„Rozumna opozycja” – a cóż to takiego?

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

„Jesteśmy rozumną opozycją” – chwali się przewodniczący SLD Leszek Miller w wywiadzie udzielonym Rzeczpospolitej. Czy „rozumna”, to taka, jaką dla rządów PZPR były: ZSL i SD?
Komu po drodze z Millerem? – Jego wola. Ja wolę raczej przejść na drugą stronę ulicy i ruszyć w przeciwnym kierunku. Jest to bardziej rozsądne, uczciwsze i zdrowsze, pod warunkiem, że nie przechodzi się u nas po pasach.

Tak się dziwnie składa, że w ostatnim okresie czasu, media są dla Leszka Millera niesłychanie życzliwe. Wywiady, komentarze, wypowiedzi, recenzje. Bez najmniejszego zgrzytu, cienia zdziwienia, czy jednego niewygodnego pytania. Nikt nie wyrywa zdań z kontekstu, nikt nie dzieli jego wypowiedzi na pojedyncze słowa, by doszukiwać się w nich drugiego dna lub złych intencji. Generalnie w mediach o Leszku Millerze i jego partii mówi się - albo dobrze, albo wcale.

W telewizyjnych programach informacyjnych Leszek Miller obsadzany jest z reguły w roli komentatora działań rządu albo recenzenta działań i wypowiedzi PiS-owskiej opozycji. Wbija więc szpileczkę Platformie i dla równowagi - walnie młotem w PiS. Czasem pochwali premiera Tuska lub któregoś z jego ministrów, by po chwili odreagować chwilę słabości na PiS-ie i oskarżyć o nienawiść i głupotę Antoniego Macierewicza albo o zbrodnicze działania szefa tej partii Jarosława Kaczyńskiego. No cóż , ludzie pokroju Millera – jako rozumni na swój sposób – władzy PiS-u się lękają, więc albo mają antypisowskie „wzmożenie”, albo „moczenie nocne”.

Generalnie Leszek Miller ostatnio pokazywany jest przez media jako uczciwy i poważny polityk, co mnie zwykle tylko bawi, albo gra on rolę politycznego „recenzenta”, co z kolei coraz bardziej zaczyna mnie drażnić. Uznałem więc, że najwyższy już czas, aby zająć się tym ciekawym i nowym zjawiskiem na polskiej scenie medialnej. Bo za niedługo, nikt już pewnie nawet nie uwierzy, że to ten sam Leszek Miller, który był jednym z bohaterów tzw. „Afery Rywina”. Tej, która niecałe 10 lat temu pogrążyła jego rząd w niebycie, a formację polityczną, której szefował - rozczłonkowała i rozgoniła na cztery wiatry.

Wielu przeciwników PiS-u, popierających SLD, Platformę, czy jakieś inne „Ruchy” - zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu, że PiS tworząc w 2005 r. rząd, weszło w koalicję z Samoobroną. Myślę, że może warto w takim razie przypomnieć, że w 2007 roku, Leszek Miller próbował dostać się do Sejmu - startując właśnie z list Samoobrony. Ale, jakie znaczenie może mieć epizod z samoobroną, dla kogoś, kto od 1969 r. był działaczem PZPR, a pod koniec istnienia tej formacji nawet sekretarzem KC PZPR.

Dla każdego obserwatora sceny politycznej w Polsce jest chyba jasne, że, sytuacja polityczna stała się, dla kręgów „trzymających kasę”, niestabilna i nieprzewidywalna. Wyraźnie widać, że koalicja rządząca, czyli aktualni „strażnicy” ich interesów, wyraźnie osłabła i się zużyła. Atrapa „dobra”, „miłości” i „profesjonalizmu”, za którą chroniła się dotychczas Platforma, rozpada się na naszych oczach. Uznanie zachodu dla polskich władz - jest aktualnie tyle samo warte, co dla przysłowiowego lokaja „łaska pańska”. Dobre stosunki władzy z Rosją polegają zaś jedynie na tym, że na razie Rosji wystarczają przeprosiny prezydenta, premiera, ministra spraw zagranicznych oraz Pawła Grasia (te akurat po rosyjsku). I oczywiście, żeby lekcja wychowania utkwiła w głowach rządzących na dłużej – dodatkowo embargo na jakiś wybrany losowo, polski produkt, jako nie spełniający międzynarodowych kryteriów.

Dla każdego jest jasne, że aktualna koalicja nie potrafi już sama zagwarantować właściwej realizacji celu, dla którego została wyniesiona do władzy. Zwłaszcza, że PSL prawdopodobnie odegrało rolę „przystawki”, która wprawdzie nie została skonsumowana, ale dużo kosztuje i jako nieświeża nie nadaje się już do dalszego wykorzystania. Stąd pomysł zastąpienia PSL-u innym, mocniejszym filarem. Kto oglądał reklamę OFE, temu nie trzeba tłumaczyć, że filary, aby utrzymać konstrukcję muszą być dwa i że muszą być porównywalnej wielkości. Jak tę wymaganą wielkość filara przełożyć na wysokość poparcia dla SLD?

Wicemarszałek Sejmu z SLD, Jerzy Wenderlich zwierzył się „Onetowi”, że SLD posiada własne badanie opinii, z którego wynika, że partię popiera 18% badanych. Tak więc wiemy już, jakie poparcie musi mieć SLD, by mogło właściwie wypełnić w nowym Sejmie swoją rolę. W ostatnich sondażach partia osiąga wyniki na poziomie 8 do 10%, a w porywach nawet do 15%. Jak widać - trzeba jeszcze trochę czasu i odpowiednich działań mediów. Stąd takie tytuły w mediach, jak: „Bez SLD niemożliwa większość”, „...mocne SLD”, czy „To SLD wybierze sobie koalicjanta”. Pożyjemy – zobaczymy.

Przewodniczący SLD Leszek Miller, jako magister nauk politycznych po dobrej Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR i jako doświadczony praktyk – znakomicie nadaje się do wyznaczonego mu zadania. Zresztą, gdyby się nie nadawał, to by po niego nie sięgano.
Z przeprowadzonego wywiadu wynika, że po najbliższych wyborach - Leszek Miller w sprawie utworzenia rządu, gotowy jest rozmawiać z każdym, czyli w zasadzie z Platformą.
Z PSL-em, oraz z niewiadomo czyim już „Ruchem” – rozmowa nie ma sensu, chyba żeby był niezbędny trzeci filar, a któraś z tych formacji jakimś cudem weszła do Sejmu.
Z PiS-em (nawet, gdyby PiS chciał), nie da rady, bo na drodze do rozmów stoją trzy powody.
Przewodniczący SLD przedstawia je tak:
„Musielibyśmy uznać, że pod Smoleńskiem doszło do zamachu na prezydenta, a to teza, której nigdy nie przyjmiemy i będziemy ją zwalczać. Po drugie, musielibyśmy przyjąć założenia IV RP, a po trzecie - zapomnieć o grobie Barbary Blidy”.

Jeśli już mowa o „grobach”, to tylko chciałbym zasygnalizować, że w czasie, gdy Leszek Miller był premierem rządu – co roku notowano w Polsce (wg statystyk policji) średnio ok. 4900 przypadków samobójstw, które zakończyły się śmiercią.
Z kolei założenia IV RP, to dla mnie była to przede wszystkim walka z korupcją, rozwiązanie WSI, oraz zasada równości wobec prawa. Fakt, jeszcze ta „duszna” i „gęsta” atmosfera, w której ręka, która chciała dać, miała trudności, by się zetknąć z ręką, która akurat chciała wziąć.
Zgodzicie się więc pewnie ze mną, że rzeczywiście SLD nie może przyjąć założeń IV RP. I to jest bardzo dobra wiadomość, bo jeśli społeczeństwo nie chce, by do władzy wrócili byli działacze PZPR i ich środowisko, to musi zagłosować na PiS. Innego wyjścia nie ma.

A, co do Smoleńska – to ta wypowiedź ma jeszcze ciekawszy aspekt. Bo, wynika z niej, że bez względu na dowody i fakty w sprawie tragedii smoleńskiej – SLD nigdy nie uzna, że „pod Smoleńskiem doszło do zamachu na prezydenta”.
Dlaczego? - Bo jak twierdzi przewodniczący SLD - „to teza, której nigdy nie przyjmiemy i będziemy ją zwalczać”. Ateiści, a stworzyli sobie własną „religię” i od jej dogmatów nie odstąpią, a smoleńskich „heretyków” będą zwalczać.

I tak na koniec, skoro już piszę o człowieku, który jest chyba głównym motorem postawienia Jarosława Kaczyńskiego, przed Trybunałem Stanu. Dla przypomnienia jednym z zarzutów jest to, że premier Kaczyński zorganizował nieformalne spotkanie w kancelarii PRM, podczas którego miały być podejmowane decyzje dla prokuratorów i szefów jednostek organizacyjnych służb.
Czy ktoś pamięta jeszcze tzw. aferę Orlenu? Wikipedia pisze o niej m. in. tak:
„W 2004 roku Wiesław Kaczmarek ujawnił w wywiadzie dla Gazety Wyborczej opublikowanym 2 kwietnia, że rzeczywistym celem zatrzymania prezesa Orlenu była chęć jego odwołania i tym samym zablokowania wartego 14 mld dolarów kontraktu na dostawy ropy. Zdaniem Kaczmarka, który ujawniając kulisy zatrzymania Modrzejewskiego chciał oczyścić się z zarzutów o pozaprawne działania w czasie urzędowania na stanowisku ministra Skarbu, decyzję o zatrzymaniu podjęto w gabinecie premiera w trakcie nieformalnego spotkania, w którym obok Kaczmarka udział wzięli premier Leszek Miller, minister sprawiedliwości Barbara Piwnik i szef UOP Zbigniew Siemiątkowski.”

Myślę, że takie rzeczy warto sobie od czasu do czasu przypominać, aby jakiś polityk nie pomylił się nam teraz, ani w przyszłości - z kimś zupełnie innym.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Za czasów "młodości" Millera była tzw. konstruktywna opozycja, zatem ma przećwiczone z dwu stron.

A Smoleńsk? "Prawda już została ustalona, żadne fakty jej nie zmienią" powiedziała klasyczka ;)
Trzeba więc zwalczać wszelką herezję i każde naruszenie "prawdy".

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#391067

Zgadza się, tylko nadal mam wątpliwości, czy ta konstruktywna opozycja - była "rozumna"?
Pamiętam, że była też wtedy konstruktywna krytyka. Ale media wtedy partii też nie krytykowały.
Konstruktywna była wtedy, gdy jakiś działacz sam się skrytykował, albo, gdy partia krytykowała innych.
To były dziwne czasy, ale chyba wracają.
Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#391103