znaczenie mają jednak dla nas miasta – przy każdym podano liczbę ludności żydowskiej, którą należy zamknąć w gettach.

Ważną kwestią jest dobór kadr. W grze zawarto karty kilkuset oficerów SS, których możemy przydzielać do poszczególnych zadań. Charakterystyki poszczególnych postaci są różne – warto to brać pod uwagę i np. nie przydzielać Jurgena Stroopa do kierowania obozem. On nadaje się najlepiej do organizowania wywózek Żydów.

Deweloperzy z HistGames zapowiadali swoją produkcję już na poprzednich targach GamesCom, lecz najwyraźniej postanowili dopracować każdy szczegół. Warto było czekać. „Auschwitz The Game” zadowoli bowiem każdego fana strategii.

***

Oczywiście nikt na szczęście nie wpadł na pomysł, by tworzyć symulację Holocaustu. Jednak każdego roku ukazują się setki gier o II wojnie światowej, które tworzą złudny obraz tego konfliktu: bez Holocaustu, bez mordowania cywili, bez Katynia. Zamiast tego jest tylko szlachetna walka dzielnych niemieckich czołgistów lub szlachetnych czerwonoarmistów.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dobrze, że ten upiorny pomysł, to twoja satyryczna fantazja...

 

Ja się zatrzymałem na "Civilization" - tej oryginalnej, z 1991 roku.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#29595

W takim razie polecam Call of Duty 5. Tam pokazują prymitywizm i zbrodnie czerwonoarmiejców - w jakimś stopniu. Choć rzeczywiście nie jest to typowe w grach wojennych.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#29605

Mimo, że dużo czytałem na temat operacji Holocaust, to jednak pamięć o ohydzie tej gigantycznej zbrodni nie pozwoliłaby mi czerpać radości z wcielania się w role arcy-zbrodniarzy.

pzdr
Milton

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#29608

Milton, Ryba żartuje (na szczęście!), chodziło mu o to, że gry pokazują historię w wersji mocno ugładzonej, jak zresztą większość filmów...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#29610

Ale jak znam życie, to gdzieś, komuś w świecie przyjdzie pomysł na realizację tego koszmaru.
A swoją drogą to czytałem kiedyś instrukcję wykonania wyroku śmierci na jednym z zamachowców na Hitlera. Ponieważ kiedyś zajmowałem się pisaniem procedur, byłem dosłownie zszokowany jej precyzją. Ktoś zasiada sobie za biurkiem i projektuje sytuację od a do z.
pzdr
Milton

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#29612

Jest gorzej niz myslalem. Dotad Orwell i jego Wielki Brat byli protoplastami czegos co widzimy jedynie oczami wyobrazni.

Ostatnio jednak przypadkiem trafilem na slad ktorego tropy ida  w kierunku realizacji planu opisanego przez Orwella.

 Istnieja telefonie komorkowe oparte w jakiejs czesci o polaczenia samych telefonow komorkowych pomiedzy soba. To jest malejaca liczba sieci na swiecie i nie rozwija sie tej technmologii. Ale to o czym pisze sprawia wrazenie ze ktos chce oszacowac na ile mozliwe jest laczenie sie z danym telefonem komorkowym, ale bez wiedzy jego wlasciciela. W czym sedno? Ano w tym ze czesc telefonow jakie uzytkujemy na codzien ma opcje umozliwiajaca polaczenie sie z nimi bez wiedzy i zgody jego wlasciciela. A to oznacza ze mozliwe jest nawet uzyskanie dzwiekow jakie sa slyaszalne gdy uztykownik na przyklad rozmawia z kims bedac przekonanym ze telefon ma wylaczony. Oczywiscie nie zawsze jakosc bedzie zadowalajaca, ale Wielkie Ucho juz mysli o tym by chociaz podsluchac to i owo. Niemozliwe? Bylbym ostrozny w tym przypadku. Technologie sa dzis tak rozwiniete ze wlasciwie wszystko jest mozliwe. Potrzeba tylko deteminacji i odpowiednich pieniedzy. A z tymi ONI jakos nie maja problemow. Szybkie komputery moga dzis analizowac glos ludzki i wypowiadane slowa. Wcale nie jest trudno zbudowac system ktory bedzie wyszukiwal odpowiednio zaprojektowany zestaw slow, aby nastepnie zlokalizowac gdzie sie one pojawiaja. Potem to juz dziecinnie latwe. Delikwenci nawet nie wiedza ze slyszane jest kazde ich slowo nie mowiac juz o poruszaniu sie. Nie trudno sobie wyobrazic ze kupujemy telefon z wbudowanym GPS ktory wykorzystuje tenze do nadawania swojej pozycji. My myslimy ze mamy nowy telefon a tak naprawde zaplacilismy za osobistego "opiekuna" ktory o nas "zadba".

Orwell? naturalnie! I to jaiki!

Zycze spokojnych snow.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#83196