„Brudne chwyty” popleczników Platformy.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

„Polskie Radio odmówiło emisji płatnych spotów reklamowych informujących o referendum, które zamówiła Warszawska Wspólnota Samorządowa”

– informację o tym zdarzeniu znalazłem m. in. na Onecie.
Władze PR tłumaczą się tym, że:
„Polskie Radio, jako nadawca centralny nie angażuje się w akcje o wymiarze lokalnym”.
Nie uważacie, że takie działania instytucji, w czasie sprawowania rządów przez Platformę, są symptomatyczne? Cokolwiek, co mogłoby zostać odczytane, jako nie sprzyjające tej partii i jej rządom, jest przez ludzi na posadkach traktowane, jako zaangażowanie się po przeciwnej stronie. Tu nie ma miejsca na obiektywizm, normalność, czy zdrowy rozsądek. Tu jest tylko samo cenzura, strach o stołki i lizanie tyłków. Tak bywa, gdy PiS próbuje wynająć od jakiejś instytucji na swoją debatę salę, tak jest, jak widać również wtedy, gdy samorządowa „demokracja” chce ogłosić mieszkańcom Warszawy, że jeszcze całkiem nie umarła.

Rzecznik prasowy radia ogłasza:
„Mogę zapewnić, że ta sprawa absolutnie nie ma żadnego związku z polityką”.
No przecież. Ciekawe tylko, dlaczego rzecznik ogłasza coś, co powinno być normą, ale skoro rzecznik może zapewnić „brak związku z polityką”, to myślę, że my z takim samym poczuciem prawdy możemy zapewnić go, iż mu wierzymy. Teraz chyba rzecznik i władze PR czują się znacznie lepiej.
Dobra robota – chłopaczki! Bo przecież chyba nie „panowie”.

Dziennik.pl donosi:
„Były premier o ekspercie Macierewicza: Nagi król chodzi w królewskich szatach”.
Ten „były premier” to Cimoszewicz. Kiedyś specjalista od nieubezpieczonych powodzian, teraz – jak widać, od oceniania ekspertów zespołu Macierewicza. Który to już kolejny „znawca” tematu?
O prof. Wiesławie Biniendzie były premier mówi w radiu ZET tak:
„Po pięciu minutach wiedziałem, że ten człowiek być może się zna na innych sprawach, ale na pewno nie na katastrofach lotniczych. Od paru lat ten facet, ten nagi król, chodzi w Polsce w szatach królewskich, monarszych. Przynajmniej dla dużej części społeczeństwa.”
Retoryka niebanalna i ciekawa – „nagi król w królewskich szatach”. Jak oni robili doktoraty? Czy samo szefowanie uczelnianej organizacji partyjnej było wystarczająca przesłanką, aby taki doktorat obronić?
Czytając taką wypowiedź, od razu przychodzi człowiekowi do głowy, że były premier zetknął się kiedyś nawet z baśniami Andersena, ale nie wszystko zrozumiał.
Mimo to, zastanawia mnie dlaczego plecie aż takie androny? Wydawałoby się, że to działanie bez sensu, bo wiadomo, iż Olbrychskiego i tak w tej materii nie przebije. A jeśli główne role zostały już obsadzone, to po co się pchać w jego sytuacji na statystę? Chyba, że były premier jest bez pracy i przymiera głodem? W takim razie rozumiem.
Choć, z drugiej strony, jeśli niczego mu nie brakuje, prócz spokojnego sumienia i „kwitów” –rozumiem, tym bardziej.

Na portalu dziennik.pl znalazłem i taki kwiatek:
„Dramatyczny obraz Warszawy w spocie PiS. "Kolejne brudne chwyty"”.
To artykuł o spocie PiS nawołującym do udziału w referendum. W spocie przedstawiono krytyczne wypowiedzi kilku warszawiaków, zaś pod koniec wypowiedź Hanny Gronkiewicz-Waltz:
„ Trudno mówić, że to są warszawiacy.”
Dziennik.pl pisze:
„Na spocie widnieje informacja że prezydent stolicy, mówi w ten sposób o warszawiakach, którzy poparli referendum. "Gazeta Wyborcza" pisze, że to wypowiedź wyrwana z kontekstu. Pochodzi z maja, kiedy to prezydent Warszawy gościła w programie Moniki Olejnik w TVN24. Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła wtedy, że referendum nie jest oddolną inicjatywą mieszkańców, ale polityków.”
Dlaczego dziennik.pl w tej akurat sprawie podpiera się GW? Bo ten fragment wypowiedzi umieszczony w swoim kontekście nie zmienia wcale wydźwięku całej wypowiedzi. Monika Olejnik w „Kropce nad i” zadając HGW pytanie, nie pytała o polityków. Pytanie brzmiało tak:
„Pani prezydent – Warszawiacy chcą pani powiedzieć „nie” i być może powiedzą „nie”, jeżeli dojdzie do referendum. A, że to, że drogie bilety autobusowe... „ itd.
HGW odpowiedziała zaś na to pytanie w taki sposób:
„Trudno mówić, że to są warszawiacy. Uważam, że próba podjęcia referendum na rok przed wyborami jest awanturą polityczną... Ja uważam, że kontrakt jest podpisywany na cztery lata między wyborcami, a tymi, którzy rządzą...”.
Skoro to „kontrakt”, to może w wypadku odwołania HGW z funkcji prezydenta, poda ona warszawiaków do sądu, za to, że nie wywiązali się z kontraktu. Tupet plemienia transformersów jest niesamowity. Na takie wielkie jaja nie pozwalają sobie nawet strusie.

I cóż tu można dodać? Chyba jeszcze tylko komentarz posła PO Marcina Kierwińskiego, który dla GW tak skomentował spot PiS-u:
„Kolejne brudne chwyty. Po raz kolejny PiS sięga po wyjęte z kontekstu zdania”.
Jak widać w świecie władzy - nic nowego. Po raz kolejny, kolejny poseł Platformy, robi to, co potrafi najlepiej - czyli stosuje „brudne chwyty” i obrzuca PiS błotem.

Ocena wpisu: 
Brak głosów