Popiełuszko - mój nieodżałowany i wspaniały druh z dzieciństwa

Obrazek użytkownika Roland von Bagratuni Budapeszt
Świat

Ściskam i całuję kol.red. Wojciecha Wencela za tą krytykę filmu, który opublikował w Gazecie Polskiek, a który chciałbym obejrzeć, ale boję się, że razem z innymi polskimi filmami - nigdy tu nie dotrze! I nie tylko tu! W latach siedemdziesiątych mimo bluźnierstw attaché prasowych Ambasady PRL w Budapeszcie, tłumnie wysyłanych do Wydziału Prasowego KC PZPR, MSZ PRL i w trzeciej kopii do węgierskiej bezpieki, że "nie jestem dziennikarzem - jestem oszustem"! (sic! - kocioł przygadał garnkowi!), odgrzebanych w Urzędzie Historycznym (Történelmi Hivatal) przechowujących akta (niestety tylko!) węgierskie bezpieki - byłem budapeszteńskim korespondentem "Filmu", "Ekranu", "Kina", "Filmowego Serwisu Prasowego", "Tygodnika Kulturalnego" itd. Dzięki moim apolitycznym korespondencjom: reportażami ze zdjęć, wywiadami z twórcami, krytykami poszczególnych filmów itd - Jancsó i inni zaczęli podbijać polskich widzów kinowych i telewizyjnych. To samo robiłem w przeciwnym kierunku: w bolszewickim brukowcu "Esti Hírlap", półopozycyjnej "Magyar Nemzet" i innych gazetach i tygodnikach węgierskich propagowałem twórczość najwspanialszych reżyserów polskich (oraz polskiej literatury pięknej) z podziwianym przeze mnie do dzisiaj Andrzejem Wajdą na czele. Wprowadziło to na Węgrzech kult Wajdy, Ormianina Kawalerowicza, Ormianina Pendereckiego, Zanussiego i wielu-wielu innych (przepraszam, że z braku miejsca nie wymieniam wszystkich!!!) Oczywiście ani jedna, ani druga komuna NIE PODZIĘKOWAŁA MNIE tego!

Film o Popiełuszce chciałbym zobaczyć i byłbym wdzięczny, gdyby ktoś podarował mnie dyskietkę CD z tym filmem! Z góry Serdeczne Bóg Zapłać! - z mojej skromnej, zaledwie ponad 100 eurowej (dzięki polskiemu ZUS i Urzędowi d/s Kombatantów i Powtórnego Represjonowania) nie stać! Nasza rodzina po mieczu tradycyjnie była w przyjaźni z każdorazowym Prymasem Polski. Tak było również z ks.ks. Augustem kardynałem Hlondem i Stefanem kardynałem Wyszyńskim, których osobistym sekretarzem i spowiednikiem był O.Salezjanin, późniejszy arcybiskup-metropolita poznański Dr.Antoni Baraniak. Kiedy przypadkowo poznał mnie (mieszkałem wtedy w Poznaniu) i ze zdumieniem skontatował, że oprócz węgierskiego, znam biegle łacinę i starogrecki, aż w pięciu językach bezbłędnie zmawiam Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Wierzę w Boga - uczynił mnie swoim ministrantem a potem pierwszym ministrantem-lektorem! Dzięki temu prawie na pamięć nauczyłem się przypowieści i lekcje m.inn. z Nowego Testamentu, a w śad za tym również Stary Testament!

W nagrodę mogłem poznać Jego znamienitych dwóch przyjaciół, z którymi przeważnie w Poznaniu, w wąskim gronie obchodzili swoje imieniny. Był to Stefan kardynał Wyszyński i Karol kardynał Wojtyła. Przez długie lata korespondowałem z Nimi, odwiedzałem ich przy każdej okazji przebywając w Polsce. Również w nagrodę mogłem wyjeżdać na różne spotkania ministrantów. Podczas takiego spotkania w Częstochowie "potknąłem się" o niepozornego, ale bardzo sympatycznego chłopaka z "zabitej deskami wsi" w białostockim! Był to Jurek Popiełuszko, który stale dumnie podkreślał: "chcę zostać księdzem", na co ja odpalałem: "a ja zostanę ormiańskim księdzem"! Jurek pojęcia nie miał o tym, dlaczego akurat "ormiańskim" i "z czym to się je", więc godzinami tłumaczyłem jemu smutne dzieje zniewolonych Ormian i ich emigrację, zasługi dla chrześcijaństwa (pierwszym królem, który ochrzcił się jeszcze za czasów Jezusa był ormiański panujący Edessy-Urfy Abgar, który uratował Mandylion, przechowywany obecnie w Mediolanie!). Staliśmy się dozgonnymi przyjaciółmi, chociaż moja nagła ucieczka na Węgry wprowadziła przerwę do naszych kontaktów. To nie na Węgry chciałem uciekać, a przez Węgry do Wenecji, ażeby w klasztorze OO Mechitarystów ukończyć ormiańskie seminarium duchowne, ale do Wenecji - dzięki komunie - nigdy nie dojechałem...

Później przypadkowo zetknęliśmy się z Jurkiem, kiedy on już w Warszawie był wikarym i "kręcił się wokół Solidarności". Przedstawiłem Jemu mnóstwo moich świetnych węgierskich opozycyjnych przyjaciół (Prof.dr.János Elbert, Grácja Kerényi, Zoltán Fábián, ks.hrabia István Keglevich i inni) którzy również gęsto obcowali z nim. Później przyszła oburzająca nas tragiczna wiadomość o męczeńskiej śmierci Jurka, o której prasa węgierska milczała, bo Solidarność ogłoszono "reakcyjną organizacją". Oczywiście nie przeszkadzało to nam współpracować z Nią i kolportować na Węgrzech jej idee i wydawnictwa! Pamiętam doskonale, że będąc akurat w Poznaniu, wiceprzewodniczący Regionu Wielkopolska Jacek Szynakiewicz podarował mnie całą paczkę proporczyków, naklejek i znaczków solidarnościowych! Bez obawy i strachu przemyciłem to do Budapesztu i rozdawałem wśród przyjaciół i znajomych, o których wiedziałem, że "mają gdzieś" komunę! Kilka takich relikwi do dzisiaj strzegę jak skarbu razem z listami księcia Jerzego Giedroyća - szefa paryskiej Kultury, z którym również latami bezkarnie korespondowałem i odbierałem od Niego mnóstwo "reakcyjnej" literatury! Wiele z tego nie zachowało się, bo w obawie przed kolejną rewizją bezpieki, albo podarowałem komuś, albo byłem zmuszony przezornie zniszczyć...

Jako niedoszły duchowny, przez całe życie najlepiej czułem się wśród duchownych i w Domie Bożym. Odwiedzałem na przemian polski kościół w Kőbánya, ormiański przy ulicy Orlay oraz msze święte celebrowane przez tych księży, do których miałem zaufanie. Bo na Węgrzech komuna niestety największe spustoszenie dokonała właśnie w kościele! Co drugi proboszcz był wtyczką bezpieki, konfesjonały były naszpikowane "pluskwami" a Prymas Paskai uczynił wszystko, ażeby skazani na wieloletnie lata więzienia księża nie mieli możliwości przestąpić progi kościoła! Kochałem tych księży, a przede wszystkim wspomnianego już ks.hr.Istvána Keglevicha, jego druha ks.witeźia László Emődyego, ks.hr.László Dóczy (Zsigmond OP) - prowincjała zakonu OO Dominikanów, przy których przez 15 lat byłem kościelnym i ministrantem-lektorem, czy O.Pijara Györgya Bulányi i wielu innych. Wierność do Jezusa podkreślali oni wręcz ascetycznym życiem i wytrwałą pracą duszpasterską, za którą "nagrodą" było stałe ich szykanowanie... Nic dziwnego więc, że moje grube, dwutomowe wspomnienia, w których bardzo dużo piszę o tych Cudownych Kaznodziejach, do dzisiaj nie mogły ukazać się drukiem. Bo ja - głupi, napisałem je po węgiersku! A byłaby światowym bestsellerem - twierdzi wielu fachowców!

Szczęść Boże!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Witam! Wajda sam nic mądrego nie wymyślił i jest dla mnie jako dla Polki nikim i niczym.Każdy idiota nakręciłby film,mając za scenariusze teksty klasyków ,najlepszych aktorów,zaplecze finansowe ,a wiemy dlaczego i kto go sponsorował.

Piszesz dużo ,chaotycznie o wszystkim i o  niczym.Masz takie znajomości,takie koneksje i nikt nie ma w swoim zbiorze domowym filmów,które chciałbyś oglądnąć?A tak na koniec,jako niedoszły duchowny chyba wiesz,że nie wzywa się imienia Pana Boga nadaremno.

Osobiście wolę czytać przekazy historyczne moich polskich patriotów i moich blogerów,do których mam bezgraniczne zaufanie.

We mnie nie znajdziesz bratniej duszy,niemniej powodzenia.

                           Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228331

  Tak, te wymienione przez Autora autorytety, nijak nie przemawiają i do mnie. Niektórych nie znam, innych nie szanuję.

 Mam takie, nieodparte poczucie, że Autor spóźnił sie trochę. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, zrobiłby w Polsce karierę polityczną. 

 Dzisiaj, to już nie ten czas i nie ci ludzie. 

 I ciągle to wrażenie...jakby ktoś pilnie chciał "zagospodarować" katolicką część prawicy, żeby nie rzec wprost: tę "moherową" :)

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228415

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Te lubienie czy nie lubienie czegoś czy kogoś jest podstawą demokracji. To tylko komuna próbowała na chama zmuszać ludzi do takich czy innych rzeczy. Nic z tego nie wyszło!

Gdyby dla przykładu wszystcy mężcyźni zakochaliby się w tej samej, jednej kobiecie, pobiliby się ze sobą do ostatniej kropli krwi, przy okazji uśmiercając również wspólną damę serca! A wynik: ludzkość wymarłaby! Właśnie ta różnorodność gustów, punktów widzenia, zainteresowań itd jest piękna. Tak piękna, jak puste pole z kwiatami, z których każdy jest innego koloru i gatunku!

Ja wypowiadam się w tematach, które latami studiowałem i zanm, chociażby dlatego, bo znam dane języki! A chaotyczność? - nie wiadomo o co chodzi! Bo dla jednej osoby to co jest porządkiem, dla innej jest chaotyczne i odwrotnie!

Nie zanjąc lub absolutnie nie interesując się danym tematem, próżnością jest krytykowanie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228514

Drogi Panie Rolandzie!
Pozwoli Pan, że dodam swój komentarz przy Pańskim felietonie.
"Odkryłem" Pana bodajże przedwczoraj. Z wykształcenia jestem historykiem, ale nie pracuję w swoim zawodzie, czego czasami żałuję.
Poruszane przez Pana tematy, studnia wiedzy niewyczerpana, jak i piękna polszczyzna przyciągają mnie do Pańskich felietonów jak magnes. Jest to dla mnie jakby balsam dla duszy, gdyż przebywam od ładnych nastu lat w Niemczech. Stąd też uważam internet, mimo jego także ujemnych stron, za wspaniały ludzki wymysł.
Dla kogoś, kto nie ma dostępu do polskich czasopism czy książek, to wspaniała rzecz, mimo, że niemiecki język to moja druga matczyna mowa, jak to się mówi.
Dlatego chciałbym przekazać Panu serdeczne pozdrowienia ode mnie i od mojej Małżonki, która również uwielbia czytać Pańskie felietony. I prosimy o więcej.
Muszę się jeszcze przyznać, i prosić o zezwolenie zarazem, że umieściłem link do Pańskich felietonów na mojej stronie facebook'a.
Szczęść Boże
Tadeusz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228556

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Witam Serdecznie i Gorące Bóg Zapłać za piękne słowa!

Panie Tadeuszu! Jako przyjacielski gest, ja z kolei pozwolę sobie zacytować Pańskie piękne słowa i powtórzyć moją odpowiedź w oddzielnym blogu!

Pojawienie się internetu również u mnie wzbudziło miłość do tego środka przekazu, bo tu nie ma tej CENZURY, którą niestety musiałem ścierpieć przez długie dziesięcioleia! I nie tylko cenzurę, ale te zajadłe ataki ze strony w 80% dzierżących w swoich rękach prasę esbeckich i partyjnych czerwono nazistowskich "dziennikarzy", którzy skoncentrowanymi atakami pisali o mnie bujdy na resorach do sześcianu! Dokładnie tak, jak to robią dzisiaj z II rządem Viktóra Orbána!!! A przecież oni nawet za czasów twardej dyktatury stalinowskiej, jak i miękkiej "gulaszowego komunizmu" Janosza Czermaneka (bandycki pseudonim: "Kádár") oraz II komuny (lata rządów Gyuli Horna oraz bandy Medgyessyego-Gyurcsánya-Bajnaiego) bez przerwy mówili o demokracji, którą w życiu codziennym deptali w błoto, a emisariuszy prawdziwej demokracji - na zasadzie "przygadał kocioł garnkowi", okrzyczali "faszystami", "nazistami", "skrajnie prawicowymi", "wrogami ludu" itd! W tej atmosferze tacy jak ja nie mieli najmniejszych szans na sprostowanie tego morza wierutnych kłamst, którymi nas oblepiono!

Najdobitniejszym przykładem tego wszystkiego był rok 2006, kiedy Premier II komuny - Prezes czerwono nazistowskiej Węgierskiej Partii Socjalistycznej, była głowa węgierskiego komsomołu w okresie Kádára, mąż wnuczki najpodlejszego tłumnego mordercy węgierskiej opozycji i bohaterskich powstańców 1956 r Antala Pró - Ferenc Gyurcsány, na zebraniu egzekutywy partyjnej w Balatonöszöd, dumnie i cynicznie powiedział: „kłamaliśmy rano, w południe i wieczorem, w dzień i w nocy, tygodniami, miesiącami, długimi latami, wszystkich oszukaliśmy, przez oszustwo dorwaliśmy się do władzy i nic nierobiliśmy“! Oczywiście węgierska opinia publiczna oburzona z powodu tego cynizmu, zaczęła demonstrować i żądać dymisji przestępczej bandy Gyurcsánya! Odpowiedź: coraz większy terror i szereg prowokacji skleconych przez czerwonych nazistów, zmierzających do ogłoszenia szanu wyjątkowego i dyktatorycznego przejęcia władzy, co doprowadziłoby do likwidacji całej antybolszewickiej opozycji! A UE dziwnym trafem milczała!!! Ta UE, której bossowie na zamówienie tych bandytów, teraz otwarcie mieszają się w wewnętrzne sprawy Węgier, kwestionując nową Konstytucję, nowe Prawo Prasowe itd, bez przeczytania chociażby jednej ich linijki!

Ja gorzko cieszę się, że tak się dzieje, bo to POWINNO WRESZCIE OBUDZIĆ prawicę europejską i wszystkich ludzi trzeźwo myślących, że CAŁA UNIA EUROPEJSKA, EUROPEJSKA DEMOKRACJA ZNAJDUJE SIĘ W STRASZNYM NIEBEZPIECZEŃSTWIE! BO GROŹBA POWSTANIA OGÓLNO-EUROPEJSKIEJ DYKTATURY KOMUNISTYCZNEJ DOBIJA SIĘ DO NASZYCH BRAM!!! A znając historię podłych nazistowskich dyktatur i morze krwi przez nich wylane, absolutnie nie możemy być pewni nie tylko naszego jutra, ale jutra naszych dzieci, wnuków i prawnuków!!! Prawica musi odłożyć swoje waśnie z innymi prawicowcami i wreszcie połączyć swoje siły przeciwko wspólnym wrogom! Odłożenie tego kroku jest-będzie strasznym samobójstwem!

Pisałem o planowanym przez polską prawicę WIELKIM WYJEŹDZIE NA WĘGRY na obchody węgierskiej Wiosny Ludów 1848-1949 roku w dniu 15 marca! Wszystcy Polacy-patrioci powinni być w Budapeszcie na uroczystościach, które o 10.00 rozpoczną się przed Muzeum Narodowym (Nemzeti Múzeum)!!! I trzeba namówić do tej podróży wszystkich trzeźwo myślących Europejczyków!!! Niemców, Austriaków, Francuzów, Anglików, Szkotów, Irlandzóczyków, Holendrów, Belgów, Włochów, Hiszpanów, Szwajcarów, Łotyszy, Litwinów, Estończyków, Szwedów, Norwegów, Finów, Słowaków, Czechów, Serbów, Rumunów, Greków, Bułgarów itd, ażeby również pojechali do Budapesztu na obchody pamięci Wiosny Ludów!!! Trzeba przekonać prawicowych i narodowych dziennikarzy w swoich krajach o tym, że groźba odrodzenia się dyktatury czerwonego nazizmu jest strasznie aktualna! Trzeba tylko przeczytać historię tych bandytów i wszystko stanie się jasne! Są to kameleony, którzy już wbudowali się do wielu prawicowych i lewicowych partii Europy!!!

ALERT!!!

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228632