Thieboudienne

Obrazek użytkownika recma
KawiarNIA

Nadszedł ogórkowy sezon. Zewsząd widać reanimujące się corocznie zjawiska, nieodmiennie towarzyszące najgorętszym miesiącom w roku. Uległa tym wpływom również anty-systemowa część naszego społeczeństwa, tworząc budzące grozę wyznania. Wyznania, które powodują u mnie groźne, dla mnie, chęci dorównania w chamstwie, Niesiołowsko-palikoto-wojewódzko-figórkso podobnym osobnikom. Ponieważ jednak gram tu rolę zrównoważonego mohera, postanowiłem zająć się czymś, na czym się znam i co najważniejsze czuję, na kuchni.
Od razu wykreśliłem polską i europejską . Im bowiem dalej od naszych problemów tym lepiej.
Najdalej z punktu widzenia politycznego znajduje się Afryka.
No to jedziemy.

Thieboudienne czyli po prostu „ryż z rybą” .

Narodowa potrawa Senegalczyków. Coś jak nasz bigos.
I podobnie jak on, jego przygotowanie wymaga rytuału, a nie zwykłego mieszania wszystkiego co nam do głowy przyjdzie. Warto przypomnieć w tym miejscu, że w Afryce głód do dziś jest normą, a nie wyjątkiem i przygotowanie, oraz spożywanie posiłków nosi cechy sacrum.

Wracając.
Potrzebna nam będzie ryba. Z tym jest największy problem. Na atlantyckim wybrzeżu Afryki, poławiane są ryby w ogóle u nas nie znane. Jeśli do tego dodać ryby rzeczne problem jeszcze wzrasta. Ale skoro chińska kuchnia, bez chińskich produktów zagościła u nas na stałe, czemu nie zastosować tej metody i w tym wypadku? Granik wielki, to wzór. Ryba którą do swojej potrawy używają chętnie Senegalczycy. Na drugim biegunie możliwości znajdziemy łososia. Jak się wydaje najulubieńszy zamiennik wszystkich ryb. Jeśli znajdziesz czytelniku coś pośrodku, to już masz gwarantowany sukces kulinarny. W każdym bądź razie warto eksperymentować. Ciekawe było by użycie np. monkfisha ( żabnicy). Sam tego nie próbowałem, ale myślę że mogło by to być ciekawe.
Mamy więc rybkę pokrojoną w dzwonka w ilości kilograma na cztery osoby.
Będziemy teraz potrzebować nadzienia do niej.
Pęczek natki pietruszki. ( wystarczy ilość zmieszczona w garści)
3-4 ząbki czosnku
pół łyżki stołowej soli
pół łyżki stołowej chili ( potrawa w oryginale jest ostra, jeśli tego nie lubisz, dodaj dosłownie szczyptę chili )
To wszystko najlepiej utłuc w moździerzu z wydrążonego pnia drzewa :)
No cóż mało kto takie cudo posiada : )
Można to po prostu zmiksować, ale jeśli zależy ci na zbliżonym do oryginału smaku, lepiej zadaj sobie trud i utłucz to wszystko drewnianą łyżka na drewnianej desce.
Tą miksturą nadziej rybę nakłuwając każde dzwonko w dwóch miejscach.

Następnie:
Dwie pokrojone w kostkę cebule oraz pokrojony pęczek dymki zeszklij na arachidowym oleju ( oliwa z oliwek będzie również mile widziana), dodaj przecier pomidorowy i parę kropel „matki przypraw” jak Senegalczycy nazywają Maggi, smaż to do uzyskania brązowego koloru. Dla ułatwienia dodam że należy zatrzymać się pomiędzy kolorami włosów Dulce Marii a Damy z gronostajem :)
Dodaj szklankę wody i sól. Ugotuj rybę ( około 15 minut na bardzo małym ogniu, jeśli zaryzykujesz z żabnicą, radziłbym ją najpierw podsmażyć, a gotować krócej. Natomiast pod żadnym pozorem nie smaż łososia. Będzie suchy i zepsuje całą potrawę )

Teraz przygotuj warzywa.
Marchewka w ilości czterech normalnych ( nie nadzianych sterydami) sztuk
Pół kapusty wielkości piłki ręcznej.
A dalej to co lubisz.
Wskazane są, słodkie ziemniaki, pietruszka, seler, rzepa, bakłażan, cebula, cukinia. Na pewno musi się w mieszance znaleźć marchewka, cebula i kapusta.
Rybę z wywaru wyjmij i odstaw w ciepłe miejsce. A na to miejsce wrzuć wybrane i pokrojone w grube kawałki warzywa. Dodaj dwa liście laurowe i jeśli lubisz na ostro, ze dwie papryczki jalapeño, całe.

Gotuj je do miękkości.
Wyjmij teraz warzywa i razem z ugotowaną rybą trzymaj w cieple.
Dodaj około szklani wody, wsyp wypłukany i odcedzony ryż w ilości trzech szklanek i gotuj do miękkości, często mieszając.
Ryż po ugotowaniu powinien być raczej suchy, to ukłon wobec tradycji gotowania ryżu przez muzułmanów.
Teraz przygotuj płaskie talerze, im większej średnicy tym lepiej.
Usyp kopiec ryżu, ale tak by wyglądał jak po trzęsieniu ziemi. Dookoła ułóż ugotowane warzywa, a na środku rybę. Wilgotne warzywa i ryba dostarczą wystarczającą ilość sosu.

I Voilà

PS. Senegalczycy używają do swoich potraw bardzo dużo różnych przypraw, całkowicie u nas nieznanych. Ale jeśli nie boisz się ryzyka, a chcesz by potrawa jak najbardziej zbliżona była do oryginału, polecam suszoną rybę. Wystarczy ok 5 dkg ryby, moczonej uprzednio w roztworze soli, ususzyć na słońcu, chroniąc ją przed muchami. Podczas suszenia ryba nabierze ostro nieprzyjemnego zapachu. Tak ma być! Do potrawy używa się dosłownie szczyptę! Ja w każdym bądź razie byłem pozytywnie zaskoczony rezultatem.

I jeszcze film instruktażowy.
http://www.ifood.tv/recipe/senegalese-thiebou-dien

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pysznie to się...rysuje :-).
Tylko jedno dodam, abstrahując od ryby suszonej: ryby i inne owoce morza najlepiej jeść(i przyrządzać) tam, skąd widać wodę, gdzie je złowiono.

Pozdrawiam :-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#274420

Racja co do seafood. Szkoda że nie wszyscy mają taką szansę.
Również pozdrawiam :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#274437

Zawsze mamy suszone. I wędzone. I solone. ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#274438