Ach ci niesforni urzędnicy!

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Z dziećmi nie jest lekko. Rodzic („A”, lub „B”) wydaje jakieś polecenie, a dziecko ma to gdzieś. Ani dać klapsa, ani nakrzyczeć, bo to niepedagogiczne i właściwie karalne. A Premier Tusk - z urzędnikami to ma jeszcze gorzej.

Narzekają, rozrabiają, obdzielają się pieniędzmi, a Premier musi z tym żyć. Na dodatek podważają rządowe dane o demografii. Nic bowiem nie wskazuje na to, żeby nawet za jakieś trzydzieści lat miało ich być mniej. I co on biedny właściwie może zrobić? Uciec z domu? Na przykład do Nigerii i tam się ukryć? Przecież wiadomo, że w końcu i tak agenci BOR go znajdą, i przywiozą z powrotem.
A w kraju ciągle to samo. Opozycja zamiast podziękować za trudną afrykańską misję będzie mieć pretensje. O wszystko. O śledztwo smoleńskie, o politykę zagraniczną, o kryzys. I co dziwne - nawet o to, że gdy 10 kwietnia br. ludzie manifestowali przed jego kancelarią, on dał dyla do Nigerii. Sytuacja się rozwija, a coraz mniej takich miejsc, gdzie można by się schować i przeczekać.
Na dodatek jeszcze problem z urzędnikami, czyli tzw. sferą budżetową. Premier, jak sam to obwieszczał – podjął decyzję o zamrożeniu podwyżek płac w sferze budżetowej, a tu okazuje się, że zamrażarka nie działa. Nie wiadomo - piąta urzędnicza kolumna, ktoś nie zrozumiał, czy może jakiś domorosły elektryk wyłączył przez przypadek prąd? W każdym razie, okazuje się, że nie zamroziło.

W sprawie tragedii smoleńskiej Premier już wie, gdzie zostały popełnione błędy i wie, co robić, by to naprawić. Po prostu trzeba ludzi inaczej oraz skuteczniej informować i przekonywać. Ludzie muszą wreszcie zrozumieć, że ani komisja MAK pod przewodnictwem pani generał Anodiny, ani komisja rządowa pod przewodnictwem Ministra rządu Platformy - Jerzego Millera, nie była polityczna. Więc absolutnie nie można wchodzić w dyskusję z członkami „politycznej” komisji parlamentarnej. Gdyby w komisji Macierewicza byli jeszcze chociaż apolityczni naukowcy tej rangi, co prof. Artymowicz, dr. Lasek, czy przynajmniej tacy obiektywni badacze i entuzjaści lotnictwa, jak Hypki, Lis albo Wroński? No, to może jeszcze.
W zaistniałym przypadku – taka dyskusja jest niecelowa, a więc zabroniona. Nie przyznają Laskowi racji i jeszcze gotowi go przekonywać do swoich teorii. Pokazywać wykresy, obliczenia, jakieś symulacje, czy niewiadomego pochodzenia dowody? No bądźmy szczerzy – przecież Premier wie, że nikt z komisji Millera tego nie zrozumie, a cóż dopiero dr. Lasek.
Zaś ludzie z zewnątrz mogą to pojąć i zasilić grono sceptyków teorii lansowanej przez członków komisji Millera. To tak jakby „przybijać kisiel do ściany” (to z Wrońskiego) albo „robienie zapasów w kisielu” (to z Laska). Ale pomysł, że komisja rządowa Millera nie była polityczna – wiele mówi o naukowej logice umysłu dr. Laska. Jest to moim zdaniem umysł nie tyle - niepospolicie ścisły, co raczej wyjątkowo ściśnięty.

To, że w polityce zagranicznej zacieśniamy współpracę z krajami Afryki to też prawie każdy jest w stanie zrozumieć. W końcu, przy rządach Premiera Tuska - to coraz bardziej jakby nasz poziom rozwoju gospodarczego. Premier dobrze się tam poczuł, został przyjęty w Nigerii na najwyższym szczeblu, tzn. na najwyższym stopniu podium. Nie w jakimś przedpokoju, ale na podwyższeniu, w pełnym słońcu - jak ktoś naprawdę ważny. Miałem takie dziwne wrażenie – jakbym oglądał kopię sceny z filmu „Król lew”. Nie wiem, jak Wy, ale mnie to przekonuje.

Kryzys zaś - jak to kryzys. To dopiero teraz odkryta pozostałość po poprzedniej ekipie rządowej. A kto ze zwolenników Platformy pamięta jeszcze, że poprzednia ekipa to była ekipa PO?
Sami więc widzicie, że nie ma sprawy.

Ale kwestia zamrożenia płac w budżetówce to rzeczywiście problem. Gdy ludzie krzywili się na udzielone przez władze prezesom spółki PL2012 premie w wysokości ponad 1300 000 zł, Premier uznał, że trzeba było nagrodzić, ale sympatyzował z oburzonymi. Dlaczego? – jak stwierdził: -
„Choćby z tego względu, że sam podjąłem decyzję wobec siebie, wobec ministrów, wobec całej strefy budżetowej o zamrożeniu płac w czasie kryzysu.”
Dzisiaj „Dziennik.pl” w artykule pt. „ Tusk zmarszczy brwi, kiedy ten dokument trafi na jego biurko”, podaje informację, że: „W czasie kryzysu urzędnicy zarabiają coraz więcej i bezkrytycznie oceniają swoją pracę. Ich pensje rosną, mimo że formalnie piąty rok z rzędu są zamrożone. Miało być taniej, a w 2012 r. płace w administracji wzrosły o 800 złotych. ... Nikt nie rezygnuje z nagród, które w samych ministerstwach są czterokrotnie wyższe niż wymagany limit. Co więcej, okazuje się, że padł kolejny rekord w wydawaniu budżetowych pieniędzy na bonusy. W 2012 r. wydano na nie o 14 mln zł więcej niż rok wcześniej. Łącznie to już suma blisko 600 mln zł.”
Z tekstu wynika, że „DGP” dotarł do dokumentu przygotowanego dla Premiera przez szefa służby cywilnej, który to dokument pokazuje aktualny stan administracji rządowej.
Mleko się rozlało.
Jak to teraz wytłumaczyć zwykłym ludziom, którzy muszą coraz bardziej zaciskać pasa, których zwalnia się z pracy, którym nie starcza na życie? Których Premier zapewniał, że podjął decyzję o zamrożeniu płac? Fakt - to, że podjął, to wcale nie znaczy, że decyzję wydał, ale ludzie tego nie zrozumieją. Znowu trzeba będzie coś wymyślić, aby to przykryć. I wdrożyć wewnętrzne śledztwo, aby wyjaśnić, jak to wyciekło.
A mnie mimo wszystko zadziwia działanie szefa służby cywilnej. Nie sądzicie, że „dał ciała”?
Przecież, jeśli przygotowanie tego dokumentu, to był jego pomysł – dostanie po głowie za „wyrywność”. A jeśli dostał polecenie od Premiera?
Szef służby cywilnej powinien chyba wiedzieć, jakie dane ma zawierać dokument przygotowany na potrzeby Premiera Tuska, by go nie denerwować.

A tak przy okazji, jak już się zgadało o Premierze, to nie wiem, czy pisałem już, że ostatnio trafiłem na ciekawy egzemplarz komputera. Jak napiszę „Tusk”, to on podkreśla mi na czerwono i podpowiada, że miało być „Tuk”. Nie znam się za bardzo na komputerach, ale - czy komputer może być zaprogramowany jako „niepoprawny”?

Brak głosów