Do zakiwania jeden krok

Obrazek użytkownika Szymonn
Kraj

Kryzysowa sytuacja w służbie zdrowia, tymczasem Premier gra w gałę. A wcześniej w mediach oficjalnie straszy lekarzy "konsekwencjami".

Nie porównywałbym tego "wykonu" ze słynnymi kamaszami Dorna, bo wtedy lekarze negocjowali podwyżki szantażując odejściem od łóżek chorych. Tutaj sytuacja jest zupełnie inna - na wymiar burdelu, jaki od paru lat pogłębia się w sektorze zdrowotnym.

W normalnym kraju, od kilku lat działałby wdrożony system weryfikacji ubezpieczeń pacjentów - czyli każdy lekarz i aptekarz mógłby na podstawie np. numeru PESEL sprawdzić, czy pacjent jest ubezpieczony (i odpowiednio wypisać lub zrealizować receptę). W Polsce jak dotąd takiego systemu nie ma - stąd lekarz może jedynie polegać na słowie pacjenta, lub świstku (a kto udowodni, że taki świstek pacjent pokazał), którym kandydat do leczenia pomacha przed nosem pana doktora. Jeśli więc państwo polskie nie potrafiło zrobić przez te dobrych kilka lat (rządów PO - bo to oni teraz są odpowiedzialni) zwykłej nakładki na system ZUS, która pozwala sprawdzić taką drobną informację - to oczywiście NAJLEPSZYM rozwiązaniem jest przerzucenie odpowiedzialności na lekarzy.

Przecież nie na kłamiących pacjentów - którzy teoretycznie do tej pory odpowiadali finansowo za leczenie, jeśli nie byli ubezpieczeni. Nic dziwnego więc, że lekarze nie chcą odpowiadać za zaniedbania rządu i nie chcą ponosić kar finansowych za pacjentów-oszustów. Nie ma tu oczywiście nic do rzeczy moje bardzo złe zdanie o con. części lekarzy i ZOZ-ów, które tylko szukają możliwości, żeby wyłudzić dodatkowe opłaty od pacjenta. Z drugiej strony - szum wokół listy leków refundacyjnych po pierwsze ma swoje ogromne uzasadnienie:

- została opublikowana (skorygowana) tak późno, że apteki nie mają możliwości nawet zapoznać się ze zmianami, co dopiero mówić o dostosowaniu systemów informatycznych,

- zawiera błędy i niedopatrzenia odziedziczone po kłamczuszce Kopacz,

Z drugiej strony, część rewelacji medialnych, jakoby np. JEDYNY lek na cytomegalowirusa nie został objęty refundacją - jest oczywistym kłamstwem, za którym najpewniej stoją koncerny farmaceutyczne (wystarczy wejść na Wikipedię, żeby zobaczyć, że leków jest więcej).

Lektura stron MZ wskazuje co prawda, że chodziło tu o prewencyjną ochronę przed wirusem dla osób po przeszczepach (co świadczy o nierzetelności dziennikarza opisującego sprawę). Dlatego w całej awanturze nie należy pomijać roli koncernów farmaceutycznych - które również za pośrednictwem sprzedajnych lekarzy (i mediów) będą próbowały wepchnąć na listę refundowaną swoje leki. W każdym razie w mediach przed Nowym Rokiem rozlała się awantura o leki i ich rozliczanie.

Kryzys wystąpił w najmniej korzystnym momencie, ale przecież na życzenie Ministrów Zdrowia - Ewy Kopach, która najwidoczniej przespała temat listy leków refundowanych, skoro (jak twierdzi Arłukowicz) negocjacje rozpoczęły się 4 listopada. Błyskawiczne rezultaty - bo lista została opublikowana 23 grudnia, świadczą o bardzo uznaniowym trybie tych "negocjacji".

Arłukowicz na konferencji 29 grudnia zapowiedział, że 1 stycznia lista zostanie uzupełniona.

Tymczasem Tusk popełnił harakiri, w przerwie (najwidoczniej) meczu, wypowiadając się, że "lekarze, którzy będą zachowywali się niegodnie, którzy będą utrudniali pacjentom życie będą podlegali konsekwencjom".

Okazało się, że konferencja Arłukowicza to też seppuku - bo do 1 stycznia MZ nie opublikował rozporządzenia z nową, uzupełnioną listą - nie opublikował oficjalnie. Zresztą trudno się dziwić - w dni wolne od pracy nikt w MZ nie pracuje.

A pan Minister Arłukowicz zgrzeszył optymizmem zakładając, że urzędasy ruszą choć jednym palcem, żeby naprawić wtopę ministerstwa.

Zabawne jest, że nawet TVN pokazał Tuska, jak zabawnie kłusuje po boisku - co musiało bardzo wkurzyć telewidzów skonfrontowanych z perspektywą zamkniętych aptek i strajkujących lekarzy.

I tutaj skojarzył mi się wywiad z Ziemkiewiczem z Faktu (www.fakt.pl/Kaczynski-jak-gracz-w-kasynie,artykuly,141348,1.html), gdzie RAZ diagnozował, że Premier będzie starał się skłócać poszczególne grupy społeczne. A w razie co straszyć PiS-em.

Na razie jednak widać, że z lenistwa Tuska plany "divida et impera" zamienią się na nagonkę na ekipę rządzącą, a jeśli Kaczyńskiemu się znudzi bogoojczyźniana retoryka, to stanie po stronie pacjentów oraz lekarzy i zada kolejny cios biednemu Donaldowi.

Zauważmy na koniec (choć to temat na osobny wpis), że wskutek kryzysu banda rządząca ma coraz mniej pieniędzy aby kupować przychylność mediów i oligarchów. A kiedy kończą się pieniądze, kończy się też lojalność.

I nawet straszenie złym Kaczorem nie uchroni od nagonki wygłodniałych i rozpieszczonych "sprzymierzeńców". Jeśli Tusk się wydobędzie z katastrofy i jeszcze obróci ją na swoją korzyść - to sam mu pogratuluję.

Ale na razie wygląda na to, że dzień, kiedy nasz Premier zakiwa się na śmierć - jest tak blisko, że widać już jak jego oddech jeży szczecinę na plecach Platformy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów