Mordercy nienawidzą Generała Pinocheta

Obrazek użytkownika xiazeluka
Blog

Dlaczego nienawidzą? To bardzo proste – Generał nie pozwolił komunistom w Chile poszaleć, odjął ich od władzy i rozgromił. Tej sromoty Czerwoni nigdy Generałowi nie zapomnieli, to jest główny i jedyny powód, dla którego postać Augusta Pinocheta nieprzerwanie od 1973 roku się oczernia w środowiskach lewackich. Krokodyle łzy wylewane przez humanistów nad 3196 zabitymi w czasie całych rządów Generała nie powinny nikogo zmylić, komunistów przecież nie interesuje człowiek, lecz Idea.

Nie jest to wrogie pustosłowie prawackiego oszołoma, lecz stwierdzenie faktów, których wymowa zdaje się apologetów komunizmu nie interesować, choć wszak to ich pupile odpowiadają za tak niezwykłe rezultaty:

- Kambodża: 600 tys. - 2,5 mln ofiar
- Wietnam: 1,5 mln ofiar
- Laos: 45 tys. ofiar
- Kuba: 15-17 tys. zamordowanych, 30 tys. utonęło podczas ucieczki do USA, 2 mln
uchodźców
- Nikaragua: 45-50 tys. ofiar
- Peru (Świetlisty Szlak): 25-30 tys.
- Etiopia: 200-600 tys. ofiar
- Angola: nawet szacunki trudno podać, o ilości zabitych świadczą straty
kubańskiego korpusu ekspedycyjnego - 7-11 tys. zabitych żołnierzy
- Mozambik: 600 tys. ofiar
- Afganistan p r z e d interwencją sowiecką: 100 tys. zabitych
- Chiny: 20 – 40 mln ofiar.

Żaden ze sprawców powyższych masakr nie poniósł odpowiedzialności, ba, żaden sąd europejski nie zechciał przyjąć pozwu przeciw tow. Kastro, kiedy ów brodaty killer wojażował po krajach zachodnich w tym samym czasie, kiedy angielscy kidnaperzy porwali i uwięzili swojego własnego gościa, wiernego sojusznika z okresu wojny o Falklandy.

Włodzimierz Bukowski, którego za entuzjastę Generała trudno uznać, poczynił a propos prostoduszne spostrzeżenie:

Nie można jednak sądzić Generała za pewne czyny, gdy przywódcy lewicy, odpowiedzialni za czyny podobne lub gorsze, nie tylko nie ponoszą kary, ale przyjmowani w świecie niczym bohaterowie.

Tak jest – dla towarzysza Kastro wielbiciele masowych morderstw zawsze znajdą jakieś dialektyczne wytłumaczenie, usprawiedliwiając jego zbrodnie postępowaniem Batisty, USA czy światowych wahań koniunktury. Towarzysza Ho Szi Mina także nie pozostawią na lodzie, strojąc z niego ofiarę jankeskiej napaści; w tym przypadku humaniści na opak mają na podorędziu zasłonę dymną w postaci masakry w My Lai, gdzie niewielki oddział amerykańskich żołnierzy w napadzie szału dopuścił się zbrodni, mordując kilkuset cywilów. W tym samym roku komuniści zdobyli podczas ofensywy Tet miasto Hue, w którym planowo i z premedytacją zamordowali kilka tysięcy mieszkańców, dziesięć razy więcej niż banda porucznika Calleya w My Lai. Do świadomości historycznej przedarły się jedynie wydarzenia z My Lai, ludobójstwo z Hue większego wrażenia na lewicowych przyjaciołach ludu nie robi (wystarczy wpisać do Idiotopedii hasła „My Lai” i „Hue” i porównać ich treść). Ba, nawet do dzisiaj powszechnie uważa się, że USA były stroną atakującą, chociaż wszystkie pola bitew znajdowały się na terytorium Wietnamu Południowego, na które zresztą spadło 95% bomb zrzuconych ogółem przez amerykańskie samoloty w czasie całej wojny.

Efekty władzy sprawowanej przez komunistów w 1973 roku były świetnie znane, wyczyny towarzysza Stalina i jego chińskich, wietnamskich czy kubańskich friendów spod znaku sierpa i młota ilustrowały stosy ułożone z milionów zabitych. Zabitych – bo nawet nie jesteśmy w stanie policzyć rannych, okaleczonych czy uciekinierów. Dodajmy to tego rachunku dewastację gospodarki, likwidację praw obywatelskich, cenzurę, terror i wszechobecne kłamstwo, a otrzymamy pełny obraz piekła, przed którym uchronił swój kraj bohaterski Generał Pinochet. Koszt – tylko 3196 zabitych, ponad dziesięć razy mniej niż liczba ofiar dowolnego innego kraju trzeciego świata, w którym do rządów dorwali się pieszczoszkowie lewackich salonów. Przy czym ci zabici nie składali się bynajmniej z niewinnych ofiar, lecz w dużej mierze z uzbrojonych bandytów i dywersantów na żołdzie komunistycznej międzynarodówki, o czym zaświadcza Bukowski:

Bukowski: …weźmy pod uwagę warunki, w jakich gen. Pinochet mordował swoich przeciwników. Posiadam w moim archiwum 20 lub 25 dokumentów sowieckich, z których wynika, że Moskwa wysyłała wyszkolonych w ZSRR dywersantów z szeregów komunistów i socjalistów chilijskich. Ich szkoleniem zajmowało się KGB oraz wywiad wojskowy GRU. Wysyłano ich do Chile uzbrojonych i wyposażonych w broń i materiały wybuchowe.

Pytanie: Za czasów prezydentury Salvatore Allende?

Bukowski: Nie, za czasów rządów A. Pinocheta. Za prezydentury Allende nie było potrzeby konspiracyjnego przemycania grup dywersyjnych, gdyż bojowców szkolono zupełnie otwarcie. [Poza tym] prowadzono rozmowy o dostawach broni dla armii chilijskiej, gdyż Moskwie chodziło o uzależnienie sił zbrojnych Chile od dostaw sowieckich. Przez krótki okres tej współpracy chilijsko-sowieckiej, zadłużenie Chile urosło do kilkuset milionów dolarów. Natomiast po przewrocie zbrojnym Pinocheta, Moskwa prowadziła nie wypowiedzianą wojnę przeciwko jego krajowi.

Za czasów prezydentury tow. Allende o właściwe szkolenia dbało ponad 1000 kubańskich doradców, przysłanych przez jego serdecznego przyjaciela, ludobójcę Kastro.

Czy w obliczu tych prostych faktów da się określić krytyków Generała inaczej jak bezlitosnymi bestiami żądnymi przelewania krwi niewinnych? Czy te moralne monstra kiedykolwiek z równą zaciekłością domagały się „sprawiedliwości” dla jakiegoś sowieckiego genseka, Pol Pota, Ho Szi Mina czy Kastro, czyli wampirów mający znacznie więcej na sumieniu niż Generał? Generał, który ocalił Chile przed właśnie jednym z takich kanibali?

No dobrze, ale może ja czegoś nie rozumiem, może Chile miało być tym jedynym w historii wyjątkiem, kiedy to komunistom udałoby się nikogo nie zamordować i nie zrujnować gospodarki? Popatrzmy…

Towarzysz Allende doszedł do władzy taką samą drogą jak jego ideologiczny kumpel Adolf Hitler – demotfukratycznie. 36% głosów to nie jest jakoś szczególnie oszałamiający wynik, o masowym poparciu społeczeństwa szkoda nawet gadać. Może jednak po trzech latach rządów wskaźniki poparcia się zmieniły? Zapewne – 500% inflacji, strajki, zamieszki, bezprawne nacjonalizacje majątków ziemskich i fabryk, zamykanie opozycyjnych mediów, brak żywności, łamanie przez prezydenta własnych zobowiązań, tolerowanie lewackich uzbrojonych bojówek, wreszcie wprowadzenie stanu wyjątkowego  – wszystko to pozwala przyjąć jako pewnik, iż wyniku wyborczego tow. Allende by nie powtórzył. Nie było to jednak jego zmartwienie – nie istniała legalna metoda pozbawienia go władzy pomimo tego, że sam rozmyślnie i wielokrotnie łamał prawo, chociaż kiedy w 1970 roku w Kongresie ważyły się losy jego kandydatury obiecywał, że rząd Jedności Narodowej nie będzie ograniczał wolności słowa, nie wprowadzi cenzury, nie dopuści do tworzenia zbrojnych milicji (wszystkie te puste obiecanki zapisano w Statucie Gwarancji Konstytucyjnych). Tak więc deklaracja chilijskich parlamentarzystów, wzywająca armię do interwencji, choć nie miała umocowania prawnego, jest wystarczającym usprawiedliwieniem moralnym akcji wojskowych, jako że oddaje ducha oczekiwań społecznych – ten sam parlament, który namaścił Allende na prezydenta, odebrał mu teraz swój mandat zaufania. Zresztą – czy ktokolwiek dopytywałby się pułkownika Stauffenberga o jego mandat do sprawowania władzy, gdyby zamach na tow. Hitlera mu się powiódł?

W okresie rządów tow. Allende zginęło w gwałtowny sposób ok. 100 ludzi, czyli mniej więcej tyle, ile w czasie wojny wypowiedzianej przez Spawacza własnemu narodowi. No, lecz sytuacja jest nieporównywalna – siepacze Jaruzelskiego wykorzystywali nadzwyczajną sytuację, morderstwa w Chile działy się w „normalnej” sytuacji. No właśnie, jaką sytuację uznawano po stronie Allende za normalną?

Fuehrer Socjalistycznej Partii Chile, towarzysz Altamirano (parę lat później wychwalał Breżniewa za interwencję w Afganistanie – jak widać są zamachy słuszne i niesłuszne), domagał się zastosowania wobec strajkujących w 1973 roku kierowców właściwych metod:

Negatywnie ocenił pobłażliwość rządu wobec inspiratorów i uczestników strajku domagając się ponownie surowego ich ukarania.

Pryncypialność tow. Altamirano nie była jednorazowym atakiem szału, jego wypowiedzi przez lata konsekwentnie nabierały ostrości:

1970
Nie mam wątpliwości, że w miarę jak coraz bardziej radykalny staje się proces budowy nowego społeczeństwa w naszym kraju, nieuniknione będzie poważne starcie między siłami zachowawczymi, tradycyjnymi, które bronią istniejącego status quo i tymi, które walczą o nowe społeczeństwo.

1973, lipiec
Odrzucamy kategorycznie dialog z partiami reakcyjnymi i kontrrewolucyjnymi. Reakcja zdaje się zapomniała, że lud może wzniecić pożar i doprowadzić do wybuchu cały kraj […] może ruszyć z bohaterskim natarciu wyzwoleńczym i patriotycznym.

Duce partii komunistycznej, towarzysz Corvalan, zapewniał, że lewica chce osiągnąć porozumienie dzięki dialogowi. Po tym dosyć lakonicznym stwierdzeniu padło upiorne „ale” – ale część reakcji nie ma ochoty na porozumienie, dlatego racje ludu należy poprzeć siłą, zamieniając każdą fabrykę, gospodarstwo, związek i służbę publiczną w bastion władzy ludowej.

Sam Allende formalnie odrzucał przemoc i potępiał terroryzm, niemniej w jednym z wywiadów otwarcie przyznał, iż pokojowa droga do socjalizmu to jedynie kwestia taktyki i okoliczności. Jego współpracownik i zaufany kamrat, tow. Garces, nie owijal niczego w bawełnę:

Kiedy rząd staje wobec buntu całej klasy społecznej […] oczywiste staje się, że zdoła przezwyciężyć opór tylko wówczas, gdy będzie miał i jeśli użyje siły większej niż ruch powstańczy.

Niestety, z tą siłą był pewien problem:

Byłoby wielkim błędem sądzić, że blok Jedności Ludowej miał dostatecznie dużo czasu na rozdanie broni masom pracującym […] Nie można było nawet podjąć tego rodzaju akcji, aby nie dowiedziały się o niej od razu siły zbrojne […] gotowe bronić swego wyłącznego prawa – monopolu na posiadanie broni”.

Zauważmy, że tow. Garces nie zastanawia się, skąd broń wziąć, lecz jak ją rozdysponować. I to w zasadzie zamyka kwestię zamiarów władzy ludowej. Według junty siły ludowe zgromadziły 15 000 sztuk broni pochodzenia sowieckiego i czechosłowackiego, w tym moździerze, granatniki i broń przeciwczołgową. Po zdobyciu pałacu prezydenckiego odnaleziono w nim kilkaset sztuk broni palnej oraz kilka ręcznych wyrzutni przeciwpancernych – co znalazło po latach potwierdzenie w dokumentach ujawnionych przez Bukowskiego. Wynika z nich, że w latach 1976-1990 Sowieci dostarczali chilijskim komunistom i socjalistom broń, fałszywe dokumenty oraz że szkolili ich do zadań dywersyjnych (ogółem przeszkolono około 200 bandytów). Efektem zamachów bombowych oraz morderstw była śmierć ok. 500 niewinnych ludzi, zaś w starciach z uzbrojonymi bandami poległo kolejnych 108 żołnierzy i policjantów. Nieźle, jak na „niewinne ofiary krwawej junty”.

Internacjonalistycznej pomocy udzielili braciom klasowym także hitlerowcy z NRD – same szkolenia w podberlińskim ośrodku „Obiekt Bakal” kosztowały 7 milionów dolarów. Zadzierzgnięte wówczas więzy współpracy zaprocentowały po latach, już po oddaniu władzy przez juntę, kiedy były dyktator NRD Honecker uszedł przed sądem do Chile, znajdując tam spokojny azyl. Historia zatoczyła koło zamieniając się w swoja parodię…

Wróćmy jeszcze na chwilę do wypowiedzi Fuehrera Altamirano: Odrzucamy kategorycznie dialog z partiami reakcyjnymi i kontrrewolucyjnymi. Pomijając rzucone otwartym tekstem wyzwanie siłom reakcji, jest to zapowiedź wszczęcia komunistycznej rewolucji. Niech nikogo nie zmyli bowiem przymiotnik „socjalistyczna” w nazwie mafii tow. Altamirano, jej program nie pozostawia złudzeń, z kim mamy do czynienia:

Partia Socjalistyczna jako organizacja marksistowsko-leninowską uznaje przejęcie władzy za swój strategiczny cel, do spełnienia jeszcze przez to pokolenie. Przejęcie władzy jest konieczne, aby móc zbudowali państwo rewolucyjne, które wyzwoli Chile od zależności, a także zacofania kulturalnego i gospodarczego.

oraz

Przemoc rewolucyjna jest konieczna i legalna, będąc wynikiem represyjnego charakteru uzbrojonego państwa klasowego i stanowi jedyną drogę do przejęcia władzy politycznej i gospodarczej. (...) niszcząc aparat biurokratyczny i obronny państwa burżuazyjnego ulegnie wzmocnieniu rewolucja socjalistyczna.

Rewolucja komunistyczna czyli masowa przemoc i terror – zawsze i wszędzie wywołanie takiej rewolucji przynosiło hekatombę ludności i dewastację państwa, począwszy od Rosji, a skończywszy na Wietnamie. Zawsze ofiary liczono w tysiącach, zawsze kończyło się to ucieczkami, zawsze upadkiem gospodarczym. Ocena komunistycznej rewolucji może być tylko jedna – to haniebne ludobójstwo, na które nie ma żadnego usprawiedliwienia. Walka z rewolucjonistami to nie jest spór światopoglądowy, lecz bój o przetrwanie: albo my ich, albo oni nas – tutaj nie ma remisów. Ale niezależnie od wyniku walki efekty są identyczne – śmierć i zniszczenie.

Generał Pinochet ocalił Chile od uroków komunistycznej rewolucji. Czyli ocalił Chile od losu Kambodży, Kuby, Afganistanu czy Chin. Światowy komunizm nie zdołał dopisać do rachunku 100 milionów ofiar paru kolejnych. I tego pełne furii ludojady poprzebierane za humanistów nie potrafią Mu wybaczyć – uniemożliwienia rozlania cystern krwi. Tego nie potrafią wybaczyć, a nie trupów, tortur czy przejściowego ograniczenia swobód demotfukratycznych – bo widział kto kiedy lewaka rozpaczającego nad zmasakrowanymi trupami burżujów i brakiem praw obywatelskich w rządzonym przez siebie kraju?
 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

trzeba pamiętać jeszcze, że za Allende zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Tak więc obalenie przez Pinocheta tego lewackiego watażki tak naprawdę stanowiło zaprowadzenie porządku w kraju.

To, że Chile nie stało się drugą Kubą, też zasługuje na wzmiankę.

A lewactwo nie wybaczy nikomu, kto udowodni, że ich wizja świata jest o kant pośladka potłuc.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#29550