Kolesie. Bajka nie bajka o gliniarzach: złym i bardzo złym

Obrazek użytkownika Wiktor Smol
KawiarNIA

Za każdym z systemów kryją się ludzie, którzy posiadają imię/imiona, nazwisko i numer PESEL

  

Przypatruję się drzewom – patrzę jak poddają się pielęgnacji wiatru, który szarpie namiętnie ich młode liście i wiotkie gałęzie. Na pierwszym planie kilka młodych drzew owocowych – widziałem wczoraj z bliska jak wyglądają ich liście, a wcześniej w lesie liście, choć młode, już przerobione przez szkodniki na koronkowe imitacje serwetek.
Źle to wróży przyszłym zbiorom i zdrowiu samych drzew. W tym samym momencie nakłada mi się obraz mojej Polski, kraju, w którym się wychowałem, uczyłem, służyłem w ludowym wojsku polskim – innego niestety nie było – pracowałem, założyłem rodzinę, pardon, dwie rodziny, mam dzieci, tutaj żyjemy i staramy się, aby to życie miało jakiś wymierny, pełny i wartościowy sens.
Nie chcę się rozpisywać na tematy poboczne, czyli te liczne, które doprowadzają nasz kraj do widoku, jaki opisałem wyżej, by porównać do „koronkowych” liści.

Jak to możliwe, że doszło do tego, co mamy dziś, że rządzi nami mafia białych kołnierzyków, których żadna siła nie jest w stanie odsunąć od państwowej kiesy, ani tym bardziej sprawiedliwie osądzić za czyny, za które przeciętny obywatel dostałby co najmniej 25 lat, jeśli nie dożywocie?!
Nie lubię tych pytań, na które odpowiedź zna każdy, a nikt nie wie, co uczynić z taką odpowiedzią.

Wydaje mi się, że treść zawarta pod tym linkiem dostatecznie wyjaśnia praprzyczynę polskiej listy grzechów głównych naszej ukochanej władzuni http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kolesiowska-patologia-w-polskim-wymiarze-sprawiedliwosci,wid,15667384,wiadomosc.html?ticaid=110a61

Kilka osób czasem zadaje mi pytanie dlaczego, bez względu na porę roku i panującą aurę nierozłącznie towarzyszy mi sportowa torba. Pytają, co w niej takiego noszę i dlaczego się z nią nigdy nie rozstaję. Uśmiecham się tylko. Od dawna jestem już duży i doskonale wiem, że nie muszę się ani tłumaczyć, ani odpowiadać na niewygodne pytania. Co prawda pytania o moją nierozłączną towarzyszkę – torbę – do niewygodnych ani krępujących się nie zaliczają, ale ja jednak wolę zbyć te zapytania milczeniem. Dlaczego? A choćby dlatego, że odpowiedź na nie jest dość skomplikowana i ma swoją historię, która jest dość długa i niezwykle skomplikowana.

Tutaj, na okoliczność niniejszego wpisu, postaram się możliwie zwięźle, jak tylko to możliwe, udzielić odpowiedzi. Zacznę może od udzielenia odpowiedzi, jak długo w drodze do pracy, wyjazdu za miasto, towarzyszy mi moja sportowa torba i co takiego niezwykłego w sobie kryje?
Kiedy dostałem zawiadomienie o terminie posiedzenia sądu w przedmiocie: skarga na bezpodstawne zatrzymanie i osadzenie w areszcie śledczym, zdziwiłem się nieco, gdyż zawiadomienie do domu przyniósł(a) kurier z sądu na drugi dzień po zwolnieniu mnie z aresztu. Trzeciego dnia odbyło się przedmiotowe posiedzenie – poprzednich osiem z przyczyn niezależnych ode mnie nigdy nie doszło do skutku.
Odbyło się i … No właśnie „i…” i się zakończyło tak szybko, jak się rozpoczęło, gdyż moja skarga i skarga mojego adwokata stały się bezzasadne i bezprzedmiotowe!
Dlaczego? Dlatego, że jestem już (po 9 miesiącach izolacji) na wolności!?

Wyszedłem z gmachu sądu i, jeśli dobrze jeszcze pamiętam tamten dzień (takich dni się nie zapomina), wciągnąłem głęboko do płuc wiosenne powietrze małej zgniłej, i do cna skorumpowanej, mieściny z urzędami miasta, gminy i powiatu. I przyznać muszę, że myśli moje nie były czyste. Ba! Nawet nie były dobre. Policzyłem do dziesięciu i rozejrzałem się dookoła, czy przypadkiem nie czyhają na mnie gliniarze (tacy sami jak to miasto: mali brudni, do cna skorumpowani i do reszty skurwieni) w nieoznakowanym samochodzie z zamiarem ponownego zatrzymania i odstawienia mnie do aresztu. Teren był czysty. Dotarłem bezpiecznie do domu, co było pewnego rodzaju, przynajmniej dla mnie, cudem samym w sobie.

W domu, po moim powrocie z sądu, wszyscy odetchnęli z ulgą. Jeszcze dziś widzę ten lęk, który długo czaił się w oczach moich bliskich – żony i dzieci. Od tamtego zatrzymania, które miało miejsce i czas w samo południe pod samym domem, kiedy wracałem z córką i synem z miasta, niebawem minie siedem lat. Druga córka i syn w tym czasie byli na obozie harcerskim. Z dziewięciu miesięcy przetrzymywania w areszcie, osiem spędziłem w grupach chronionych. Przyznaję, że niezwykły to anturaż, od zwykłych złodziejaszków, oszustów, porywaczy dla okupu, gwałcicieli, sadystów, po zabójców skazanych na kary dożywocia.

Ale nie o tym dziś i tutaj – piszę rozdział za rozdziałem, pisze się prawie samo (życie udzieliło mi ważnych wskazówek, więc, choć czasem cholernie trudno, to jednak łatwiej dokonać swoistego przeniesienia niektórych rozdziałów z życia do książki). To, co mam do powiedzenia w mojej sprawie, opowiem kolejnymi kartami książki.
W każdym bądź razie po odzyskaniu wolności (przyznaję – wolność to dar bezcenny!), a w zasadzie po moim powrocie z sądu zacząłem dokładnie pakować rzeczy, które niezbędne są tam w areszcie, czy więzieniu.
Zatem w mojej torbie zawsze jest bielizna osobista na zmianę, koszula, polo, ciepły sweter i skarpety, buty sportowe, kilka ulubionych gazet, książka, zeszyt z czystymi kartkami, kilka kopert i znaczki na listy. Zawartość, co jakiś czas podmieniam na inną, świeżą.
I tak oto tajemnica przestała być tajemnicą i wiem, że tych kilka osób, których nurtował ten fakt, odpowiedź właśnie poznali.

Państwo, to nasze polskie z władzą ustawodawczą, wykonawczą i ustawodawczą i całą armią urzędników na czele, wyrobiło u mnie, i z tego, co wiem u jakiejś części innych zwłaszcza tych, którym KTOŚ zgotował podobny los, odruch „pierwszej pomocy*”, by choć na tyle zabezpieczyć pierwszy okres pobytu TAM.
Od tamtego pamiętnego czasu dobrze wiem, i doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że wieś, gmina, miasto, państwo jest/są moje/nasze, a ICH są więzienia, areszty i cała administracja trój władzy – władzy na wielu płaszczyznach, i wielu obszarach, totalnie skorumpowanej.

Wiem też i to, i mam tego stuprocentową pewność, że jeśli znowu poniesie mnie, pokusi, i napiszę klika gorzkich słów prawdy np. o ministrze zdrowia, albo, co gorsza, o jego zastępcy i ujawnię, że to łapówkarz, ustawiacz i zwyczajna menda, to jutro najpóźniej w południe mogę zostać zatrzymany, i to nikomu nie będzie przeszkadzało, że bez ważnego nakazu zatrzymania, że bez wyroku, że w biały dzień łamie się wszelkie zasady wolności i swobód obywatelskich: ważne, że państwo – SYSTEM potrafi się obronić.

W tym miejscu należy dodać, że każdy system stworzyli ludzie i za każdym z systemów kryją się też ludzie, którzy posiadają imię/imiona, nazwisko i numer PESEL. Dotrzeć do takich ukrytych za systemem bardzo trudno, często jest to wręcz niemożliwe.

W moim przypadku bezpodstawnego zatrzymania i osadzenia w areszcie SYSTEM tak ukrył osobę odpowiedzialną za moje zatrzymanie, że tak naprawdę do dziś, ani mnie, ani mojemu adwokatowi, nie udało się dotrzeć do osoby wydającej polecenie zatrzymania lub wydającej taki nakaz.
Zatrzymało mnie dwóch najlepszych „pałkarzy” z komendy powiatowej (równie parszywej i równie skorumpowanej, jak to miasto) policji.

Nie mieli żadnego nakazu, kiedy zażądałem, aby mi taki dostarczyli zadziałali błyskawicznie – na oczach przerażonych nastoletnich dzieci zostałem zakuty z rękoma w tyle i wepchnięty do nieoznakowanego samochodu, kawałek dalej stał drugi z kolejną ekipą – wiedziałem, że stawianie oporu mogłoby się zakończyć dla mnie nieszczęśliwym, śmiertelnym i przypadkowym postrzałem. Tego akurat nie chciałem dzieciom i sobie fundować. Na komendzie, gdzie rzekomo miał być nakaz mojego zatrzymania, w pokoju sekcji kryminalnej (Kiku z tych gliniarzy odpowiada za tajemniczą śmierć trzech ludzi – ojca i jego dwóch synów. Żona i matka tragicznie zmarłych – nieszczęśliwe wypadki w odstępach trzech, czterech dni – twierdzi, że któryś z jej bliskich musiał być świadkiem czegoś, czego policja nie chciała, aby się przypadkiem wydało) czekało na mnie jeszcze pięciu innych gliniarzy.

– No kurwa, więcej nie będziesz o nikim już źle pisał. Masz szczęście, że nie pijesz, tak byśmy cię urządzili, że hej… – Te słowa do mnie wypowiedział oficer policji!
 

Mniej więcej w tym samym czasie w innej części Polski zatrzymany został i osadzony w areszcie oficer policji, szef specjalnej grupy powołanej do rozpoznania i zebrania dowodów w/s afery paliwowej. Kiedy wyszedł, też mniej więcej w podobnym okresie, po podwładnych nie było śladu – rozpłynęli się po całej Polsce, a zebrane dowody wraz z aktami śledztwa przepadły bez wieści. Widocznie komuś bardzo zależało na tym, aby handel lewym paliwem kwitł dalej – no i kwitnie. Ponad 50% paliw przeznaczonych do sprzedaży pochodzi z nielegalnych źródeł. Na jednym litrze takiego paliwa handlarze zarabiają około 4 złotych na czysto! Oczywiście, aby coś mogło dobrze kwitnąć trzeba regularnie podlewać. Zatem kurierzy, jak dawniej, z neseserami w ręku przemierzają regularnie korytarze ministerstwa finansów – wchodzą na chwilę rozmawiają i wychodzą. Zapewne przez roztargnienie zapominają zabrać swoje nesesery. Proszę zgadnąć ile w takim mieści się żywej gotówki? Dlaczego zapominają? Dlatego, aby ministerstwo przypadkiem nie obniżało podatków i akcyz na paliwa w obrocie detalicznym i hurtowym. Wysokie podatki i akcyzy, to prawdziwy strumień wielkiej kasiory.
 

Fabuła filmów: „Układ zamknięty”, czy „Drogówka”, to w zderzeniu z realiami zaledwie pryszcz. Rzeczywistości wygląda sto razy gorzej. A przecież centrum szkolenia w Legionowie pod Warszawą, czy w Słupsku, nie po to chyba szkoli swoich oficerów, aby ci byli do dyspozycji szarych eminencji, polityków i mafiozów szarej strefy, która w przeciwieństwie do gospodarki kwitnie i ma się znakomicie.

Brak głosów