Anna Hareńczyk Przygody misia Tufiego cz. 6

Obrazek użytkownika tomeks
Kultura

Życie z ludźmi było bardzo ciekawe. Tufi bardzo polubił Zuzę i wydawało mu się, że jest z Nią już bardzo długo, a to zaledwie były trzy tygodnie. Zawsze spał z dziewczynką, a kiedy spała szeptał jej do uszka bajki, żeby miała kolorowe sny. Kiedy wstawała, wstawał i Tufi. Potem Zuza szła do przedszkola. Było tam bardzo fajnie (Tufi był w przedszkolu dwa razy), ale za głośno jak dla misia. Mimo, iż lubił być w pobliżu Zuzy, nie przeszkadzało mu, gdy go zostawiała w domu. Mógł wtedy popatrzeć przez okno na ludzki świat, albo porozmawiać z innymi zabawkami. Szczerze polubił małpkę Efri, która była bardzo wesoła i zawsze wymyślała nowe psikusy. Wśród zabawek były również dwie prześliczne lalki. Jedna nazywała się Centi, miała czarne włosy i ubrana była w czerwoną sukienkę. Na nogach miała czerwone buciki, a na głowie czerwony kapelusik. Wyglądała prześlicznie, ale strasznie zadzierała nosa i nie rozmawiała prawie z nikim. Druga lalka była zupełnie inna. Miała brązową sukienkę w złote liście, brązowe buciki na nogach, a w czerwonych jak marchewka włosach miała brązową kokardę. Nazywała się Otka i była naprawdę bardzo miła. A ponieważ była najdłużej ze wszystkich zabawek z Zuzą, miała dużo do powiedzenia. Każdy liczył się z jej zdaniem, a gdy ktoś miał jakiś problem , Otka zawsze znalazła dobre rozwiązanie. Ze wszystkich zabawek najbardziej polubił Tufi dwa misie pluszowe. Siadał sobie z nimi i rozmawiał o Przytulce. Misie były ciekawe co nowego wydarzyło się w Krainie Misiów, od kiedy ją opuściły, czy był jak zwykle piknik na cześć pierwszego dnia wiosny i jak się miewa profesor Dziamdziara czy dostojny Kalisasa. Tufi opowiadał bardzo chętnie. Znalazł dwie bratnie dusze. Czy mogło być lepiej? Mieszkał w domu ludzi, gdzie go wszyscy lubili ( no, może nie wszyscy, bo bracia Zuzy kiedy tylko mogli to mu dokuczali ), miał wspaniałych przyjaciół wśród zabawek i dziewczynka, którą się opiekował była taka miła. Czy może być lepiej? Sielanka misia nie trwała jednak zbyt długo... No, ale zacznijmy od początku...

Był słoneczne, niedzielne przedpołudnie i w zasadzie nic nie wskazywało, że ten dzień odmieni życie misia. Jak zwykle w niedzielny poranek cała rodzina spotkała się przy śniadaniu. Było bardzo głośno i bardzo wesoło. Patrząc na ludzi mówiących jeden przez drugiego, Tufi zastanawiał się o czym tak żywo rozmawiają, a raczej próbują rozmawiać, gdyż trudno to można było nazwać rozmową. Misiu siedział na kolanach Zuzy. Poczuł się naprawdę ważny, gdyż po raz pierwszy uczestniczył w śniadaniu ludzi. Zaczął się przysłuchiwać rozmowie. Ludzie mówili o jakiejś wycieczce do jakiegoś parku. Słowo „ park” wzbudzało wielkie emocje. Radość trójki dzieci była zaraźliwa. Tufi nie miał pojęcia, czy dostąpi zaszczytu uczestniczenia w wycieczce do parku, ale cieszył się, że jego Zuzia jest uśmiechnięta. Od hałasów rozbolała go trochę głowa. Misie pluszowe nie lubią głośnych dzieci- no jedno głośne dziecko można znieść, ale jak krzyczy ich więcej... -- - Może nawet lepiej jak by sobie poszli beze mnie - pomyślał Tufi - będę mógł trochę odpocząć. Poza tym Efri wymyśliła nową zabawę. Podobno jest bardzo wesoła. No i chciałbym trochę popatrzeć przez okno. Ostatnio tyle się dzieje ciekawego na dworze.... Ale co to? Wszyscy się ubierają. Zuza chyba o mnie zapomniała, bo już się ubiera i wychodzi ze swoim Tatą. Chłopcy wybiegli z domu wcześniej. Jeszcze tylko Mama się krząta. No, chyba jednak zostaję. Trochę mi szkoda, że mnie nie biorą. Nie lubię rozstawać się z Zuzą na długo. A ta wycieczka może trwać długo. Oooo, drzwi się zamykają.

Tufi został sam. Znajdował się w pokoju gościnnym, musiał więc dostać się do pokoju Zuzy. Postanowił zeskoczyć z krzesłą i przejść do pokoju dziewczynki. W chwili, gdy przymierzał się do skoku zazgrzytał zamek u drzwi wejściowych.
- Oho, ktoś czegoś zapomniał- pomyślał misiu- ciekawe czego?
W drzwiach stanęła Mama i szybko zlustrowała pokój. Zauważyła naszego misia i szybkim krokiem do niego podeszła.
- Tu jesteś- ucieszyła się Mama- Zuza chciała koniecznie pokazać ci park.
Mama wzięła Tufiego na ręce i wyszła, zamykając drzwi na klucz.
- Ojej- wykrzyknął Tufi w duchu- ja też jadę na wycieczkę!!!
Tak naprawdę ucieszył się bardzo, że dziewczynka nie zapomniała o nim. Tufi jeszcze nigdy nie był na wycieczce. Był bardzo zadowolony, gdyż mógł wszystko obserwować. Mama wsadziła go do plecaka, który Zuza miała na plecach.
- Co to takiego taka wycieczka?- zastanawiał się Tufi- to chyba jest wtedy taka wycieczka jak się idzie po parku i jest wesoło. Można też podziwiać świat, który naprawdę jest bardzo ciekawy. A tyle się dzieje... Park to bardzo ciekawe miejsce. Można zobaczyć tyle ludzi i dzieci. Dzieci chyba są zadowolone, bo się uśmiechają. A co to takiego?
Tufi zaniemówił, bo nagle zobaczył stojących ludzi z jakimiś dziwnymi, kolorowymi kulami, przyczepionymi na sznurku. Kule były różnego kształtu i wielkości, choć przeważały okrągłe. Cała rodzina zatrzymała się obok takiego człowieka i ku wielkiej radości Tufiego zakupiono jedną z takich kul. Zuza nazwała ową kulę balonikiem. Tufi wpatrywał się w balonik i zastanawiał się czemu ten balonik przyczepiony jest do sznurka, a sznurek przywiązany jest do ręki dziewczynki. Ale po chwili już wiedział. Przechodząc dalej zobaczył jak z ręki innej dziewczynki uwalnia się, szybując ku słońcu inny balonik. Tufi zapatrzył się w niebo. Balonik był coraz mniejszy i mniejszy, aż znikł mu całkiem z oczu. Próbował trochę wyciągnąć szyję, żeby zobaczyć, czy balonik czasem nie wraca i nagle... Tufi wypadł z plecaka. Na szczęście nic mu się nie stało, bo upadł na miękką trawę. Nawet go to trochę ubawiło.
- Ale zrobiłem fikołka - śmiał się Tufi - tralalala, ale ze mnie jest niezdara.
Wstał i rozejrzał się dokoła w poszukiwaniu Zuzy. Ale cała rodzina oddalała się od miejsca, w którym przebywał. Zuza zajęta balonikiem nawet nie zauważyła, że zginął jej misiu. Tufi zaczął krzyczeć i wymachiwać łapkami, ale nikt go nie słyszał, ani nie widział.
- Trudno - powiedział do siebie - na pewno zauważą, że mnie nie ma i wrócą po mnie . Nie będę się teraz tym martwił. Będę się martwił po-tem... A na razie porozglądam się trochę i zobaczę, jak wygląda świat.

Ocena wpisu: 
Brak głosów