Obrona granic RP - ale tylko na papierze

Obrazek użytkownika Janusz 40
Kraj

W rządowej odpowiedzi na zarzut JK dotyczący niskiego poziomu zdolności mobilizacyjnych naszej armii jest tylko pouczenie, że "aby robić takie porównania (z innymi krajami europejskimi) JK musiałby dysponować odpowiednimi danymi. W związku z naszym członkostwem w NATO dane dotyczące zdolności mobilizacyjnych są chronione. Nie są dostępne opinii publicznej". Tego typu odpowiedź, to po prostu wymigiwanie sie od odpowiedzi na zarzut w sytuacji, gdy gołym okiem widać całkowity brak działań w sferze szkolenia i tworzenia rezerw. Ustawa o powszechnym obowiązku ochrony nadal obowiązuje, ale jej wykonywanie nie może się sprowadzać do rejestracji i klasyfikacji potencjalnych poborowych. Projekt MON dotyczący okresowego przeszkolenia przedtem szkolonych żołnierzy rezerwy, to sprawa śmieszna, a i tak nie znajduje w tym rządzie poparcia.

Cóż, w Polsce rządzonej przez koalicje PO-PSL obowiązuje przesłanie premiera - "po co nam silna armia, przecież nikt nie dybie na nasze granice". Dziwna sprawa - WSZYSTKIE poważne i liczące się państwa na świecie posiadają silne armie - między innymi dlatego są poważne.

Dalej w rządowej odpowiedzi leją się truizmy o redukcji armii wynikającej z wycofywania przestarzałego uzbrojenia i ze zmiany geopolitycznej sytuacji Polski o euroatlantyckich gwarancjach bezpieczeństwa. Zmniejszenie armii nie jest tożsame ze zmniejszeniem potencjału bojowego. Głównym zadaniem armii jest obrona terytorium Polski, nie udział w misjach NATO (to tylko wyraz solidarności z sojusznikami), ale bezpieczeństwo kraju nie może opierać się jedynie na na własnym potencjale obronnym.

Co roku Polska przeznacza na obronność 1,95 % PKB.

Trudno szukać w tej lakonicznej "odpowiedzi" rządowej konkretów. Zobaczmy, co MON ma do powiedzenia w opublikowanej informacji dotyczącej planu modernizacji technicznej sił zbrojnych na lata 2013-2022. Najważniejszą sprawą jest program WISŁA - cześć i chwała - systemy antyrakietowe średniego zasięgu WISŁA i NAREW (krótkiego zasięgu); to wpisuje się w strategiczny projekt polskiej i ogólnonatowskiej tarczy antyrakietowej i w wymiarze finansowym jest droższy od kosztu zakupu F-16; jest niewątpliwie potrzebny. Niedola polega na tym, że na wyposażenie wojsk mógłby trafić najwcześniej w 2022 r. poza tym jądro systemów - rakiety, to oczywiście planowany import, który w przypadku rakiet US może wymagać nawet zgody Kongresu. A Iskandery - zdaje się w Obwodzie Królewieckim już są.

Pojawia sie pytanie - to co należy robić?. Odpowiedź brzmi - nie należało być skrajnym kunktatorem (PDT) w czasie, kiedy była możliwość instalacji części amerykańskiej tarczy w Polsce - wówczas Obama po dojściu do władzy nie mógłby nas zostawić bez niczego. Po słynnym i naiwnym resecie - należało wdrożyć szybko realizację własnej tarczy, czyli to, co robi się teraz, ale w zbyt ślimaczym tempie. Poza tym, niejasny jest związek naszej tarczy z projektem US planowanym na 2018 r. i w jakimś stopniu chroniącym Polskę.

Na moje pytanie - ambasador US odpowiedział, iż plan jest aktualny; wątpliwości są tej natury, iż horyzont czasowy wykracza poza II kadencję Obamy.

Program śmigłowcowy jest już spóźniony około 10 lat; wybór dostawcy tego bardzo pożądanego sprzętu przewidziany jest w połowie 2014 r.

Nasza Marynarka wojenna jest w tej chwili w stanie dosługiwania resursów, nawet natychmiastowe wdrożenie zakupów nowych okrętów nie wypełni rysującej się luki. Okres od zamówienia, do osiągnięcia zdolności bojowej, to w przypadku okrętów przynajmniej 8-10 lat; takiego czasu już nie mamy. W tym roku być może będzie rozpisany przetarg na okręty podwodne z terminem realizacji do 2030 r. W następnych kilku latach planuje się przeprowadzenie reanimacji kilku naszych wysłużonych okrętów. Trudno oprzeć sie napisaniu złośliwości - gdyby w takim tempie planował król Sobieski - w Wiedniu zwiedzalibyśmy meczety, a może i w Krakowie.

Plany MON byłyby uspokajające, gdyby były wcześniejsze o przynajmniej 5 lat i teraz mielibyśmy okres wdrażania. To co mamy, to papierowa obrona granic - przy najbardziej optymistycznej realizacji - może być zamieniona w rzeczywistą od 2030 roku.

Możemy liczyć oczywiście na obronę w ramach NATO, ale zarówno teoria, jak i doświadczenie uczy, że może ona być katastrofalnie dla nas spóźniona.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Co to za armia co mieści się na basenie narodowym,a żołnierzy obytych z prochem z Iraku i Afganistanu zwalnia się do cywila,a na ich miejsce bierze się żółtodziobów,i znów trzeba wydać miliony by ich czegoś nauczyć,ale poligon,nie zastąpi prawdziwego szlaku bojowego.

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#343398