Sprawozdanie z Marszu Niepodległości

Obrazek użytkownika reign_77
Kraj

O godzinie 12:00 byłem w redakcji. Jak dowiedziałem się od kolegów, w okolicy jest ponad 30 tajniaków. Pośmiali się, że łatwo ich rozpoznać, choć osobiście tego nie wiedziałem. Wystarczył krótki instruktaż i nauczyłem się ich rozpoznawać. Rzeczywiście, nie jest to nic trudnego. Dowiedziałem się też, że obok nas znajduje się urządzenie nasłuchowe, przez które wszystkie komórki w promieniu kilkuset metrów działają jak mikrofon. Musieliśmy się więc odciąć od świata na jakiś czas i wyjąć baterie z telefonów.

Potem wyszedłem do centrum, gdzie byłem ok. 13:30. Dostałem informację, że widziano na ulicy Miodowej grupę dziwnie zachowujących się ludzi. No cóż.. Miodowa jest daleko, więc się nie przejąłem. Właściwie wszystko było ładnie i spokojnie. Przybywały kolejne grupy, odpalano race dodające naprawdę dobry klimat, wykrzykiwano nacjonalistyczne, patriotyczne i antykomunistyczne hasła.. Wszystko pięknie.

Ok. godziny 15:00 podeszła do mnie pani, a wraz z nią jej koleżanka, ok. 40 lat. I wtedy się zadziwiłem. ‚Pan jest z Nowego Ekranu? Bo tam dalej stoją takie chłopaki w niebieskich szalikach, jeden podszedł do nas i powiedział" jak stąd nie pójdziesz, to cię zaj****my, stara k***o!. O tacy"’, po czym pokazała mi na zdjęciu w cyfrówce z daleka wykonane zdjęcie. Przyjąłem i poinformowałem. Postanowiłem przejść się w tamtą stronę.. i zobaczyłem ich. Grupa ok. 10 osób, raczej młodych, stali tuż obok wielkiej biało czerwonej flagi. Czerwono niebieskie kominiarki, zawsze trzymający się blisko siebie, zwarci (zbyt zwarci jak dla mnie), definitywnie ukrywający twarz przed obiektywem. Gdy Marsz ruszył, znaleźli się na czele pochodu. Potem wzięli udział w burdzie, ale o tym za chwilę.

Dalej idąc, były tzw. ‚dziury’ w pochodzie, więc trochę osób przyspieszało tempa, niektórzy biegli. I oto na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Żurawią stała się niesamowita rzecz: Ktoś krzyknął i mnóstwo osób w kominiarkach zbiegło się w jedno miejsce. Zaczęła się awantura, a ja ledwo co zdążyłem włączyć nagrywanie. Nie chodzi o to, że jestem za wolny. Wiem, że brzmi to arogancko, ale potrafię działać szybko. Tutaj zaś wyglądało to w ten sposób, że wszyscy ‚kapturnicy’ zbiegli się w jedno miejsce w tym samym czasie. To nie mogło być spontaniczne! Zaraz poleciały kamienie, żółty słupek drogowy (które wylądował mniej, niż metr ode mnie). Policja zaczęła strzelać. Dopiero potem poinformowała, że zastosują środki przymusu bezpośredniego. Wg tego, co mówi kolega, na jego nagraniu widać, jak strzały wykonuje kilka policjantek.. w kierunku grupy kobiet z dziećmi! Wg innego kolegi, nagrane zostały rozkazy policji mówiące ‚uruchomić grupę białostocką’, po których rozróba się zaczęła.

Okazało się, że spora grupa osób ubranych w czarne i niebieskie dżinsy, mające kaptury i kominiarki to.. policja (sic!)! Nie żadna Antifa. Nie żadni kibole – policja! Udało mi się zrobić zdjęcia, które wkrótce się ukażą. Widać na nich zakapturzonych mężczyzn, ubranych prawie że jak nacjonalista, nawet emblematy Marszu mieli. Jest tylko jeden szczegół – lekko odsłonięta koszulka z fragmentem odblaskowego napisu ‚Policja’. Kolega podszedł do oficera policji i powiedział, żeby chociaż kaptury zdjęli. Ja zaś robiłem zdjęcia. Nie zasłaniali twarzy, więc to musieli być pracownicy służb państwowych.

Pojawiła się groźba. Groźba rozbicia marszu przez prowokatorów. Mała grupa Marszu (około 1,5 tys.) na przedzie została oddzielona solidnym kordonem policji od reszty dziesiątek tysięcy ludzi. Sytuacja trwała ok. godzinę. W między czasie postanowiłem skręcić w ul. Żurawią, gdzie również coś się działo. Co się okazało?

Pod jakimś budynkiem była grupa osób, ok. 300. Otoczeni byli przez kordon uzbrojonej policji. Gdy grupa próbowała wyjść, policja zaczynała pałować, strzelać w powietrze, i używać gazu. Jeden człowiek został wyciągnięty, gdyż gaz go oślepił. Grupa otoczonych zaczęła śpiewać Mazurka Dąbrowskiego, odpalono też dwie race. I wtedy sytuacja, która mnie szczególnie ruszyła – grupa sześciu policjantów podbiegła do grupy i zaczęła okładać pałami. Jeden z trzymających race został wyciągnięty z tłumu, spałowany, przeciągnięty po chodniku i zakuty. Nikt nie używał siły, nie było agresji. Policja nie udzieliła informacji, dlaczego są tam trzymani. Po pół godzinie w końcu zostali puszczeni i mogli dołączyć do reszty z czołówki marszu.

Jednak Marsz ciągle był rozdzielony. W końcu udało się – policja usunęła kordon i pozwoliła się Maszerującym połączyć. Przeszliśmy dalej. Po godzinie czekania..

Po drodze udało mi się sfotografować kilku tajniaków. Nie było już na szczęście (o ile mi wiadomo) żadnych dalszych ataków.

Refleksje? Po pierwsze, służby wysłane by rozbić Marsz. Jawne jak dla mnie wypowiedzenie wojny własnemu narodowi. Po drugie, splunięcie obywatelom na ich wartości i patriotyzm. Ale jest i trzecia – mimo dobrze zorganizowanej prowokacji – Patriotyzm przeszedł.

bloger jest dziennikarzem Nowego Ekranu

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Największym zwycięstwem jest to, że Marsz ruszył pomimo prowokacji zaraz na poczatku. To porazka całej michnikoidalnej III RP. I z tego należy się cieszyć.

Pozdrawiam

krzysztofjaw

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

krzysztofjaw

#305720