Czy ministrom opłaca się dobrze pracować?

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Szybki wybór Papieża Franciszka wydaje się mieć także polski kontekst. Czy wiecie, dlaczego tak szybko udało się tego wyboru dokonać? Podobno dlatego, że Kardynałowie nie chcieli, by tak istotne wydarzenie, jakim jest konklawe, było ciągłym tematem zastępczym dla prorządowych mediów w Polsce. Pewnie zauważyliście już wielokrotnie ciekawą zależność pomiędzy wydarzeniami w świecie i tym, co się wtedy dzieje u nas w kraju. Ilekroć ma miejsce jakieś wielkie, nieoczekiwane wydarzenie, które zawłaszcza przestrzeń medialną, to zawsze jest ono na rękę rządowi Platformy, a przeszkadza opozycji. Rządowi jest na rękę, bo przykrywa jego wpadki, niekompetencję i niewygodne dla partii rządzących afery. Pozwala także ukryć przed społeczeństwem działania, na skutek których społeczeństwo prędzej czy później ucierpi. Opozycji z kolei utrudnia działanie, bo nie może ona przebić się do opinii publicznej z żadnym przekazem – ani ze swoimi inicjatywami, ani choćby z rzeczową krytyką rządu. Ot taka dziwna złośliwość losu, czy jak kto woli – „piach w oczy”. Ale ta opisana powyżej zależność - ma dla nas wszystkich dość przykre następstwa. Bo mówiąc nieco przewrotnie - oto okazuje się, że rządowi w zasadzie nie opłaca się rządzić dobrze, mądrze i w naszym interesie. Gdyby działał profesjonalnie, w interesie Polski i polskiego narodu, to każde głośne zdarzenie w świecie przykrywałoby nie jego porażki, a sukcesy. Miło tak sobie pomarzyć, ale przyznacie chyba, że patrząc na to od tej strony, mamy tu do czynienia z ciekawym paradoksem. Tak mnie wzięło dzisiaj na filozoficzne przemyślenia. Zauważyliście, że ostatnio Premier i ministrowie jego rządu stali się jakby - niezwyczajnie skromni. Od czasu brukselskiego szczytu nikt nie chwali się swoimi sukcesami. Niewielu nawet okazuje zadowolenie z wyników swojej pracy. Wprawdzie minister Pracy i Polityki Socjalnej pochwalił się jakiś czas temu, przy okazji komentowania danych o stanie bezrobocia w Polsce na koniec lutego (tak dla przypomnienia, stopa bezrobocia wyniosła 14,4%) że „jest to najlepszy wynik w ostatnich pięciu latach”, ale to był taki wyjątek potwierdzający regułę. Tę regułę, że rząd rzeczywiście nie ma się czym pochwalić. Z drugiej strony – jaki minister, taki i powód do zadowolenia. Zastanawialiście się może, dlaczego ten rząd tak naprawdę nie ma się czym pochwalić? Zła wola, nieuczciwość, buta i prywata? Chyba odgrywają w tym dużą rolę. Brak profesjonalizmu i kompetencji? To na pewno. Zauważyliście pewnie, że w ostatnich latach zmieniło się u nas podejście do rządzenia. Kiedyś wprawdzie też na ministrów wybierano ludzi oddanych partii i zasłużonych, ale wybierano ich głównie z grona ludzi z doświadczeniem w zarządzaniu dużymi firmami, ludzi z autorytetem naukowym, czy ludzi znanych w swoich środowiskach. Od kiedy Platforma wprowadziła swoje standardy - stanowisko ministra to jakby tylko taki staż dla zasłużonych członków partii, przed docelowym miejscem zatrudnienia na ciepłej i świetnie opłacanej posadce. Czy w tej sytuacji może jeszcze dziwić, że taki minister miewa pomysły na poziomie przeciętnego stażysty przyuczającego się do wykonywania zawodu? Jak inaczej wytłumaczyć dokonania ministrów: Nowaka, Arłukowicza, Kudryckiej, Szumilas, Muchy, Zdrojewskiego, Budzanowskiego? I można by tak wymieniać po kolei chyba wszystkich ministrów dotychczasowych rządów PO i PSL. „Rząd zderzaków” – jak to określił Premier Tusk. I nie trudno też zauważyć, że charakteryzuje ich podobna logika i finezja w myśleniu i działaniu – zakładając oczywiście, że zderzak potrafi myśleć. Myślą i działają jakby pod presją, jakby byli sparaliżowani strachem, że zaraz coś ich skasuje, albo trafią w mur. Determinacji w działaniu nabierają jedynie na rozkaz, albo w chwilach, w których mogą uderzyć w miękkie ciało opozycji, lub się jej odzgrzytnąć. Obserwowaliście może ostatnią, szeroko zakrojoną akcję w ministerstwach, w sprawie odpowiedzi na zarzuty Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone w Sejmie podczas uzasadniania wniosku o odwołanie rządu? Premier Tusk zapowiedział, że odpowiedzą jego ministrowie - i po tygodniu odpowiedzieli. „Góra” miała odpowiedzieć grzmotem wulkanu, a kolejny raz „urodziła mysz”. Ale co może odpowiedzieć „stażysta”, jeśli „szef firmy” nie ma nic konkretnego do powiedzenia? Wiem, są jeszcze setki, jeśli nie tysiące specjalistów w ministerstwach, którzy mają wiedzę i dostęp do zestawień i tabelek. Ale jeśli „król jest nagi”, to choćby nie wiem jak głośno krzyczał na mrozie, że to wszystko kłamstwa – to i tak zamarznie mu nie tylko tyłek. Jest jeszcze jeden aspekt złej pracy ministrów. Myślę, że jest nim przekonanie, iż być dobrym ministrem i mieć sukcesy – to się po prostu w rządzie Donalda Tuska nie opłaca. To byłoby psucie „pijaru” innym ministrom i szefowi rządu, czyli działanie na swoją szkodę. Wiemy, że Premier nie toleruje wokół siebie osób „wyrywnych”. A poza tym, chyba każdy z ministrów wie też, że najszybciej można dorwać się do kasy, jeśli dobrze wypełni się zadanie „zderzaka”, staranuje przeciwnika, lub przyjmie na siebie impet natarcia i osłoni premiera. Wtedy od razu ma się zaliczony staż i widoki na to, „by żyło się lepiej”. Pamiętacie jeszcze ministra Grada, albo Arabskiego? Czy ministrom w rządzie opłaca się w ogóle pracować? Myślę, że nie. Jeśli np. w spółce PL2012 można otrzymać ponad 1 300 000 zł. tylko samej premii? Czy minister rządu powinien zarabiać wielokrotnie mniej niż prezes, czy dyrektor państwowej firmy? Nie zrozumcie mnie źle. Moim zdaniem – biorąc pod uwagę zaangażowanie ministrów w racjonalny zarząd narodowym dobrem i ich kompetencje, to i tak zarabiają za dużo. Ale podlegli im szefowie państwowych firm powinni zarabiać jeszcze mniej. Może wtedy opłacałoby się być profesjonalnym ministrem? Na razie bardziej opłaca się piastować stanowiska, lub być zatrudnionym raczej na uboczu - tam, gdzie są „konfitury” i nikt nie patrzy na ręce. Gdzie można sobie w spokoju, z daleka od wścibskich oczu naprawdę rządzić i otwierać słoik po słoiku. I jeszcze zaprosić swoich na „wyżerkę”. Ale jeśli w kraju szerzy się bezrobocie – dobra jest i „fucha” w ministerstwie. W końcu trzeba gdzieś ten kryzys przeczekać. Byle nie pęknąć. A po stażu to już „eldorado”.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

PONIEWAŻ SALON 24 BLOKUJE PUBLIKACJE MOICH POSTÓW ORAZ POSTÓW MOICH ZNAJOMYCH ZAPRASZAM NA PORTAL NOWY EKRAN.TAM ZNAJDZIECIE PAŃSTWO WSZYSTKIE MOJE ARTYKUŁY. OPUBLIKOWAŁAM JE Z WIZERUNKIEM NIEMIECKIEJ FLAGI.

GOSKA W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

GOSA

#343789

a ktore kobiety sie handluja?
Wanda niemca nie chciala i w Krakowie ma Kopiec!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#343805