*V* C Z A S ** F R Y Z J E R Ó W *V*

Obrazek użytkownika Tomasz Sokolewicz
Kraj

Kiedy w wolnej chwili otwieram Internet i surfuje prąd sieci nieomal zawsze znosi mnie na strony internetowe różnych organizacji mających w tytule Polskę, niepodległość albo solidarność. Organizacji tych jest całkiem sporo, bo zakładane były zarówno przez zapobiegliwych neostalinowców, którzy w ten sposób zapewniali sobie dotacje dolarowe, albo przynajmniej ulgi podatkowe w krajach obawiających się utraty niepodległości w wyniku III wojny światowej, czasem zwykłych agenciaków zainteresowanych budową wizerunkową i sprzedażą ich marnych publikacji historycznych, głównie złożonych zresztą z osobistych fantazji i urojeń, utrzymywanych kiedyś przez reżimowe wydawnictwa, taką „Stolicę” czy MON, a obecnie przez oligarchiczny megaprzemysł telewizyjno-wydawniczy, powiązany zarówno z neostalinowcami jak i czerwonym mainsteamem wyhodowanym przez Gierka i Jaruzelskiego, jak i uczciwych i szlachetnych ludzi, którzy chcieli coś w Polsce zmienić. Tych ostatnich jest całkiem sporo, co zadaje kłam propagandzie komunistów ukazującej Polaków jako naród drobnych złodziejaszków, prostytutek a w najlepszym wypadku cwaniaczków. Patriotyzm w Internecie bardzo cieszy, o ile tylko jest szczery i nienapuszony, bo przecież nie musimy udawać przed sobą kogoś, kim nie jesteśmy.

„Mieliśmy w planach podjęcie walki zbrojnej” (…) „Byliśmy gotowi do podłożenia bomby w komisariacie w Gdańsku” (…) „Nie wykluczaliśmy zamachu na Jaruzelskiego” (…) „Nasz kontrwywiad ustalił, gdzie znajdują się uwięzieni. Do odbicia nie doszło z powodu..” (…) „sporządziliśmy plany karabinów maszynowych, których nie zawahalibyśmy się użyć, gdyby sytuacja w kraju pogorszyła się”.

Czas przyszły niedokonany. A można było inaczej…

Jeśli ktoś chce pięknie żyć to ZAWSZE może to zrobić - dzisiaj można bez wielkiego ryzyka podpisać ważną petycję dekomunizacyjną: brak jakiegokolwiek zabezpieczenia finansowego działaczy niepodległościowych w Polsce pokazuje, kto tu naprawdę rządzi, o opozycji politycznej nawet nie wspominając - ci, którzy walkę zbrojną podjęli, teraz jakby się tego wstydzili, a przecież właśnie oni nie mają żadnego powodu, aby się wstydzić.

Mówi się o zmarnowanych życiorysach, tak jakby to życiorys „Studenta” czyli Staszka Matejczuka czy „Artura” był zmarnowany, a nie Lesława Maleszki czy Grzegorza Piotrowskiego. Postawmy kropkę nad i: Polska Armia Krajowa/Druga Brygada czyli Piłsudczycy są kontynuacją tradycji Polskiej Organizacji Wojskowej, a nie agentofile z Krakowa czy lalkarze z Warszawy. Kropka i bez odbioru.

Bez większego odzewu przeszła w rządzonym przez PO kraju 50 rocznica postawienia muru, czyli żelaznej kurtyny pomiędzy światem wolnym, a tymi, których wolny świat pozostawił komunistom. I o ile Niemcy zachowali się przyzwoicie: mur i procesy o zabójstwa na murze pokazali: "Nie chciałem zabić, ale chciałem dostać się na medycynę"- tak tłumaczył swoje strzały jeden z oskarżonych w telewizji ARD, to polskim dziennikarzom jakoś trudno spytać o POLSKIE ofiary niemieckiego muru czy o tych Polaków, których przy próbie ucieczki na Zachód zastrzelono w Bułgarii czy Czechosłowacji. Dla koalicjantów z PO i SLD PRL zdaje się być światem piosenek Niemena i Osieckiej, któremu chyba tylko brakowało kontynuacji mądrych rządów Bolesława Bieruta i jego dzielnych towarzyszy z frakcji stalinowskiej: Spychalskiego i Bermana i ich światłych artykułów w "Prawdzie" polskich komunistów tygodniku KC PZPR o jakże mylącej nazwie "Polityka".

Tymczasem działacze KPN znani nam jeszcze z lat 80’ zostają zatrzymani z powodu wiecowania pod pomnikiem Armii Sowieckiej. Pomnik miał być już dawno zlikwidowany, do czego przyczynił się organizator protestu – przywódca KPN Adam Słomka, który jeszcze w latach 90” zgłosił uchwałę likwidacji pamiątek obcej okupacji. Uchwała przeszła większością głosów, ale nigdy nie została zrealizowana. Pojawienie się nielicznych konfederatów zaktywizowało jednak miejscową policję. Zatrzymanym siłą konfederatom postawiono zarzuty bezczeszczenia pomników, te same które w formie zaostrzonej przez Dekret o Stanie Wojennym postawiono i mnie za podpalenie pomnika Feliksa Dzierżyńskiego w lutym 1982 roku w Warszawie. Świadczy to w sposób dobitny o braku niepodległości i zaprzaństwie platformy agenturalnej.

Podobnie Prawo i Sprawiedliwość snuje w czasie przyszłym niedokonanym plany reform państwa polskiego, które w rzeczywistości nie mają żadnego znaczenia, bo przecież nie trzeba być prorokiem, aby już dzisiaj wiedzieć, że platforma agenturalna kupi tylu posłów, ilu tylko będzie potrzeba..

Trochę przypomina ta walka o reformę państwa syzyfowe prace, gdzie po osiągnięciu Pałacu Prezydenckiego wybucha samolot, a próby zaburzenia neostalinowskiej narracji opowiadającej nam o szczęśliwym wywalczeniu dla nas Niepodległości przez Lecha Wałęsę i Jerzego Buzka kończą się zarażeniem chorobą samobójczą, śmiercią i czasem sekcją zwłok kilka dni później…

Nie mówiąc o cudownym software do liczenia głosów wyprodukowanym w będącym poza wszelkimi podejrzeniami prywatnym przedsiębiorstwie pana Ryszarda Krauzego o nazwie Prokom Asecco. Ciekawe, że żaden dziennikarz nie zainteresował się tym programem komputerowym i nie przeprowadził kompleksowej jego analizy. Chętnie poznałbym wszystkie jego funkcje, szczególnie te, które interesowały tego zdolnego człowieka, który przez wiele lat przebywał w szarej strefie, gdzie dzięki tolerancji ówczesnej władzy kopiował programy wymyślone przez kogoś innego w dalekich Stanach Zjednoczonych, a kopie tych programów masowo sprzedawał dzięki czemu stał się człowiekiem zamożnym. Jestem też ciekawy, czy ceną tej tolerancji nie było dodawanie do sprzedawanych programów czegoś gratis, a jeżeli tak było, to co to było. W czasie przeszłym dokonanym. I pytam nie dlatego, aby czerwonym oligarchom wypominać ich przeszłość – znacznie bardziej jestem zainteresowany zbadaniem, czy przypadkiem w ich programach nie znajduje się coś, co może posłużyć do zmiany wyników wyborów czyli naszej przyszłości.

Publiczne TVP w primetime po raz 50, a może nawet 500 emituje stalinowską pochwałę ruskiej agentury w Polsce znaną powszechnie pod nazwą „Stawka większa niż życie”, publiczny 1PR wspomnienia ruskiego administratora w Polsce o nazwisku Ciosek, który w żartobliwej formie opowiada o pobiciu kastetami przez MO działacza związku zawodowego NSZZ „Solidarność” podczas rozmów z Radą Narodową w Bydgoszczy Jana Rulewskiego, aby parę minut później prezentować dyskutujących o 11 września neostalinowców i agentów bezpieki jak Henryk Szlajfer. Ciekawe, że „liberalni” agenci bezpieki na ogół przez całe swoje życie utrzymywani są przez państwo polskie jako naukowcy lub dyplomaci…

Kolejnym punktem wiadomości w mediach publicznych jest śmierć prlowskiego reżysera, znanego z reżyserowania stalinowskiego „Popiołu i diamentu” i innych podobnie ohydnych przekazów uczczona przez obecność prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i innego reżysera debiutującego w PRL znanego z upodobania do gwałcenia dzieci. Sodomita i pedofil Roman Polański nie musi się jednak w Polsce pod rządami platformy agenturalnej niczego obawiać – sprawiedliwość prlowska doskonale widzi na jedno oko…

Gdy dług publiczny przekroczył już 80.000 PLN na obywatela i w szybkim tempie dochodzi do granicy 100.000 PLN zarówno telewizja publiczna TVP1 jak i Radio PR1 informują nas o wydarzeniach kulturalnych, na które przeznaczono z kasy państwowej 13 milionów PLN: "Prezydencja Polski w Unii Europejskiej przypada dokładnie na 30-lecie powstania Pomarańczowej Alternatywy. Założona w 1981 roku we Wrocławiu przez Waldemara Fydrycha grupa, a później ruch happeningowy, działała w opozycji do reżimowego systemu. (...) Działania Pomarańczowej Alternatywy stały się punktem wyjścia do myślenia o programie performatywnym, który będzie towarzyszył Europejskiemu Kongresowi Kultury." Bliższe przyjrzenie się jednak wrocławskiej imprezie wskazuje jednak na wykorzystanie jej jako propagandy wyborczej przez platformę agenturalną: na próżno szukać we Wrocławiu „Mayora” Fydrycha i jego „Pomarańczowej Alternatywy”, spotkać za to można było prezydenta Komorowskiego i marszałka Schetynę słuchających uważnie biadań wnuka donosiciela Wojciecha Dzieduszyckiego w jego willi i wyznań rosyjskiego milicjanta, stalinowca a dzisiaj naukowca Zygmunta Baumana. Pedofile, agenciaki i ich rodziny może i powinni być leczeni psychiatrycznie, ale wolałbym aby odbywało to się w zaciszu gabinetów lekarskich a nie na oczach całej Europy. Nie podoba mi się wykorzystywanie chorób psychicznych do prowadzenia kampanii wyborczej. Nie podoba mi się także wydawanie pieniędzy podatników na kampanie wyborczą jednego obozu politycznego.

Jak nisko musiał upaść obóz polityczny „fryzjerów” (Tusk, Nowak, Kidawa, Boni), aby okradać pomarańczowe krasnoludki?

TU MOŻESZ PODPISAĆ PETYCJĘ DEKOMUNIZACYJNĄ

http://www.petycje.pl/petycja/6119/petycja_dekomunizacyjna_do_sejmu,_sen...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Gdy nazwałem frakcje platformy agenturalnej rządzącej Polską "fryzjerami" nikt nie zapytał mnie o powód. Mam wrażenie że dobrałem właściwe słowo na ich określenie, jak myślicie?

„Fryzjer – rzemieślnik zajmujący się zgodnie z życzeniami klientów strzyżeniem włosów, ich pielęgnacją, układaniem, farbowaniem, myciem.

Zawód fryzjera należy do grupy zawodów usługowych.

Dzięki posiadanym umiejętnościom fryzjer może również prowadzić własny zakład usługowy. „

„Ryszard Forbrich ps. Fryzjer, Szczota, Architekt[1] (ur. 10 marca 1946 we Wronkach) – były polski działacz piłkarski, z zawodu fryzjer.

Mieszkał we wsi Zielonagóra nad Wartą koło Obrzycka[2]. Był więziennym fryzjerem we wronieckim zakładzie karnym, później posiadał własny zakład fryzjerski z siedzibą we Wronkach.

Karierę działacza sportowego zaczął w Olimpii Poznań za czasów prezesury pułkownika MO Edmunda Sikory. Wg niektórych źródeł był w tym czasie agentem Służby Bezpieczeństwa PRL [potrzebne źródło]. W 1990 działał w B-klasowym wiejskim klubie LZS Czarni Wróblewo. W 1991 roku podpisał umowę patronacką pomiędzy swoim klubem a Fabryką Kuchni "Wromet" we Wronkach. W następnym roku doprowadził do połączenia Błękitnych Wronki z Czarnymi/Wromet Wróblewo – tak 21 czerwca 1992 powstała Amica Wronki, z którą był związany do roku 2000. W tym czasie był także delegatem okręgu pilskiego w Wielkopolskim ZPN[3] a także wiceprezesem WZPN[4]. Za jego kadencji w Amice (początkowo jako kierownika drużyny, później – menedżera klubu) klub z Wronek błyskawicznie awansował do I ligi – awans o 6 klas rozgrywkowych zajął mu tylko 4 sezony, m.in. dzięki decyzji Wielkopolskiego ZPN-u o przeniesieniu nowo powstałej drużyny z B-klasy do IV ligi. W ciągu tych dziesięciu lat wronecki klub trzykrotnie (w latach 1998, 1999 i 2000) zwyciężał w rozgrywkach o Puchar Polski i dwukrotnie (w 1998 i 1999) zdobył Superpuchar. 27 listopada 2000 uchwałą Prezydium Zarządu PZPN Forbrich został uznany za persona non grata w polskim futbolu, co oznaczało zakaz działania w strukturach PZPN oraz w klubach szczebla centralnego[5]. Decyzja ta została następnie uchylona przez Komisję Odwoławczą[6][7]. Jeden z głównych podejrzanych w największej w historii polskiego futbolu aferze korupcyjnej. Prokuratura podejrzewa go o ustawianie i kupowanie meczów w I, II i III lidze piłkarskiej. Od jego pseudonimu została utworzona tzw. lista Fryzjera opublikowana w Przeglądzie Sportowym.

3 kwietnia 2009 roku został posadzony na ławie oskarżonych w tzw. "sprawie Arki Gdynia". Ostatecznie łączny wyrok ogłoszony przez sędziego to 3,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności[2] i 320 tysięcy grzywny. Forbrich jednak odwołał się od wyroku do wyższej instancji. 20 maja 2010 Wrocławski sąd apelacyjny utrzymał wyrok 3,5 roku więzienia[8].

W czerwcu 2009 Forbrich został ponownie wezwany przez prokuraturę we Wrocławiu i usłyszał dziesięć nowych zarzutów korupcyjnych[9].

3 lutego 2011 decyzją Wydziału Dyscypliny PZPN wraz z Marianem Duszą został wykluczony ze struktur związkowych w następstwie czynów korupcyjnych[10].”

Cytaty pochodzą z Wikipedii

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Tomasz Sokolewicz

#186618