Trafiona przez piorun część 1

Obrazek użytkownika Jacek Mruk
Idee

Stałam u bram nieba i piekła
Osobiste świadectwo pani dr Glorii Polo

Tytuł oryginału: "Der Blitz hat eingeschlagen"
Przekład z niemieckiego na podstawie wystąpień p. Glorii Polo: Agnieszka Zuba
Współpraca: mgr inż. Witold Wojciechowski
© Copyright for the Polish edition by Agnieszka Zuba,
Kraśnik 2008
Wszelkie prawa zastrzeżone

Święta Matka Kościół Katolicki

DRODZY BRACIA I SIOSTRY W CHRYSTUSIE PANU

Zanim ktokolwiek powie coś złego o Kościele Katolickim, powinien dokładnie poznać naszą Matkę KOŚCIÓŁ i wiedzieć, czym jest!
„Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki ... Kto spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew, ma Życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.” (J 6,51 i 54)
To już trzynaście lat tego pięknego doświadczenia wiary. Był to wielki dar łaski Boga, gdy w Swoim wielkim Miłosierdziu pozwolił mi, bym jako katoliczka kroczyła drogą życia.

Jakże wielki ból mnie ogarnia, gdy myślę o minionych latach mojego życia, w których byłam katoliczką jedynie z nazwy. Dziękuję Panu Bogu za to, że dał mi Kościół Katolicki za Matkę.

Całym sercem i całą duszą wdzięczna jestem w imieniu Jezusa Chrystusa Papieżowi, Jego zastępcy na ziemi, kapłanom i osobom konsekrowanym Kościoła Rzymsko-katolickiego. Ślepo słucham ich wszystkich, gdyż takie było właśnie polecenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy pozwolił mi powrócić do ziemskiego życia.

Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu - ja, niegodna i nędzna służebnica Pańska - mogłam odczuć szczęście i rozkoszować się prawdziwym pokojem oraz prawdziwą miłością będącymi przedsmakiem nieba.

Zapraszam serdecznie wszystkich wierzących w Jezusa Chrystusa, aby zanim będą się źle i nienawistnie wyrażać oraz pisać o Kościele Katolickim, dokładniej i lepiej Go poznali, aby zrozumieli, że jest on ustanowionym przez Pana strażnikiem prawdziwej wiary. Zapraszam wszystkich, aby byli czcicielami naszego Pana i Boga!

Ten, kto codziennie nawiedza naszego Pana Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie i tym samym Go czci, nigdy nie zwątpi ani nie odejdzie od prawdziwej wiary, sam Pan Bóg bowiem wszczepia każdemu stworzeniu miłość i wdzięczność wobec Świętej Matki Kościoła, to jest Kościoła Katolickiego.

Wszystkich Was kocham i pozdrawiam w Miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Gloria Polo
Orędzie Glorii Polo
Siostry i Bracia w CHRYSTUSIE PANU:
Pan, nasz Bóg, niech wypełni nas Swoim błogosławieństwem i udzieli nam wszystkim łaski osobistego nawrócenia i zbawienia. Nazywam się Gloria Polo. Jestem kobietą, która doświadczyła śmiertelnego uderzenia pioruna. Tych, którzy wątpią w autentyczność okoliczności mojego wypadku, mogę poinformować, że w kolumbijskim dzienniku „EL ESPECTADOR” z dnia 8 maja 1995 ukazał się o nim artykuł.
Artykuł ów świadczy o prawdziwości tego zdarzenia. Gdybym nie była przekonana że jest ono pełnym miłości wołaniem Naszego Pana i Boga do osobistego nawrócenia każdego z nas, wówczas nie mogłabym mówić tysiące razy, tysiące tysięcy razy - jak nakazał mi sam Pan - o tym świadectwie wiary.
Miłość naszego Pana do nas ludzi jest tak wielka i niezmierzona, że pozwolił na to, że nie tylko zostało mi dane to mistyczne doświadczenie, ale także na to, że mogę dzielić się nim ze wszystkimi, którzy mogą i chcą mnie słuchać.
Szczerze mówiąc, czy ktoś z Was naprawdę sądzi, że opowiadałabym całemu światu o swoim wcześniejszym życiu, jak na spowiedzi z całego życia, gdybym nie potraktowała poważnie polecenia Pana i nie zaufała Jego słowu? Zapewniam Was całkiem szczerze, że w przeciwnym razie nikt, naprawdę żaden człowiek na tym świecie nie dowiedziałby się niczego o mnie, o moim wnętrzu, moim duchowym życiu, moich uczuciach, moim „ego”, o moim społecznym i rodzinnym zachowaniu i środowisku, jak i o mojej osobistej przeszłości, gdyż po prostu zbyt bardzo wstydziłabym się mówić o tym publicznie. Myślę, że wtedy jedynie mój spowiednik wiedziałby coś o tym.
Tak więc posłuszna naszemu Panu wędruję tu i tam, przemierzam wiele zakątków ziemi, by dzielić się z wieloma innymi ludźmi moim przeżyciem - tym wielkim darem Pana. W wielu krajach przyjęto mnie z otwartymi ramionami i prawie zawsze, podczas tych minionych 10 lat, mówiłam o moim doświadczeniu w grupach modlitewnych, w parafiach, wspólnotach klasztornych czy przed inną zainteresowaną publicznością. Bóg bowiem udzielił mi łaski wielkiej miłości do Kościoła Katolickiego, do którego wspólnoty wiernych mogę i ja się zaliczać. Udzielił mi w darze również łaski posłuszeństwa wobec Niego i autorytetów naszego Kościoła. Wy sami możecie doświadczyć tego daru Boga, przypatrując się wielu pokornym duszom, które pragną słuchać Głosu Pana, brać na poważnie Jego słowa, odmieniać swe życie, nawracać się, wyciągać z tego konsekwencje, budować wiarę chrześcijańską w rzeczywistości współczesnego człowieka, - mówiąc krótko - otwierać Mu swe serce, aby Jego łaska mogła ożywić i zmiękczyć nasze skamieniałe serca. Pan podąża za nami przez życie niczym natrętny żebrak, stoi na skraju naszej życiowej drogi, spogląda na nas smutno i Swoim łagodnym głosem próbuje nakłonić nas do zawrócenia, do powrotu. Poprzez moje świadectwo wiary w wielu częściach świata nawróciło się wielu ludzi, i to dzieje się nie dlatego, że ja to sprawiam, że jestem taka dobra i przekonywująca. Nie, absolutnie nie. Wszystko to jest jedynie dziełem Bożym, działaniem Jego łaski i owocem Jego Miłosierdzia.

Wprowadzenie

Jeśli ktoś z Was wątpi albo sądzi, jakoby Bóg nie istniał i że życie po śmierci to dobry materiał dla twórców filmów, lub jeśli ktoś uważa, jakoby wraz ze śmiercią wszystko się kończyło, niech raczy przeczytać to świadectwo. Tylko przeczytajcie je dokładnie od początku do końca. Wasze zdanie, jakkolwiek sceptyczne w tej kwestii, z pewnością się zmieni.
Świadectwo traktuje o pewnym fakcie, zdarzeniu, które zostało dobrze udokumentowane a miało miejsce w 1995 r. Pani dr Gloria Polo jest Kolumbijką, dentystką, która wskutek wypadku „umarła”, to znaczy była tak poważnie ranna, że przez kilka dni znajdowała się w śpiączce i przy życiu podtrzymywały ją tylko szpitalne urządzenia medyczne. Gdyby je wyłączono, natychmiast umarłaby. Opiekujący się nią lekarze spisali ją już całkowicie na straty i chcieli odłączyć aparaturę. Jedynie jej siostra, która również jest lekarzem, obstawała za tym, by urządzenia nadal pracowały.
Podczas śpiączki Gloria Polo znajdowała się po drugiej stronie rzeczywistości, w zaświatach i mogła następnie powrócić do życia, by dać świadectwo tym, którzy nie potrafią uwierzyć. Przyniosła nam stamtąd ważne orędzie. Zresztą najlepiej przeczytajcie je sami na następnych stronach, bezpośrednio z jej ust.
Pani Gloria mogła, podczas tego mistycznego przeżycia, które bardzo dokładnie opisuje, zajrzeć do swojej „Księgi Życia”. To doświadczenie tak nią wstrząsnęło, że na polecenie Pana stała się głosem wołającym na „pustyni wiary” naszych współczesnych czasów. Ponadto istotą jej orędzia jest nic innego jak niezmierzona Miłość Boga do nas ludzi i Jego wielkie Miłosierdzie. Tym samym pani Gloria wypowiada się na ten sam temat co nasz obecny papież Benedykt XVI w swojej encyklice „DEUS CARITAS EST” („Bóg jest miłością”).
Bóg ciągle daje nam dowody, my jednak mimo tego zaprzeczamy Jego istnieniu.

Świadectwo Glorii Polo

Dzień dobry, szczęść Boże, drodzy Bracia i Siostry!
To dla mnie wielka radość, że mogę być tutaj, by podzielić się z Wami tym wielkim darem, jakiego udzielił mi Bóg. To, co wam opowiem, wydarzyło się 5 maja 1995r. na Uniwersytecie Narodowym w Bogocie, stolicy Kolumbii, koło godziny 16.30.
Jestem dentystką. Ja i mój 23-letni siostrzeniec, z zawodu również dentysta, zajmowaliśmy się właśnie dysertacją. W tym dniu – był to deszczowy piątek – szliśmy razem z moim mężem w stronę wydziału stomatologii, by wypożyczyć parę potrzebnych nam książek. Ja i mój siostrzeniec szliśmy razem pod małym parasolem. Mój mąż miał płaszcz nieprzemakalny i szedł wzdłuż muru głównej biblioteki, by uchronić się przed deszczem. Podczas gdy omijaliśmy kałuże, nie zauważyliśmy, jak zbliżyliśmy się do alei drzew i gdy przeskakiwaliśmy większą kałużę, trafił w nas piorun, który był tak silny, że się zwęgliliśmy. Mój siostrzeniec zginął na miejscu.
Piorun trafił go od tyłu i spalił jego całe wnętrzności. Na zewnątrz pozostał nienaruszony. Mimo swego tak młodego wieku całkowicie oddany był Bogu. Czcił w sposób szczególny Dzieciątko Jezus. Nosił na szyi medalik z Jego wizerunkiem w kwarcowym krysztale. Biegli medycyny sądowej powiedzieli, że to kwarc ściągnął piorun, który wniknął bezpośrednio w jego serce. Natychmiast ustała jego praca. Spaliły się wszystkie narządy, po czym prąd pioruna opuścił ciało przez nogi. Próby reanimacji były nadaremne. Na zewnątrz jednakże nie miał żadnych oparzeń.
Co do mnie, piorun przeszedł przez ramię i w straszliwy sposób spalił całe moje ciało, wewnątrz i na zewnątrz. To moje odnowione ciało, które widzicie teraz przed sobą, zawdzięczam Bożemu Miłosierdziu – to wyraz Miłosierdzia naszego dobrego i kochającego nas ponad wszystko Boga. Całe moje ciało było wskutek tego silnego uderzenia pioruna zwęglone, moje piersi zniknęły, przede wszystkim po lewej stronie, gdzie wcześniej znajdowała się pierś, była teraz wielka dziura. Nie miałam już ciała; zarówno żebra, brzuch, podbrzusze, nogi i wątroba były całkowicie zwęglone.
Piorun opuścił moje ciało przez lewą nogę. Moje nerki doznały poważnych oparzeń, podobnie jak płuca i jeden z moich jajników. Używałam spirali jako środka antykoncepcyjnego. Ta była z miedzi a miedź jest przecież dobrym przewodnikiem prądu. Dlatego też moje jajniki zostały tak mocno spalone. Były tak małe jak dwa winogrona. Moje serce przestało bić i byłam praktycznie bez życia. Moje ciało drgało i wibrowało wskutek elektrycznych wstrząsów, które wytworzył piorun. Sama mokra ziemia była pod napięciem elektrycznym, toteż początkowo nikt nie mógł mi pomóc, gdyż przez dłuższy czas niemożliwością było dotknięcie mnie.
Cuda, jakie Bóg mi uczynił
Właśnie te poważne obrażenia i oparzenia, jak i zatrzymanie pracy serca, którego doświadczyłam i które z powodu swego długiego trwania – w pierwszych momentach nikt nie mógł mnie dotknąć wskutek elektrycznego naładowania mojego ciała – zagrażało memu życiu, w nadzwyczajny sposób udowadniają wielką dobroć, nieskończone miłosierdzie naszego Pana i Boga, który zamknął nas wszystkich w Swoim Sercu i nieustannie zaprasza każdego z nas do powrotu do Niego.
Poprzez trzy pojedyncze fakty, o których zaświadcza moje ciało, chciałabym Wam ukazać owe cuda zdziałane przez Pana. Po pierwsze: ustanie pracy serca, wskutek czego tlen nie dociera do mózgu i tym samym powstają trwałe jego uszkodzenia.
(Komentarz lekarzy odnośnie do ustania pracy serca: „Tylko natychmiastowo podjęte czynności reanimacyjne mogą uratować życie, gdyż już po 3 minutach od ustania pracy serca brak tlenu w mózgu powoduje nieodwracalne szkody...” lub „ Dotychczasowi pacjenci, którzy doświadczyli poważnego zatrzymania pracy serca, mają znikome szanse na przeżycie i nie odniesienie większego upośledzenia...”)
Mimo tego, że dopiero po zbyt długo trwającym zatrzymaniu pracy serca mogłam być podłączona do respiratora, po wybudzeniu ze śpiączki nie odniosłam żadnych szkód w mózgu, co sami możecie stwierdzić widząc mnie tutaj. Wielu lekarzy ze szpitala w Bogocie uzmysławiało mojej siostrze, która sama była tam lekarzem, beznadziejność i bezsensowność dalszego podłączenia mojego organizmu do aparatury sztucznego oddychania i chcieli ją namówić do tego, aby ukrócić te czynności. Na przekór tym udzielonym w dobrej wierze radom, moja siostra z całym swym uporem i wpływami w szpitalu postawiła na swoim, aby moje ciało nadal pozostało podłączone do aparatury. Zatem, jaki to wspaniały cud, którego nie da się medycznie wyjaśnić!
Podobnie rzecz się ma z kolejnym cudem: moje zwęglone nerki i płuca zaczęły ponownie funkcjonować. Lekarze nie przeprowadzili u mnie żadnej dializy, gdyż sądzili, że moje nerki nie będą mogły już więcej funkcjonować. Byli bowiem zdania, że sztuczne zastąpienie pracy nerek nie jest u mnie zabiegiem koniecznym, ponieważ i tak nie miałam szans na przeżycie. Na przekór ich medycznemu osądowi moje zwęglone nerki zaczęły od nowa pracować.
Za równie wielki cud należy uznać regenerację mojej skóry. Moje całe ciało stanowiło jedną wielką żywą ranę po tym, jak usunięto i zeskrobano moją zwęgloną skórę. Widać było żywą tkankę. Bolało nie do opisania. Paliło, jak gdybym znajdowała się w ogniu. Paliło mnie wewnątrz i na zewnątrz, za każdym oddechem. Wszystko mnie bolało, tylko od kostek w dół nie miałam czucia. Kiedy oczyszczali moje otwarte rany, w nogach nie czułam zupełnie niczego, podczas gdy oczyszczanie moich pozostałych miejsc na ciele sprawiało mi niesamowite bóle. Moje stopy przypominały dwa zwęglone kije. Były zupełnie czarne.
Po miesiącu lekarze przyszli do mnie i powiedzieli: „Zobacz, droga Glorio, jak wielki i niewiarygodny cud Bóg ci uczynił. To po prostu wspaniałe, że prawie cała skóra zregenerowała się. Wprawdzie to cienki naskórek, który tu i ówdzie się wytworzył i jest jeszcze wiele odkrytych miejsc, ale te miejsca z utworzoną delikatną skórą dają nam powody do nadziei, że całe ciało pokryje się niebawem ochronną skórą. Martwią nas jednak twoje nogi. Nie jesteśmy w stanie tu już nic zrobić. Musimy niestety je amputować.”
Byłam wcześniej wysportowana, byłam fanem aerobiku. I gdy mi powiedzieli, że muszą mi obciąć stopy, pomyślałam tylko: Muszę jak najszybciej uciec z tego szpitala. Muszę się stąd zabrać, aby uratować moje stopy. Lekarze wyszli z sali, a ja podniosłam się ze szpitalnego łóżka, by podjąć ucieczkę. Ale już przy pierwszym kroku moje nogi nie ustały i upadłam na brzuch niczym żółw lub żaba, która skacze po raz pierwszy i ląduje brzuchem na ziemi. Musieli więc mnie podnieść z podłogi i zanieśli mnie z piątego piętra na siódme. I wiecie, kogo tam spotkałam? Kobietę, której amputowano nogi od kolan w dół. A teraz czekała na to, aż jej amputują nogi powyżej, od bioder w dół. I gdy patrzyłam na tę kobietę, myślałam o tym, ile pieniędzy potrzeba by było na zakup nowych nóg.
Za żadne skarby świata nie możesz sobie sprawić nowych nóg. Jakim cudem są stopy. Gdy chcieli mi obciąć nogi, ogarnął mnie nieopisany smutek i po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, że nigdy nie podziękowałam Panu za cud, jakim są moje nogi. Wręcz przeciwnie; maltretowałam moje całe ciało, aby przeciwdziałać moim tendencjom do tycia i przybierania na wadze. Głodowałam jak wariatka, wydawałam masę pieniędzy na diety i inne kuracje, by tylko widzieć siebie szczupłą i mieć szczupłe nogi. Nie kosztowało mnie to tylko jeden majątek; wydałam na to niewyobrażalnie dużo pieniędzy. A teraz widzę moje stopy bez mięśni, chude jak szczapy, zupełnie czarne, pełne dziur ze wszystkich stron. I teraz dziękuję Bogu za te zniekształcone nogi. Nagle stały się dla mnie tak cenne. Nie był dla mnie ważny ich wygląd, ale funkcja. Ważne było dla mnie to, że je po prostu miałam. I za to podziękowałam Panu. Powiedziałam do kochanego Boga: „Dziękuję Ci Panie za tę drugą szansę, którą mi dałeś! Dziękuję Ci ogromnie za tę szansę, na którą sobie nie zasłużyłam. Ale, kochany Boże, proszę Cię z całego serca o jedną przysługę, o bardzo małą przysługę. Pozwól mi zachować przynajmniej te zniekształcone nogi! Pozostaw mi je, abym mogła się poruszać jako tako, abym mogła się choć częściowo podnieść. Pozostaw mi je, proszę, pozostaw mi je przynajmniej takimi, jakimi są. Będę Ci za to na zawsze wdzięczna.”
I naraz zaczynam czuć swoje stopy. To było w piątek. Od piątku do poniedziałku te moje czarne kikuty, które były obumarłe i wyglądały jak szklanka ciemnej lemoniady z bąbelkami powietrza, zaczerwieniły się i rozjaśniły. Czułam jednocześnie, jak krew poczęła krążyć w tych zwęglonych nogach. Coraz bardziej czułam je, moje własne nogi. I kiedy w poniedziałek lekarze podeszli do mojego łóżka, by przeprowadzić ostatnie oględziny przed amputacją, zdziwili się, gdy wstałam i stanęłam na własnych stopach i do tego jeszcze nie przewracałam się. Badali mnie, dotykali moich stóp i nie mogli po prostu uwierzyć, nie wierzyli własnym oczom. Pokazałam im ruchy, które mogłam wykonać moimi nogami. Wprawdzie zadawały mi ogromny ból, ale myślę, że jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa z powodu tego bólu, jaki w tamtej chwili odczuwałam w nogach. Moje nogi powróciły do ciała. I to wszystko stało się w sposób, którego medycyna nie jest w stanie wyjaśnić i który był przyczyną zdumienia lekarzy.
Ordynator oddziału na 7. piętrze szpitala zaraz powiedział mi: „Wie pani, w ciągu 38 lat mojej lekarskiej praktyki, nigdy nie widziałem i nie przeżyłem tak wielkiego cudu, jak ten z pani nogami.”
Popatrzcie tutaj, moje drogie rodzeństwo w Panu, oto moje zregenerowane stopy. Kroczę przed Wami i pokazuję moje nogi nie z arogancji i próżności, lecz by oddać chwałę Bogu, by udowodnić Wam wielkość dzieł Pana, naszego Boga żywego, Jego nieskończonej MIŁOŚCI ku nam i Jego wszechmocy. (Komentarz: Gloria kroczy na podium tu i tam, a słuchacze klaszczą widząc ów cud Boga.)
Inny wielki cud uczyniony przez Pana jest taki: nie miałam piersi. Wyobraźcie sobie, byłam bardzo dumną, próżną kobietą. Moim motto było: „Kobieta musi ukazywać i korzystać ze swych uroków, jakie dostała w prezencie od natury.”
I tak sobie mówiłam, bo najlepsze co mam – moje piersi, nogi i w ogóle moja sylwetka – są moim kobiecym ciałem i będę je eksponować. Ukazywałam moje kobiece wdzięki bardzo ostentacyjnie. Podkreślałam okrągłości mojej figury i ekstrawagancko poruszałam biodrami. W ten sposób zawsze zwracałam na siebie uwagę. Nosiłam zawsze ubrania z dużym rozcięciem, by wyeksponować mój duży biust. Wmawiałam sobie piękno moich nóg. I popatrzcie, drodzy Bracia i Siostry w Panu, właśnie ci wszyscy „faworyci i faworytki” mojej próżności były najbardziej spalone. Właśnie to wszystko zwęgliło się i było całkowicie brzydkie.
Powracając do kolejnych cudów, zdziałanych przez Pana, udałam się do lekarza, który opiekował się mną, gdy byłam aktywna sportowo. Wyobraźcie sobie: lekarz, który zwykł oglądać pewną siebie i zarozumiałą kobietę, która dla swej figury odchudzała się jak wariatka, połykała i pochłaniała niczym odkurzacz leki i używki, ten mój lekarz nagle ujrzał moje ciało na wpół spalone i zniekształcone. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Przeprowadził bowiem wszystkie możliwe badania za pomocą CRT, przy pomocy najnowocześniejszych, nuklearnych medycznych urządzeń.
Potem powiedział do mnie: „Wie pani, z tym małym kawałkiem wątroby, który pozostał, przeżyje pani. Ale pani jajniki, moja droga pani, po prostu całkowicie się skurczyły, zwęgliły, uschły i przypominają garść wysuszonych winogron. I dlatego nigdy już nie będzie pani mogła mieć dzieci.”
Pomyślałam sobie w duchu: „Dziękuję Ci Boże, że w ten sposób zabrałeś mi troskę związaną z planowaniem rodziny. W naturalny sposób stałam się bezpłodna. Dzięki Ci Boże za to, chwała Ci za to.” Byłam nawet szczęśliwa z tego powodu, gdyż w ten sposób było o jedną troskę mniej. Ale półtora roku później odczuwałam swędzenie tam, gdzie były moje piersi i trochę więcej skóry pokrywało teraz moje żebra. Skóra naciągała się i wyciągała. Bolało mnie. Nagle mój biust uwidocznił się i urosły mi piersi. Było to dla mnie niezwykle dziwną rzeczą, nie dającą się wytłumaczyć, że nagle z powrotem miałam swoje piersi. I wiecie, jaka była tego przyczyna? Stwierdziłam, że byłam w ciąży pomimo spalonych jajników. I tak oto Bóg na nowo podarował mi piersi. I tymi piersiami byłam w stanie wykarmić moim matczynym mlekiem cudowną, zdrową córeczkę, którą urodziłam. Ta moja najmłodsza córka ma na imię Maria José. Wskutek tego wszystkiego znormalizowała się również moja menstruacja i wszystkie moje kobiece hormony powróciły do równowagi. Także moje jajniki na powrót zaczęły wytwarzać komórki jajowe.
To są ogólnie rzecz biorąc cuda Pana, które uczynił mojemu ciału i o których zaświadczam.

Drugi aspekt zdarzenia
Teraz posłuchajcie mnie dobrze! To był cielesny, materialny, fizyczny aspekt mojego wypadku. Ale drugi aspekt tego zdarzenia był znacznie piękniejszy – to było niewyobrażalne, cudowne przeżycie. Musicie bowiem wiedzieć, że najpiękniejsze, najcudowniejsze w tym moim wypadku było to, co spróbuję teraz opowiedzieć ludzkimi słowami, mimo że nie da się tego przedstawić za pomocą ziemskich sformułowań.
Bo gdy moje zwęglone ciało leżało, znajdowałam się (moja dusza) w cudownie białym tunelu. Wokół mnie było białe światło, które dawało mi taką rozkosz, pokój i szczęście – uczucia, których nie można opisać ludzkimi słowami. Nie ma po prostu takich wyrażeń, by oddać wielkość tej chwili. To była szalenie wielka ekstaza, nie dająca się opisać rozkosz. Nie rozumiem, dlaczego przedstawia się nam śmierć jako swego rodzaju karę. Uwolniona zostałam od czasu i przestrzeni.
W świetle tym poruszałam się naprzód, niesamowicie szczęśliwa i przepełniona radością. Nic mnie nie trapiło. Gdy spojrzałam do góry, ujrzałam na końcu tunelu coś jakby słońce, białe światło, mówię „białe” by podać kolor, ponieważ koloru światła i jego jasności nie da się opisać; koloru tego nie dało się porównać z kolorami, jakie istnieją na tym świecie. Światło było po prostu wspaniałe. Było dla mnie źródłem tej całkiem wielkiej miłości, tego pokoju we mnie i dookoła mnie; to była nieopisana miłość i pokój, jakiego nie znałam na ziemi..
Gdy tak poruszałam się do przodu w tym tunelu, powiedziałam do siebie samej: „O rany! Umarłam…” i w tej chwili pomyślałam o moich dzieciach i lamentowałam: „O mój Boże, moje dzieci! Co na to moje dzieci?”
Byłam zawsze zajętą i zestresowaną matką, która nigdy nie miała dla nich czasu. Wychodziłam z domu wczesnym rankiem, aby podbić świat i wracałam dopiero późnym wieczorem. Z tej przyczyny nie byłam w stanie właściwie zatroszczyć się o moją rodzinę i dzieci. Wówczas ujrzałam nędzę mojego własnego życia w całej prawdzie, bez żadnych retuszy i ogarnął mnie wielki smutek.
W tym momencie wewnętrznej pustki z powodu nieobecności moich dzieci straciłam poczucie czasu i przestrzeni. Znowu spojrzałam ku górze i zobaczyłam coś bardzo pięknego. W jednej chwili ujrzałam wszystkie osoby mojego życia, naprawdę w jednej chwili, żyjące i zmarłe. Objęłam moich pradziadków, moich dziadków, moich rodziców, którzy już nie żyli, po prostu wszystkich! To była taka doniosła chwila; było cudownie.
Pojęłam, że oszukano mnie odnośnie do reinkarnacji. Tym samym praktycznie strzeliłam sobie gola do własnej bramki, ponieważ zawsze fanatycznie broniłam reinkarnacji. Powiedziano mi kiedyś, że pewna osoba jest inkarnacją mojej prababci, ale nie powiedziano mi kto, i ponieważ wróżenie kosztowało zbyt dużo, dałam sobie z tym spokój i nie dociekałam, kim jest ta osoba. Ja sama spotykałam ciągle ludzi, o których sądziłam, że są inkarnacją mojego pradziadka i dziadka. A teraz obejmowałam dziadka i pradziadka. Uściskaliśmy się gorąco i spotkałam wszystkich w jednej chwili; było tak ze wszystkimi osobami, które znałam i które pochodziły ze wszystkich stron, gdzie niegdyś byłam, ze zmarłymi i żyjącymi – a to wszystko w jednym momencie.
Tylko moja córka przestraszyła się, gdy ją przytuliłam. Miała wtedy 9 lat i poczuła mój uścisk w swoim obecnym życiu na ziemi, w tym samym momencie. Czuła zatem mój uścisk w tych godzinach, w czasie których ona i cała rodzina bali się o moje życie, gdyż moje ciało znajdowało się jeszcze w śpiączce. Zwykle nie czujemy takiego uścisku z zaświatów. W tym cudownym stanie czas się zatrzymał, nie odczuwałam ciężaru ciała.
Nie postrzegałam już ludzi, tak jak wcześniej. Podczas mojego życia zwracałam uwagę na to, czy ktoś jest gruby, szczupły, brzydki, ciemnoskóry czy był dobrze ubrany czy nie. Według tych kryteriów dzieliłam osoby i byłam z tego powodu pełna uprzedzeń i cynicznej krytyki. Zawsze, gdy mówiłam o innych, krytykowałam ich. Teraz, tutaj, było inaczej. Teraz widziałam również wnętrze ludzi i jak pięknie było widzieć to ich wnętrze, ich myśli, uczucia, gdy ich obejmowałam. I gdy tak przytulałam wszystkich, równocześnie poruszałam się coraz to wyżej. W ten sposób czułam się coraz to pełniejsza pokoju i szczęścia. I im wyżej się unosiłam, tym bardziej byłam świadoma, że przypadła mi w udziale cudowna wizja. Na końcu tej drogi zobaczyłam jezioro, cudowne jezioro, otoczone tak wspaniałymi drzewami, tak pięknymi, że nie da się tego opisać. Podobnie kwiaty; były tutaj we wszystkich kolorach, o zapachu, który dawał rozkosz – wszystko było inne, wszystko było tak piękne w tym cudownym ogrodzie, w tym wspaniałym miejscu. Nie ma słów, by to opisać. Wszystko było miłością. Były tam dwa drzewa, które tworzyły coś na kształt bramy. Wszystko to różni się od tego co znamy. Nawet kolory nie są podobne do tych naszych. Tam wszystko jest niewypowiedzianie piękne. W owej chwili ujrzałam mojego siostrzeńca, który wraz ze mną uległ wypadkowi, jak wszedł do tego cudownego ogrodu. I wiedziałam, czułam, że nie mogłam jeszcze tam wejść.

Pierwszy powrót
W tym momencie usłyszałam głos mojego męża. Krzyczał, płakał ze złamanym sercem i wołał z całej duszy: „Gloria! Gloria! Proszę nie zostawiaj mnie samego. Popatrz, twoje dzieci potrzebują cię. Gloria, wróć! Nie bądź tchórzem i nie zostawiaj nas samych!”
W tamtej chwili widziałam wszystko – jednym spojrzeniem. Miałam wgląd na wszystko i widziałam nie tylko jego, jak tak boleśnie płakał. Był cały we krwi, gdyż on także odniósł obrażenia. Wprawdzie nie został trafiony przez piorun, ale energia pioruna porwała go i rzucała nim na prawo i lewo. Nasze ciała podskakiwały jak gumowe piłeczki, jak na jakiejś trampolinie. Z tego powodu mój mąż został zraniony i krwawił. W owym momencie Pan pozwolił mi wrócić. Ja jednak tego nie chciałam. Ten pokój, ta radość, ta rozkosz, jakimi byłam otulona, zachwycały mnie. Ale stopniowo i coraz bardziej zaczęłam się poruszać wstecz w kierunku mojego ciała, które leżało martwe na ziemi. Wszyscy za wyjątkiem tych, którzy sami odbierają sobie życie, doświadczają uścisku Boga Ojca. Dlatego też widzą owe światło i czują ową ogromną miłość, która tam wszystko wypełnia. Bóg Ojciec obejmuje nas wszystkich, gdyż kocha nas wszystkich w doskonały sposób. Tak oto ukazuje nam, jak bardzo nas kocha. Ale ponieważ Bóg nikogo nie zmusza, dlatego często bywa tak, że dobrowolnie decydujemy się żyć bez Boga. W ten sposób to my wybieramy sobie ojca w naszym życiu. Bierzemy Boga za ojca i dostosowujemy nasze życie do Niego i Jego przykazań miłości, albo decydujemy się na szatana, „ojca kłamstwa” i przyczyny grzechu oraz zepsucia, który zna tylko nienawiść, pogardę i szerzy je na tej ziemi.
Po tym uścisku Boga Ojca dusza pozostaje przy Nim, albo przekazywana jest szatanowi, którego z własnej woli wybrała sobie na ojca w swoim życiu. Ponieważ jeśli na ziemi zdecydowaliśmy się żyć bez Boga Ojca, to nie zmusza nas On do spędzenia z Nim wieczności.
Widziałam, jak moje nieruchome ciało leżało na noszach na oddziale uniwersytetu medycznego w Bogocie. Widziałam lekarzy, jak się o mnie starali i aplikowali mi elektrowstrząsy, by wznowić pracę serca. Przedtem ja i mój siostrzeniec leżeliśmy ponad dwie godziny na ziemi, ponieważ nie można nas było dotknąć z powodu wyładowań, jakie wychodziły z naszych naładowanych prądem ciał. Dopiero teraz mogli się nami zająć i dopiero teraz podjęto moją reanimację.
I patrzcie: podchodzę (moja dusza) do mojego ciała i poruszam stopami mojej duszy owe miejsce na mojej głowie (pani Gloria wskazuje na miejsce na swojej głowie). Dusza jest obrazem naszego ludzkiego ciała w swojej właściwej formie. W tym momencie przeskoczyła na mnie z wielką siłą iskra. I tak oto wciskam się w swoje ciało. Zdawało mi się, że wciąga mnie ono w siebie. To wejście strasznie bolało, gdyż ze wszystkich stron ciało wysyłało iskry. Czułam, jak gdybym wciskała się w coś małego, ciasnego. To było jednak moje ciało. Miałam wrażenie, jak gdybym będąc normalnej wielkości wciskała się w dziecięce ciuszki, które zdawały się być zrobione z drutu. To był potworny ból. Od tej chwili zaczęłam odczuwać bóle mojego całkiem spalonego ciała; to spalone podbrzusze tak bardzo bolało, tak niewymownie, paliło strasznie, wszystko dymiło i parowało.
Słyszałam, jak lekarze zawołali: „Doszła do siebie! Doszła do siebie!”
Radowali się niezmiernie, ale mój ból był nie do opisania. Nogi były zupełnie czarne i zwęglone, moje całe ciało było jedną żywą raną, jeśli w ogóle było to jeszcze ciało.

Próżność
Największy i najbardziej nieznośny ból stanowiła moja próżność. To był inny rodzaj cierpienia we mnie, to była próżność światowej kobiety, zemancypowanej, samodzielnej, pewnej siebie specjalistki, profesjonalistki, wykształciuszki, intelektualistki, naukowca, bizneswoman, kogoś, kto chciał znaczyć coś w społeczeństwie. Jednocześnie byłam niewolnicą mojego ciała, niewolnicą urody, mody. Codziennie spędzałam cztery godziny na aerobiku, masażach, dietach i zastrzykach, i na wszystkim, co tylko możecie sobie wyobrazić.
Najważniejszą rzeczą, moim bożkiem było piękno mojego ciała. Dlatego ponosiłam wiele wyrzeczeń. To było moim życiem: bałwochwalstwo dla mojej zewnętrznej urody. Zwykłam mawiać, że piękny biust jest po to, by go pokazywać. Dlaczego miałabym go ukrywać? To samo mówiłam o moich nogach, gdyż wiedziałam, że były atrakcyjne i że w ogóle miałam bardzo dobrą figurę.
W pewnym momencie z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że przez całe życie pielęgnowałam tylko moje ciało. To było centrum mojego życia i jedyne, co mnie interesowało: miłość do niego. A teraz już go nie miałam. Tam, gdzie były piersi, były okropne dziury, zwłaszcza po lewej stronie nie było niczego. Moje nogi wyglądały strasznie, bardziej były to kikuty, zwęglone, zupełnie czarne jak spalony kotlet z grilla. Tak, wszystkie miejsca mojego ciała, które najbardziej pielęgnowałam, były zwęglone i obumarłe.

W szpitalu
Następnie zabrano mnie do szpitala. Tam zaczęto mnie szybko operować i zeskrobywać miejsca ze spaloną tkanką. W czasie narkozy po raz drugi opuściłam ciało i przyglądałam się, co robili ze mną lekarze, jak byli zatroskani o moje życie i usilnie starali się mnie reanimować wszelkimi sposobami. Także i ja byłam zatroskana o moje życie, przede wszystkim bałam się z powodu nóg. Nadal miałam w sobie tę dumę, że jestem właścicielką moich nóg, mojego ciała i w mojej mocy było tak trenować je przez sport i ćwiczenia, aby były przez wszystkich podziwiane. Gdy nagle wydarzyło się coś przerażającego..
Muszę wam, kochani Bracia i Siostry wyznać, że także w sprawach religii byłam „na diecie”. W relacjach z Bogiem byłam „stosującą dietę katoliczką”. Ważne jest, abyście wiedzieli, że byłam złą katoliczką. Moja cała relacja z Bogiem polegała na tym, że uczęszczałam na niedzielną Mszę św., która trwała zaledwie 25 minut. Wyszukiwałam sobie zawsze takie Msze święte, gdzie ksiądz najmniej mówił, ponieważ nudziło mnie jego gadanie. Jaką męką byli dla mnie księża, którzy wygłaszali długie kazania. To była moja relacja z Bogiem! Była słaba i dlatego też wszystkie światowe prądy i nowe trendy w modzie miały nade mną taką władzę. Byłam prawdziwą chorągiewką na wietrze. Co właśnie uchodziło za najnowsze, najnowocześniejsze z racjonalizmu czy wolnej myśli, tam garnęłam się z zapałem.
Brakowało mi ochrony modlitwy, brakowało mi wiary. Brakowało mi także wiary w siłę łaski, w moc Ofiary Mszy Świętej. I właśnie gdy kształciłam się i specjalizowałam w zawodzie, ta moja chwiejność wydała najgorsze owoce. W tamtym czasie na uniwersytecie usłyszałam pewnego dnia, jak jeden katolicki ksiądz powiedział, że nie ma diabła i tak samo nie ma piekła. To było właśnie to, co chciałam usłyszeć! Natychmiast pomyślałam sobie w duchu: jeśli więc nie ma diabła i piekła, to wszyscy dostaniemy się do nieba. Kto w takim razie musi się obawiać? Mogę zatem robić to, co mi się podoba.
To, co mnie zasmuca, a co muszę Wam z wielkim wstydem wyznać, to fakt, że wiara w istnienie piekła była tym ostatnim sznurem, który trzymał mnie przy Kościele. To był po prostu egzystencjalny strach przed diabłem, który trzymał mnie w łączności ze wspólnotą Kościoła. Więc gdy powiedziano mi, że nie ma szatana i w ogóle piekła, powiedziałam sobie od razu: „Dlaczego mam się jeszcze starać i walczyć o życie wedle reguł „starego Kościoła”? Przecież wszyscy pójdziemy do nieba, dlatego całkowicie obojętne jest to, kim jesteśmy i co czynimy.”
To było właśnie ostatecznym powodem, dla którego całkowicie oddaliłam się od Pana. Oddaliłam się od Kościoła i zaczęłam kląć na niego i nazywałam go głupim oraz zacofanym itp. Nie obawiałam się już grzechu i zaczęłam niszczyć moją relację z Bogiem. Grzech nie pozostawał tylko we mnie, lecz zaczął rozprzestrzeniać się ze mnie na zewnątrz i zarażać innych. Stałam się aktywna; w złym znaczeniu tego słowa. O tak, nawet sama zaczęłam opowiadać wszystkim, że diabeł nie istnieje, że jest wymysłem duchowieństwa – także kolegom na uniwersytecie zaczęłam mówić, że Boga też nie ma i że jesteśmy produktem ewolucji itp.
I tak oto udało mi się wpłynąć na wiele ludzi.

Diabeł istnieje naprawdę
A teraz słuchajcie, co się zdarzyło, gdy znajdowałam się w tej straszliwej sytuacji: co za potworny strach! Nagle zobaczyłam, że demony istnieją; przybyły teraz, by mnie zabrać. Widziałam przede mną te diabły w całej ich potworności. Żaden z wizerunków, jakie dotychczas widziałam na ziemi, nie może nawet w najmniejszym stopniu przedstawić tego, jak straszliwie wyglądają.
I tak oto widzę, jak naraz wychodzi ze ścian sali operacyjnej wiele ciemnych postaci. Wydają się być normalnymi i zwyczajnymi ludźmi, ale wszystkie mają to przeraźliwe, okropne spojrzenie. Nienawiść emanuje z ich oczu. I natychmiast pojmuję, że jestem im coś winna. Przybyły, by mnie „zainkasować”, ponieważ przyjmowałam ich propozycje do grzechu, i teraz musiałam za to zapłacić, a ceną byłam ja sama. Zaprzedałam diabłu moją duszę. Dobiłam z nim interesu. Moje grzechy miały bowiem swoje konsekwencje. Grzechy należą do szatana, nie są czymś za darmo od niego, trzeba za nie zapłacić. Ceną jesteśmy my sami. Kiedy więc robimy zakupy w jego sklepie – że się tak wyrażę – będziemy musieli zapłacić za towar. Bądźmy tego świadomi. Ujrzałam naraz wszystkie me grzechy, które popełniłam od mojej ostatniej spowiedzi, to znaczy od ostatniej spowiedzi u katolickiego księdza i jego rozgrzeszenia, jak stawały się żywe.
Musimy zapłacić za każdy grzech; płacimy naszym spokojem sumienia, naszym wewnętrznym pokojem, naszym zdrowiem… A gdy jesteśmy wiernymi, stałymi klientami w supermarkecie szatana i kupujemy tylko w jego sklepie, to w końcu on sam nas „zainkasuje”. Stajemy się jego własnością. Sprzedaliśmy mu swoją duszę.
Największym kłamstwem, największą sztuczką diabła jest to, że szerzy bajki, jakoby go w ogóle nie było.
Te straszne, ciemne postaci okrążają mnie i oczywistą rzeczą jest, że przybyły tylko w jednym celu: zabrać mnie ze sobą. Prawdopodobnie nie macie wyobrażenia, jaka to była trwoga, okropny strach, do tego stopnia, że w tej sytuacji na nic mi się zdał mój intelekt, wiedza, moje akademickie tytuły i ukończone kształcenie zawodowe. Były całkowicie bez wartości. Te grzechy wciągają więc nas w głąb, w dół, do „ojca kłamstwa”. Ale gdy my nieudacznicy przynosimy Bogu nasze grzechy w sakramencie pokuty i pojednania, wtedy to On płaci cenę. On zapłacił ją na krzyżu Swoją własną Krwią i życiem. I On ponownie płaci za każdym razem, gdy grzeszymy. Zniósł dla nas potworne męki, które sobie sami zgotowaliśmy i które były zobowiązaniem wobec właściciela grzechów (szatana).
Zostaliśmy odkupieni przez Jezusa Chrystusa. Mamy więc prawo do Jego Królestwa, Jego życia, gdyż uczynił nas „Dziećmi Bożymi”.
I oto przybyły te ciemne istoty, by zainkasować swoją własność – mnie. Widziałam, jak wychodzą ze ścian i wkraczają do sali. Mnóstwo istot, które nagle stanęły wokół mnie. Na zewnątrz wyglądały początkowo normalnie, ale spojrzenie każdej było pełne nienawiści, pełne diabelskiej nienawiści. I były takie bezduszne, wewnętrznie wypalone. Moja dusza wzdrygała się i drżała, i natychmiast zrozumiałam, że były demonami. Zrozumiałam, że były tu z mojego powodu, bo byłam im coś winna, grzech bowiem nie jest czymś gratis. To jest największa podłość i kłamstwo diabła, że wmawia ludziom, że w ogóle nie istnieje. To jego strategia; później ten kłamca może robić z nami wszystko, co chce. I oto z przerażeniem zrozumiałam: Oh, istnieją! I zaczęły mnie okrążać, chciały mnie dostać. Możecie sobie wyobrazić mój strach, moje przerażenie? To był istny terror!
Na nic mi się zdała moja wiedza, rozum i pozycja społeczna. Zaczęłam tarzać się po ziemi, rzucać się na moje ciało, ponieważ chciałam uciec do niego ale ono już mnie nie wpuszczało; to napawało mnie przerażającym strachem. Zaczęłam biec i uciekać. Nie wiem jak, ale przedarłam się przez ścianę sali operacyjnej. Nie chciałam nic innego jak tylko uciec, ale gdy przeszłam przez ścianę, trafiłam w próżnię. Zostałam zaciągnięta w jeden z tych tuneli, które nagle się pojawiły i prowadziły w dół.
Na początku było jeszcze trochę światła, przypominało wosk pszczeli. I roiło się tu jak w ulu, tak wielu ludzi tu było. Dorośli, starcy, mężczyźni, kobiety krzyczący głośno, przenikliwie zgrzytający zębami. Byłam wciągana coraz głębiej i zmierzałam nieprzerwanie w dół, mimo że ciągle starałam się stamtąd wydostać. Światło stawało się coraz bardziej skąpe, a ja leciałam tym tunelem, aż stało się niezwykle ciemno. Góra była spowita w świetle, na dole natomiast robiło się coraz ciemniej. Możecie sobie wyobrazić, jak się rozradowałam, gdy zobaczyłam swą matkę w tym świetle? Była cała jasna. Umarła wiele lat temu. Naraz zrozumiałam, że tymi białymi szatami, w które moja matka niczym słońce była ubrana, były wszystkie te Msze święte, w których uczestniczyła w swoim życiu. Nie miałam możliwości dostać się do niej i pozostać przy niej. Bezbronna zapadłam w tę ciemność, której nie da się z niczym porównać. Najciemniejsza ciemność tej ziemi jest przy tym jasnym południem. Ale tamtejsza ciemność zadaje straszne cierpienia, horror i wstyd. I strasznie cuchnie. Widziałam coraz więcej strasznych postaci i istot, zniekształconych w taki sposób, którego nie możemy sobie wyobrazić.
Grzech, moi Bracia i Siostry w Panu, pozostawia w naszych duszach ślady. Te ślady naznaczają nasze dusze jak blizny, pęcherze powstałe wskutek oparzenia, nieforemne dziury. I najgorszym doświadczeniem przy tym było dla mnie to, gdy zorientowałam się, że ten okropny odór pochodził ode mnie. Ile pieniędzy wydawałam w całym swoim życiu na perfumy i odświeżacze powietrza, gdyż niczego tak bardziej nie nienawidziłam, jak smrodu. I tak oto spostrzegłam, że moje grzechy nie były gdzieś poza moją duszą, ale były we mnie, wewnątrz mojej duszy, i stamtąd rozprzestrzeniał się ów nieznośny smród.
Przypominałam demona, straszną bestię, zniekształconą przez wszystkie moje własne okropieństwa. Tak jak moja matka była ubrana w świetliste szaty Pana, tak ja byłam ubrana w worek na śmieci przez bestię, samego diabła.
W tym stanie dotarłam do swego rodzaju grzęzawiska, gdzie wiele osób tkwiło po szyję w bagnie i jęczało. Pojęłam, że to bagno złożone było z nasienia, które wytrysnęło w grzesznych związkach i podczas seksualnych zboczeń, za które my ludzie na ziemi jesteśmy odpowiedzialni. Podczas każdego wytrysku uwalniają się miliony sperm. I jedynie stosunek płciowy, który dokonuje się w związku sakramentalnym, jest pobłogosławiony przez Boga, gdyż On Sam obecny jest przy tym akcie i jest trzecią osobą w tym związku małżeńskim. On jest miłością, która uświęca i uszlachetnia każdy akt małżeński.
Seksualność pozbawiona sakramentalnych fundamentów jest tylko czystą żądzą, zaspokojeniem, egoizmem. Właśnie z tego powodu ci ludzie cierpią w tym bagnie, które sami zgotowali sobie na ziemi swymi niepohamowanymi namiętnościami. Każdy, kto uczestniczył w takich grzesznych i pozamałżeńskich stosunkach płciowych, tkwi w owym bezkresnym i cuchnącym bagnie i cierpi niewypowiedzianie z tego powodu. Wstydzi się swoich złych uczynków.
Nagle odkryłam w tym bagnie również mojego tatę. Ujrzałam go zanurzonego po szyję w tej cuchnącej breji. Przeszył mnie ból i głośno krzyknęłam: „Tato, co tu robisz?” Odpowiedział płaczącym głosem: „Moja córko, ach moja córko, cudzołóstwo, niewierność!” Wy sami przeżyjecie to pewnego dnia i wspomnicie na moje słowa. Mogę Wam tylko powiedzieć, że najbardziej bolesną rzeczą tam jest to, że widzi się zakochanego w człowieku Boga, który przez całe nasze życie jest tuż za nami i nieustannie nas szuka. Jak bardzo kochający Bóg cierpi z powodu naszych grzechów!
Ukazano mi tam, jak wiele osób modliło się za mnie, jak wielu księży i zakonnic starało się sprowadzić mnie na dobrą drogę. A ja odczuwałam jedynie pogardę wobec nich wszystkich. Byłam ordynarna w określaniu tych świątobliwych osób. Zakonnice nazywałam tak: „pingwiny”, „niezaspokojone stare wiedźmy”, „pozornie święte baby w trwającej wiecznie menopauzie, które liżą Panu Bogu palce u nóg i nie mają pojęcia o problemach ludzi na świecie”. To tylko niektóre z mniej dosadnych określeń, jakich używałam w nazywaniu ich.
Wiecie, tam, po tamtej stronie, widzi się całe swoje życie, jak jest zapisane w „Księdze życia”, każdy szczegół. Przy tym nie tylko słowa się pojawiają, które się wypowiada, lecz towarzyszą im również myśli, jakie się wówczas ma. Wszystko jest odkryte i jasne dla każdego. Często wzdrygnąć się można widząc różnicę między słowem i myślą. Grzechy, które popełniamy, nie pociągają konsekwencji tylko dla nas, lecz również dla naszego otoczenia. Są one niczym zgniłe owoce, które zarażają każdy znajdujący się w pobliżu zdrowy owoc i doprowadzają go do gnicia. Stanowi to wielkie cierpienie w tym drugim świecie, gdy widzisz, jak bardzo grzech nie szkodzi jedynie tobie, ale rozprzestrzenia się wokół ciebie i wszystko niszczy. Kiedy więc oddaję się grzechowi, kim są ci, którzy są najbliżej mnie? Moje dzieci. I tak szkodzę swoimi grzechami najpierw moim dzieciom i rodzinie.
A teraz posłuchajcie mnie dobrze i nie zatykajcie swoich uszu. Gdy człowiek popełnia ciężki grzech, diabeł ma go w swym ręku i zmusza go niczym windykator do podpisania mu weksla, który natychmiast czyni go jego własnością. Najsmutniejsze jest to, co jest pierwszym poleceniem szatana skierowanym do nas: „Idź zatem teraz i przyprowadź mi wszystkich, którzy cię otaczają, i z którymi utrzymujesz relacje!”
Matka, która kogoś nienawidzi albo która nieustannie szerzy plotki o swoich bliźnich, albo ojciec, brutalny lub uzależniony od alkoholu, który wraca zawsze pijany do domu i nie wzdraga się przed kradzieżą cudzej własności, mają zazwyczaj w swoim otoczeniu swoje własne dzieci. Jest to nadużyciem rodzicielskiego zadania, którym powinna być troska o przyszłość dzieci. Rodzicie tym swoim złym postępowaniem dają zły przykład swoim dzieciom. Tylko życie sakramentami Kościoła może przełamać takie „błędne koło” w łańcuchu, jaki łączy różne pokolenia. Tylko łaska sakramentów i moc modlitwy mogą odsunąć grzech i unicestwić go.
To była żywa ciemność. Tam nic nie jest martwe lub nieruchome. Po tym jak bezradna i bezbronna przemierzałam te tunele, dotarłam niespodziewanie na równe podłoże. Byłam w tym momencie całkowicie zrozpaczona, ale i ogarnięta silną wolą ucieczki. Była to ta sama silna wola co wcześniej, by osiągnąć coś w życiu, co teraz było dla mnie bez znaczenia, gdyż teraz byłam tutaj i nie mogłam się uwolnić. Nic mi nie pozostało z wielkich wyobrażeń i marzeń, które wcześniej miałam. Nagle stałam się całkiem mała, maleńka.
Wtedy nagle ujrzałam, że podłoże otwarło się. Wyglądało jak wielka gęba, jak przeraźliwie wielki pysk, otchłań. To podłoże żyło, trzęsło się!!! Czułam się strasznie pusta, a pode mną była ta napawająca strachem, przerażająca otchłań, której po prostu nie jestem w stanie opisać ludzkimi słowami. Najgorsze było to, że nie czuło się tutaj nic z obecności i miłości Boga; tutaj nie było niczego, ani promyka nadziei. Ta dziura miała coś w sobie, co mnie nieodparcie wsysało w dół. Krzyczałam jak szalona. Śmiertelnie przestraszyłam się, gdy zauważyłam, że nie mogłam zapobiec upadkowi, że nieprzerwanie wciągana byłam w dół. Wiedziałam, że jeśli spadnę, to nigdy stamtąd nie wrócę i że bez końca będę spadać coraz to głębiej i głębiej. To była śmierć mojej duszy, duchowa śmierć mojej duszy, bezpowrotnie zatraciłabym się.
W czasie tego przerażającego horroru, na skraju przepaści, poczułam nagle jak św. Michał Archanioł chwycił mnie za stopy. Moje ciało wpadło do tej dziury, ale ja przytrzymywana byłam za stopy. To była chwila strasznego bólu i potwornego strachu. Gdy tak wisiałam nad przepaścią, skąpe światło, które miałam jeszcze w swojej duszy, zirytowało demony i wszystkie te stwory rzuciły się na mnie.
Te okropne kreatury przypominały larwy, pijawki, chcące ostatecznie ugasić we mnie owe światło. Wyobraźcie sobie moje obrzydzenie i przerażenie, gdy ujrzałam siebie pokrytą tymi odrażającymi kreaturami. Krzyczałam, wrzeszczałam jak szalona. Te istoty paliły. O moi Bracia i Siostry, chodzi o żywą ciemność, to nienawiść pali, połyka nas, ograbia i wysysa. Nie ma takich słów, które oddałyby ten horror.

Sakrament małżeństwa
Chciałabym tutaj poruszyć kwestię małżeństwa. Chciałabym Wam również opowiedzieć o wielkiej łasce płynącej z sakramentu małżeństwa. Gdy ktoś przyjmuje w kościele sakrament małżeństwa i mówi swoje „tak” i tym samym zobowiązuje się dochować wierności, być wiernym w dobrych i złych chwilach, wtedy obiecuje to samemu Bogu Ojcu. On jest tym jedynym świadkiem, gdy składamy sobie obietnice. Kiedy umrzemy, ujrzymy ten moment zapisany w księdze naszego życia. Widziałam, jak para małżeńska w owym momencie spowita była w niewymownie pięknej, złocistej poświacie. Bóg Ojciec zapisuje te słowa złotymi literami w naszej księdze życia. Kiedy później przyjmujemy Ciało i Krew naszego Pana, zawieramy przymierze z Bogiem i osobą, którą sobie wybraliśmy na małżonka/małżonkę, z którą chcemy dzielić całe swoje życie. Kiedy oznajmiamy naszą wolę, te słowa są zobowiązaniem nie tylko wobec partnera, ale i wobec Trójcy Przenajświętszej.
Pan pozwolił mi zobaczyć, jak w dniu ślubu moich rodziców, kiedy to mój ojciec i moja matka przyjęli Komunię św., nie byli w dwójkę, lecz w trójkę. Moi rodzice i JEZUS. Bowiem w chwili, gdy przyjmujemy Komunię św., Pan tak nas jednoczy, że jesteśmy jedno. Bierze nas do Serca i w Jego Sercu stajemy się jedno. Razem z Jezusem tworzymy świętą trójcę. Człowiek zatem niech nie rozdziela tego, co Bóg złączył. I teraz pytam się: kto jest w stanie rozdzielić coś takiego? Nikt! Nikt, moi Bracia i Siostry w Chrystusie Panu, nikt nie może rozbić tego przymierza. Naprawdę nikt, po tym jak Bóg go pobłogosławił. I kiedy te dwie dziewicze osoby zawierają związek małżeński, o jakie błogosławieństwo spoczywa na takiej parze!
Ujrzałam również ślub moich rodziców: gdy mój ojciec wkładał mojej matce pierścionek na palec, a ksiądz ogłaszał ich mężem i żoną, Pan przekazał ojcu laskę pasterską, która wyglądała jak zgięta na górze świetlista laska; to jest łaska, którą Pan daje mężowi. To prezent autorytetu Boga Ojca, aby ten mąż mógł opiekować się małą trzódką swojej rodziny, którą są jego dzieci, dane mu w darze w małżeństwie, i aby bronił swego małżeństwa, aby strzegł swoich dzieci przed wieloma szkodami i niebezpieczeństwami, na jakie narażona jest rodzina.
Mojej matce Bóg Ojciec dał coś na kształt ognistej kuli i umieścił ją w jej sercu. Oznacza ona miłość Ducha Świętego; zobaczyłam, że moja matka była bardzo czystą kobietą. Bóg był pełen radości.
Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak wiele nieczystych duchów próbowało zaatakować mojego ojca w tamtym momencie. Te duchy wyglądały jak larwy, pijawki.
Musicie wiedzieć, że gdy ktoś ma pozamałżeńskie stosunki płciowe, to wówczas te nieczyste duchy uczepiają się natychmiast tej osoby, oblepiają ją wszędzie, zaczynają od genitaliów, biorą w posiadanie ciało, hormony, osadzają się w mózgu, zajmują przysadkę mózgową, grasicę (glandula) i wszystkie neurologiczne miejsca organizmu ludzkiego oraz rozpoczynają produkcję mnóstwa hormonów, które pobudzają niskie instynkty. Przekształcają dziecko Boże w niewolnika swej żądzy, instynktów, pożądania seksualnego. Czynią z niego człowieka, o którym mawia się, że używa życia.
A my mówimy tak lekkomyślnie: raz się żyje – i to „raz” pociąga za sobą gorzkie konsekwencje…
Gdy para małżeńska jest dziewicza, Bóg jest szczególnie uwielbiony. Bóg zawiera z nimi święte przymierze i błogosławi ich seksualność. (To błogosławieństwo otrzymuje również para, która nie zawarła związku małżeńskiego będąc czystą). Seksualność bowiem nie jest grzechem. Bóg dał ją jako błogosławieństwo. Tam gdzie małżeństwo zawierane jest przed Bogiem, tam jest On obecny, także w łożu małżeńskim. W sakramentalnie zawartym małżeństwie osoby udzielają sobie łask Bożych w intymnym obcowaniu, w związku niepobłogosławionym brudzą się wzajemnie swoim grzechem.
Bóg raduje się, gdy może im towarzyszyć w ich nowym życiu. Bóg i taka para tworzą jedność. Szkoda, że wiele małżeństw tego nie wie i nie myśli o tym. Gdy bierze się ślub w kościele jedynie z tradycji, nie wierząc w ten sakrament, błogosławieństwa nie ma.
Wielu myśli podczas ceremonii o tym aby jak najszybciej się skończyła, aby mogli wreszcie świętować, jeść, pić, bawić się. Zapominają o Panu. Tak jak ja wtedy uczyniłam i zostawiłam Go samego. Do głowy mi nie przyszło, aby zaprosić Pana do mojego nowego domu, do mojego nowego życia. On tak bardzo lubi być zapraszanym do bycia z nami, we wszystkich sytuacjach życiowych. Chce, abyśmy odczuli Jego obecność. Wprawdzie jest obecny z racji sakramentu małżeństwa, ale lubi, kiedy z własnej woli Go o to prosimy i zapraszamy.
Także i ja nie zaprosiłam Go, aby po moim weselu przybył do mojego domu. Zostawiłam Go w kościele, potem spędziłam moje tygodnie miodowe, w ogóle nie myślałam już o Nim, powróciłam do domu, a On smutny pozostał na zewnątrz i w ogóle nie zwracałam na Niego uwagi, nie zapraszałam do siebie.
Ale jak dobrze byłoby dla małżonków, gdyby byli świadomi Jego obecności i nie popełniali tego samego błędu, jak ja wtedy. Przy ślubie moich rodziców najpiękniejsze było to, że Bóg przywrócił memu ojcu wszystkie łaski, które stracił z powodu swego rozpustnego życia. Bóg uczynił to z miłości do mojej matki, jego żony, która jako dziewica zawarła związek małżeństwa. Bóg uleczył przez to zbrukaną seksualność mojego ojca i cały związany z nią nieporządek hormonalny. Ale ponieważ ojciec był bardzo „męski” – istny, tak zwany macho – to i jego przyjaciele zaczęli go znowu zatruwać i zwodzić, mówiąc mu, aby nie dał się wodzić za nos swojej żonie, szybko przekonali go do powrotu do swego wcześniejszego trybu życia. Okazał się niewiernym powierzonej sobie żonie, mojej matce, już w 14 dni po swoim weselu i dał się zaciągnąć do domu publicznego, by udowodnić swoim przyjaciołom, że jest panem, że nie będzie pantoflarzem.
I wiecie, co się stało z laską pasterską, którą otrzymał od Pana? Demon mu ją zabrał. I wszystkie te brudne złe duchy powróciły i przykleiły się do niego. Mój ojciec przeobraził się z pasterza swojej rodziny w wilka, który nie chronił już swej rodziny, a otworzył demonom drzwi na oścież i stał się postrachem całego domu.
Mój ojciec powiedział we łzach po tamtej stronie: „Dzięki mojej cudownej żonie, twojej matce, która modliła się przez 38 lat za mnie o moje nawrócenie i prowadziła przykładne życie jako ofiarna matka, zostałem uratowany przed piekłem.”
Moja matka modliła się przez 38 lat swego życia za mojego ojca, który prowadził zepsute i pełne cudzołóstwa życie, także z winy mojego dziadka, który zabrał go, 12-latka ze sobą do domu uciech, by zrobić z niego mężczyznę. I wiecie, jak modliła się zawsze moja matka przed Najświętszym Sakramentem? Mówiła: „Panie, wiem Boże mój i ufam, że nie pozwolisz umrzeć Swojej służebnicy, zanim nie ujrzę nawrócenia mojego małżonka. Proszę Cię nie tylko za moim mężem, ale błagam Cię również, abyś wspierał wszystkie te biedne kobiety, które znajdują się w tej samej nieszczęśliwej sytuacji, co ja. Szczególnie proszę Cię za tymi kobietami, które oddają się mocy wróżbitów, czarnoksiężników i innym narzędziom magii oraz siłom demonicznym. Proszę Cię za wszystkimi tymi, które w ten sposób sprzedają demonom swoje dusze i dusze swoich dzieci, zamiast być przed Najświętszym Sakramentem – przed Tobą – modlić się tutaj i Cię uwielbiać. Proszę Cię także za nimi. Wspieraj je wszystkie i uwolnij je z więzów złego!”
Tak modliła się moja matka. I wiecie, dlaczego zawsze kochałam swego ojca i na niego spoglądałam? Ponieważ moja matka była właśnie dobrą kobietą, która nas nigdy, ani trochę, nie skłaniała do tego, by kogoś nienawidzić a tym bardziej naszego ojca, mimo że dawał jej ku temu powody.
Czasami moja matka mawiała do mnie, jakoby miała widzenie i widziała, że po każdym ciężkim grzechu ziemia się otwiera i połyka daną duszę. Często naigrywałam się z tych jej opowiadań i nazywałam ją głupią oraz naiwną. Mówiłam często do niej: „Wiesz co, Bóg mi właśnie pokazał, jak otwarła się ziemia i połknęła tatę.” Mówiłam to nawiązując do jej wypowiedzi odnośnie do ciężkich grzechów.
Ale w tym drugim świecie stało się dla mnie jasne, że moja matka naprawdę miała mistyczną wizję. Odpowiedziała mi tak: „Tak, moja córko, widziałam twego ojca. Był spętany przez diabła, który chciał go zaciągnąć do otchłani. Ale musisz wiedzieć, że owinęłam go natychmiast moim różańcem i zaciągnęłam do kościoła przed Najświętszy Sakrament. To była ustawiczna walka. Szatan chciał go zaciągnąć w dół swymi pętami, a ja swoim różańcem ciągnęłam go z powrotem w górę. I kiedy wreszcie przyprowadziłam go do kościoła, rzekłam do Pana: ‘Oto przyprowadzam Ci go i ufam Tobie, że go uratujesz.’”
Mój ojciec nawrócił się osiem lat przed swoją śmiercią. Z głęboką skruchą prosił Boga o przebaczenie, a miłosierny Bóg odpuścił mu. Mój ojciec jednakże nie odpokutował swoich czasowych kar za grzechy. Wprawdzie żałował, wyspowiadał się i otrzymał rozgrzeszenie, ale nie miał okazji odbyć pokuty. Dlatego znajdował się w Czyśćcu aż po szyję w tym cuchnącym bagnie, który już wcześniej opisałam.
Pokutowanie za popełnione grzechy i zadośćuczynienie to jedna z tych rzeczy, o których tak łatwo zapominamy. Właściwie to bardzo mało o tym myślimy. I jest też tak, że my sami z siebie bardzo mało możemy zadośćuczynić. Ale Jezus w Najświętszym Sakramencie może nam udzielić łaski, abyśmy mogli pokutować. Gdy Go odwiedzamy w Najświętszym Sakramencie i uwielbiamy Go, otrzymujemy często ten dar pokuty, zadośćuczynienia za skutki naszych grzechów. Właśnie w tym drugim świecie Bóg ukazuje nam, czym nasze grzechy skutkują dla innych. Cierpi On bardziej z powodu skutków naszych grzechów dotykających inne osoby, aniżeli z powodu samego grzechu, ponieważ te skutki są zazwyczaj bezpośrednim atakiem przeciwko Jego miłości. Bóg sam w Sobie jest miłością.
Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu to jedyna droga, która nas bezpośrednio prowadzi do Nieba. Zapamiętajcie to sobie! To bardzo ważne dla nas wszystkich.
Gdy ktoś zdradza swojego małżonka/małżonkę, zdradza Pana Boga. Łamie obietnicę, którą złożył Bogu i swojemu partnerowi w dniu swego ślubu. Jeśli ktoś zamierza nie dotrzymać obietnicy małżeńskiej, niech lepiej nie zawiera związku małżeńskiego. Pan mówi do nas: „Jeśli jesteś niewierny, sam siebie potępiasz. Jeśli nie jesteś wierny, to się nie żeń.”
Pan mówi: „Moje dzieci, proście Mnie, abyście mogły być wierne swojej małżonce/małżonkowi, abyście mogli być wierne waszemu Bogu.”
Ile szkód i cierpień doświadcza małżeństwo z powodu niewierności! Gdy np. mężczyzna idzie do domu publicznego albo rozpoczyna romans ze swoją sekretarką, to pomimo prezerwatywy zaraża się wirusem. Wtedy nie pomoże żadna kąpiel. Ten wirus nie ginie i później, gdy przychodzi do swej żony, przenosi tego wirusa na nią i ten zagnieżdża się w pochwie lub w macicy, a później rozwija się z tego rak. Tak, rak!
Kto więc odważy się twierdzić, że cudzołóstwo nie zabija?! I jakże wiele kobiet, które dopuściły się cudzołóstwa, boi się potem, że zostanie odkryty ich cudzołożny związek, i wtedy chcą usunąć dziecko? Zabijają niewinnego człowieka, który nie może jeszcze ani mówić, ani się bronić. To kilka przykładów nieprzewidzianych konsekwencji grzechów, krótkiej chwili przyjemności.
Cudzołóstwo zabija w wieloraki sposób. Potem mamy jeszcze czelność skarżyć się na Boga i zrzucać na Niego winę, gdy rzeczy nie mają się tak, jak tego byśmy chcieli, gdy mamy problemy, gdy nawiedzają nas choroby. To my fundujemy sobie nieszczęście i ściągamy je na siebie naszymi grzechami. Za grzechem stoi zawsze przeciwnik, szatan. Otwieramy mu drzwi, gdy ciężko grzeszymy. I gdy spotyka nas jakieś nieszczęście, wtedy Boga obarczamy odpowiedzialnością za to. Biada temu, który próbuje zniszczyć małżeństwo. Gdy ktoś rujnuje małżeństwo, uderza w skałę, którą jest Jezus. Bóg chroni małżeństwo, nigdy w to nie wątpcie!
Chciałabym Wam też jeszcze powiedzieć, że musicie dobrze uważać na wszelkiego rodzaju teściów, którzy mieszają się do małżeństwa dzieci, aby zniszczyć ich związek, zaszkodzić relacji małżonków, siejąc nieufność, uważając się za kogoś mądrzejszego. Nawet jeśli nie lubicie swojej synowej lub zięcia, czy sprawiedliwie czy nie, nie mieszajcie się w ich związek. Lepiej pomódlcie się za to małżeństwo. Oboje są już w małżeństwie i nic już nie można zrobić. Jedyną rzeczą, którą możecie zrobić, to modlitwa za nich. Módlcie się za to małżeństwo i milczcie. I ofiarujcie Panu to swoje milczenie, które być może nie przychodzi Wam łatwo. Wiele kobiet samo się potępiło, ponieważ mieszały się do małżeństwa swoich dzieci. To bardzo ciężki grzech. Gdy zauważacie, że coś nie jest w porządku, że jedno z nich grzeszy przeciwko małżeńskiej obietnicy, bądźcie cicho i módlcie się.
Proście Boga za nimi, proście Boga o pomoc. Możecie również porozmawiać z obojgiem i prosić ich, aby ratowali swe małżeństwo, aby brali pod uwagę swoje dzieci, gdyż małżeństwo jest po to, aby kochać, obdarzać się i wzajemnie sobie przebaczać. Trzeba walczyć o małżeństwo, ale nie poprzez mieszanie się i ustawianie po jednej stronie barykady.
Przebiegłość diabła
Kto oglądał film „Pasja Chrystusa” Mela Gibsona, ten przypomni sobie, że szatan był ukazany podczas biczowania Pana jako dziecko, które patrzyło na Jezusa i uśmiechało się do Niego. Wiecie, dziś szatan nie jest już dzieckiem, jest potworem, przyczyną i sprawcą wszelkiego zła, perwersyjnym, wstrętnym typem, który zniewolił wielu ludzi żądzą ciała, czarami i fałszywymi naukami, np. jak ta, gdzie diabeł twierdzi, jakoby w ogóle nie istniał. Wyobraźcie sobie, jaki jest sprytny, że daje się zanegować. Wmawia nam, że go nie ma, aby mógł spokojnie czynić z nami wszystko, co chce. Samych wierzących okłamuje na wszelki możliwy sposób. Sieje zamęt wśród ludzi na tysiąc sposobów i u każdej pojedynczej osoby wykorzystuje jej słabe punkty. Tak więc wielu jest praktykujących katolików, którzy chodzą na Mszę św. i jednocześnie do wróżbitów. Zły bowiem wmawia im, że to nic złego i że i tak pójdziemy do Nieba, gdyż nie czynimy nikomu niczego złego. Demon zwodzi, wykorzystuje i dyryguje wszystkim za pomocą świetnie przemyślanego planu: podstępem.
Mówię Wam jednakże, że jeśli wybieracie się do wróżki, nieważne co tam robicie, lub czego nie robicie; bestia tak czy inaczej odciśnie na Was swoją pieczęć, jeśli zwracacie się ku okultyzmowi, chodzicie do tarocistów, wywołujecie duchy, paracie się okultyzmem i astrologią, bierzecie udział w seansach z wirującymi stolikami – przy tych wszystkich „hobby”, które w dzisiejszym świecie są w modzie, Zły wyciska na Was swoją pieczęć.
Po raz pierwszy w takim miejscu byłam z moją koleżanką, która zabrała mnie do czarownicy, by ta przepowiedziała mi moją przyszłość. I tam zostałam opieczętowana przez bestię. Tak, Zły wycisnął wtedy na mnie swoją pieczęć. Od tamtego czasu pojawiło się w moim życiu zło, wewnętrzne niepokoje, zamęt, nocne koszmary, lęki, udręczenia, obawa, przerażenie. Ogarnęła mnie chęć samobójstwa. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć przyczyny tej chęci. Płakałam, czułam się nieszczęśliwa i nigdy więcej nie miałam w sobie pokoju. Wprawdzie modliłam się, ale czułam, że Pan jest tak daleko ode mnie, nigdy już nie odczuwałam bliskości Boga, jakiej doświadczałam będąc dzieckiem. Coraz trudniej było mi się modlić. To takie jasne: otwarłam Złemu drzwi i wkroczył w moje życie z całą swoją mocą.

Dusze Czyśćcowe
Powracam teraz do tego strasznego miejsca, w którym się znajdowałam, na skraju tej okropnej przepaści. Musicie wiedzieć, że byłam bezbożniczką, w praktyce ateistką. Nie wierzyłam już w istnienie diabła, a tym samym w istnienie Boga. Tutaj jednakże – w tych okolicznościach – zaczęłam krzyczeć: „O, wy Biedne Dusze Czyśćcowe, proszę was, wyciągnijcie mnie stąd, wydostańcie mnie. Proszę, pomóżcie mi!”
Gdy tak krzyczałam, przepełnił mnie dotkliwy ból. Wówczas zauważyłam, jak miliony, wiele milionów ludzi płakało i szlochało. Ujrzałam nagle, że były tu niezliczone rzesze ludzi, młodych, przede wszystkim młodych osób, wszyscy pośród niewymownych cierpień. Pojęłam, że w tym strasznym miejscu, w tym bagnie pełnym nienawiści i cierpienia zgrzytali zębami, i wydawali z siebie takie ryki i wrzaski z bólu, że przyprawiało mnie to o dreszcze, czego nigdy nie zapomnę.
Macie pojęcie? To jest nieobecność Boga, to są grzechy, to ich konsekwencje. Czy rozumiecie czym jest grzech? To całkowite przeciwstawienie się Bogu, który jest nieskończoną miłością. Grzech jest czymś tak przerażającym, że ma takie straszne skutki. A my żartujemy sobie z tego. Żartujemy z grzechu, piekła i demonów. Jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, co robimy. Od tamtego przeżycia upłynęły lata, ale zawsze gdy o tym myślę, płaczę z powodu cierpień tych wielu ludzi (Pani Polo wybucha płaczem). To byli samobójcy, którzy w momencie rozpaczy odebrali sobie życie a teraz byli pośród tych mąk i katuszy; otoczeni przez te okropne stwory, okrążeni przez demony, które ich męczyły. Najgorsza w tej całej torturze była nieobecność Boga, jego kompletna nieobecność, bo tam nie czuje się Boga. Zrozumiałam, że ci, którzy odbierają sobie życie, muszą tam tak długo pozostać, tyle lat, ile musieliby żyć na ziemi. Samobójstwem naruszyli porządek Boga, dlatego demony miały do nich dostęp.
Dusze Czyśćcowe zazwyczaj są chronione od wszelkiego wpływu zła, są już świętymi Boga i nie mają już nic wspólnego z demonami. Mój Boże, tak wielu biednych ludzi, szczególnie młodych, tak wielu, wielu, płaczących, cierpiących niewymownie. Gdyby wiedzieli, co ich czeka po samobójstwie, z pewnością pogodziliby się z karą więzienia, niż z czymś takim. Wiecie jakie dodatkowe cierpienia muszą znosić? Muszą przyglądać się, jak ich rodzice czy najbliżsi, którzy jeszcze żyją, cierpią z ich powodu, znoszą hańbę, wpędzają się w kompleksy winy:
Gdybym go wychował surowiej, gdybym go ukarał, albo: gdybym mu powiedział, gdybym zrobił to czy tamto i na odwrót. Te wyrzuty sumienia są przytłaczające i bolesne, stanowią piekło na ziemi.
Konieczność przyglądania się temu cierpieniu ich najbliższych sprawia im największy ból. Jest to dla nich największa męka, z której cieszą się demony i pokazują im wszystkie te sceny: Popatrz, jak twoja matka płacze. Popatrz jak twój ojciec płacze, jak są zrozpaczeni, przepełnieni strachem, jak się obwiniają, jak dyskutują i nawzajem się oskarżają. Popatrz na cierpienia, jakie im zadałeś. Spójrz, jak teraz buntują się przeciw Bogu. Spójrz na swoją rodzinę – wszystko to twoja wina!
Te biedne dusze potrzebują przede wszystkim tego, aby ci, którzy pozostali na ziemi, zaczęli lepsze życie, zmienili swoje życie, spełniali dzieła miłości, odwiedzali chorych, aby zamawiali Msze święte za zmarłych oraz sami w nich uczestniczyli.
Dusze te miałyby z tego wiele dobrego i czerpałyby pociechę. Dusze, które są w Czyśćcu nic nie mogą już dla siebie zrobić. Nic, zupełnie nic. Ale Bóg może uczynić coś poprzez niezmierzone łaski Ofiary Mszy Świętej. Powinniśmy im tym sposobem pomóc i zamawiać za nie Msze św., sami w nich uczestniczyć i ofiarowywać nasz udział jako dar Ojcu w Niebie przez Najświętszą Maryję Pannę.
Przepełniona strachem, zrozumiałam teraz, że dusze te nie mogły mi pomóc. W obliczu tego strachu i paniki ponownie zaczęłam wołać: „Kto się pomylił? To musi być jakiś błąd! Spójrzcie, jestem święta, wszyscy nazywali mnie w moim życiu świętą. Nigdy nie kradłam i nigdy nie zabiłam. Nikomu nie zadałam cierpień. Zanim zbankrutowałam, za darmo leczyłam zęby i często nie żądałam pieniędzy, gdy nie mogli mi zapłacić. Robiłam paczki dla biednych… Co ja tu robię?”
Domagałam się moich „praw”! Ja, która przecież byłam taka dobra, która powinnam trafić prościutko do nieba. „Co tu robię? Chodziłam w każdą niedzielę na Mszę świętą, mimo że podawałam się za ateistkę i nie zważałam na to, co mówił ksiądz. Nigdy nie opuściłam Mszy świętej. Jeśli w całym moim życiu nie było mnie na niej pięć razy, to wszystko, nie więcej. Co ja tutaj zatem robię? Uwolnijcie mnie stąd! Wyciągnijcie mnie stąd!”
Krzyczałam i wrzeszczałam, pokryta tymi ohydnymi stworzeniami, które się mnie uczepiły:„Jestem wyznania rzymsko-katolickiego, jestem praktykującą katoliczką, proszę, uwolnijcie mnie stąd!”

Ujrzałam moich rodziców
Podczas gdy moje ciało na ziemi znajdowało się w śpiączce, gdy tak krzyczałam, że jestem katoliczką, ujrzałam małe światło – i wiedzcie, że tylko jedno malutkie światełko w tej nieprzeniknionej ciemności jest czymś wspaniałym, gdy znajdujecie się w takiej absolutnej, nie dającej się opisać ciemności. To najlepsze, co może się Wam w tej sytuacji przytrafić. To największy prezent, o którym można pomarzyć i na którego otrzymanie nie ośmielacie się mieć nadziei. Nad tą niesamowitą i mroczną dziurą widzę kilka stopni, spoglądam w górę i zauważam tam mojego ojca. Umarł 5 lat przed tym wydarzeniem. Stał prawie na skraju tej przepaści. Miał trochę więcej światła niż ja tam na dole. Cztery stopnie wyżej zobaczyłam moją matkę, która miała więcej światła. Była zatopiona jakby w modlitwie, w takiej postawie adoracji. Gdy ujrzałam ich oboje, wypełniła mnie taka radość, tak wielka, że nie mogąc się opanować zaczęłam wołać: „Tato! Mamo! Jakże się cieszę, że was widzę. Proszę, wyciągnijcie mnie stąd! Proszę was z całego serca, wyciągnijcie mnie stąd! Wydostańcie mnie stąd!”
Gdy skierowali swój wzrok na mnie i mój tata zobaczył mnie w tej beznadziejnej sytuacji, powinniście byli widzieć ten wielki ból, który mogłam wyczytać z ich twarzy. Po tamtej stronie natychmiast widzi się takie rzeczy, ponieważ każdego rozpoznaje się do głębi. Tak więc spojrzałam na nich i natychmiast odczułam ogromny smutek i cierpienie, jakie czuli moi rodzice widząc mnie w takim stanie.
Mój tata zaczął gorzko płakać, zasłonił twarz rękami i lamentował: „Moja córko! Moja córeczko!”A moja matka dalej modliła się, i tak oto zdałam sobie sprawę, że moi rodzice nie mogli mnie stąd wydostać. Przy tym wszystkim wielkim cierpieniem było to, że moją sytuacją przyczyniłam się do tego, że również tam, gdzie byli, musieli dodatkowo znosić mój ból. Moje cierpienie potęgowało się, gdy widziałam, jak dzielą je ze mną i nic nie mogą dla mnie zrobić. Pojęłam również, że byli tu dlatego, ponieważ musieli zdać Panu sprawę z wychowania, które było ich udziałem.
Byli ustanowionymi strażnikami moich talentów, które Bóg mi dał. Powinni byli ustrzec mnie przed atakami szatana swoim życiem i przykładem. Powinni byli podtrzymywać łaski, dane mi przez Pana. Wszyscy rodzice są strażnikami talentów, które Bóg daje ich dzieciom. Gdy ujrzałam cierpienie moich rodziców, przede wszystkim mojego ojca, krzyczałam zrozpaczona: „Wyciągnijcie mnie stąd, zabierzcie mnie stąd!”

Eutanazja
Ponownie z całej siły zaczęłam krzyczeć: „Wydostańcie mnie stąd! To musi być jakaś pomyłka. Kto jest za nią odpowiedzialny? Wyciągnijcie mnie stąd!”
Wtedy, gdy tak krzyczałam, moje ciało znajdowało się na ziemi w śpiączce. Byłam podłączona do wielu aparatów. Byłam w agonii. Umierałam. Moje płuca nie pracowały, nerki już nie funkcjonowały, „żyłam” jeszcze, gdyż byłam podłączona do urządzeń, i ponieważ moja siostra, która także jest lekarzem, nalegała, aby nie odłączano mnie od nich. Powiedziała do opiekujących się mną lekarzy i pielęgniarek, którzy chcieli ją namówić do zakończenia intensywnej terapii i wyłączenia aparatury: „Nie jesteście Bogiem!” Lekarze bowiem uważali, że nie opłaca się kontynuować intensywnej terapii. Rozmawiali już z moimi bliskimi i przygotowywali ich na to, że umrę. Mówili, że powinni pozwolić mi umrzeć w spokoju, ponieważ leżałam w agonii. Moja siostra jednakże nie ustępowała. Widzicie tu ten kontrast? W moim życiu zawsze broniłam eutanazji, tak zwanego prawa do „godnej śmierci”. Moja siostra tylko dlatego mogła przy mnie być, ponieważ sama była lekarzem. Przez cały czas trwała przy mnie. I wyobraźcie sobie: w momencie, gdy moja dusza była po drugiej stronie i widziałam rodziców, i krzyczałam z całych sił do nich, moja siostra usłyszała całkiem wyraźnie, jak wołałam do moich, naszych, rodziców, ciesząc się z tego, że przybyli, aby mnie wydostać…
Moja siostra jednakże źle zinterpretowała to wołanie. Prawie umarła ze strachu, kiedy usłyszała moje krzyki - naprawdę usłyszała je wyraźnie przy moim łóżku. Dla niej oznaczały one, że ostatecznie odejdę z tego świata. Krzyknęła: „Moja siostra umarła! Przegrała walkę. Mój ojciec i moja matka zabrali ją. Odejdźcie stąd, tato, mamo, idźcie sobie! Nie bierzcie jej ze sobą. Ma przecież jeszcze dzieci, które są małe. Nie zabierajcie jej nam. Nie zabierajcie mojej siostry Glorii. Zostawcie ją!”
Lekarze musieli ją stamtąd zabrać, gdyż sądzili, że jest w szoku. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ przeżyła wiele: śmierć mojego siostrzeńca, którego potem musiała zabrać z krematorium, śmierć swojej siostry, lub jej krytyczną sytuację; nie umarła, ale nie przeżyje dzisiejszego dnia, jak mniemali lekarze. Obciążona była tymi troskami i obawami już od 3 dni i do tego wszystkiego nie mogła jeszcze spać. Nic dziwnego, że jej koledzy sądzili, że postradała zmysły.

Egzamin
I na nowo zaczęłam krzyczeć: „Czy nie rozumiecie? Wyciągnijcie mnie stąd, jestem przecież katoliczką! To wszystko musi być jakimś nieporozumieniem, pomyłką! Któż się tam pomylił? Proszę, wyciągnijcie mnie stąd!”
I gdy tak rozpaczliwie krzyczę, nagle słyszę głos, tak słodki i miły, niebiański głos. Słysząc go moja cała dusza drży z radosnego podniecenia. Wypełnia się głębokim pokojem i niewyobrażalnym uczuciem miłości, a wszystkie te ciemne postaci przerażone błyskawicznie odstępują, nie mogą bowiem przeciwstawić się owej miłości. Tego pokoju też nie mogą znieść. Upadły na ziemię, leżały tak, jak gdyby też adorowały Pana. To zdarzenie wywarło na mnie wielkie wrażenie. Ów niesamowity pokój powraca do mnie i słyszę, jak czarujący głos mówi: „No dobrze, jeśli naprawdę

Dozwolone jest rozpowszechnianie, kopiowanie i używanie tekstu dla sprawozdań, czasopism, gazet, telewizji i radia jak i Internetu przy spełnieniu następujących warunków:
1) Treść nie może być skracana ani zmieniana – zdania nie mogą być wyrywane z kontekstu. W przypadku przedruku własnych skrótów czy streszczeń świadectwa należy uprzednio skontaktować się z polski@ane.in
2) Nie jest dozwolona sprzedaż i dzierżawa w celach komercyjnych tekstu lub jego części, zdjęć, nagrań video i audio.
3) Świadectwo i jego przedruki mogą być rozpowszechniane jedynie bezpłatnie i używane w celach niekomercyjnych. Ponadto wyraźnie musi zostać podane źródło tekstu: www.gloriapolo.net

Na www.gloriapolo.net można przejrzeć strony, które w wielu językach opisują historię pani Glorii Polo.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)

Komentarze

Przyznaję, mój sceptycyzm zachwiał się, po filmie z udziałem Glorii. Niestety tytułu nie pamiętam :(

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mukuzani

#281579

Nie są to moje odkrycia
Ten dar każdy posiada wystarczająco
Niestety zły kręci się nieustająco
Chce nas odwodzić od Boga
Bo spala go Boska droga
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#281662

tyle słów i po co ? nigdy się nie dowiemy jak jest potem

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#281600

Potem... dowiesz się.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mukuzani

#281610

się dowiemy, dlatego nie handluj znaczeniami drogi mukuzani

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#281612

Możesz jaśniej,bo prostym człowiekiem jestem, a domyślam się, że coś ważnego masz ludzkości do przekazania ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mukuzani

#281614

wszystkich ogarnie , to będzie to po tem do poznania lecz nie do przekazania.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#281628

A nie tylko swoimi ignorancjami ateistycznymi nudził
Skup się na tekście, spróbuj zrozumieć treść
By potem pośród niewiernych go dalej nieść
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#281666

co to jest?!

Mniejsza o formę (przyczepię się tylko do tłumaczenia "Podczas każdego wytrysku uwalniają się miliony sperm" - stawiałabym na plemniki), ale treść... kościelna agitka?
Na miarę Wenezueli?

Czy tylko tak brzmi?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#281616

Czy w tobie zły się tylko mieści?
Czas się skupić na treści tu zawartej
Bo jest sama w sobie bardzo wartej
Otwiera oczy gdy ktoś ma jeszcze zamknięte
Gorzej gdy przez złego ,ktoś ma zasłonięte
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#281669

odpowiem krótko, lecz treściwie:
boli Cię głowa?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#281712

Obiektywizm kryjący się za tym zgłoszeniem na to właśnie wskazuje... ;p

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#281758

Niestety tylko się zagubisz i ze złem podziejesz
Zejdź na ziemię i zacznij myśleć logicznie
Życie jest krótkie, a rozliczenie bywa tragiczne
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#281845

Nie mnie logiki z nas dwojga brakuje-
To raczej Twoje myślenie szwankuje.
Dostałeś przecież swój rozum od Boga,
Dlaczego go użyć zabrania Ci trwoga?

Stawiasz swą Glorię na piedestale,
Zapominając w nabożnym szale,
Że nie jest grzechem wątpić w bliźniego,
Bo wierzyć bez granic masz tylko w... Niego.

Pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282314

Może jakieś informacje poufne dostałeś?
Nigdzie Glorii nie wywyższam oczywiste
Może twoje oko było mgliste
Ja przedstawiam jej doświadczenia własne
A ty przedstawiasz zarzuty rubaszne
Sednem jest powrót do Wiary
Nie szukanie jakiejś zagubionej ofiary
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282365

Choć nie nadążasz za myślą moją,
Postaraj się chociaż nadążyć za swoją:
"Czy w tobie zły się tylko mieści?" -
Przecież to Twoje bezsprzecznie treści.

Cóż to strasznego takiego zrobiłam?
To proste: w Glorię nie uwierzyłam.
Kto Glorii nie ceni, ten ma w sobie złego -
To jasny wniosek z... Ciebie, Kolego.

Pisać wierszyki każdy potrafi,
Nie każdy jednak umie w sens trafić.
Jeśli nie myślisz, kiedy rymujesz
Pomyśl, nim znowu rym zastosujesz.

Na tym zakończę, Panie Mrukliwy -
Pisanie z Tobą to zaszczyt wątpliwy.
Niezgrabne Twe rymy, niemiłe słowa,
Po co i mnie ma rozboleć głowa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282522

Bóg poprzez Glorię chce dziś każdego oświecić
Skoro się szuka dziury ,miast łączyć Wiarę
Wymyślasz temat zastępczy, robiąc z kogoś ofiarę
Nie piszę dla sławy, ani tanich oklasków
Więc nie schowam głowy do pustynnych piasków
Z myśleniem problemów nigdy jakoś nie miałem
Więc reprymendę nie słusznie w temacie dostałem
Zresztą to mogą osądzić tu czytający postronni
Jeśli nie są towarzysko powiązani i jednostronni
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282586

Poszukującym - nie tym kpiącym - polecam jeszcze jako uzupełnienie lekturę pism Św. Teresy z Avila, doktora Kościoła, która także doznała łaski poznania piekła i to opisała. 

Nic nie wiem, czy Dante miał jakieś wizje zanim napisał swoją Boską Komedię. Ale jego opisy są zdumiewająco podobne w swym sensie do opisów p. Glorii. Różnią się szczegółami, ale istota sprawy ta sama i wyjaśnienia przyczyn rodzajów cierpienia po śmierci b. podobne. A jakże chętnie dyskredytuje się takie teksty, jak Dantego, jako zacofanie średniowieczne!

Po raz pierwszy czytałem Boską Komedię w młodości i wydała mi się najpiękniejszą książką o miłości, jaką czytałem. Nie jest to dla współczesnego czytelnika łatwa lektura, ale gorąco polecam.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282017

Poszukującym Bóg drogi rozświetla swoiście
By rozwijały się wiedzy liście
Mądrość szła wśród różnego Narodu
Bo bez Boga doznają głodu
Tego duchowego, który jest najważniejszy
Świat bez niego jest mniejszy
A zło się szerzy wszędzie
Jego propagowanie jest w dużym błędzie
Dziękuję za odnośnik podobnego oświecenia
Głupcy dążą zawsze do zniewolenia
Im nie należy się poddawać
Lecz ripostę krótką mocną dawać
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282124

gość z drogi

ukłony z pozdrowieniami

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#282347

Wzajemnie Pozdrawiam , doznając przy tym wielkiej radości
Jesteś jak promyk słońca ,gdy chmury zaciemniają
Rozjaśniasz wszystko dokoła ,a one gdzieś znikają
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282368

gość z drogi

dzięki za piekne słowa wierszem napisane...to prawdziwy DAR,ja tak nie umiem :)

wracając do tekstu przez Ciebie cytowanego....

widocznie jestem "inna" skoro to świadectwo tak bardzo mnie poruszyło,że nawet nie komentowałam,GO

myślę ,ze w tekście nam podarowanym,każdy znajdzie coś dla siebie...i TO jest wielkim Darem...

zatrzymać się na moment w tym szalonym pędzie,

pędzie do CZEGO ?

wszak wszystkich czeka jednakowy KONIEC....

ja wiele znalazłam tak w pierwszym tekscie jak i drugim...

.bardzo wiele...

i dzięki za TAKIE właśnie Przystanki na naszej drodze ŻYCIA

Przystanki nie do komentowania,ale do zastanowienia się w głębi duszy nad sobą samym...nad naszą drogą przez ŻYCIE...

i mnie podarowano drugie życie....więc może dlatego łatwiej mi było Milczeć

 nad  tym świadectwem...bo tylko Milczeniem wewnętrznym możemy sobie odpowiedzieć 

na pytanie ,a co ja mam do ofiarowania Bogu,gdy mnie do siebie przywoła ?

Każdy umiera samotnie...kiedyś nawet była taka  książka...

ale o  nią mi  idzie,lecz o to ,

że w tłumie ludzi jesteśmy w tym MOMENCIE

zawsze samotni,sam na sam ze Stwórcą....

serdecznie pozdrawiam...i uważam ,ze Tekst bardzo jest potrzebny i nie do komentowania,ale do zamyślenia się nad samym sobą,w Ciszy...duszy naszej

serdecznie pozdrawiam :)

a 10 to tylko symbol,ale za to bardzo serdeczny :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#282561

Niestety nie wszyscy zrozumieli sedno tej wiadomości
Może jakieś zaszłości, skąd mnie to wiedzieć?
Widać chce mnie poniżyć, samej wyżej siedzieć
Bóg sprawiedliwy , wie co w kim skryte
Więc takie próby są widoczne i odkryte
Ja znalazłem wiele w Glorii czytelnej przestrodze
Bo jakiś czas stałem na jednej nodze
Cieszę się że Tobie też się otworzyła
Dusza i do zadumy nad życiem zmusiła
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282590

gość z drogi

myslę,ze do pewnych prawd,każdy wcześniej,czy pożniej i TAK sam dojdzie....

a Prawda jest jedna,czyli ze każde życie ma swój kres.....i obyśmy to zrozumieli wcześniej,niż pożniej....

i oby nie działo się TO na łóżku szpitalnym,w godzine odchodzenia,lecz

w trakcie życia ,ktore nam dano....

serdecznie pozdrawiam i wierzę,że czytający ,a nie komentujący ....myślą podobnie,bo TEKST wymaga wielkiego zadumania nad samym sobą....w ciszy ,w milczeniu....

pozdr z 10  :) w tym świąteczym Dniu,Dniu Maryjnym....

dniu świecenia ziół,zbóż...lekarstw dla ludzi i zwierząt...:)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#282744

Oczywiście , tylko ignorant na Prawdę się złości
Niektórzy potrzebują czasu na zrozumienie treści zawartych
Może dotrze nim zobaczą drzwi wrót otwartych
Potem będzie za późno , nie będzie tłumaczenia
Że się myślało, bo nastanie stan rozliczenia
Pozdrawiam cieplutko w świątecznym nastroju:))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#282907

gość z drogi

Dobrego Dnia Tobie i Wszystkim:)

a STAN Rozliczenia ?

nie jestem ksiegową,i nie lubię księgowości,ale koleżanki z tej "branży" zawsze mówiły ...."bilans musi zawsze wyjść na zero"

nic się nie  da ukryć,wymazać,dodać,ująć :)

podobnie jest z rozliczeniem z Życia.....nic sie nie da ukryć,wymazać....

serdecznie pozdr  RAZ jeszcze 

10

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#283058

Znowu dostałem znak w imię Boskiej Miłości
Ks. Michał specjalista od egzorcyzmów i rekolekcji
Wskazuje nam drogę by nie było obiekcji
Jedność to podstawa naszego przetrwania,obecnej nagonki
Więc starajmy się odrzucać zły rodzaj stonki
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#283235

gość z drogi

obrazek św Archanioła Michała stoi obok klawiatury i dlatego 

spokojnie patrze na ekran ,nie bojąc się zła...

serdeczności :) i 10

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#283242

Jak widzę jesteś zawsze w pełnej gotowości
Zły Ciebie nie zaskoczy nawet stosując podstępy
Bo Św. Archanioł Michał ma Aniołów zastępy
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#283512

gość z drogi

ano TAK :) i jak widać zły się mnie zbyt mocno nie czepia,a gdyby CO .to ognisty miecz pogromcy....zawsze w zasięgu wzroku

pozdrawiam Niedzielnie :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#283770

To jest u niewielu wynik Wiary obronności
Gdy Święty stoi i chroni wierzącą osobę
Cały czas ratując przed śmiertelnym grzechu grobem
Mając Wiarę i stosując się do dekalogu
Nie stawiamy złemu do swojej duszy progów
Pozdrawiam cieplutko ze letnim słoneczkiem:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#283787

gość z drogi

czas do Niego wrocić... :)

serd pozdrawiam :)

10

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#284023

Masz rację wspierając drogę do Boskiej Miłości
Dekalog to podane nam normy moralnego życia
Kto się brzydzi ten daje złemu skrycia
Można się jednak obmyć przy spowiedzi całkowitej
Nie tylko pozornej, ale jej prawdy odbytej
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#284198

gość z drogi

właśnie jak wielka jest roznica miedzy naszą dziecięcą ,pierwszą spowiedzią i spowiedzią dorosłego człowieka

jak często o tym zapominamy.....:)

pozdrowienia serdeczne :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#284291

Dziecięca spowiedź ma dużo w sobie skromności
Nie zdążyliśmy zapakować wiele zła różnego rodzaju
Za to w dorosłym jest wiele urodzaju
Obudzenie się wcześniej, czy później jest wskazane
By piekło nie było w nagrodę dane
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#285084

gość z drogi

masz rację,im dłuższa nasz droga zycia,tym balast różnego zła

cięzszy ....a  zagonienie ludzie,nawet nie zdają sobie z tego sprawy....

a przecież CZAS podarowany przez Boga,ma swój kres

serdecznie pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#285321

Bóg dał życie byśmy żyli w Miłości
Gdy nadejdzie jego kres mieli czyste dusze
Tu jednak większość będzie miała duże katusze
Bo gdy jesteśmy młodzi zapominamy o dekalogu
Przypominamy gdy jesteśmy na łożu szukając dialogu
To za późno ,choć Bóg daje każdemu nadzieję
Wskazując nam skąd cały czas zło wieje
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#285508

gość z drogi

jako malenkie dzieci dostajemy od Rodziców,wiadomość,ze kazdy z nas ma swego Anioła Stróza...i czujemy się bezpieczni,nie bojąc się ciemności...bo On jest ,czuwa...

gdy dorastamy...stajemy sie butni,samodzielni i zapominamy o Aniele Strózu,ale ON

wciąż czuwa nad nami...tylko my juz go nie widzimy,nie potrzebujemy...bo jestesmy dorośli w "bajki nie wierzymy" ale gdy przychodzi Kres,znowu pamietamy o NIM i o Dekalogu......

pozdrowienia zpolskich dróg do ....

poniedziałkowe serdeczności....:)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#285699

Wiele mnie zawsze dajesz, swoimi komentarzami radości
Podsycasz mnie do szukania światła dla oświecenia
By ludzie nie stracili im danego istnienia
Bóg poprzez Anioła Stróża daje nam wskazówki
Byśmy się zbudzili i nie tracili główki
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#285890

gość z drogi

się o ich Przyjaciołach,właśnie o Aniołach Stróżach....

może nie byłyby takie samotne,takie często zagubione...gdyby nad łożeczkiem jak dawnymi czasy,wisiał obrazek 

a nim kładka nad rwącą rzeką i Dziecko prowadzone za rękę przez....swego Anioła....taki Obraz zostaje w pamięci na całe życie....i wtedy łatwiej pamiętać o Dekalogu....

serdeczności Nocne :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#286163

Faktycznie Anioł to jest jak znak Miłości
Potrzeba też ku przestrodze wskazywać istnienie złego
By był lękiem przed wykonywaniem czynu niewłaściwego
Mniej będzie grzeszników na poziomie złodziei, bandytów
Mniej też będzie na pewno wszelkich hipokrytów
Pozdrawiam z opóźnieniem , bo zło mnie dopadło
W komputer mój się dziwnie swobodnie zakradło :))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#288869

gość z drogi 

:) witam serdecznie ,już się martwiłam :)ale dzięki Bogu,wszystko w porządku :)

a co do zła w kompie,miałam podobne "zawirowania "ciut wcześniej....i to tylko na określonych stronach ....

serdeczności ,niech Dobre Anioły czuwają nad Nami....a zło niech idzie PRECZ,wcześniej nazwane PO imieniu :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#289445

Myślę że mnie nie dotyczą hien napastliwości
Choć prawdę mówiąc mogę być ofiarą zastępczą
Gdy będą złaknieni zbrodni jako grupa przestępcza
Komputer rzecz martwa , ma się prawo psuć
Ale prawem serii monitor dał się struć
Był więc nie zapowiadany na sprzęt wydatek
Przy okazji musiałem zapłacić na darmozjadów podatek
Anioły zawsze idą z Boga dziećmi wyznającymi
A my do nich właśnie otwarcie należymy
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#290161

gość z drogi

Szanowny Jacek Mruk....

sama prawda w tych słowach rymowanych....a wydatek niezaplanowany,boli jak zawsze w takich sytuacjach,

podatki też,szczególnie,że za chwile zmarnuje je tzw" rząd" a raczej nierząd....i to jeszcze bardziej boli ....Niech Dobry Anioł Stróz ma Cię w swojej opiece... :)

i strzeże od złych przygód....

nocne serdeczności :)))

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#290257

Niestety niektóre wydatki są często z konieczności
Gdybyśmy mieli wybór nie kupilibyśmy, nierząd wspomagając
Czas ludzi zmienia , bohaterem może być zając
Czekam na takiego co uczyni zadość wszystkim
By przestali rządzić trutnie o rodowodzie śliskim
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291242

gość z drogi

by ci co szkodzą Polce,sami odeszli i przestali szkodzić...

a oni nic...

Ta stajnia Augiasza wymaga wielkich porządków,wrzątkiem  powinno się wyparzyć,by żaden pasożyt sie nie ostał i nie zakażał zdrowej tkanki....ale na to lat nam trzeba...

serdecznie pozdrawiam :)

 

 

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#291256

Pocieszają mnie oby prawdziwe Twoje radosne wiadomości
Wiem że Bóg może oczyścić ten Świat
I nie potrzebuje do tego wielu lat
Daje jednak szansę tej zadżumionej POpapranej hołocie
Która myśli tylko o jednym Judaszowym złocie
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291759

gość z drogi

mając za patronkę Boża Matkę....po każdym upadku,powstaje kolejny RAZ z kolan,podnoszą dumnie głowe....

ostatnio wypada,co dwadzieścia parę lat...więc juz CZAS....kolejny CZAS

poranne serdeczności...:)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#291850

To odradzanie jest dla nas z litości
Bo faktycznie następuje tylko ukryte zło wszelkie
Te Bolkowe i wszelkiej agentury bardzo wielkiej
Chcąc ją oczyścić potrzeba by wiele wody
By wypędzić z nich diabła bez szkody
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#292947

gość z drogi

ale i pająka ktoś ,kiedyś wrzuci do formaliny ,jako okaz,przykład szkodliwego działania...TOKSYCZNEGO i zarażliwego...a jego sieć rozerwie wielki ptak

że następne pająki zaczną snuć nową,nie szkodzi...ale minie sporo czasu,by 

mogły to zrobić i nadal szkodzić...

człowieczy LOS ,ot wciąż w walka Dobra ze Złem

i jak na RAZie nikt rozwiązania skutecznego na Zwycięstwo ostateczne   ,

nie wymyślił...

serd pozdr :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#292990

Niestety tych pajęczych sieci są duże ilości
Ale wystarczy jeden ruch ręką i giną
Zanim odtworzą to im lata długie przeminą
Bóg się na razie zastanawia nad oczyszczeniem
Gdy się zdecyduje zło zostanie mglistym wspomnieniem
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#293149

gość z drogi

by zerwać te pajeczyny ,i to jest własnie TO

zerwac je ,zepsuć im ich sidła ....jeden ruch ręką....

serdecznie pozdrawiam :)))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#293313

Niedługo to nastąpi i będą wielkie złości
Bo miejsca sobie znaleźć nie będą mogli
Choćby szukali nowej odmiany prześwietlających wszystko gogli
Odejdą tam, gdzie ich miejsce jest przeznaczone
Będą orać nosem w polu wspominając wronę
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#293374

gość z drogi

wszystko gogli,odejdą tam gdzie ich miejsce jest przeznaczone....

dostali kota ze strachu,śledzą,podsłuchują,zastraszają...tak zachowuje się ktoś ,kto się okropnie boi....

serdecznie pozdrawiam z 10 w ręce :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#293458

Strach spętał nogi i rozum kiepskiej jakości
Najgorsza jest ta ich obsesja wielkiego strachu
Bo mogą szukać dla wszystkich cmentarnego piachu
Na szczęście my się tchórzy nie boimy
Zwyczajnie ich batem do jednego ZOO przegonimy
Będą jako te okazy rzadkie i wyjątkowe
Choć teraz oni udają jakąś świętą krowę
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#293690

gość z drogi

Szanowny Jacku, sypie sie ten MIŚ ,trociny lecą co RAZ bardziej

z niego....niczym śnieg 

a Zima tego roku może być TRUDNa dla Misia i Kolegów,dla nas nie,my "zwyczajnie,przyzwyczajeni do trudności,"

 

serdecznie pozdrawiam z 10 :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#293815

Widać że MIŚ przysporzy dla wielu litości
Oprócz sypiących trocin luzuje mu się obroża
Którą trzyma linka przez diabła w przestworzach
Gdy się stanie zadość dla diabła samego
Nastanie wielka radość dnia, któregoś ranka zimowego
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#294014

gość z drogi

 chudziutki,bo trocinek co RAZ mniej,machający nóżkami i rączkami...

tylko,już  że niegdyś śmieszny MIS,dziś nikogo nie śmieszy...samotny

i smutny...a Zima Tuz,tuż..."biedny,żałosny  Miś "a mógł być kochanym misiem...

czy warto było ? Misiu szanowny ,za cukierka sprzedać siebie i trocinki ?

nocne pozdrowienia z dyszką misiową... :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#294069

Ten MIŚ sowiecki nie pozbył się słabości
Kusi go wszystko co błyszczy i świeci
Dlatego zamiast do Nieba jak torpeda leci
Nie wybuchnie bo pusty jest w sobie
Współczucia nie dostanie nigdzie, nawet w grobie
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#294475

gość z drogi

kusi go wszystko co błyszczy i świeci"

niestety, ale TO jest prawda o Misiach sowieckich

paskudna natura ,wielka zachłanność i szkody okrutne.........

serdeczne pozdrowienia :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#294547

gość z drogi

i to moze być naszą bronią przeciwko nim....

zachłanny człowiek ,nie zna umiaru  i wreszcie pęka ,niczym balon...

serdecznie pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#295543

Może ich nasycić baranem pełnym różnych ostrości
Spowoduje to picie z brudnej Wisły wody
Potem pękanie z niestrawności i rodzących wrzody
Wielka radość by zapanowała na wieki całe
Bo Polska ma miejsce w Europie stałe
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#295677

gość z drogi

moze być warszawski,tylko szewczyka czas ,poszukać....:)

serd pozdr 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#295679

W czasach poniżania ludzi i siania złości
Łatwo będzie znaleźć szewczyka faszerującego jakiegoś barana
Tych w mediach pełno jest od rana
Potrzeba tylko karmić ich siarką Tuska miłości
Gdy się nasycą, pękną ku chwale Polskości
Nie jeden ,a całe ich mrowie ociemniałe
Co jest ewenementem na czasy teraz zaistniałe
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#295957

gość z drogi

CZAS....i mam Nadzieje,ze doczekamy :)))

serdeczności :)))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#296130

Wszystko zależy od decyzji Boga pełnego Miłości
Gdy straci cierpliwość wtedy przegoni zło szerzone
Przy okazji zrzuci do piekła każdą wronę
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#296247

gość z drogi    każdą wrone ,każdą

co do jednego wroniego piórka :)

nocne pozdrowienia :)))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#296283

Módlmy się dla naszej powszechnej Polaków radości
Tylko z Boga pomocą możemy coś zmienić
Wtedy zło przestanie się wściekać i czerwienić
Spali się w piekle, gdzie zostanie zesłane
A nam nowe życie w wolności dane
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#296740

gość z drogi

podobnie jak pod Ossowem w 1920 roku,serdecznie pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#296778

Tak Matka Boska dała nam wiele radości
Kacapy wiały na jej widok bardzo przerażone
Bojąc się choć znali swoich katów stronę
Jej moc sprawiła ,że wzbudzili swoją wiarę
Wiedząc, że mogą ponieść za to ofiarę
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#296976

gość z drogi

Naród dorasta do zmian....,ten gniew ,ta niezgoda na nierządy

powoli zamienia się w słuszny gniew,trzeba tylko jeszcze kilku idiotycznych ustaw,"a mury runą,runą...." wiosna może być nasza....

podatek od deszczu,podatek od ogródka,podatek od tego,ze jeszcze żyjemy....:)

kompletne rozprzęgnięcie panstwa,jego struktur....

serdecznie pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#297016

Niestety nie mam dla tych ogłupionych litości
Niech więc ich bieda dociśnie do ściany
By każdy stał przy niej jak pijany
Bo na to zasłużyli swoją tępą głupotą
Stając się dla zdrajców i złodziei miernotą
Przy okazji nas wciągając w to bagno
Byle im było powiedziane przez łajdaków "ładno"
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#297279

gość z drogi

oczy wsciekłego tuska,nie

one wyrazaja wszystko...strach,nienawiść

a TO juz prawie ściana...sciana płaczu dla nich...

serdeczności wieczorne :)

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#297282

Bo te oczy wyrażają wszystkie istniejące możliwości
Strach, wściekłość ,kłamstwo, oprócz uczucia i wrażliwości
Więc szukają sposobu na podejście ociemniałej próżności
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#297819

gość z drogi

cechy,i na pewno nie ma w nich ani uczucia,ani  empatii...to wredny gracz uliczny,rozdajacy ciosy na lewo i na prawo...

zwołał do pomocy takich samych ulicznych chuliganów,obdarował lukratywnymi stanowiskami i pieski szczekają jak "wudz" nakazał,bo jak nie zaszczekają,to michy nie dostaną...wiec szczekają  skaczą do gardła...

takim szczekającym jest np pewien adam Sz...szczekający jak mały ratlerek,który zapomniał ze był w aferze,której POdobno nie było....:)

Tusku kręci lody z vincentem bez ojczyzny,wieksze niz Amber Gold...TO juz prawdziwa PIRAMIDA Cheopsa

serdecznie pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#297823

Zbyt wiele w nich jest mamony pożądliwości
Stąd Piramida Cheopsa jest tylko małym pagórkiem
Dla nich droga do księżyca jest także murkiem
Ich zło sięga prosto do piekła samego
Nie wiadomo gdzie jest, ale poślą każdego
Kto zło czyni wciąż skruchy nie posiadając
Dlatego na Szechtera tam czekają głośno zapowiadając
Dla nas pozostaje litość , bo nie wzruszenie
Ponieważ on jest złem mającym zbrodnicze korzenie
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#297977

gość z drogi

  i ich  zakłamanie dawno juz przeszło ludzkie wyobrażenie....cieszy mnie spadek ich i co RAZ wieksze obrzydzenie do ich działalności

Ludzie zaczynają myśleć własnymi torami a nie szechtera wytyczonymi szlakami....

jest polskie przysłowie,"kradzione nie tuczy " i nie tuczy...

ukradzione dusze i umysły wracają 

do realnego świata....

serdecznie pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#298073

Gdyby oni wracali do realu z mądrości
Ale to jest wynik ich biedy oplątującej
Stąd przez brzuch do ich mózgów trafiającej
Ważne ,że jednak coś się wreszcie zmienia
Bo teraz sami wezmą za nas kamienia
Trafią tam, gdzie coś zmieni na trwałe
Zaś pracę będą mieli by ukoić żale
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#298194

gość z drogi

ale to kiepscy sojusznicy,zdradzą bardzo szybko każdego,gdy papu zabraknie

Ten dziwny szał ,ta jakaś bezmyślność 

ogarnia nie tylko nasze lemingi,lecz cały świat przykład USA,wybrali pupilka Moskwy,a teraz wahają się czy aby nie wybrać go PO RAZ drugi,mimo że cenę ogromną zapłacili...

ta "choroba " niczym dżuma roznosi się po świecie

świetnie to zresztą ująłeś w swoim artykule o lokatorze Białego Domu

W Polsce jest dokładnie,tak samo.....a może gorzej,bo ściśnięci miedzy dwu wrogów odwiecznych,mamy jeszcze swoich wewnętrznych zdrajców,sprzedawczyków...

i w USA i u nAS 

administratorów przyniesiono w teczce,na Sląsku mówi sie w tasi/a rym do STASi sam jakoś ciśnie się na usta/

serdecznosci nocne:)

 

serdecznie pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#298257

Wszystkim kieruje banda medialna służąca dla agenturalności
Srebrniki są sednem ich życia diabłu sprzedania
Byle tu na Ziemi mieć chwile rozpasania
Nie patrzą perspektywicznie, co będzie po odejściu
Może ateizm stoi na drodze w przejściu?
Ciemnota nie uzmysławia sobie ,że nie zabiorą
Ze sobą majątków i to będzie zmorą
A Bóg ich przywita pytając o czyny
A wtedy zdębieją ateistyczne barany diabelskie syny
Więc zejdą do piekieł i tam zostaną
Drąc się z przerażenia że na wieki ostaną
Pozdrawiam cieplutko:)) tym optymistycznym akcentem
A dla nich traumatycznym momentem

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#299723

gość z drogi

dla agenturalności "

Jacku....ta banda to dzisiaj prawdziwa WADZA<kreująca POsłuszne  marionetki ,za "rózowe srebro"

zaprzedali dusze i rozum,znasz legendę mówiącą o purpurowym srebrze ,o takich własnie pisze Waldemar Łysiak w Milczących Psach 

mam nadzieję ,ze i tych dzisiejszych spotka podobny LOS jak Tamtych z czasów dawno minionych

wtedy była Katarzyna ,dzisiaj car putin

serdecznie pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#299789

Niestety nie czytałem przerwanej trylogii do ostateczności
Lecz mam nadzieję to uczynić po Sylwestrze
Wtedy będę miał więcej czasu w rejestrze
Skoro zarazili się purpurowym srebrem to tragiczne
Ponieważ uważają wszystkie zło za prawdy realistyczne
Są też straceni jako ludzie mający morale
Więc tylko ich trzeba usunąć na stałe
Jeśli nie demokratycznie to sierpem i młotem
I pogonić na wschód tą zdradziecką hołotę
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#300009

gość z drogi

"purpurowe srebro"są nie do odzyskania i dlatego sierpem i młotem...tą purpurową ..hołotę

bo nawet odsunięci demokratycznymi sposobami,są nadal grożni,ba, jeszcze bardziej niebezpieczni,bo niewidoczni....

a więc paszoł won  do siebie jak mawiała moja śp Babcia,,,ona dodawała jeszcze

kacapy won...ale to była Pani,rodowita Warszawianka,ktora przeżyła rewolucję w Petersburgu,wojnę polsko bolszewicką  ,a wojnę rosyjsko/polsko/niemiecką , już jako dorosła  osoba...

wiedziała ,więc.co mówi

serdecznie pozdrawiam ,poniedziałkowo:)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#300111

Mam nadzieję od Ciebie na odrobinę litości
Tydzień wyjątkowo miałem pracowity i zaglądałem pośpiesznie
Więc odpowiedź mogę dać dzisiaj ,sensowną koniecznie
Kacapy to jest zło, podobne innemu germańskiemu
Dla nas dobrze znanemu , bo Narodowi cierpiącemu
Ich trzeba izolować jak dzikie bestie oddzielnie
Wtedy mogą służyć jak psy nawet dzielnie
Lecz nie wolno popuszczać smyczy ani trochę
Bo się zmówią i staną zwykłym motłochem
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#301087

gość z drogi

Jacku :)

oprócz tzw "sieci" mamy życie w realu...a że nie jest ono łatwe,to wiemy doskonale..:)

my nie ze stajni Augiasza,my jak zawsze  z drugiej strony barykady....

Szanowny Jacku,masz rację nie ,

tylko ruskie,ale szkopy...TEZ

Pan Bóg osadził nas międzyw dwoma wrażymi narodami,skażonymi odwieczną chęcią zagarnięcia NAS

mamy też 'własnych wrogów" POdobno naszych...

mamy również 

drańskie urzędy,które są zbrojnym ramieniem peowskiego rządu...opisuje to Rebeliantka i dzisiejszy Dzień,gdy Matkę w Opolu na skutek niespłaconego "długu"

POlicja zabiera do więzienia w NOCY,a \dzieci oddaje w obce ręce...w piżamkach...

Przyszli NOCA....OT rządy TUSKA nienawidzącego NAS,ot działania sądów i urzędu skarbowego...

zrobili z nas NIEWOLNIKÓW....bezkarnie i w okrutny sposób...

.MAFIA 

Jacku serdeczności z garścią słonecznych uśmiechów....:)

10 usmiechnięte,mimo wszystko,mimo terroru i słow nienawiści topiacej się platformy.....:)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#301223

gość z drogi

"bez Boga ani do proga" to stare ludowe powiedzenie,mówi WSZYSTKO

Naród Polski zawieszony między dwoma "somsiadami" o złych skłonnościach

nie przetrwałby Jaku,gdyby nie ogromna Wiara....

i w tym nasza Nadzieja....:)

a co do dzielenia,kupowania,i przekupywania,to stara ,świetnie sprawdzona metoda,,,

podobnie rzecz ma się z dzieleniem

"dziel i rządz"rozbici,skłóceni stajemy się łatwym łupem dla zbójców,ktorych pełno na Polskich Drogach....

tak postępowała Kaśka caryca ,i tak postępują obecne caryce i carowie....

dziel,skłócaj,podjudzaj...

a MY,MY zawsze RAZem,i tylko tak możemy wygrać z wrogiem

serdeczności nocne :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#301418

Masz rację , siła jest w naszej jedności
Z Wiarą Nadzieją i Miłością do Boga
Nie zniknęła naszej Polski do wolności droga
Wystrzegając się podszeptów diabła możemy być wolni
Musimy ogłupionym, uświadomić by nie byli frywolni
Najbardziej może ich uświadomić bieda , która nadchodzi
Jednak wielu się od tego ślepo grodzi
Może zima im schłodzi gorąco w głowach
By przestali uczestniczyć jako ofiary w łowach
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#301608

gość z drogi

Jacku,oby....

ale UNE zachowują się jak te zwierzęta nad wodoPOjem w Afryce,lew uderza,porywa jedno z nich a UNE pasą się dalej spokojnie,nawet okiem nie mrugną....

serdecznie pozdrawiam w to zaśnieżone popołudnie poniedziałkowe...

/może się nawrócą,jak car Putin,prąd im wyłączy...:) /

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#302010

Masz rację pisząc o zaślepieniu na wolności
Pozorność wolności im wystarcza do zwykłego konsumowania
Gdy nie będzie niczego nadejdzie czas opamiętania
Głód i chłód najlepiej otwierają wszystkim oczy
Wtedy będzie za późno, by wysoko skoczyć
Zostaną więc na dnie i tam skonają
Prawdziwego życie nigdy już nie oglądając
Pozdrawiam cieplutko i bez śniegu:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#302069

gość z drogi

by ci co szkodzą Polce,sami odeszli i przestali szkodzić...

a oni nic...

Ta stajnia Augiasza wymaga wielkich porządków,wrzątkiem  powinno się wyparzyć,by żaden pasożyt sie nie ostał i nie zakażał zdrowej tkanki....ale na to lat nam trzeba...

serdecznie pozdrawiam :)

 

 

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#291260