A cóż to za rasa, ci Polacy?

Obrazek użytkownika matka trzech córek
Idee

Od momentu wejścia do Unii Europejskiej coraz częściej słyszymy o rasistowskich, antypolskich ekscesach w rozmaitych krajach Eurolandu.
Rozumiem niechęć do Polaków, bo łatwo domyślić się przyczyny: gorliwi w pracy za symboliczną opłatę, mało wymagający, niekonfliktowi i samowystarczalni – zaradni, w szerokim aspekcie życia na emigracji.
Przyjmę do wiadomości irytację spowodowaną odmienna kulturą, nawykami żywieniowymi, odrębną religią. To jestem w stanie pojąć, ale rasizm?
W dodatku, kiedy to ze strony białych mieszkańców naszego kontynentu kierowane są te ataki. Jak to możliwe, żeby blondyn o jasnej karnacji i niebieskich oczach potraktował rasistowsko drugiego blondyna o bladym odcieniu skóry i błękitnych tęczówkach? Totalny absurd. Jak to zrozumieć?

Już od samego początku naszego członkostwa w Unii zaczęły dochodzić do kraju wieści o napaściach, dyskryminacji i pogardzie, z jaką zetknęli się emigranci z Polski.
Mnożą się wypadki podpaleń, zabójstw i pobić. Zauważa się szydercze ulotki, afisze i transparenty.
Pojawiają się złośliwe żarty w telewizji i innych mediach.
Gazeta.pl, a za nią inne portale, każdego niemal tygodnia podsuwają nam przykłady rasizmu dotykającego naszych rodaków za granicą. Łatwo zauważyć, że czynią to w sposób, który zaskakuje skwapliwą gorliwością. Jakiś rodzaj złośliwej satysfakcji…
Znamienne, że podobnych wystąpień nie zauważa się w Ameryce, czy w Rosji. A może nie odnotowuje się ich z jakiś ukrytych względów?

Wróćmy jednak do Unii. Kiedy i kto jako pierwszy nazwał napaści na polskich emigrantów w ten sposób? Warto to wiedzieć, bo ten ktoś, nie zrobił tego przypadkiem. To rozmyślne, wrogie i podstępne działanie na obniżenie samooceny Polaków.
Intryga ma na celu rozwarstwienie w obrębie jednej rasy, na lepsze i gorsze gatunki jej przedstawicieli.
A jeśli „projekt” zakłada, że Polska będzie krajem wielokulturowym o zróżnicowaniu nie tylko narodowościowym czy społecznym, ale także rasowym? Jak wtedy uplasuje się nasza pozycja w tym szczególnym rankingu?
Komu zależy na wmówieniu Polakom przynależności do innej, niż biali Europejczycy – gorszej rasy?
Są cztery grupy, które miałyby w tym jakiś interes, czy to rewanżyzmu, czy planowej akcji zdominowania rzeczywistego gospodarza kraju leżącego pomiędzy Odrą a Bugiem:
- Potomkowie przedwojennej V kolumny – dzieci wypędzonych, folksdojczów i innych pogrążonych w nienawiści dziedziców „niemieckiej rasy panów”.
- Środowiska żydowskie, które dotąd nie mogą wybaczyć Polakom ich okupacyjnego statusu przynależności do „podludzi”, podczas kiedy nację żydowską zdehumanizowano całkowicie, równając ją ze zwierzęcą.
- Działające w krajach starej Unii kręgi, które w interesie rodzimych pracowników, posługują się dyskryminacja rasową, jako jednym ze środków na zniechęcenie emigrantów do osiedlania się w ich państwach.
Czwartą, ostatnią grupą jest wpływowe środowisko lewicowe, które zrobi wszystko, by zniechęcić Polaków i inne postsocjalistyczne nacje do sympatyzowania z krajami Zachodu, by odzyskać dawne wpływy i na powrót zawładnąć środkową i wschodnią częścią Europy.

Kiedyś los rzucił mnie na kilka lat do świata obcych - innych kulturowo ludzi. Wiele się nauczyłam, sporo dowiedziałam, jednak nigdy, w najmniejszym nawet stopniu, nie odczułam, że jestem od nich gorsza.
Co ciekawe, z potomkami „nadludzi” miałam do czynienia.

Tekst napisany w 2010 roku.
DDR
Pamiętam jeszcze to uczucie. Świadomość, że idący z tyłu żołnierze trzymają wymierzone w nasze plecy karabiny. Ponad szeroką plątaniną torów, które były już granicą, wznosił się ogromny pałąk wiaduktu z zarysowanymi na tle porannego nieba postaciami stojących w bezruchu, uzbrojonych wartowników. - Aussteigen! Schnella! Schnella!
Wyobraźnia podsuwała skojarzenia. Czy tak wyglądał świt w Koncentration Lager? Podkute buty za nami, miarowo wybijały rytm kroków. Żelazna Kurtyna.
Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, że przespaliśmy ostatnią przedgraniczna stację w Eisenach, na której wsiadali już celnicy wraz ze strażą graniczną i pobudka za ich przyczyną, była dla nas niemiłą niespodzianką.
Przez półtorej godziny trzymano naszą trójkę w pomieszczeniu przypominającym gabinet przesłuchań ze „Stawki większej niż życie” i mnie - młodziutkiej dziewczynie, siłą rzeczy, nie kojarzył się najlepiej. Gardłowe, szczeknięcia rzucane do słuchawki telefonu uruchamiały wyobraźnię. Czy nam uwierzą? Czy przekona, tych oschłych, sztywnych funkcjonariuszy, nasza wersja wydarzeń?
Przydała się doskonała znajomość języka niemieckiego jednej z towarzyszących mi osób. Strach pomyśleć, co byłoby w odwrotnej sytuacji? Oczekiwanie na tłumacza wiązałoby się zapewne z tymczasowym zatrzymaniem, a jeśli tak, to: cela, kraty, wartownicy. Dla mnie zapewne byłby to co najmniej „Pawiak”, bo literatura czasów wojny była moją pasją od dziecka i przesiąkłam nią na wskroś, ale też pewnie dzięki niej, zapragnęłam poznać bliżej tych naszych „odwiecznych” wrogów, zamieszkując czasowo wśród nich.
Uwierzyli! Z odległego o trzydzieści kilometrów miasteczka, potwierdzono telefonicznie, że jesteśmy tymczasowymi, legalnymi pracownikami tamtejszej fabryki. Uwiarygodniono tym samym nasze zeznania. Asysta uzbrojonych strażników towarzyszyła nam jednak w drodze do powrotnego pociągu, gdzie powierzono nas „opiece” innych mundurowych funkcjonariuszy.
Koniec lat siedemdziesiątych to lata prosperity Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Nowe pokolenia wychowane w socjalistycznym dobrobycie zdawały się być przystosowane i autentycznie szczęśliwe. Zapewniono im doskonałe warunki do rozwoju, zabezpieczając z niemiecką skrupulatnością każdy, najmniejszy nawet element rzeczywistości.
Hasła z transparentów o braterstwie i jedności społeczeństwa socjalistycznego, wdrażano w życie z typową dla tego narodu starannością i bezkrytyczną sumiennością. Ordnung über alles. Kwitło więc NRD na czerwono , obdarowując swoich obywateli czym chata bogata.

Socjalistyczne hasła mówiły o równości i braterstwie pomiędzy narodami zrzeszonymi pod wspólnie czczoną czerwoną flagą. Powiewała jak dzisiaj ta unijna – niebieska, zdobna kręgiem gwiazd.
My, młodzi, egzekwowaliśmy sobie prawo do czerpania całymi garściami z tych wartości. Cieszyliśmy się sobą wzajemnie i przyglądaliśmy z zaciekawieniem. Popularna „wymiana” młodzieży świetnie wpisywała się w program pojednania i niosła wymierne efekty.
Wspólne dancingi, festyny, dyskoteki i różne zorganizowane związkowe wyjazdówki, połączyły niejedną parę w trwały związek. Trudno było uwierzyć, że jeszcze niedawno dzieliło nasze narody tak wiele.
Inaczej sprawa przedstawiała się z rodzicami i dziadkami naszych przyjaciół. Lekko wyczuwalny , głęboko skrywany chłodek w relacjach, był specyficzny – inny, niż można dostrzec na twarzach obcych nam , przypadkowych ludzi na ulicach. Widzimy raczej rodzaj obojętności, tamtych zaś zdradzała pilność z jaką ukrywali naturalne odruchy. Nie była to w żadnym stopniu obojętność, a raczej, jakaś forma samokontroli. Zdarzały się wyjątki, które niepokoiły i budziły „upiory przeszłości”.
Pamiętam sytuację, kiedy podczas przerwy śniadaniowej, w oczekiwaniu na koleżankę, przysiadłam sobie przy stoliczku, na którym ktoś z naszych pozostawił polską gazetę. Był to chyba „Głos Wybrzeża”. Na pierwszej stronie zauważyłam spore zdjęcie z lat wojny. W skupieniu przyglądałam się fotografii. Nagle spostrzegłam, że nie ja jedna wpatruję się w gazetę. Nade mną stał najbardziej niesympatyczny Niemiec, jakiego wówczas znałam.
Był sporo starszy od nas i zawsze sprawiał wrażenie obrażonego. Wyraźnie stronił od Polaków , co nam nie przeszkadzało, bo nieprzyjemna fizjonomia tego ponuraka, łączyła się z absolutnym brakiem grzecznościowych form, nawet powitalnych i zwykliśmy ignorować go zupełnie.
Teraz stał i gapił się bez słowa w „moją” gazetę. Wypaliłam jakimś nieswoim grobowym głosem:
- Guck mal! Das sind die polnische Kindern und das sind die deutsche Soldaten! - Fotografia przedstawiała niemieckich żandarmów, celujących z karabinów w polskich harcerzy ustawionych pod murem.
- Hast du: Oma, Opa?
- Nein. Ich habe schon nicht – odparłam, a zabrzmiało to tak, jakbym straciła swoich dziadków w Auschwitz. Jego twarz zmieniła wyraz. Z ponurej stała się smutna. Odszedł pochylony i zadumany.
Od tego czasu zawsze kłaniał mi się nawet z daleka, z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. Coś się w nim zmieniło.
Wyjeżdżaliśmy z żalem z „naszego” NRD. Miałam dziwne przeczucie , że idą zmiany. Nie zawiodło mnie.
Ilekroć później odwiedzałam wschodnia część Niemiec, nigdy już nie poczułam tamtej atmosfery. Młodzież na ulicach jest teraz zachodnia i rozumuje innymi kategoriami. Butne twarze wyrażają pyszną satysfakcję z przynależności do najbogatszych narodów Europy i na nas - Polaków, spoglądają z leciutką nutką wyższości. Inaczej ich rodzice. Są przecież tacy, jakimi byli, kiedy hasaliśmy na wspólnych imprezach. Oni jeszcze pamiętają, że jesteśmy „sobie równi”. Są tacy jak Angela.
Nie. Nie wszyscy. Jest przecież jeszcze Erika…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ale informują, że spoglądają, czy Polacy sami domyślają się, jak kto na nich spogląda?

Dziwna rzecz, jestem Polakiem jak najbardziej i ani przez moment nie zastanawiałem się jak kto na mnie patrzy. A kij mu w patrzące oko! A gdyby chciał jeszcze coś mi powiedzieć na ten temat, to także w ryja mu ten kij.
 

I nic tu nie ma do rzeczy, że Polacy to jedyni w Europie wysokoprocentowi Aryjczycy. Najwyżej procentowi!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358692

Wiem, bo często mam okazję spotykać Niemców i tych z zachodnich landów, jak też byłych enerdowców.
Ci drudzy, windują się (snobistycznie)w szybkim tempie.Jakby chcieli nadrobić stracony czas.
To "spoglądanie", to butna mina i przeświadczenie o potędze własnej gospodarki. Podkreślanie wysokiej jakości niemieckich produktów, co niestety, a właściwie, na szczęście jest mitem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358699

No właśnie, a jak postrzegamy osobnika, co żyje złudzeniami? Możemy go ew. po pleckach poklepać. Niezależnie od kłopotów, które sami mamy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358719

Tę niemiecką jakość podkreślają sami Polacy w Polsce, np. powodzenie u nas kupowanych tam na wyprzedażach i przecenach choćby środków czystości.
Mam znajomych mieszkających w Niemczech, którzy tego typu produkty za każdą bytnością przywożą rodzinie - ze względu na różnicę w jakości. Wystarczy porównać choćby zapach proszków czy płynów do płukania. Jak pachną po nich uprane rzeczy.

U nas produkują to co prawda koncerny zagraniczne, chyba w dużej części niemieckie. Ale to wcale nie jest jakoś pocieszające, bo to świadczy o tym, jak nas traktują.

Na pewno mamy bardzo dobre produkty w innych dziedzinach, ale też: czy lepsze?
Przykro mi to pisać, nawet bardzo przykro, ale nie ma co się oszukiwać.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358820

Dokładnie na odwrót niżbyśmy sobie tego życzyli. Uważają, że wszystko, co idzie na Wschód, nie musi być pierwszej klasy.
Tu zapewne spory udział mają pośrednicy, którzy reklamując towar z półek zachodnich, sprzedają jego tańsze - o niższej jakości odpowiedniki za cenę z katalogów. Różnica w cenie, to zysk biznesmena.
Kiedyś kupiłam pomadkę Margaret Astor w ekskluzywnym polskim sklepie. Złoty napis wytarł się po kilkunastu dniach.
Przy ponownym zakupie zwróciłam uwagę na ten "szczegół",bo wcześniej, przez długi czas używałam tych kosmetyków przywożonych wprost z Niemiec i nigdy nic podobnego się nie zdarzyło.Wyrzucane, zużyte opakowania zachowywały doskonały wygląd, pomimo codziennej eksploatacji.
Miałam niemiłą rozmowę ze sprzedawcą, który stwierdził, że kosmetyk wraz z innymi przyjechał wprost z Londynu, w oryginalnym kartonie:)
Wiem, że w Polsce pokutuje przeświadczenie, że co cudze, to lepsze.Ubolewam, że zamiast walczyć o jakość polskich produktów, wolimy sięgać po obce.
Niemcy wymusili na producentach wysokie normy, my - nie potrafimy tego zrobić.
Zbyt szybko rezygnujemy. Wyrzucamy zamiast reklamować i stąd takie badziewie w sklepach.
Pozdrawiam:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358827

w tych niemieckich fabrykach w Polsce kombinują Polacy, a tak kombinują, żeby wyprodukować i sprzedać w Polsce. Czyli tanio i po niskiej cenie. Tanio, a więc z byle czego i byle jak, nasypać do kolorowego pudełka i sprzedać za grosze, bo Polak więcej nie da. Bo nie ma!

Cały ten wątek i komentarze nie maja nic wspólnego z tzw. charakterem, wadami narodowymi, czy "rasą" :). Sama @matka trzech córek pisze: "Podkreślanie wysokiej jakości niemieckich produktów, co niestety, a właściwie, na szczęście jest mitem".

No to jak jest w końcu - niemiecka wysoka jakość to mit, czy nie?
Przysłowiowa "polska gospodarka" to mit, czy nie?
Świętowanie klęsk typowe tylko dla Polaków, czy może też dla Niemców, np.w nowiuśki Dzień Wypędzonych? Będą w ten dzień pląsać w krótkich bawarskich portkach, czy beczeć w kułak, hę?
 

pees
w latach osiemdziesiątych rodzina wydziwia nad paczka z NRFu:
- a ten sznurek, z dziesięć razy mocniejszy od naszego,
- a te cytryny, z dziesięć razy kwaśniejsze od naszych :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358828

z wyjątkiem czworga Polaków. Łatwo rozpoznać, who is who? :))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358726

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358727

Czy moglabys zdradzic, ktorzy to ci latwo rozpoznawalni Polacy? Bo ja za nic nie moge wykombinowac, kto jest kto.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lotna

 

#358835

Należy podsunąć tę fotkę znawcom polityki rasistowskiej wymierzonej w Polaków.
Pewnie wskażą bezbłędnie:))
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358843

Współczesna Europa oczami amerykańskiego historyka

http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=3&t=21550

-

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358757

Ciekawy punkt widzenia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358844

odnaleźć.

Dużo jest samotnych mężczyzn którzy po pracy tego piją. Element przestepczy ma też ułatwione zadanie.

W holandii był przypadek,że z pewnego miasteczka w ciągu nocy zginęły studzienki kanalizacyjne skradzione przez Polaków na złom.

Kradzież złomu to plaga, np. w Norwegii giną z nagrobków figurki z brazu a nawet litery tworzące nazwisko leżącego nieboszczyka.

Osobiscie znam przypadek, kiedy marynarz zatrudniony na statku pływajacym po Norwegii zgłosił kapitanowi, że jest chory i musi zjechac ze statku.

Kapitan kazał  mu się spakować, przyjechała karetka i zabrała delikwenta do szpitala na obserwację.

Po paru godzinach na statku zorientowano sie ,że brakuję kompletu narzędzi, Powiadomiony o tym armator nakazał przeszukanie bagażu "chorego".

Władze szpitala poczatkowo nie chciały sie na to zgodzić ale w końcu do przeszukania doszło.

Narzędzia oczywiscie znaleziono w torbie ale dodatkowo koleś opędzlował szpital z leków,opatrunków i wszystkiego co wpadło mu w ręce. Cały ten łup znaleziono w jego torbie .

Tacy ludzie robią nam opinię.

Dużo latam samolotami ale tylko w samolocie Oslo Szczecin podają komunikat ,że nie wolno pić wniesionego alkoholu.

 

Kazek

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kazek

#358796

Jednak tacy, jak ci opisani przez Ciebie, to tylko margines. Kryminalny w dodatku. Takich znajdzie się wszędzie na świecie. Zwłaszcza wśród ludzi pozbawionych środków do życia.
Nie każdy potrafi godnie znieść niedostatek.
To, na co zwracam uwagę w swoim tekście dotyczy rasizmu.
Ostatnio w Austrii napisano na murze kościoła hasło wzywające miejscowego księdza - Polaka do opuszczenia kraju. Coś w rodzaju: won do Polski.Nie mam zamiaru tłumaczyć kapłana.
Gazeta.pl natychmiast doniosła, że księdza potraktowano rasistowsko.
O to mi chodzi.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358801

Nie rasizm był powodem. Może antypolskość, ale nie rasizm, bo Polacy nie są żadną odrębną od Austriaków rasą.
Nigdy się nie zgodzę na takie stawianie sprawy i nie wydaje mi się legalne to, że niektóre polskie media antypolskość nazywają rasizmem.
Wynika to albo ze złej woli, albo z głupoty.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#358830

#358822

W Wiadomościach podano przykład rasizmu, do jakiego doszło w Białymstoku. Podpalone mieszkanie małżeństwa, w którym on, to Hindus, a ona - Polka.
Tym samym tonem, jakby przedłużenie informacji, pada kolejny przykład. Tym razem o dwóch Polakach, związanych i pobitych przez Niemców. Poszło o rasizm? Czyżby?

Wiadomo o co poszło, o sprawne ręce pracowników sezonowych, którzy zarabiali więcej niż miejscowi, a plantatorzy mieli problem z wypłacalnością.
Ktoś(?)włamał się do domu jakiejś Niemki i ją okradł, a ona w robotnikach z Polski rozpoznała włamywaczy...lincz, a na koniec Policja, która wykazała niewinność napadniętych Polaków.Szyte grubymi nićmi i nie o rasizm tu chodzi, ale o kasę.
Irytuje mnie to, że MSZ zamiast wystąpić z ostrym protestem, rzucił sprawę mediom na żer, a te, pod dyktando Michnika, znowu plotą o rasizmie.Dno.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#360083