O wadze polityki historycznej

Obrazek użytkownika Psuj
Historia

Szwajcarska telewizja przygotowała reportaż na temat "wypędzeń" Niemców po II wojnie światowej. Jednego z bohaterów reportażu- wnuka "wypędzonego" Niemca- skonfrontowała w poświęconym tej sprawie programie z polskim posłem Dawidem Jackiewiczem.

Na skutek konfrontacji poseł Jackiewicz dowiedział się, że "za rozpoczęcie II wojny światowej i mordowanie Żydów odpowiadają Polacy. Powinni oni przeprosić za wypędzenia Niemców z Dolnego Śląska, a straty poniesione w wyniku hitlerowskiej agresji do komunistyczna propagand" oraz że jest "polskim nacjonalistą" (cytuję za artykułem na portalu Dziennik.pl). Co zrozumiałe, poseł wystąpił o interwencję do polskiego MSZ; dalszy tok sprawy (mam taką nadzieję) jest oczywisty.

Ciekawsza jest inna rzecz. Otóż z przytoczonym wyżej oskarżeniem nie wystąpił jakiś modelowy "przeciętny Europejczyk", który- jak wielokrotnie dowiedziono- historią się ani interesuje, ani przejmuje, więc oczywiście jej nie zna. Oskarżał wnuk "wypędzonego", osoba zainteresowana realizacją opierających się na bądź co bądź historycznych argumentach roszczeń. Ergo: człowiek, który powinien historię, a przynajmniej ten jej wycinek, który dotyczy jego przodka, znać nieźle. Jak wynika z jego wypowiedzi albo tak nie jest albo mamy do czynienia z prowokacją. Drugą możliwością zajmować się nie będę, ponieważ przesłanki za nią przemawiające są dość słabe (w spiskową teorę dziejów wierzę tak mniej więcej, jaki w teksty publikowane w "GW").

Pozostaje możliwość pierwsza- osoba zainteresowana tematem kompletnie nie orientuje się w faktach. Może to być spowodowane, na przykład, przyswajaniem sobie historii w wersji neonazistowskiej- znacznie jednak bardziej prawdopodobne jest, że niemieccy "wypędzeni" i instytucje ich reprezentujące świadomie wprowadzają w błąd osoby mające walczyć o utracone na skutek niemieckich działań mienie, by w ten sposób dodatkowo "zmotywować" je do działania. Trudno powiedzieć czy sami szefowie przeróżnych związków "wypędzonych" w taką wersję wierzą; jest to raczej mało prawdopodobne. W każdym razie fakt, że wierzą w nią sami "wypędzeni" czy och potomkowie, niewątpliwie jest im na rękę.

Z naszego, polskiego punktu widzenia istotna jest przede wszystkim jedna rzecz. Musimy wyzbyć się przekonania, że myśląc o drugiej wojnie myślimy o tym samym- lub chociaż w przybliżeniu tym samym- co "wypędzeni". Jak widać, ich opinia o tamtych czasach może diametralnie różnić się od faktów. Nie chodzi o samo uzasadnienie "wypędzeń"- to mogłaby być kwestia dyskusyjna- chodzi o patrzenie na wydarzenia, które do "wypędzeń" doprowadziły; nie ma co się dziwić Niemcom, że żądają zwrotu mienia, skoro w ich (fałszywym- i na korekcji w tym miejscu należy się skupić) mniemaniu to Polacy spowodowali wojnę, nie ponieśli w jej czasie strat i jeszcze wymordowali miliony Żydów. Dyskusja o wypędzeniach, w której my będziemy przekonywać Niemców o tym, że "takie były postanowienia umów międzynarodowych" czy używać jakichkolwiek argumentów budowanych na nieznanych Niemcom faktach historycznych nie ma sensu. Niemcy muszą przede wszystkim dowiedzieć się, jak to naprawdę było; dopiero później możliwa będzie dyskusja o skutkach tego, co było.

Niezbędność polityki historycznej- i to na skalę europejską- nie podlega już dyskusji. Polityka historyczna wykroczyła już ze sfery ideowej, lokując się przede wszystkim w dziedzinie finansowej, ekonomicznej. Zarzucenie jej realizacji może w niedalekiej przyszłości poskutkować odszkodowaniami, jakie Polska będzie zmuszona zapłacić za wywołanie wojny i zniszczenie w jej toku Berlina czy Drezna.

Ocena wpisu: 
Brak głosów