Polska "prawdziwa" myśl historyczna

Obrazek użytkownika Patryk Gorgol
Historia

Cały świat uwziął się na nasz naród. Jedynie Polska ma krystalicznie czystą historię. W swoich szeregach nigdy nie mieliśmy złodziei, morderców ani szmalcowników. Zajęcie Moskwy w 1610 roku było koniecznością taktyczną, a śmierć bolszewickich jeńców (1920) – cóż, nie ma co się tłumaczyć, epidemie przecież wybuchają wszędzie. O winie wobec Ukraińców nawet nie ma co wspominać – nie wywalczyli sobie niepodległości, to jej nie mieli. Jakie to jest proste. Białorusini? Banda wieśniaków bez elity, zaś Litwini niech się cieszą, że ich w całości nie podbił Żeligowski w czasie swojego „buntu”. Jeszcze nam nie podziękowali za to, że w 1938 roku zmusiliśmy ich do zawarcia z nami stosunków dyplomatycznych. Czechosłowacy (uwielbiam tę konstrukcję) powinni nam również być wdzięczni, że jedynie z nimi wyrównaliśmy rachunki za Zaolzie, a nie np. postanowiliśmy sobie wziąc kilkaset kilometrów kwadradowych kolejnej ziemi.

To historia okiem „prawdziwych patriotów”, w której Polska zawsze jest stroną poszkodowaną, a jej szlachetne pobudki nie powinny budzić jakichkolwiek kontrowersji. Z kolei wszyscy w około chcą nas zniszczyć. Mesjasz wśród narodów świata.

Z naszej historii możemy być dumni. Mamy zdecydowanie więcej wydarzeń, w której owa mityczna „racja” była po naszej stronie. Ile jednak można tolerować zupełnie bezrefleksyjne podejście do historii, w ktorym my zawsze jesteśmy dobrem, a reszta świata złem? Takie właśnie rozumowanie przedstawia nam pan Citisus w swoim komentarzu do mojego tekstu odnośnie ś.p. Rajdu im. Stepana Bandery. Starałem się w nim wykazać, że Polska, chcąc prowadzić konsekwentną politykę zagraniczną, nie może pozwolić na przejazd rowerowy dzieci z Banderą na ustach. Postulowałem również o to, by lekceważyć rzezi wołyńskiej, bo nie jest ona mniej ważna niż zbrodnie dokonywane na Polakach przez Związek Radziecki.

W mniemaniu „prawdziwych historyków” popełniłem jednak błąd. Jak śmiałem zakwestionować naszą politykę wobec Ukraińców w czasach II RP? Jak mogłem zauważyć, że nie wszystko z naszej strony było w porządku?

„Zbrodnia jest zbrodnią, ludobójstwo, ludobójstwem. A fakty faktami” - napisał przenikliwie pan Citisus. Jajko jest jajkiem, a szafka szafką! W każdym razie zaczął przedstawiać owe fakty.

„Także o tym, że Piułsudskiego w Kijowie potraktowano jak okupanta a bolszewicka armia czerowa cieszyła się zdecydowanym poparciem Ukraińców w przeciwieństwie do Petlury ?”

Petlura okazał się bardzo słabym graczem, jednak Piłsudski nie dotrzymał zawartej z nim umowy. Polska uznała pełnomocnictwa bolszewików do reprezentowania Ukrainy. Szlachetnie.

Pewnie pan nie wie, ale na Ukrainie większość „panów” było Polakami. Najpierw zostali przepędzeni, a później wracali wraz z polską armią. Teraz pan już wie, czemu większość Ukraińców, wśród których 80% było chłopami, nie stanęła z bronią u nogi, gdy zaczął się marsz Armii Czerwonej na wschód? Niektóre wsie przechodziły z rąk do rąk 6 razy. Ja wiem, że pan pewnie zrobiłby partyzantkę i poradził sobie ze znaną z okrucieństwa armią konną Budionnego, ale chłopi już mieli dosyć.

To też typowe – oceniamy prawo Ukraińców do posiadania własnego narodu po tym, jak ludzie zareagowali na Piłsudskiego. Urocze.

Odpowiedź na moją sugestię, że Polska nie zastosowała wobec Ukrainy zasady samostanowienia, tej samej, która była dyplomatycznym wytłumaczeniem naszego państwowego odrodzenia
„Wolne żarty, Polska sobie niepodległość wywalczyła sama. Własnym wysiłkiem i krwią.”

Tak, trzeba docenić wysiłek wojenny Polaków i walkę o nasze granice w latach 1918-1921. Bez consensusu wśród aliantów i rewolucji lutowej sprawa Polski nie wróciłaby na arenę międzynarodową. Było to konieczne dla odzyskania niepodległości. Znam przykłady mniej bitnych narodów, które po I wojnie światowej dostały prawo do posiadania własnego państwa.

Pisanie, że Polska odrodziłaby się bez udziału mocarstw pachnie mitomanią. Odzyskanie niepodległości było olbrzymim sukcesem dyplomatycznym. Wystarczy powołać się tutaj na słynne 14 punktów Woodrowa Wilsona. Po I wojnie światowej na zasadzie prawa samostanowienia narodów niepodległość uzyskało mnóstwo krajów – w tym Polska, kraje bałtyckie i Czechosłowacja. Zwolennicy „prawdziwej historii” wspominają o tym, że Polacy mają prawo ustanowić swoją władzę na terytoriach etnicznie polskich, ale tego samego prawa odmawiali Ukrainie. Piłsudski chciał się z nimi na siłę skonfederować, co mu się nie udało, a Dmowski po prostu spolonizować. Ciekawe, ze tych „historycznych patriotów” nie razi fakt, że Polacy zajmowali ziemie, na których stanowili mniejszość. Czym to rozumowanie się różni od spojrzenia carskiej Rosji, Prus czy Austrii w stosunku do Polsk w czasie zaborów?

Tutaj pojawiają się wspomniane fakty. „Poza województwem Stanisławowskim i Wołyńskim nigdzie ludność Ukraińska nie przekraczała 50%.” (pisownia oryginalna) - analizuje pan Citisus udowadniająć tezę, że Ukraińcy nie stanowili większości na.... teranach "ukraińskich", zajętych przez Polskę w ramach traktatu ryskiego.

Zacznijmy zatem od rzutu okiem na mapę. Analizujemy więc 4 województwa – lwowskie, tarnopolskie, wołyńskie i stanisławowskie.

Wołyńskie – Ukraińcy – 68%, Polacy – 16,6%
Tarnopolskie – Ukraińcy – 50% Polacy – 45%
Stanisławowskie – Ukraińcy– 68% Polacy – 23%
Lwowkie – Ukraińcy – 33% , Polacy – 57%

(źródło: Spis ludności, 1921 rok)

Na podstawie tych danych można bez wątpienia stwierdzić, że – poza województwem lwowskim – są to ziemie, na których przewagę etniczną mają Ukraińcy. To całkiem zabawne, ze pan Citisus uznał, że w tamtych regionach „tylko” w województwie stanisławowskim i wołyńskim Ukraińcy byli większością. Zapomniał pan o województwie tarnopolskim – taka drobnostka, a robi różnice – jak to mawiają mechanicy Roberta Kubicy. Tylko w ¾? W zasadzie to przecież nie większość...

Ukraińcy byli poddawani polonizacji. Utrudniano im naukę w ojczystych szkołach i placówkach kulturalnych, często zamykając je. Narzucano system tzw. szkół utrakwistycznych (dwujęzycznych). Ukraińcy nie mieli żadnej autonomii. Aż tak trudno dziwić sę im, że taka sytuacja im nie odpowiadała? Polacy nigdy nie przedstawili Ukraińcom ciekawej oferty. Żałośne położenie tego narodu polegało też na tym, że za wschodnią granicą mieli jeszcze gorzej. U nas przynajmniej nie zostali z premedytacją zagłodzeni na śmierć.

„Państwo ma obowiązek przedziwdziałania terrorowi. A może pan zaprzeczy wzrostowi nacjonalizmu, mordom i rabunkom ludności polskiej, mordom na funkcjonariuszach państwowych ?” - skomentował pan Citisus konieczność pacyfikacji ukraińskiej wsi. Oczywiście – w ramach walki z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów trzeba było niszczyć domy i cerkwie. Tak prewencyjnie.

Nie popieram w żadnym wypadku działań OUN. Potępiam z całej siły. Zwłaszcza, że głównym sponsorem tej organizacji były Niemcy, a jej celem destabilizacja Polski. Nie zmienia to jednak faktu, że represje np. z roku 1930 były zupełnie nieproporcjonalne do zagrożenia. Tak samo nikt mnie nie przekona do słuszności procesu brzeskiego. Tego należy się wstydzić.

Więcej na podobny temat:
- Śladami Stepana Bandery, czyli absolutny brak konsekwencji

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jest jedna sprawa: przez lata środowisko "GW" i "Polityki" zawzięcie akcentowały a nawet wykrzywiały ciemnie karty naszej historii z pobudek wyraźnie politycznych.

Problem w tym, że na zasadzie odbicia wahadła, są tacy co starają się zrobić coś dokładnie odwrotnego. I cały problem polega na tym, że opowiadanie o naszych ciemnych kartach (nawet jeśli jest to z zachowaniem proporcji) historii traktują jako przejaw właśnie tego, co robiła "Gazeta Wyborcza."

Niektóre środowiska prawicowe są tak w sobie zadufane i tak przeświadczone o swojej słuszności, że potem mamy takie numery, jak z tym nieszczsnym benefisem dla Walentynowicz.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#28014

A może i ...genialny!?
Któż to wie?!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#28015

"...że represje np. z roku 1930 były zupełnie nieproporcjonalne do zagrożenia"

1. To nie jest żaden "fakt" - tylko Pańska zupełnie prywatna i subiektywna opinia. Zresztą: nie poparta żadną argumentacją.

2. Panie, a jak Pan to oszacował? Jak Pan to ocenił, że to niby takie "nieproporcjonalne" było? Czy jest Pan zawodowym historykiem? Ile lat poświęcił Pan studiom nad tą sprawą? Może jakąś pracę doktorską na ten temat Pan napisał (odnośnik proszę)?

3. Zwrócę jeszcze uwagę, że inspekcja Ligi Narodów (bodaj w 1932.) stwierdziła, że Polska nie prowadzi wobec Ukraińców polityki prześladowań. A trzeba pamiętać, że Liga Narodów nie była specjalnie Polsce przychylna.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#28018

Krzysztof J. Wojtas

Widzi Pan - albo ten temat należało potraktować na poważnie, albo w ogóle sobie darować.
W takiej postaci - to bzdety.
Np. Jeśli tak optuje Pan za etniczną przynależnością terenów, to czemu uznaje Pan prawo Czechów do Zaolzia zamieszkanego w większości przez Polaków?
Podobnie z Wilnem.
Wołyń z kolei, po wojnie był mocno wyludniony. Jeśli zaś prześledzić historię osadnictwa to spora część zamieszkiwana była wcześniej przez plemię Lachów.
Jeśli jeszcze dodać rugowanie przejawów polskości w okresie zaborów to wydaje się, że rozsądnym punktem do rozważań etnicznych byłby czas przed II WŚ.
W rozważaniach należy także brać pod uwagę czynniki militarne - ustalona granica wschodnia była jeszcze przed wojną 1920 traktowana jako korzystna i możliwa do obrony wobec spodziewanej i przewidywanej akcji zaczepnej Rosji (wszystko jedno białej, czy czerwonej).
Itd, itd.
A w sumie zamulanie świadomości czynione Pana ręką.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#28019

A gdzie Panstwo wyczytali w omim tekscie, ze Zaolzie i Wilno nie byly polskie?

Prosze czytac precyzyjnie.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam, Patryk

#28025

oszołom z Ciemnogrodu

Ale to za mało. Trzeba mieć elemantarne pojęcie o czym się pisze. Jeśli oskarżasz Piłsudskiego o niedotrzymanie umowy z Petlurą i zdradę Ukrainy przez Polskę w traktacie ryskim to trzeba mieć jakiekolwiek logiczne argumenty. Jak sobie wyobrażasz miał się zachować Piłsudski? Podjąć kolejną wyprawę kijowską skoro - jak sam zauważyłeś - "polskich panów" tam nie chcieli? Wydaje mi się, że umowa obowiązywała obie strony - za uznanie i poparcie Petlura też do czegoś się zobowiązał - nie znam szczegółów, ale z pewnością był warunek wystawienia odpowiedniej ilości wojska wspierającego walczących z bolszewikami Polaków. Skoro Ukraińcy nie chcieli walczyć z bolszewikami - to wybacz - użalać się nad nimi nie będę. Myśmy swoją szansę na niepodległość wykorzystali - oni nie. Ale to nie nasza wina.

Co do twoich opinii na temat polskiej niepodległości. Z pewnością poparcie mocarstw (czy może raczej uznanie naszych praw) było konieczne. Ale jakbyśmy sami nie chwycili za broń i tej niepodległości nie obronili to nie sądzę, że mocarstwa płakałyby po Polsce. Niestety Polska to nie Czechy. Leży w nieco innym miejscu. Zresztą jak przyszło co do czego wydali również tych wspaniałych europejskich Czechów na pożarcie Hitlerowi. To nie sentymentalna bajka - to historia, tu reguły są bezwzględne.

Jak jesteśmy przy Czechach. Tutaj twoja ignoracja jest totalna. W przypadku Zaolzia Polacy naprawdę nie mają sobie nic do zarzucenia pod względem moralnym - wbrew propagandzie fałszywego Benesza i komunistów. Zgodnie z porozumieniem zawartym w 1918 r. podział Śląska Cieszyńskiego miał nastąpić na zasadzie etnograficznej. Wyznaczono linię demarkacyjną, zawarto rozejm. Czechom to nie pasowało - chcieli mieć kopalnie karwińskie, trzyniecką hutę i kolej koszycko-bogumińską w swoich granicach. Rozejm zdradziecko naruszyli. Czescy  żołdacy dopuścili się nawet zbrodni na polskich jeńcach, których wymordowali w Stonawie. Ciała odarli z ubrania i lżyli. Czesi naprawdę zachowali się bardzo zdradziecko: musieli się zgodzić na plebiscyt, ale w czasie bolszewickiego zagrożenia podstępną grą dyplomatyczną wymogli  - dzięki naciskom tych wspaniałych mocarstw - odstąpienie od plebiscytu. W efekcie po czeskie stroniej na Zaolziu pozostało około 180 tys. Polaków. Byli oni w okresie międzywojennym prześladowani - wielu wyjeżdżało do Polski. Polskie wojska w 1938 r. były witane entuzjastycznie jako wybawiciele. Niestety nachalna czechizacja doprowadziła, że na Zaolziu obecnie pozostały tylko niedobitki Polaków. Którzy budynki przedwojennych polskich stowarzyszeń zarekwirowane przez czeskie państwo otrzymują z powrotem po wielu bojach i z wielką niechecią. Niestety Czesi zamiast Polskę wesprzeć w walce z bolszewizmem wykorzystali to do swoich celów - wstrzymywali nawet transporty broni dla polskiego wojska z Zachodu.

Wracajac do Ukrainy. Piszesz ze zgrozą o koncepcjach Dmowskiego polonizacji Ukraińców. Ale chyba nie miała ona polegać na fizycznej likwidacji - jak koncepcja Bandery. Zwolennikiem Dmowskiego nie jestem, ale co zaś to zaś - nie pozwolę go porównywać do upowskich zbrodniarzy. Jeśli formułujesz ostre sądy to poprzyj je jakimikolwiek faktami, a nie dość dowolnie formułowanymi opiniami. Jak tak strasznie pacyfikowano wioski ukraińskie w okresie międzywojennym - to które, ilu Ukraińców zginęło z rąk polskiej zbrodniczej policji i wojska. Ja myślę, że Ukraińcy z Galicji Wschodniej dzięki temu, że mieszkali w Polsce mogli przeżyć. Inaczej pomarliby w wielkim głodzie. Byłoby to lepsze? Może i tak (przepraszam za brutalność). Ale nie wyobrazam sobie, by Piłsudski i jakikolwiek polski polityk po zwycięstwie nad bolszewikami - okupionym ogromnymi ofiarami - oddał Lwów Sowietom.

Problemem jest mentalność ukraińska. Oni tkwią w schematach chyba z czasów Chmielnickiego i Wiśniowieckiego. Kiedyś w pociągu miałem okazję przysłuchiwać się dyskusji kilku młodych Ukraińców. W dyskusji nie wziąłem udziału, Ukraińcy lubią ostre argumenty, ja ich nie miałem przy sobie:) (wiem żart niewybredny, ale coś w nim jest). Z mowy tych Ukarińców biły ogromne kompleksy wobec Polaków. Wszystkiemu winni polscy panowie, polskie jaśniepaństwo uciskało ukraińskich chłopów itp. Mnie to śmieszyło - obracanie się w pojęciach żywcem z propagandy bolszewickiej było żałosne.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#28030

Podobno gentelemani o faktach nie dyskutują więc pozwolę sobie zadać jedno pytanie dotyczące wszystkich wspomnianych kwestii: czy istnieją jakieś oficjalne dokumenty, do których można byłoby się odnieść lub na które można byłoby się powołać?

Ponieważ z "polityką historyczną" jakoś nam nie wychodzi może by skupić się na faktach - myślę tutaj przede wszystkim o diariuszu wydarzeń, komentarzach osób postronnych.

Posłużę się przykładem linii Curzona gdzie w jednej z definicji występuje data 8 grudnia 1919 roku , a w innym 11 lipca 1920. Każdy przeciętnie znający historię zdaje sobie sprawę, że w ciągu 8 miesięcy wiele mogło się wydarzyć. Pytam się więc jak to było z tą "linią Curzona" w 1945 roku? 

Jeśli w takich kwestiach nie będzie narodowej zgody to trudno o zgodę z sąsiadami w bardziej zawiłych sprawach.

Czy już dzisiaj nie powinniśmy poważnie dyskutować o przyszłości okręgu królewieckiego? Przecież stan obecny zawsze może stać się zarzewiem konfliktu europejskiego (vide problem Krymu).

Czytam o jakiś jeńcach i zaginięciu 20 tys. Może idąc śladami Stalina stwierdzić, że uciekli do Szewcji lub Niemiec. Jedno co pewne, to to, że po kampanii armii sowieckiej ubyło 20 tys. żołnierzy.

I kwestia "Ukraińców". Byli sobie tacy Szeptyccy: jeden był "Polakiem" drugi "Ukraińcem" - więc tak naprawdę kim byli? Bez prawdziwych faktów niewiele z przytoczonych danych statystycznych wynika.

Jak to dzisiaj jest z tymi Ukraincami w Polsce: mówią po polsku, śpiewają po ukraińsku, rózróżniają się po wyznaniu - eh, kto się w tym wszystkim wyzna!

Jedno jest pewne: pisanie po łebkach nie jest wskazane i naraża na śmieszność!

Zaś w kwestii tytułu wpisu zwrócę jedynie uwagę na drobną nieścisłość: nie ma Polski, jest Rzeczpospolita Polska - zatem nie ma polskiej myśli historycznej!

Póki co jest myśl historyczna Rzeczpospolitej Polskiej. I tu - moim zdaniem - tkwi problem!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#28034