Kolejny "Alfabet" - tym razem pióra Tomasza Sakiewicza

Obrazek użytkownika elig
Kraj

  W Traffic Club przy ul. Brackiej w Warszawie odbyła się promocja książki Tomasza Sakiewicza "Tomasz Sakiewicz - partyzant wolnego słowa". Wbrew pozorom nie jest to laurka na cześć naczelnego "Gazety Polskiej", lecz rodzaj "Alfabetu". Krótką relację z imprezy można znaleźć /TUTAJ/.

  W lutym 2013 napisałam dwie notki: "Dwa alfabety: Seawolfa I Toyaha" /TUTAJ/ oraz ""100 zabobonów", czyli jeszcze o "Alfabetach"" /TUTAJ/. Ten drugi tekst zakończyłam następująco:

  "Widać więc, że ta forma publicystyczna stała się naprawdę popularna. Znaleziono co najmniej osiem "Alfabetów": Bocheńskiego, Kisielewskiego, Wildsteina, Ziemkiewicza, Toyaha, Mazurka, Seawolfa, no i ten Urbana. Do Bocheńskiego, Kisielewskiego, Wildsteina, Ziemkiewicza , Toyaha i Seawolfa naprawdę warto zajrzeć.".

  Jak widać, do tej kolekcji doszedł jeszcze jeden, a mianowicie "Alfabet" Sakiewicza. Powstał on z okazji dwudziestolecia "Gazety Polskiej" i zawiera 70 haseł związanych zarówno z historią III RP, jak i samego pisma. Świetnym pomysłem było zilustrowanie 45 z nich okładkami archiwalnych numerów "Gazety Polskiej" z lat 1994-2012, dobranymi stosownie do treści hasła. Same te hasła są krótkimi esejami liczącymi na ogół 2-3 strony. Całość opatrzył wstępem red. Piotr Lisiewicz.

  Opowiedział w nim dwie zabawne historie. Jedną o tym, jak oficer służb specjalnych zostawił swój telefon komórkowy w zamrażalniku lodówki Sakiewicza, a w drugiej opisał, jak Sakiewicz spowodował aresztowanie ochroniarzy Lecha Wałęsy. Same hasła też pisane są z humorem. W tym dotyczącym dziejów "Gazety Polskiej" mamy taki fragment:

  "walne zgromadzenia skłóconych udziałowców ["GP"] odbywały się w otoczeniu policji i firm ochroniarskich - po jednej i po drugiej stronie drzwi stali ludzie przygotowani na bitwę. Na jedno z posiedzeń główny inwestor przyszedł z kilkudziesięcioma osiłkami. My mieliśmy swoich, policja starała się uspokoić całe towarzystwo.".

  A jak wyglądała impreza promocyjna? Zaczęła się o 18:15 od zagajenia Jana Pospieszalskiego, który wprowadził na salę Tomasza Sakiewicza i redaktorkę książki Katarzynę Pawlak. Chwilę przedtem rozdawano słoiki ze szczawiem konserwowym. Dostawali je ci, co kupili książkę w stoisku obok. Przez ponad półgodziny przed spotkaniem nadawano piosenki Leonarda Cohena, m.in. "Partyzanta".

  Potem Sakiewicz i pani Pawlak odsłaniali kulisy powstania książki. Red. Pawlak opowiedziała jak nagrywała wypowiedzi Sakiewicza na dyktafon w jego domu pełnym dzieci i kotów /a był tam też pies/. Sakiewicz odczytał fragmenty wstępu Lisiewicza.. Pozdrowił też swoje dwie nauczycielki obecne na sali, a także przedstawicieli redakcji dwóch konkurujących ze sobą prawicowych pism - "Sieci" i "Do rzeczy". Jan Pospieszalski z wdziękiem odgrywał rolę konferansjera.

  Sakiewicz omówił też pokrótce dzieje pisma opisując przeszkody stawiane przez władze. Mówił także o tragedii smoleńskiej, podkreślając fakt, że początkowo "GP" była osamotniona w swoim przeciwstawianiu się wersji oficjalnej tego wydarzenia. Obecnie sytuacja jest już inna.

  Po niecałej godzinie przyszła kolej na pytania z sali. Wielu słuchaczy /których było grubo ponad stu/ wygłaszało podziękowania dla Sakiewicza i "Gazety Polskiej". Jeden z panów narzekał, że za mało jest młodzieży. W odpowiedzi Sakiewicz stwierdził, że w Polsce mamy obecnie cztery pokolenia:

  jedno to ci, którzy budowali komunizm, związani najczęściej z SLD, drugie to pokolenie "Solidarności" - czytelnicy "Gazety Polskiej", trzecie to ludzie w wieku trzydziestu paru - czterdziestu paru lat ukształtowani przez "Gazetę Wyborczą". Czwarte wreszcie to najmłodsi - w wieku dwudziestu paru lat, występujący przeciw obecnej władzy, niezadowoleni ze sposobu w jaki się ich traktuje w III RP.

  Ja zapytałam o to czemu "Gazeta Polska" zwalcza narodowców, n.p. w dyskusji między Dawidem Wildsteinem i Samuelem Pereirą z "GPC", a Robertem Winnickim i Krzysztofem Bosakiem z Ruchu Narodowego. Sakiewicz odparł, że nie ma nic przeciw narodowcom, nie chce jednak by byli oni oszukiwani, n.p. przez tych z Nowego Ekranu. Przypomniał także, iż podczas Marszu Niepodległości narodowcy nie poszli pod pomnik Piłsudskiego. Uhonorowali tylko Dmowskiego.

  Mowa była też o Telewizji Republika. Czynna już jest jej strona internetowa /TUTAJ/. Próbna transmisja na żywo będzie 10 kwietnia w trzecią rocznicą tragedii smoleńskiej.

  Zabawne było wystąpienie kibica Polonii Warszawa. Który miał pretensje o to, że "GP" drukuje teksty Staruchowicza i broni go, a przecież kibice Legii biją kibiców Polonii. Sakiewicz odpowiedział, że autor nie musi być koniecznie aniołem, tylko powinien mieć coś do powiedzenia, a Staruchowicz był w istocie więźniem politycznym przeciw któremu fabrykowano zarzuty kryminalne. Podobne metody stosowano też przeciw redaktorom "Gazety Polskiej". Starano się zrobić z nich kryminalistów.

  Dyskusja zakończyła się o 19:50, a następnie Sakiewicz zaczął podpisywać książkę. Zakończę moją relację jego apelem:

  "- Proszę wszystkich dziennikarzy, którzy będą mieli do wyboru - napisać recenzję tej książki, albo spotkać się z ludźmi, którzy przyjdą do nich i poproszą o prawdę na temat tego, co się stało 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskim, aby wybrali to drugie. Myślę, że książka przeżyje bez tego. Natomiast niech dziennikarze napiszą, że 10 kwietnia trzeba być w Warszawie – dodał Tomasz Sakiewicz.".

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)