„Zły dotyk” Premiera Tuska.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Jest coś takiego w politykach Platformy, że zawsze muszą być pierwsi, by „przykleić” się do czyjegoś sukcesu.
To, że do sukcesu lgną jak muchy do Kupy Wojewódzkiego - jest skądinąd zrozumiałe, bo chyba każdy z sukcesem chciałby być chociaż kojarzony.
A że sukces jest cudzy?
Cóż pozostaje, jeśli nie ma się sukcesów własnych. Bo odrzucając wszelkie uprzedzenia – ile razy można się chwalić np. uruchomieniem warszawskiej oczyszczalni ścieków, czy ile razy można przecinać wstęgę na tym samym odcinku drogi? A jak wiemy nie można się pochwalić ilością zabudowanych przy drogach radarów, długiem państwowym, czy stopą bezrobocia, a zegarkami ministra Nowaka to wręcz nie wypada.

Może, zresztą nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby złożone przy okazji czyjegoś sukcesu gratulacje, uścisk ręki, pochwały, czy nawet wspólnie zjedzone śniadanie, nie powodowało dla tych, co odnosili sukcesy – jakby naznaczenia piętnem porażki.
Jeśli prześledzić tego typu sytuacje, chociażby te z Premierem Tuskiem w roli głównej, to aż włosy jeżą się na głowie. To tak, jakby gratulacje złożone przez premiera przynosiły pecha, jakby zjedzone z nim śniadanie wysysało z człowieka cały zapas szczęścia, jakby uścisk dłoni stanowił „zły dotyk”, a życzenia dalszych sukcesów zwiastowały początek klęski.
Kto ma ochotę, może sobie prześledzić, co się działo w Polsce przez te sześć lat rządów Platformy. Te powodzie i inne klęski żywiołowe, te wszystkie katastrofy, i te wszystkie odniesione w tym czasie przez polskie Państwo „sukcesy” i zdane egzaminy. Aż strach się bać.
To jest moim zdaniem materiał na grubą książkę. A ponieważ piszę krótką notkę – siłą rzeczy muszę się skupić tylko na kilku charakterystycznych przykładach.

Ot choćby taki przykład. Rafałowi Kaplerowi, byłemu szefowi Narodowego Centrum Sportu pogratulował Pan Premier wybudowanego Stadionu Narodowego. To było krótko przed Mistrzostwami Europy, w których nasi piłkarze próbowali dorównać poziomem drużynie Premiera, potem mieliśmy zamiast Stadionu Narodowego – narodowy basen. A teraz mamy problem, jak ten stadion utrzymać, żeby kraj nie zbankrutował. „Dotyk” Premiera jest tu tak silny, że nawet na występie Madonny Ministerstwo Sportu straciło około 5 000 000 zł.
Niby nie powinno się było tych pieniędzy na taki cel wydatkować, ale wydatkowano. Zapłaciliśmy znowu wszyscy, choć nie wszyscy tego występu chcieli.

Albo przyjrzyjmy się sprawie Aktualnego prezydenta Francji. Przed wyborami prezydenckimi, kiedy Hollande przyjechał do Polski z wizytą, Premier się z nim nie spotkał, nie uścisnął ręki, nie zaprosił na śniadanie, czy obiad. Niby niegrzecznie i niepolitycznie, ale skutkowało to tym, że Hollande wygrał wybory i został prezydentem. Po wygranych wyborach, Premier jednak Prezydentowi Hollande’owi pogratulował i ten zaczął rządzić tak, że poparcie dla jego rządów w ciągu roku spadło o prawie 40 % i aktualnie waha się w okolicy 24 %.
Dla porządku spieszę dodać, że Papieżowi Franciszkowi Premier też pogratulował i nic się złego nie stało. Ale bądźmy rozsądni. Nikt chyba nie wierzy w to, że fatum Premiera może działać za murami Watykanu.

Pamięta może ktoś sukces naszych siatkarzy w zeszłym roku? Wygrali w świetnym stylu Ligę Europejską i prawie przez wszystkich specjalistów byli typowani na głównych kandydatów do olimpijskiego złota.
I pech chciał, że Premier zaprosił ich na śniadanie, a na dodatek pogratulował im sukcesu i życzył sukcesów dalszych.
Ci, którzy interesują się sportem pamiętają pewnie występy naszych siatkarzy na olimpiadzie w Londynie. Dla pozostałych – tylko przypomnę, że nie było żadnego medalu. A tak mogło być pięknie.

To może jeszcze inny przykład – taki z ostatnich dni.
W pierwszym meczu półfinałowym europejskiej Ligi Mistrzów Robert Lewandowski strzelił Realowi Madryt aż cztery gole. Można powiedzieć, że był to sukces Lewandowskiego wprost niesamowity i że osiągnął on w tym meczu szczyt formy. Wymieniano jednym tchem najlepsze kluby europejskie, które chciałyby go mieć u siebie. Aż miło było popatrzeć i słuchać. A takie mecze w wykonaniu Lewandowskiego chciałoby się oglądać jak najczęściej, ale pojawił się problem.
Jak podają media – jeszcze tej samej nocy do Roberta Lewandowskiego zadzwonił z gratulacjami Premier Tusk.
Kogoś jeszcze dziwi, że od tego momentu Robert nie strzelił w czterech rozegranych przez Borussię Dortmund meczach ani jednej bramki, mimo tego, że w meczu z Bayernem Monachium egzekwował rzut karny?

Fakt, że Lewandowski też jest temu trochę winien – mógł przecież nie odbierać telefonu. Chociaż z drugiej strony – kto wie? Gratulacje Premiera były podobno też na Twitterze.
Sami widzicie, że nie jest dobrze. Może mógłby tu pomóc jakiś egzorcysta?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A na tego słuszniej by było Nienasz :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#357233

Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#357274