Czy krymscy Rosjanie wpadną z deszczu pod rynnę?

Obrazek użytkownika elig
Świat

   Rosjanie stanowią ok. 60% ludności Krymu.  Wielu z nich ucieszyło się z aneksji półwyspu przez Putina.  W czwartek, 27.03.2014, w portalu Wp.pl pokazano  /TUTAJ/ kolejkę po rosyjskie paszporty w Eupatorii. Stojący w niej Rosjanie mieli nadzieję na lepsze jutro pod berłem Rosji.  Czy słusznie?


  W piątek, 28.03.2014 w "Gazecie Polskiej Codziennie" ukazał się artykuł Olgi Alechno "Amerykański wywiad: Putin idzie na wojnę".  W jego końcowych fragmentach mogliśmy przeczytać:

  "Właśnie od wiosny br. w Rosji wchodzą w życie zmiany, które maja na celu zwiekszenie liczby poborowych (...) Niestawienie sie do komisji poborowych będzie rozpatrywane jako przestępstwo i karane pozbawieniem wolności na okres do dwóch lat (...) Jesienną mobilizacją mają zostać objęci również mieszkańcy okupowanego Krymu.  Planuje się, że młodzi ludzie z półwyspu będą wysyłani do służby w Czeczenii oraz w Dagestanie.".

  A jak było pod władzą Ukrainy?  Robert Cheda, były analityk Agencji wywiadu, tak o tym mówił /TUTAJ/:

  "armia ukraińska jest od ubiegło roku armią kontraktową z tym, że większość tych żołnierzy kontraktowych służy w jednostkach terytorialnych. Jednym słowem, kontraktowcy ze wschodu służą na wschodzie, z Krymu na Krymie itd. Dlatego oczywistym było, że część armii i zmilitaryzowanych służb ukraińskich, szczególnie straż graniczna, służba celna, jednostki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, to ludzie, którzy mają na Krymie rodziny, mają tam domy, budują swoje otoczenie i relacje. Ci ludzie na pewno nie zaczęliby strzelać do swoich sąsiadów.".

  Znalazło to potwierdzenie wczoraj /29.03/ w wypowiedzi wiceministra  obrony Ukrainy,  Leonida Polakowa, który stwierdził  /TUTAJ/, że jedna trzecia żołnierzy ukraińskich na Krymie przeszła na stronę Rosji, jedna trzecia chce opuścić armię i tylko jedna trzecia pragnie służyć Ukrainie.  To zresztą tłumaczy, dlaczego Ukraina nie była w stanie bronić Krymu przed inwazją.  Według gen. Polko siły ukraińskie na Krymie liczyły ok. 15 tys. żołnierzy, z czego walczyć chcialo i mogło, jak widać, co najwyżej 5 tys.

   Siły rosyjskie zaangażowane w konflikt to co najmniej 30 tys. żołnierzy.  Na stronę Rosji przeszli też liczni oficerowie m. in. kontradmirał Berezowski, który praktycznie poddał prawie całą ukraińską flotę.  Stąd ta "dziwna wojna".  Rząd Ukrainy nie miał kim bronić Krymu.  

  Wróćmy jednak do krymskich Rosjan.  Perspektywa przymusowego poboru do wojska i służby na Kaukazie z pewnością osłabi ich entuzjazm dla Putina.  Co więcej, na horyzoncie rysują się powazne kłopoty gospodarcze Rosji oraz upadek turystyki, z której żyje Krym.  Wczoraj też dowiedzieliśmy się  /TUTAJ/, iż zjazd krymskich Tatarów domaga się utworzenia tatarskiej autonomii.  Podejrzewam, że Putin dopiero za kilka miesięcy zacznie mieć prawdziwe kłopoty z Krymem.

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.5 (głosów:7)

Komentarze

wszyscy Rosjanie a w szcegolnosci ci najbogatsi ktorych fortuny przez to kurcza sie dnia na dzien i nie bardzo widza wyjscie z tego tunelu

gdyz rubla nikt im juzx na swiecie nie wymieni po takiej cenie jaka by oni widzieli,i tez nie sprzedadza swiuch inwestycji bo nikt juz nie inewstuje w Rosji.

Tylko wycowfanie sie z Ukrainy i zaplata odszkodowania moze podreperowac wizerunek kacapow

Nikt na swiecie juz wiecej nie uwierzy i nie zaufa Putinowi, jego otoczeniu i DUMIE .

Rosja to dlaej bolszewia, azjatycka mentalnosc choloty opartej na przemocy, zlodziejstwie i bandyctwie orza zyciua pasozytniczym.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-3
#421668

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika Kazek został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

z pewnego poralu

Przez osiem lat rządów Putina gospodarka rosyjska odnotowywała każdego roku wzrost, który zakumulował się do ponad 70%. W okresie tym inwestycje wzrosły o 125%, przemysł o 76%, a zakres biedy spadł o 50%. Przeciętne wynagrodzenie wzrosło z 80 dolarów do 640 dolarów miesięcznie, a klasa średnia zwiększyła swą liczebność z 8 milionów do 55 milionów.

[Czy jakiś rusofobiczny gównojad będzie miał odwagę porównać to z "rozwojem" Polski w tym samym okresie? - admin]

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4

Kazek

#421680

Tak samo piszesz teraz głupoty jak pisałeś o zamordowaniu Litwinienki.

 Konflikty zbrojne wywoływane przez Putina jakoś dziwnie zawsze miały miejsce kiedy dynamika PKB Rosji zachowywała się bardzo słabo. 

Poprzednie dwa konflikty zbrojne miały miejsce w okolicach recesji. Ostatnio dane makro wskazywały na dalsze pogorszenie. Dlaczego tak jest? Ceny ropy naftowej i gazu ziemnego. Rosji są potrzebne wysokie ceny tych surowców. Najłatwiej je utrzymać na wysokim poziomie wywołując konflikt zbrojny. 

Po wynalezieniu przez USA gazu łupkowego i ropy z łupków gospodarcza przyszłość Rosji wygląda dramatycznie. USA kończą budowę rurociągów do portów morskich. To umożliwi im eksport gazu za granicę. Drugie państwo które mocno rozwija ropę i gaz z łupków to Chiny. 

A jaką to inną gospodarkę ma Rosja. Żadną. Ludzie mogą obalić wąską grupę rządzących oligarchów o ile gospodarka będzie dalej spadać. Putin bał się pokazać brak reakcji na wydarzenia na Ukrainie, byłby to bowiem sygnał dla opozycji że rząd jest już słaby. 

Rosja ma gorszą sytuację demograficzną nawet od Polski. Populacja Rosjan spada z roku na rok.

Rosja jest cały czas relatywnie małym graczem gospodarczym w relacji do UE i USA. Rosja stanowi parę parę procent w imporcie/eksporcie UE. Rosja eksportuje głównie surowce. Cały eksport Rosji to około 25%PKB. Cały import Rosji to 15% PKB. Wymiana handlowa Rosja USA jest śladowa.

źródło: http://www.michalstopka.pl/przyczyny-i-skutki-konfliktu-rosja-ukraina-po...

Co do klasy średnie w Rosji hihi. W Rosji liczy się tylko Moskwa. Wszelkie przemiany zaczynają się i kończą właśnie w Moskwie. A skąd Kazek ma takie dane? Jak wygląda Twoja klasa średnia, podam przykład:

Po wielopasmowej trasie Pawieleckie Nabrzeże w Moskwie z ogromną prędkością sunie sportowy bentley otoczony dwoma terenowymi mercedesami. Wszyscy zjeżdżają im z drogi. Poza kierowcą nissana. Minikolumna niebezpiecznie wyprzedza upartego kierowcę, po czym zatrzymuje się z piskiem opon. Z mercedesów wyskakują potężni faceci, wyciągają z nissana wystraszonego człowieka i go biją. Robią to, co dzisiaj często się zdarza w Moskwie.

Moskiewska klasa średnia jest trudna do zdefiniowania, dopiero się kształtuje – mówi Olga Krysztanowska, socjolog z Rosyjskiej Akademii Nauk w Moskwie. – Wyrabiają się pewne cechy wspólne: poczucie odpowiedzialności za kraj, zapatrzenie w zachodnie wzorce konsumpcji, przy jednoczesnym odrzucaniu niektórych zachodnich wartości i przeświadczeniu o wyjątkowości Rosji. Wbrew pozorom kremlowskiej władzy i oświeconych nie dzieli ideowa przepaść. Ale Putin blokuje polityczne aspiracje kasy średniej. Nie wyobraża sobie, by pojawiła się nowa, liberalna i niezależnaod Kremla siła polityczna.

źródło: http://swiat.newsweek.pl/rosyjska-klasa-srednia-nowa-grupa-spoleczna-na-...

Jak to napisałeś :czy jakiś rusofobiczny gównojad będzie miał odwagę hihi. Czyli wywołujesz na uklepaną ziemię, nie wiem czy wiesz co mam na myśli, to polskie powiedzonko. Polska nie ma aspiracji mocarstwowej, trudno ją porównywać do Rosji. Ale mogę Ci zagwarantować jedno. Jak się odpieprzycie wreszcie od nas, co jest mało prawdopodobne, to szybko będziemy mogli zrobić takie porównanie. Mógłbym zrobić zakład, że Rosja by tą konkurencję przegrała, biorąc pod uwagę wzrost PKB oczywiście.

 Polak2013

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Polak nie pyta ilu jest wrogów, tylko gdzie oni są!

#421694

propagandy sukcesu.

Ale zawse ile bys razy pomnozyl 0 pezr proecnty to bedziesz mial dalej 0.

Jezeli kacap kupil se pare spodni a mial tylko jedna i to zjedzana prze zwszy to wzrost jego stopy zyciowej wzrosl o 100%- i to jest prawada.

Gospodarka Rosjioparta jest na eksporcie surowcow,a przemysl  prawie nie istnieje,  Rosja zajmuje sie sprzedaza paliw co swiadczy zo tym ze to jest kraj trzeciego swita tylko,a wzrost tej tu zatytuowanej gospodarki to jest tylko dzieki wzrostcie  cen paliw na swiecie i wiekszej ich sprzedazy, nie wspomne ze agentura kacapska w Polsce przyczynia sie do tego wzrostu bo placimy  za gaz jak za zborze i malo tego nie bierzemy  za tranzyt.Przemysl to 20% tylko i to glownie bron wszczegolnosci ciezka jak czolgi, transportery,i to co lata czasami,ale generalnie to badziewie na polu walki nie majace szansy z nowoczsesnym zachodnim sprzentem.TAK ZE JESZCZE RAZ 80%TO EKSPORT SUROWCOW.

W momencie kiedy Europa zakreci moskalski kurek z gazem czy ropa w ciagu roku Rosja bedzie warta co

Kongo.

Inwestycje sa tylko w wydobycie i transportu paliw i te 125% to wlasnie np.rura po dnie Baltyku.

W Polsce tez kiedys za PRLu zarabiano 50$ na miesiac teraz srednio ponad1000$ co nie swiadczy ze wtedy jak sie zarabialo 50$ zylo sie gorzej.

A z ta srednia to jest tak: ja jem szynke, a ty jesz suchy chleb, ale srednio te jemy dobra kanapke.

 

A z ta klasa srednia  w Rosji  to jakis smiech chyba.Kiedys klasa biedna  jadla jeden raz dziennie, teraz je dwa razy dziennie to mozna powiedziec ze maja dobrobyt i juz jest to klasa srednia.

Od niedawna tez w Rosji jedza tez salami, jednego dnia je jedna sla glodnych Rosjan,a drugiego dnia druga sala glodnych Rosjan.

Zta klasa srednia to jest wzgledne nie kazdego w Polsce co na samochod mozna zaliczyc do klasy sredniej

a w Polsce jest 23milionow aut na 38mln.mieszkancow ,w Rosji jest 40mln aut na 143mln.mieszkancow.to jesli przyjac tylko te kryterjum ze klasa srednia posiada auto to w Polsce by wynikalo ze grubo  ponad polowa jest klasa srednia zas w Rosji to tylko 4Omln,A nie jak tu Kazek pisze 55mln.Nie porownam tez badziweia jakie tam jezdzi ktore by nie przeszlo zadnego przegladu do polskich aut mimo ze polskie auta tez nie sa najnowsze.

Te moje podliczenie nie oddaje 100% obrazu kasy sredniej jednak jest w maire obrazowe i oparte na faktach.

Bo to co sie u nas podaje czy na swiecie za klase srednia to nie ma nic wspolnego z biedakami nazywanymi klasa srenia przez Kazeka.

"Ale czy jakis rusofilyczny szambonurek  bedzie mial odwage porownac standrat zycia przecietnego Polaka do przecietnego kacapa ze sreniej klasy"

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#421696

  Z jakiego portalu?  Poproszę o link.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

elig

#421725

  Czy słusznie?" Choroba wie, ale skoro 1) czują się Ruskimi, 2) Rosja ma ponad 2 krotnie wyzsze pkb na głowe niz Ukraina (a w niektórych ujęciach wyższe niż Polska) 3) skoro "napływ: pieniądza z Unii jest w dużym stopniu propagandowy i pozorny (bo jakoś absolutnie nie wywołał u nas boomu, wręcz wzrost gospodarczy przydechł - niby prawie wszędzie kryzys, no ale taki "wpływ" fiansów:) (gdyby istniał) powinien odwrócić tendencję w Polsce) - tak więc do Unii nie ma co się pchac, 4) skoro Ukraina moze stać się terenem walk i przesileń, a wtedy lepiej trzymać z tymi z którymi się bardziej, a nawet za bardzo licząna Zachodzie

to chyba byłoby dziwne, gdyby takiej nadziei nie mieli.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#421682

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika Kazek został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

“Na razie jednak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który rozpoczął sprawowanie kurateli nad ukraińskimi suwerenami, kazał podnieść o 50 procent ceny gazu dla odbiorców indywidualnych.

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3066

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3

Kazek

#421689

  Pierwsze 5 lat po wejściu do UE były dla nas korzystne.  Potem kryzys dał się nam we znaki.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

elig

#421726

Ogólnie rzecz biorąc - rzekomy deszcz unijnych pieniedzy nie stworzył raju. Widzimy też co się dzieje zwłaszcza na południu Unii. Stąd wynika - chyba uzasadnione przypuszczenie - że dla Ukrainy ewentualne stowarzyszenie, a potem wstąpienie do UE nie wygląda tak ponętnie, jak wyglądało to 10 lat temu czy w latach 90-ch.

Analiza zamieszczonego powyżej wykresu wskazuje wyraźnie, że:
–środki unijne nie były w latach 2004–2011 czynnikiem kształtującym w istotny sposób tempo wzrostu poszczególnych województw,
–znaczące preferencje, przyznane przy podziale środków unijnych województwom Polski
Wschodniej nie dały zakładanego przyspieszenia wzrostu gospodarczego tych regionów i nie
zapoczątkowały „doganiania” przez województwa wschodnie reszty kraju.
Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#421737

  Raju nie stworzyły, ale tempo wzrostu było przyzwoite.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

elig

#421778

Kryzys na Ukrainie uzewnętrznił prawdziwy obraz wszystkich aktorów biorących udział w tym dramacie. Na jaw wyszły rosyjski i amerykański imperializm, polska histeryczna rusofobia, europejskie kunktatorstwo, degrengolada polityki ukraińskiej i hipokryzja mediów.

 

Kiedy w listopadzie zeszłego roku doszło do pierwszych protestów na Majdanie, nikt się nie spodziewał, że spór między ukraińską władzą i opozycją stanie się epicentrum geopolitycznego konfliktu na tak wielką skalę. Cztery miesiące później w wewnętrzne teoretycznie sprawy Kijowa zaangażowani są najważniejsi globalni gracze, a Ukraina nie schodzi z czołówek gazet i telewizji po obu stronach również medialnego konfliktu. Z mało zrozumiałej i znaczącej potrawki interesującej jedynie dla politycznych smakoszy i znawców problematyki wschodniej ugotowano geopolityczny, gęsty gulasz czy też kapusnjak, w którym mieszają wszyscy wielcy tego świata. Ostentacyjne imperialne zachowanie rosyjskich wojsk na Krymie spowodowało powrót zimnowojennej retoryki, zero-jedynkowych strategii i nieprzemyślanych, emocjonalnych decyzji politycznych na najwyższych szczeblach. Nawet trzymające najdłużej nerwy na wodzy Berlin, Bruksela, Paryż i Londyn dały się w końcu wciągnąć w napędzaną przez USA, Polskę, jak i Rosję histerię mogącą w krótszej perspektywie skutkować eskalacją konfliktu. Długofalowo jednak „wojna” o Kijów może ustabilizować sytuację na świecie.

POMARAŃCZA W CZARNO-BIAŁEJ SKÓRCE

Najciekawsze w sprawie kryzysu na Ukrainie jest to, że praktycznie nikt z zaangażowanych w sprawy Kijowa i Krymu nie ma racji ani nie występuje z pozycji „moralnej wyższości” (jeśli dla kogoś ma to w ogóle jakiekolwiek znaczenie). Ukraińska druga pomarańczowa rewolucja nie jest czarno-biała. Nawet analiza dramatycznych wydarzeń na Majdanie, które stały się symboliczną „daniną ukraińskiej krwi przelanej za Europę”, nie jest wcale jednoznaczna. Walki na Majdanie nie były tylko starciem miłujących pokój obywateli, którzy pragnęli żyć w Unii Europejskiej, a postsowiecką, brutalną milicją na rozkazach władzy.

Majdan miał własną milicję, na czele której stał Andrij Parubij, założyciel Socjal-Nacjonalistycznej Partii Ukrainy, później przekształconej w Swobodę, w której skrajnie prawicowe poglądy ocierające się o faszyzm są głównym motorem napędowym. Złożona z prawie 5 tys. ochotników milicja Majdanu była nieźle wyszkolona i częściowo wyposażona w broń palną. Ofiary śmiertelne starć były również po stronie Berkutu. W sieci krążą materiały wideo, na których można zobaczyć brutalność protestujących. Od palenia samochodów, przez rzucanie kostką brukową, na wyłupywaniu oczu jednemu ze schwytanych milicjantów kończąc. 11 lutego przed swoim domem z broni myśliwskiej śmiertelnie postrzelony został sędzia Aleksandr Łobodenko, który skazał kilkunastu demonstrantów na areszty domowe. Milicja ukraińska zaś porywała i torturowała „majdanowców” oraz zdecydowała się na użycie snajperów, co doprowadziło do prawdziwej rzezi na ulicach. Brutalność i agresja były obecne niestety po obu stronach barykady.

Doniesienia o okrucieństwie demonstrantów z Majdanu wraz z rozwojem wydarzeń były jednak tonowane. Podobnie jak informacje i przestrogi o zwiększających swoje wpływy prawicowych ekstremistach. Jeszcze w grudniu zeszłego roku Seumas Milne, czołowy publicysta „Guardiana” zajmujący się sprawami zagranicznymi, pisał, że „wśród demonstrantów w Kijowie główną rolę odgrywają prawicowi ekstremiści i faszyści”. BBC w swoim flagowym publicystycznym programie Newsnight uderzała w ten sam ton. Dzisiaj zachodnie media praktycznie już o tym nie wspominają i to pomimo że w nowym, rewolucyjnym ukraińskim rządzie partia Swoboda, której przywódca został potępiony przez Parlament Europejski za „rasistowskie i antysemickie wystąpienia”, ma pięć stanowisk ministerialnych, w tym wicepremiera i prokuratora generalnego, a szef jeszcze bardziej ekstremalnej partii Prawy Sektor został zastępcą Sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Media bowiem, podobnie jak politycy, wpadły w zimnowojenny ton, polegający na przedstawianiu wydarzeń według jasno obranej strony. Najbardziej to widać na przykładzie Polski.

POLSKIE MISJONARSTWO, BRYTYJSKA HIPOKRYZJA

Patrząc na polskie media, wydaje się, że światu grozi III wojna światowa. Histeryczne tony zdominowały wszystkie środki przekazu i zjednoczyły partie polityczne. Za wroga „zagrażającego naszemu bezpieczeństwu” uznano najpierw Janukowycza, a potem Rosję. W pełni można było zauważyć triumfalny powrót polskiej polityki jagiellońskiej i retorykę z czasów I RP, kiedy Polska uroiła sobie, że pełni rolę „regionalnego imperium”. Rusofobia, jawnie uprawiana do tej pory jedynie przez polską prawicę, zagnieździła się w głównym nurcie i stała się kołem zamachowym polskiej polityki zagranicznej.

Naciski Ameryki i rozgorączkowanie polskich elit skruszyły w końcu pragmatyzm NATO oraz Unii Europejskiej, które przez dłuższy czas przedstawiały bardziej stonowane stanowisko. Możliwe, że kiedy emocje opadną i zniknie międzynarodowe napięcie, Bruksela zauważy, że ewentualne powierzenie Polsce prowadzenia polityki wschodniej Unii, polegającej głównie na antagonizowaniu Rosji, skończy się katastrofą. Unia, chcąc nie chcąc, wplątała się w konflikt – wciąż niemogących się pozbyć imperialistycznych zapędów potęg – Rosji i Stanów Zjednoczonych, stawiając, przynajmniej jeśli chodzi o retorykę, na te drugie. Kryzys na Ukrainie ujawnił jednak kunktatorstwo Europy i jej gospodarcze zależności od Rosji. Symboliczny pod tym względem jest dokument, który wyciekł z 10 Downing Street. Wielka Brytania, chociaż głośno potępia „działania Putina” i nie zgadza się na „naruszenie integralności granic Ukrainy”, to jednak za kulisami ma zamiar dbać głównie o interesy londyńskiego City.

Polityka Camerona zbieżna jest ze stanowiskiem UE, której 60 proc. finansowych instytucji funkcjonuje w Wielkiej Brytanii. Pragmatyzm czy wręcz cynizm Europy i jej polityczna impotencja na arenie międzynarodowej spotkały się z powszechnym oburzeniem na Ukrainie, w Polsce i w USA (słynne „fuck UE” wypowiedziane przez z-cę Sekretarza Stanu Victorię Nuland), ale nie zmienia to faktu, że – jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało – Europie Zachodniej umieranie za Krym się nie opłaca.

Ukraina jest biednym krajem zdominowanym przez korupcję, oligarchów, zdeprawowanych polityków, milicjantów, urzędników i deputowanych. Patologia goni tam patologię i ewentualne członkostwo Ukrainy w Unii jest polityczną bajką, w którą chyba nikt rozsądny tak naprawdę nie wierzy. Mimo to Bruksela gra w tę nierealną grę, gdyż nie ma wyjścia. Znalazła się w środku konfliktu, którego źródłem jest rozpad Związku Radzieckiego i stopniowe poszerzenie stref wpływu Ameryki w Europie Wschodniej.

GRA MOCARSTW

Kiedy większość komentatorów i publicystów zastanawia się, „w co gra Putin”, ciekawsze wydaje się pytanie: w co grają Amerykanie? Gdy upadł ZSRR, świat stał się politycznie jednobiegunowy. USA na arenie międzynarodowej utraciło równorzędnego oponenta, co skrupulatnie wykorzystało, wprowadzając Pax Americana i poszerzając swoje wpływy. Ekspansja NATO – organizacji jawnie antyrosyjskiej – musiała na Kremlu budzić prawdziwą polityczną trwogę. Zwłaszcza że członkami Sojuszu Północnoatlantyckiego zostało dziewięciu byłych członków Paktu Warszawskiego, w tym trzy byłe republiki radzieckie.

Militarna ekspansja Zachodu na rosyjskie strefy wpływów została zatrzymana dopiero w 2008 r. podczas wojny w Gruzji. Krótki, ale krwawy konflikt sygnalizował koniec jednobiegunowego świata i powrót Rosji do geopolitycznej gry. Biorąc pod uwagę polityczne tło, reakcja Rosji na wydarzenia w Kijowie nie powinna dziwić. Ukraina dla Rosji jest ważniejsza ze strategicznego punktu widzenia niż Gruzja. Naciski ze strony Waszyngtonu, skompromitowanego swoimi własnymi „interwencjami w obronie demokracji” w Iraku, Afganistanie, Libii oraz śmiercionośnymi nalotami bezzałogowych dronów w Pakistanie, Jemenie i Somalii, dla Moskwy muszą być groteską. Oligarchiczny, konserwatywny, nacjonalistyczny i antyliberalny rząd Putina nie ma na Zachodzie najlepszej prasy. I słusznie. Ale Rosja działająca jako przeciwwaga dla neokonserwatywnej międzynarodowej polityki USA to zupełnie inne kwestia. Tak jak dziś Waszyngton zatrzymał imperialistyczne zapędy Moskwy na Ukrainie, tak wcześniej Moskwa powstrzymała imperialistyczną politykę Waszyngtonu w sprawie Syrii. Paradoks gry wielkich mocarstw polega bowiem na tym, że wzajemne szachowanie najważniejszych graczy na politycznej mapie świata pozwala na spokojny sen wszystkim pozostałym.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#421693

Troche moze nie aktualny po ataku terrorystow na Ukraine bo za bardzo optymistyczny.

"Rząd rosyjski przygotowuje przepisy zachęcające firmy zagraniczne do budowy dróg w Rosji. Chodzi o uruchomienie mechanizmów umożliwiających zagranicznym inwestorom uczestniczenie w przetargach organizowanych przez państwo w zakresie budowy dróg.

Według planów rządowych w najbliższych latach w drogownictwo ma być zainwestowane prawie 500 mld rubli (16,6 mld USD). Część z tej kwoty ma pochodzić od prywatnych inwestorów zagranicznych. Koszty napraw istniejących dróg przekroczą 8,4 bln rubli (257 mld USD).

Dotychczas firmy zagraniczne niechętnie uczestniczyły w przetargach na budowę dróg w Rosji, głównie z powodu niskich zysków i wysokich podatków. Powodem braku zainteresowania była też tradycyjna rosyjska biurokracja, konieczność uzyskiwania wielkiej ilości różnych pozwoleń na budowę i przestarzałe ustawodawstwo rosyjskie. Większość zagranicznych przedsiębiorstw wolała uczestniczyć w projektach budowlanych jako podwykonawcy, byli wówczas odpowiedzialni tylko za poszczególne etapy budowy, a nie za całość. Najczęściej firmy zagraniczne opracowywały studia wykonalności projektów, nie będąc potem ich wykonawcami.

W Rosji oczekuje się, że przepisy proponowane przez prezydenta Putina w zakresie poprawy warunków realizacji inwestycji drogowych będą przyjęte do 1 grudnia 2012 r. wraz z rządowym programem rozwoju sieci drogowej, który przewiduje budowę do 2020 r.

120.000 km dróg oraz modernizację autostrad federalnych. Nowe drogi, budowane przez firmy zagraniczne i według najnowszych technologii, są w Rosji konieczne, ponieważ obecnie eksploatowana infrastruktura drogowa została zbudowane w latach 1960-1970 i nie wytrzymuje już dzisiejszego natężenia ruchu. Jak wynika z wielu sondaży, zły stan dróg jest jedną z głównych bolączek rosyjskiego społeczeństwa, zwłaszcza kierowców. Liczba samochodów w Rosji w ciągu ostatnich 10 lat podwoiła się, dziś jest ich 40 milionów.

Według Banku Światowego zły stan infrastruktury drogowej jest jedną z przeszkód wzrostu ekonomicznego Rosji. Tylko 30% dróg spełnia światowe wymagania pod względem jakości. Obecnie tempo przewozu ładunków w Rosji wynosi przeciętnie 280-300 km/dobę. Dla porównania w Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 1000 km/dobę. Natomiast zużycie paliwa w Rosji jest o 35-40% większe niż w krajach UE.

Planowane zmiany w przepisach dotyczących drogownictwa dotyczą przede wszystkim norm, które są przestarzałe i nie spełniają już współczesnych wymagań. Okres gwarancyjny dla nowo wybudowanych dróg w Rosji wynosi obecnie zaledwie 1-3 lata, a ma wzrosnąć do 7-10 lat, tak jak to jest w Stanach Zjednoczonych, krajach UE i Chinach. W najbliższych latach planuje się w Rosji znaczny wzrost inwestycji drogowych. W planach jest m. in. budowa Autostrady Uralskiej, łączącej Moskwę z Niżnym Nowogrodem, Kazaniem i Jekaterynburgiem. Planowane są także remonty ważnych tras na południu kraju: Drogi Kaspijskiej, Kaukaskiej i Dońskiej, a także dojazdów do portów morskich.

Dotychczas największą inwestycją wykonywaną z udziałem kapitału zagranicznego jest budowa płatnej 669-km autostrady Moskwa – Saint Petersburg, w której uczestniczy francuska firma VINCI Group. Ma ona 50% udziałów w rosyjskiej spółce Sewero-Zapadnaja Concessjonnaja Kompanija. W lecie 2010 r. budowę autostrady przerwały protesty ekologów, kiedy prace doszły do miejscowości Chimki, leżącej na skraju unikalnych lasów, w odległości 20 km na północ od Moskwy. Ówczesny prezydent Rosji D. Medwiediew wstrzymał budowę i nakazał przeprojektowanie trasy. Budowę wznowiono – już z udziałem VINCI Group - latem 2012 r., zakończenie przewidziane jest w 2018 r.

Rosyjscy komentatorzy sądzą, że inicjatywa prezydenta Putina przyśpieszy proces inwestycje drogowe i zachęci do udziału w nich inne firmy zachodnie. Dotychczas zainteresowanie budową dróg w Rosji wykazały jedynie firmy z Finlandii i Chin. Według dyrektora Departamentu Drogownictwa obwodu moskiewskiego Moskomstroyinvest, w proces budowy dróg w Rosji może włączyć się Bank Rozwoju Chin i szereg dużych przedsiębiorstw chińskich. Są one zainteresowane projektami drogowymi, zwłaszcza w rejonie Moskwy.

Rosyjskie Ministerstwo Transportu wierzy, że udział zagranicznych przedsiębiorstw będzie miał znaczny wpływ na poprawę jakości rosyjskiej infrastruktury drogowej i zmniejszy koszty inwestycyjne. Ocenia się, że budowa dróg w Rosji jest 2,6 raza droższa niż w Europie, 3 razy droższa niż w Stanach Zjednoczonych i 7 razy droższa niż w Chinach. Np. koszt budowy 160-km autostrady Krasnodar – Noworosyjsk nad Morzem Czarnym, budowanej w związku z Olimpiadą w Soczi w 2014 r., jest szacowany na 32 mln USD/km, budowa zachodniej obwodnicy St. Petersburga ma kosztować 180 mln USD/km, natomiast niektóre odcinki Czwartej Obwodnicy Drogowej wokół Moskwy mają kosztować 400 mln USD/km. Remonty dróg w Rosji według ekspertów z Banku Światowego kosztują 27.000–55.000 USD/km, to znaczy prawie 3 razy więcej niż w Finlandii, w której są takie same warunki klimatyczne jak w Rosji.

Dla wyeliminowania nadużyć przy przetargach planuje się, by przy kontraktach o wartości ponad 1 mld rubli przeprowadzić najpierw dyskusję publiczną na temat przetargu. Ponadto we wszystkich większych przetargach z udziałem firm państwowych i zagranicznych ma być przeprowadzona oficjalna ocena kosztów.

Mimo wysiłków rządu rosyjskiego, aby poprawić klimat przetargów na budowę dróg, mogą być problemy z udziałem w nich firm zagranicznych. Przyczyną jest przestarzała baza maszynowa Rosji, a także niska jakość materiałów budowlanych. Większość drogowych firm budowlanych jest niezadowolona z jakości materiałów bitumicznych. Problemem jest też zbyt wolne tempo budowy, znacznie niższe niż w USA i Chinach.
Większość rosyjskich analityków przyjęło z zadowoleniem nową inicjatywę legislacyjną rządu, wierzą, że dopuszczenie do rynku rosyjskiego firm zagranicznych - z ich kapitałem i doświadczeniem - wzmocni konkurencję i poprawi jakość pracy. Firmy zagraniczne wprowadzają nowe metody pracy i nowe materiały.

Roczne zapotrzebowanie w zakresie rozbudowy sieci dróg w Rosji wynosi 1000-1500 km. Obecnie powstaje zaledwie 200 km (w Chinach 20.000 km). W Rosji jest wciąż ponad 70.000 rejonów, które nie mają połączenia drogami utwardzonymi z resztą kraju. Plany rozwoju ekonomicznego Rosji do 2025 r. przewidują podwojenie długości dróg."
 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#421699

Naczelna narracja zachodnich mediów jest taka, że „ukraiński naród” wyzwolił się z okowów złego, skorumpowanego reżimu Janukowycza. Rola nacjonalistów w obaleniu jego rządu, wraz z ich obecnością w nowym rządzie, została zbagatelizowana, przy akompaniamencie zapewnień organizacji żydowskich oraz Żydów pisujących do New York Times’a, że twierdzenia Putina o wykluwającym się faszyzmie i antysemityzmie to tylko cyniczne sztuczki mające uzasadnić agresję Rosji.

Co stało się z konwencjonalnym straszakiem na białych ludzi w wydaniu Żydów/liberałów, jakim są nacjonaliści, w szczególności ci, którzy odegrali tak prominentną rolę w rewolucji na Majdanie?

Jako formę skorygowania tego wszystkiego, Los Angeles Times opublikował niezależną opinię liberalnego myśliciela, Roberta Englisha, dyrektora USC’s School of International Relations (można przeczytać tutaj). Główna teza profesora Englisha jest taka, że ze względu na prominentną rolę ukraińskich nacjonalistów w formowaniu nowych władz, etniczni ukraińscy Rosjanie mają uzasadnione powody do obaw.

Popularnym stało się zbywanie Putina jako pozbawionego kontaktu z rzeczywistością paranoika. Jednak jego potępienie „neofaszystowskich ekstremistów” wewnątrz ruchu, który obalił rząd ukraiński i zasila szeregi nowego rządu, jest warte uwagi. Wzmocnienie się skrajnych ukraińskich nacjonalistów jest nie mniejszym niebezpieczeństwem dla przyszłości kraju niż manewry Putina na Krymie. To wstrętni ludzie, wyznający odrażającą ideologię.

Weźmy na przykład partię „Swoboda”, która uzyskała pięć stanowisk w nowym rządzie, w tym zastępcę premiera, ministra obrony oraz prokuratora generalnego. Jej nawoływania do zniesienia autonomii, która chroni rosyjskie dziedzictwo na Krymie oraz jej lobbing mający na celu pogorszyć status języka rosyjskiego, są rażąco prowokacyjne dla milionów ukraińskich etnicznych Rosjan i niesamowicie głupie jako pierwsze kroki nowego rządu w podzielonym kraju.

Owe posunięcia, bardziej niż rosyjska propaganda, wzbudziły szeroki krymski niepokój…

Swoboda, Prawy Sektor i pozostałe skrajnie prawicowe organizacje na Ukrainie, to ugrupowania, których bandyckie młode legiony wciąż zabawiają się w sport ze swastyką, których liderzy publicznie wychwalali wiele aspektów nazizmu i którzy czczą nacjonalistycznego przywódcę z okresu drugiej wojny światowej, Stepana Bandera, którego oddziały okazjonalnie kolaborowały z Hitlerem i masakrowały tysiące Polaków oraz Żydów.

Lecz bardziej przerażającymi od wybielania historii w wydaniu tych partii, są ich plany wobec przyszłości. Otwarcie uznają, że język rosyjski nie powinien być nauczany w ukraińskich szkołach, że obywatelstwo przysługuje jedynie tym, którzy zdadzą egzaminy z kultury i języka ukraińskiego, że jedynie etniczni Ukraińcy powinni móc adoptować dzieci z domów dziecka oraz, że nowe paszporty muszą zawierać informację o pochodzeniu etnicznym właścicieli – czy będą to Ukraińcy, Polacy, Rosjanie, Żydzi, czy inni.

Znów widzimy tu toksyczną naturę dużej części europejskiego nacjonalizmu, o której Tom Sunić przypominał nam nieraz. Odruchy antyrosyjskie są szczególnie złym doradcą, biorąc pod uwagę obecność militarną znacznie potężniejszej Rosji tuż za drzwiami oraz pozycję rządu rosyjskiego, który ma dobre powody do tego, by nie akceptować takiego rozwoju wypadków, w którym Ukraina staje się częścią NATO i UE. Odziedziczona, ludobójcza przeszłość epoki sowieckiej pozostaje wciąż wyraźnie podkreślaną przez ukraińskich nacjonalistów – i powinna być, aczkolwiek Rosjanie polemizowaliby, że przecież etniczny pierwiastek rosyjskinie dominował w sowieckim rządzie podczas wczesnych etapów ludobójstwa oraz, że wraz z Ukraińcami, etniczni Rosjanie byli naczelnymi ofiarami panowania sowieckiego; co więcej, jak odnotowuje Andrew Joyce, ukraińscy nacjonaliści są świadomi historycznej opresji ekonomicznej ze strony Żydów oraz żydowskiej roli w ludobójstwie Ukraińców w latach 30.

Tym niemniej, racjonalny nacjonalizm ukraiński domagałby się etnicznego rozpadu zamiast założeń dominacji etnicznej nad obszarami, takimi jak zaludniony obecnie głównie przez Rosjan Krym; z pewnością nie chciałby stać się częścią Unii, której celem jest wymazanie z powierzchni ziemi wszystkich tożsamości narodowych.

Prof. English:

Czy tak trudno zrozumieć szok Rosjan, że naczelni przedstawiciele Stanów Zjednoczonych (jak senator John McCain, asystentka Sekretarza Stanu Victoria Nuland) flirtują z ekstremistami, których antysemityzm, ksenofobię, a nawet neonazizm zdemaskowały rozliczne grupy walczące ze zniesławieniem i na rzecz praw człowieka? Że kiedy rozdawali ciasteczka liderom protestów, to ich zwolennicy w tym samym czasie zajmowali się dystrybucją „Protokołów Mędrców Syjonu” na Majdanie Niepodległości? W tych niewielu przypadkach, kiedy rozpoznaje się zagrożenie tego typu ekstremizmem, zazwyczaj jest ono rozdmuchiwane słowami: „Tak, nowy rząd jest niedoskonały, ale umiarkowani politycy w końcu wezmą górę.”

Należy przypuszczać, że neokonsi tacy jak McCain i Nuland (a także generalnie elity Zachodu) postrzegają obecność ukraińskich nacjonalistów jako przezwyciężalny problem, biorąc pod uwagę ich neokonserwatywną nienawiść do wszelkich nacjonalizmów (poza żydowskim nacjonalizmem w Izraelu). Oczywiście, mogli się w tej kwestii przeliczyć i ugryźć więcej, niż są w stanie przeżuć. Israel Shamir opisuje wydarzenia na Ukrainie jako „brunatną rewolucję”, podczas której kraj został „przejęty przez koalicję ultra-nacjonalistów i (głównie żydowskich) oligarchów”, którzy wzbogacili się ogromnie na łupieniu Ukrainy: „Przez całe lata kraj rozrywany był przez oligarchów, którzy umieszczali swe zyski na kontach zachodnich banków, sprowadzając go na sam skraj otchłani.”

Owa koalicja nacjonalistów z wyzyskującymi, żydowskimi oligarchami jest niestabilna, mówiąc bardzo łagodnie. Profesor English błądzi pisząc tak, jakby nacjonaliści osiągnęli swoje cele, nigdy nie wspomniawszy o bardzo potężnych siłach, sprzysiężonych przeciw nim. Przez ponad sto lat, główny napór żydowskiego bogactwa i żydowskich wpływów wymierzony był przeciw większościowym nacjonalizmom (zobacz tutaj,passim) – stąd silne wsparcie Żydów dla Unii Europejskiej oraz sił imigracyjnych, a także etnicznej czystki Białego Człowieka w USA i na całym Zachodzie.

W ostatecznej analizie Ukraina nie będzie wyjątkiem. Przewiduję, że głównie żydowscy oligarchowie, wraz ze swymi zachodnimi sojusznikami zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby zmarginalizować nacjonalistów i scementować swoje relacje z Zachodem. Owe prozachodnie siły są w istocie bardzo potężną kombinacją.

Prof. English wspomina o konsekwencjach rozpadu republik sowieckich dla etnicznych Rosjan:

Jednak obawy Rosjan mają solidne podstawy. Od czasu upadku Związku Sowieckiego, miliony Rosjan bądź osób rosyjskojęzycznych zmierzyły się z utratą obywatelstwa na terytorium republik bałtyckich (gdzie żyli od pokoleń), wyrzucano ich z zakładów pracy w Azji Centralnej oraz doznali szczególnie jadowitej dyskryminacji w Gruzji (co było główną przyczyną wojny w 2008 roku, co Zachód w zasadzie zignorował).

Taki rozwój wypadków jest zły dla przesiedlanych Rosjan, jednak owe sprawy balansuje kreacja etnicznie homogenicznych państw na obszarach byłego Związku Sowieckiego i w innych częściach Europy. Jak już odnotowałem w innym miejscu,

Pzez ostatnie 150 lat, ogólny trend w Europie i w innych miejscach świata zmierza w kierunku tworzenia „etnopaństw”. Nie zakończył się on wraz z drugą wojną światową. W Europie wojna skutkowała wymuszonymi przesiedleniami ludności – głównie Niemców – na rzecz kreacji państw homogenicznych. Doprawdy, proces ten zrealizował się w ciągu dwóch pokoleń, tuż po zakończeniu działan wojennych.

Prof. Jerry Z. Muller pisze:

„W wyniku tego masowego procesu etnicznego rozdzielania, zrealizowano na szeroką skalę ideał etnonacjonalistyczny: w większości przypadków, każdy naród w Europie otrzymał własne państwo, a każde państwo składało się niemal wyłącznie z przedstawicieli jednej narodowości. Podczas Zimnej Wojny jedynymi wyjątkami była Czechosłowacja, Związek Sowiecki oraz Jugosławia. Jednak następujący po niej los, jaki podzieliły te kraje, jedynie potwierdził trwającą żywotność etnonacjonalizmu.”

Ten argument jest kluczowy. Chociaż ostatnie rozprzestrzenianie się imperium Unii Europejskiej zrodziło retorykę „post-narodową”, to de facto towarzyszyło mu zdumiewające powielenie etnopaństw, wyłonionych z dawnej Jugosławii i ZSRR – nie wspominając oczywiście o rozpadzie czechosłowackim.

To, co odbywa się na Ukrainie, jest dokładnie procesem rozpadu na etnicznie homogeniczne państwa, wspieranym przez rosyjskie wojsko i wyzwolonym przez agresywną interwencję zachodnich rządów i NGOs. Fakt, że rozprucie podłóg szwów etnicznych nie jest stanem pożądanym przez neokonsów i UE może, ostatecznie, stanowić dla Putina argument do użycia siły zbrojnej celem zabezpieczenia legalnych interesów Rosji.

Z punktu widzenia uniwersalnego, etnicznego nacjonalisty, jakim jestem, najlepszym rozwiązaniem byłby możliwy rozpad Ukrainy na obszar zdominowany przez Rosjan oraz ziemie, na których prym wiodą ukraińscy nacjonaliści. Można sobie tylko wyobrazić wściekłość neokonsów, gdyby tak się wydarzyło, przyprawioną oskarżeniami wobec administracji Obamy i zachodnich rządów o to, że nie reagowały dostatecznie agresywnie.

Jednak podział Ukrainy na tereny rosyjskie i ukraińskie naprawdę nie byłby czymś wyjątkowym – nie różniłby się od tego, co miało miejsce w Czechosłowacji i Jugosławii. Tym niemniej, zachodnie elity, którym zależy na uderzeniu w Rosję, postrzegają taki rozpad jako coś całkowicie nielegalnego.

Profesor English, jako konwencjonalny liberał, ostatecznie zaleca Stanom Zjednoczonym, by z całą mocą sprzeciwiły się nacjonalistom:

Dlaczego nie moglibyśmy złagodzić [rosyjskich] obaw, siłą zwalczając ukraińskich etno-nacjonalistów i wspierając prawa mniejszości, tak ważne dla stabilności ukraińskiej demokracji, którą staramy się promować? Biorąc pod uwagę naszą hipokryzję – nie łamać postanowień (poza tym o nierozszerzaniu NATO w kierunku wschodnim), nie najeżdżać obcych krajów pod fałszywym pretekstem (poza Irakiem), nie wspierać mniejszościowych ruchów secesyjnych (poza Kosowem) – dlaczego nie chcielibyśmy odnowić wiarygodność Stanów Zjednoczonych, w tej jednej, kluczowej sprawie, trzymając się zasad? W 2012 roku Parlament Europejski potępił rasizm, antysemityzm i ksenofobię „Swobody” jako „sprzeczne z fundamentalnymi wartościami i zasadami UE.” USA nie powinny się teraz wahać i uczynić dokładnie to samo. To nie tylko rzecz słuszna, to by także otworzyło drzwi do kompromisu z Rosją odnośnie tego niebezpiecznego kryzysu. Trwanie w milczeniu wysyła złe sygnały do ekstremistów po obu stronach.

Profesorowi należy pogratulować tej krótkiej wyliczanki dotyczącej zachodniej hipokryzji. Doprawdy, dlaczego wsparcie etnicznie homogenicznego Krymu, czy wschodniej Ukrainy miałoby się czymś różnić od wsparcia dla etnicznie [serbskiego – tłum.] homogenicznego Kosowa?

Jednak on nie ma się czym martwić. Oczywiście, że Ameryka nie chce zwycięstwa ukraińskich nacjonalistów i poruszy niebo i ziemię, by ich pokonać, nawet jeśli uzyskają kluczowe stanowiska w rządzie. Nie zmienia to faktu, że obecnie zachodnie elity komfortowo propagują fikcję, że rewolucja była piknikiem kochających wolność Ukraińców, którzy o niczym innym nie marzą, jak o akcesji do UE.

W ostatecznym rozrachunku, odwieczna kampania Zachodu na rzecz destabilizacji Ukrainy poprzez wspieranie prozachodnich elit jest skandalicznym pogwałceniem legalnych interesów rosyjskich. Putin nakreślił czerwoną linię i równie dobrze poszerzy ją na wschodnią część Ukrainy, co tylko podwyższy niebezpieczeństwo wszystkim stronom. Elity Zachodu mogą teraz winić za to tylko siebie.

Kevin MacDonald

Autor jest profesorem psychologii i pracownikiem California State University. Posiada doktorat z nauk bio-behawioralnych. Jest autorem wielu publikacji naukowych dotyczących perspektyw ewolucyjnych i kulturowych, psychologii rozwojowej i teorii osobowości. Największy rozgłos zyskała jego praca pt. „A people that shall dwell alone. Judaism as a group evolutionary strategy”, w której przedstawił i poparł argumentami tezę, iż judaizm jest nie tylko religią, ale konkretną strategią ewolucyjną, która służy narodowi żydowskiemu od tysiącleci. Prof. MacDonald jest redaktorem naczelnym internetowego biuletynu The Occidental Observer oraz należy do zarządu partii politycznej American Third Position. Współpracownik Nacjonalista.pl.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#421703