Przecena „Newsweeka” i „Wyborczej” – na żywo.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Mało teraz w Polsce zdarza się zaobserwować sytuacji, czy usłyszeć nowin, które potrafią rozweselić normalnego, szarego człowieka, lub sprawić mu zwykłą przyjemność. A zetknąć się z czymś pobudzającym do niczym nieskrępowanej wesołości i jeszcze powiązanym z tzw. mediami mętnego nurtu – to prawie niemożliwe. A jednak. Spotkało mnie to dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch dni. Na dodatek zupełnie niespodziewanie.
Pierwsza taka sytuacja przydarzyła mi się, gdy wieczorem dla zabicia czasu gapiłem się w ekran telewizora i zdarzył się wypadek. Przez pomyłkę trafiłem kciukiem w niewłaściwy przycisk pilota i odbiornik przełączył się na jakiś program. Na ekranie trwała ożywiona dyskusja, chociaż nikt z nikim nawet nie usiłował polemizować. Sens wypowiedzi można by ująć w kilku zdaniach: - każdy ma prawo nakręcić taki film, jaki chce, i czy w ogóle jakiś film można nazwać antypolskim? Czy coś takiego, jak film, może przynieść Polakom wstyd? Przecież to jest tylko sztuka i dobrze jeśli ona dotyka wstydliwych spraw z historii, bo to oczyszcza atmosferę społeczną i wypala nienawiść. A u nas jest w tym względzie strasznie niska kultura, przynajmniej części społeczeństwa, to jest „choroba”, „zmasowane chamstwo” i „inteligentna hołota”. Dyskutanci po kolei dodawali do tego kotła swoje przemyślenia.
„To jest manipulowane politycznie” rzucił jeden z dyskutantów, który najbardziej kojarzył mi się z dziadkiem filmowego Azji Tuchajbejowicza. Zacząłem się przysłuchiwać. Teraz mówił producent filmowy: - „Kręciłem ten film, a potem to wystrzeliło – nienawiść, rasizm...”.
„I antysemityzm” – dorzuciła ta sama osoba, co poprzednio.
Mimowolnie się uśmiechnąłem. Myśląc, że może to jednak jakiś skecz kabaretowy - zgłośniłem nieco telewizor. Na ekranie pojawił się jakiś napis, więc założyłem okulary i przeczytałem – „Tomasz Lis na Żywo”.
I tyle było tego uśmiechu, a na dodatek szukając okularów posiałem gdzieś pilota.
Ale w sumie nie żałuję. Bo najzabawniejsze dopiero miało nastąpić.
Dla porządku dodam, że w programie swoje obiektywne poglądy wymieniali doskonale wyselekcjonowani aktorzy „niepokorni”: - Wojciech Pszoniak, Daniel Olbrychski i Michał Żerbrowski oraz Dariusz Jabłoński - producent filmu „Pokłosie”. Myślę, że nie muszę dodawać już, wokół jakiego filmu toczyła się ta dyskusja. Konkluzja była jedna – film jest świetny i na pewno dobrze przysłuży się Polsce i Polakom. I że naprawdę trudno zrozumieć skąd takie ataki na twórców i aktorów.
Po chwili znowu zacząłem się uśmiechać. To rzeczywiście dobrzy aktorzy. I potrafią rozbawić. Ot choćby taki dialog:
Pszoniak – „ale myślę, nie trzeba na to zwracać uwagi”
Olbrychski – „nie, nie masz racji”
Pszoniak – „Daniel mówi nie, nie trzeba”
A Lis od czasu do czasu coś dorzucał „do pieca” – to o mowie nienawiści, to wyjaśniał, że Opania nie chciał zagrać roli Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bo jest przeciwny tezie, że był zamach itd. Momentami - z satysfakcji aż machał kitą. Zresztą może to był tylko krawat?
Każdy, kto choć raz zabłądził do programu Lisa, ten doskonale wie, że tam każdy dyskutowany temat musi dla równowagi zostać pokazany również od drugiej strony. Taki warsztat dziennikarski.
W tym przypadku drugą stroną okazał się film „krzywdzący nasze społeczeństwo i pogłębiający podziały”. Oczywiście chodziło o film Antoniego Krauze, film o tragedii smoleńskiej, film, którego jeszcze nie zaczęto nawet kręcić. Na film najbardziej oburzył się „Żyd grający Kmicica”.
Żeby mnie nikt nie posądził o antysemityzm – od razu wyjaśniam, że posłużyłem się tu określeniem zaczerpniętym z przedmiotowego programu. Olbrychskiego, jako aktora cenię i przyznaję, że bardzo mi się podobała jego gra w filmie „Pan Wołodyjowski” – szczególnie ta scena, w której go nabijano na pal. Otóż Olbrychski o planowanym filmie pana Krauze wyraził się tak:
„To byłby film antypolski. Wyrządziłby krzywdę naszemu społeczeństwu, które i tak jest skłócone. Zawrzałoby jeszcze bardziej. Stanie się tak, jeśli pan Antoni zrobi film, gdzie będzie artykułował, że był to zamach. I jeśli ktoś ten film obejrzy za granicą, no to ośmieszy nas przed całym światem”.
I zawrzało. I Lis i Pszoniak, zaczęli go przekonywać, że wszedł w buty tych złych, że zajął dokładnie takie stanowisko, jakie zajmują ci, co ich trapi choroba nienawiści.
Ale pan Daniel, tym razem w mniejszości - dzielnie walczył, choć grzązł coraz głębiej. Wyraźnie było widać po minie, że tym razem chyba nie zrozumiał dobrze swojej roli i naruszył scenariusz programu. Ale upierając się przy swoim zdaniu rzucił na szalę ostatni argument, stwierdzając, że gdyby np. miał w filmie o Katyniu zagrać niemieckiego oficera strzelającego w tył głowy polskim żołnierzom – to by odmówił. Bo to by było rozpowszechnianie kłamstwa...
A mimiką zagrał tak, jakby właśnie niechcąco ukrzyżował Lisa na okładce „Newsweeka”.
Poruszenie w studiu stało się jeszcze większe. Padały argumenty, że to sprawa osobista aktora, że postać należy oddzielić od roli itd., aż niespodziewanie panu Danielowi przyszedł w sukurs Michał Żebrowski. Wykazując się niebywałą w tym gronie odwagą stwierdził m. in., że:
„Gdyby mi zaproponowano w filmie Smoleńsk rolę Donalda Tuska, który robi zamach, to bym odmówił”.
Więcej nie widziałem, bo od śmiechu łzy zalały mi oczy, a zanim się pozbierałem - domownicy znaleźli pilota i przełączyli odbiornik na inny program.
Zresztą więcej nie było chyba sensu oglądać, bo co mu mogli odpowiedzieć? Ani zakrzyczeć, ani wyśmiać. Po prostu kołek osikowy w piersi, albo jak kto woli strzał w to, co redaktor Lis ponoć ma, a czego jego zdaniem nie mają dziennikarze prawicowi.
Taka drobna zagadka. Już wy dobrze wiecie, że nie chodzi o serce.
Do moich poglądów na życie oglądany fragment programu niczego nowego nie wniósł. Jednak zobaczyć skonsternowany „salon” – bezcenne. Podobno za resztę można zapłacić kartą.
Następnego dnia jeszcze w dobrym humorze wybrałem się na zakupy, zahaczając o salon prasowy, a tam czekała mnie następna miła niespodzianka.
Na ścianie nad półkami z wyłożoną prasą umieszczono trzy plakaty o następującej treści:
1. „Newsweek” – 25% taniej.
2. „Wyborcza” – 20% taniej.
3. „Rzeczpospolita” – 28% taniej.
A na dodatek wisienka: „„Uważam Rze” – teraz w cenie promocyjnej 2.90 zł”.
Z uśmiechem na ustach dziwowałem się temu przez dłuższy czas. Taka obniżka, chciałoby się powiedzieć – niebywała okazja, a nikt tego nie kupuje.
Zdarzyło mi się nie raz obserwować, jak „Wyborczą” dodawano gratis do biletu w kinie, czy wykładano do darmowego pobrania w jakiejś instytucji, lub firmie – najczęściej państwowej.
Ale pierwszy raz spotkałem się z jej oficjalną przeceną.
Czy to nie jest przyjemna rzecz – oglądać, jak chamstwo i zwyczajne kłamstwa się dewaluują?
I jak społeczeństwo wreszcie zaczyna mądrzeć? A sądząc po tej przecenie - już zmądrzało, tak na oko przynajmniej o jakieś 20%.

Ocena wpisu: 
1
Twoja ocena: Brak Średnio: 1 (1 głos)

Komentarze

 My jesteśmy tanie dranie ... Polecam posłuchać piosenki. Rozwesela

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#311940

Wartość tychże "periodyków" będzie spadać. W korelacji z materiałami do zabezpieczania podłóg podczas remontu. A już obecnie, podczas zmian koloru lakieru na autach, używane są bardziej przekonujące osłony szyb. Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Tylko ta myśl ma wartość, która przekona kogoś jeszcze

#311941

się ....  po "niepokornych". Skoro powstaje film, jakby żywcem robiony na zlecenie tzw. przedsiębiorstwa holo, wpisujący się w retorykę różnych adl-ów w zakresie antypolskiej propagandy, skoro  jest on masowo wspierany przez salon (mocno ukorzeniony etnicznie:)) w celach wywołania w nas błagalnej ekspiacji za "antysemityzm"- jaka jest reakcja na różnych "patriotycznych" i "prawicowych" blogach? Jak "prawicowcy" widzą twórców i akcję wspierania, wyglądającą jakby służyła propagandzie ADLowsko-żydowskiej? A to, że reżyser interesowny (nie tłumacząc, dlaczego robienie filmu schlebiającego określonej wizji "wiecznie pokrzywdzonych Żydów", jest korzystne finansowo - taka próba wyjaśniania, już trochę może pachnieć "antysemityzmem":)), a to że Ruscy dali na film, a to że antypolskie (ale w rozumieniu, że robione przez wynarodowionych Polaków, broń Boże tych na "ż"), a to że lewica - nie ma prawie żadnych rozważań, choćby przypuszczeń, o zaangażowaniu mniejszości żydowskiej czy Żydów w ogóle w "kampanię filmową", o żydowskim antypolonizmie (chyba występuje takie zjawisko?). Nic! Po prostu nie istnieją, kraj bez Żydów (jak zdaje się naucza nadredaktor Adam M.) No trochę to rozumiem, sam piszę asekuracyjnie - czyli działając nieco jak człowiek zniewolony, a nie wolny, ale bez przesady, niektóre rzeczy jeszcze wolno zauważyć. A jak wytłumaczyć skwapliwe "wyjaśnianie" Autora, że nie jest "antysemitą", z powodu niewinnego stwierdzenia? Nie pachnie to zniewoleniem?

A wracając do tematu - żenujące - moim skromnym zdaniem - było to niezauważanie na prawicowych portalach nacji na "ż"  w działaniach na rzecz filmu, a czepienie się przez "prawicowców" jak rzep psiego ogona, tego wsparcia przez "Rosjan".No tak, działania Rosjan, Ruskich, Rusków, Kacapów wolno zauważyć, ocenić negatywnie i wolno nawet wyrażać się o nich jako o nacji obraźliwie. Tych na "ż", z kolei, nie tylko nie wolno nazwać w sposób, który choć trochę mógłby zostać uznany za obraźliwy, ale strach w ogóle zauważać, że mają jakieś interesy, że działają, lepiej i łatwiej jest milczeć. No chyba, że chodzi o dostrzeżenie w pozytywnym kontekście, np. wtedy gdy chcą być zauważani i podziwiani, wtedy wolno, a nawet trzeba zauważać:)).

Nota bene owa firma z Rosji działająca w zakresie reklam, produkcji filmowej itp najpewniej jest po prostu żydowska, no bo jaka inna (w Polsce (jak i na świecie) już przed wojną brylowali różni Waszyńscy, Lejtesy, a po  stalinowskich czasach chyba jeszcze więcej - w Rosji raczej nie jest inaczej)? Poza tym wsparła to co popierają różne adl-y.

Reasumując, to jakim prawem mamy śmiać się z "niepokorności" innych, skoro sami -w temacie tej jednej nacji-jesteśmy pokorni?

PS. Niemniej stwierdzę, że opis programu "s(r)alonowych" dyskutantów - ciekawy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#311979

"A jak wytłumaczyć skwapliwe "wyjaśnianie" Autora, że nie jest "antysemitą", z powodu niewinnego stwierdzenia? Nie pachnie to zniewoleniem?"

Proszę jeszcze raz, tak na luzie przeczytać ten fragment notki:
Na film najbardziej oburzył się „Żyd grający Kmicica”.
Żeby mnie nikt nie posądził o antysemityzm – od razu wyjaśniam, że posłużyłem się tu określeniem zaczerpniętym z przedmiotowego programu. Olbrychskiego, jako aktora cenię i przyznaję, że bardzo mi się podobała jego gra w filmie „Pan Wołodyjowski” – szczególnie ta scena, w której go nabijano na pal.

Taki mam styl pisania. Czy to naprawdę trzeba tłumaczyć nieprzyjemnym zapachem zniewolenia? A antysemitą naprawdę nie jestem - tak przynajmniej uważam.
Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312030

występuje sytuacja niedostrzegania słonia w składzie porcelany?:) Takiego etnicznego słonia:). A jeśli tak jest, to czy to nie jest zniewolenie?

Podeprę się spostrzeżeniami bardziej prominentnych - niż moja skromna osoba - uczestników  publicznej wymiany myśli. Czy stwierdzenia Łysiaka i mniej znanego prof. Brody,  budzą jakieś refleksje czy żadnych? :)

Oba  teksty (fragmenty) sprzed kilku lat

Łysiak: "I tylko połowicznie zgadzam się z jego tezą, że "antysemityzm to choroba, która działa ogłupiająco" . Fakt, tak jest istotnie, a połowiczność prawdy polega tu na przemilczeniu rewersu tego medalu, czyli na drugim fakcie bezspornym: lizusowski filosemityzm również ogłupia, czasami dużo silniej, czego w III RP mamy mnóstwo przykładów, gdyż będąca akademią filosemityzmu michnikowszczyzna pracuje pełną parą już nieomal dwie dekady. "

Broda: "Gdy spojrzeć na dotychczasowy przebieg tzw. "dialogu polsko-żydowskiego", to trzeba stwierdzić, że nie ma chyba przykładu innej dyskusji, w której tak bardzo uciekano by od prawdy. Przykładu hipokryzji dostarczają sami uczestnicy dotychczasowego "dialogu". Jakże często się zdarza, że w dwustronnej wymianie zdań uczestniczy wyłącznie jedna strona, bo również w imieniu Polaków wypowiada się Polak pochodzenia żydowskiego, przy czym często jest to osoba, która przy innych okazjach demonstruje swą żydowskość jako główną identyfikację. W tej wczesnej "debacie" Tygodnika Powszechnego było to zjawisko nagminne i nikomu nie przyszło do głowy, by przy rozmowie na taki właśnie temat, uczciwie uściślić na samym początku z jakiej pozycji autor się wypowiada....

...Często przytacza się bardzo słuszne rozumowanie: "Przecież pochodzenie człowieka nie ma żadnego znaczenia, ważne jest, czy ludzie dobrze spełniają swoje zawody, funkcje, stanowiska". Tylko, że rozumowanie takie nie dotyczy sytuacji, z jaką mamy do czynienia. Wszystko zaczyna się od problemu, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy w oczywisty sposób niedobrze spełniają swoje funkcje. Rozumowanie idzie całkiem innym torem. Najpierw stwierdzamy, że Gazeta Wyborcza, czy Tygodnik Powszechny kłamie i manipuluje, a potem dopiero zastanawiamy się kim są ludzie, którzy to realizują. I nagle odkrywamy na podstawie całkowicie oficjalnych, publicznych przekazów, że w jakiś szczególny sposób w grupie tej dominują osoby pochodzenia żydowskiego. Możemy się zastanawiać jak to się stało, że przy tak nielicznej mniejszości, całkiem przypadkowo i fluktuacyjnie, właśnie w tak wrogich Polsce środowiskach, zebrała się grupa ludzi, których łączy żydowskie pochodzenie. Przy powszechności takich obserwacji, nie da się utrzymać złudzenia, że w grę wchodzi przypadkowość - zatem mamy do czynienia ze świadomym doborem, ze wszystkimi wypływającymi z tej konstatacji wnioskami. "

Pozdrawiam również

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312166

Odnosząc się do poprzedniego wpisu miałem obiekcje tylko do jego dwóch linijek. Tych zacytowanych.
Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312441

bardzo dziękuję. Tyle dobrych wiadomości na koniec dnia, aż żałuję, że to nie ja zaoszczędzę na nowych cennikach, ale co tam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#311982

Witaj przyjacielu

Dziękuję za powyższe: miałeś więcej siły ode mnie :) I mnie także - zdarzyło się natknąć na tą rozprawę "sfer", gdzieś w trakcie jej już trwania, a z poruszanej tematyki - poznałem temat... Tuzy naszej "kultury": Pszoniak (czyż nie on zagrał eksportowo - Dantona?), Olbrychski (także - Andrzej Kmicic, z którym bywa przez pamiętających kojarzony), Żebrowski w końcu (pan Tadeusz, także - Wiedźmin) - przez widok którego, siedzącego i z uśmiechniętą twarzą, pełną obrazu wiedzy wyższej
- zatrzymałem się na chwilę, wsłuchując w tą, kulturalną (ze względu na formę: prawie się nie przekrzykiwano!!!)rozprawę... Lisa pominę: tego wymuskanego debila nie było prawie słychać, widać - skupiłem się na chwilę na wypowidzi Pszoniaka i - wprawił mnie w zdumienie... To była nie - rola (zawsze ceniłem go jako wspaniałego kopistę myśli TWÓRCÓW dzieł przez niego interpretowanych), ale wytwór niego samego, Pszoniaka jako człowieka, gdzie musiał siebie określić nie rozwodząc się kwieciście nad rolą, którą odtwarzał, ale wypowiedzieć, zająć stanowisko w sprawie - życia... Zdumiałem się, bo wielokroć słyszałem argumentację bardziej logiczną i przystającą do rzeczywistości - z ust małych dzieci... Kolej na Olbrychskiego: podobny poziom intelektualny i jego w obliczu życia !!! Ze zdumieniem wsłuchiwałem się w te wypowiedzi, próbujące się przebić nierealną argumentacją, a wsłuchiwałem się nadal, ponieważ - nadal pokazywano chwilami zdegustowaną i uśmiechającą się twarz Żebrowskiego, który - chyba szykował się do jakiejś riposty: "poczekam na nią" - myślałem... Było przywołanie wydarzenia z szarżą "mieczem" na sztukę, autorstwa Olbrychskiego (a jakże - jego życiowe DZIEŁO, w którym to pokazał się mnie być - zwykłym wandalem), były siłowe zmagania gloryfikowania wyższością sztuki nad prawdą życiową - omawianego DZIEŁA... I wreszcie - Żebrowski: "mój dziadek..." - przytoczył, zacytował...
Poszarzało we mnie: ci kopiści, wypowiadający się publicznie na kontrowersyjny życiowo problem - nie przystają do rzeczywistości, nie myślą samodzielnie, a jeżeli przyjąć ich wypowiedzi za samodzielne, to - bredzą... Uznałem ten fragment obejrzanego programu za pouczający, dla mnie: zrozumiałem miałkość "salonu" który reprezentowali, jałowość myśli ukwieconej formą... Jak dziecko powiem: król (tu - salon) jest - nagi...

Powiało za to optymizmem od Twojej informacji w temacie spadku zainteresowania "odbiorców" myśli zawartych w tych publikatorach, których i tak, ze świadomego wyboru, po zapoznaniu się z zawieraną w nich bryndzą - nie czytam... I nawet socjalistyczne rozdawnictwo im nie pomoże: doświadczają twórcy tych publikatorów - chyba dojrzewającego do kapitalizmu społeczeństwa (Polaków), którzy coraz częściej wolą wydać pieniądze jednak na czysty papier toaletowy niż używać papieru, zabrudzonego chorym treścią drukiem z tych publikatorów, w swoich domowych miejscach oddaniwania się potrzebom fizjologicznym... Jestem cierpliwym człowiekiem: będę oczekiwał spokojniej do kolejnych przecen tych i im podobnych publikatorów, aż do informacji że - splajtowały :))))) I, jeżeli nie zmienią kursu - doczekam się, czego i Tobie życzę...

Krzysztof Kaznowski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof Kaznowski

#312013

Wypowiedź Żebrowskiego o dziadku to był rzeczywiście majstersztyk. Nie wiem - prawdziwa, czy zmyślona na potrzeby programu, jako podkreślająca swą wymową jego przekaz.
Jak jakaś maska zdjęta z twarzy aktora, odsłaniająca jego samego. Chyba prawdziwego, bo oprócz tych, wymienionych jego filmów - mamy także moim zdaniem nakręcony przez Rosjan na zlecenie polityczne film "Rok 1612".
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za życzenia. Oby spełniły się jak najszybciej. To było by miłe.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312081

Dla porządku i w celach inspiracyjnych też to obejrzałem. Moja wesołość była podobna a może i większa.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że wreszcie oficjalnie do antyplskiej nagonki przyznają się sami Żydzi... Pszoniak, olbrychski, Opania... Trzeba z tej strony oceniać "Pokołosie". To film inspirowany przez Żydów dla "przedsiębiorstwa Holocaust" i wpsujacy sie w międzynarodową ofensywę zwalania winy za tragedie wojenna Żydów na... Polaków. I trzeba o tym mówić jasno i jeszcze jaśniej wskazując właśnie, kto jest etnicznie polskim Żydem.

Dziwne jest to, że jeżeli my kogoś nazywamy Żydem to... jesteśmy antysemitami. Jeżeli zaś oni sami siebie tak nazywają to są... żydowskimi bohaterami... No cóż... antysemitą jest ten, którego Żydzi raczą uznać za takowego...

Sami siebie osmieszają...

Pozdrawiam
krzysztofjaw

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

krzysztofjaw

#312023

Ale to wyzywanie się od "Żydów"?
Aż czekałem na to, jak zareaguje redaktor Lis, kiedy Pszoniak mówiąc "on jest Żydem" wskaże również na niego. Myślę, że wtedy program jeszcze by zyskał na swojej wymowie.
Ale nie można od razu mieć wszystkiego. I tak było dość zabawnie.
Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312083

"pochodzę z rodziny o tradycjach patriotycznych"
Pszoniak – „ale myślę, nie trzeba na to zwracać uwagi”

Itd.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312031

kupując trzy "Wyborcze" czwartą dostaniesz gratis

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#312032