Ile może Rosja? - w odpowiedzi Bartoszowi Wasilewskiemu

Obrazek użytkownika Patryk Gorgol
Świat

Doczekałem się. Bartosz Wasilewski napisał polemikę do mojego tekstu pt. „Dlaczego Rosja nie jest imperium?”. Kwestionuje w nim.... właściwie nie wiem co... Tekst nosi tytuł "Dlaczego Rosja jest wciąz potężna?" i podpisany został jako polemika do mojej poprzedniej publikacji. Co ciekawe, ja już w pierwszym jej zdaniu napisałem, iż "Rosja to potężne państwo(...)". Do czego zatem ta polemika? Równie dobrze można było napisać tekst "Dlaczego należy zwalczać dziecięcą pornografię?" i twierdzić, żę to replika do mojej twórczości.

Jakbym sam chciał atakować swój tekst to przyczepiłbym się do danych demograficznych, informacji o wojsku i gospodarce. Próbowałbym dokonać innej interpretacji podanych przeze mnie danych. Bartek poszedł jednak inną drogą...

„Ale spór o to, jaka jest prawdziwa siła Rosji, nie może być dla nas, mieszkających nad Wisłą, sporem semantycznym. Nie ma więc znaczenia, czy nazwiemy Rosję imperium, potęgą globalną, mocarstwem regionalnym czy psem z kulawą nogą. Ważne są fakty.”

Cóż, jeśli według Bartka nie ma róznicy między nazywaniem kogoś imperium czy psem z kulawą nogą, to może tę dyskusję należałoby już zakończyć. Z czym zatem chce polemizować Bartosz? I jakie są te groźnie brzmiące fakty?

Pewnie i odpuściłbym zatem, gdyby nie pamięć o jednym tekście mojego adwersarza - „Stawką jest wskrzeszenie imperium. Albo jego upadek”. Przypomnę tło – w czasie konfliktu gruzińskiego istniał między nami spór – Bartosz widział duże szanse na zwycięstwo Gruzji, ja raczej przewidywałem jej klęskę. Moje artykuły z tamtego okresu można przeczytać tutaj.

To jak to, Bartku, w końcu jest z tym sporem semantycznym? Skoro nazewnictwo jest takie nieistotne, to czemu owe wskrzeszenie imperium stało się inspiracją dla Twojego tekstu? Poza tym – wkrzesić można tylko kogoś martwego (np. Łazarza). Martwy jednak z kolei nie może upaść. Mój polemista zatem uważał, że Rosja nie jest imperium. Na pewno zaś wtedy nie podkreślał, że to jedynie spór semantyczny...

Opcje są zatem dwie:
Albo Bartosz zmienił zdanie na temat Rosji w sposób dramatyczny
Albo Bartosz zaprzecza sam sobie.

Przejdźmy jednak do tzw. faktów.

„A fakty są takie, że Rosja dysponuje przygniatającą przewagą polityczną, gospodarczą i militarną nad kazdym państwem WNP i obszaru byłego Związku Radzieckiego. Ba, dysponuje podobną przewagą nad wszystkimi państwami, które przed upadkiem Żelaznej Kurtyny znajdowały się w strefie wpływów ZSRR, w tym również nad Polską.

I co z tego?

Przypuszczam, że podobnie jest z Brazylią, Niemcami, Australią, Francją, Wielką Brytanią. One też dysponują przewagę nad każdym z państw WNP i byłego bloku wschodniego. Co więcej, dystansują również kontyntent afrykański. Czy to jednak dowód na to, że te państwa to imperia? Co ważniejsze – czy ktokolwiek kwestionował, że Rosja jest poteźniejsza od każdego z państw WNP i byłego bloku wschodniego? Nie? Więc po co to porównanie?

Nie widzę żadnego związku między posiadaniem np. większego PKB od Polski, a byciem imperium. Mój poprzedni tekst nie dotyczył ani Polski, ani Ukrainy, ani Białorusi, a światowych imperiów. Za czasów zimnej wojny istniały dwa. Teraz istnieje jedno, ale powoli traci na znaczeniu. Dyskutować można oczywiśćie też o Chinach.

„Czy dla Moskwy nie jest korzystna zamiana więzów politycznych i militarnych, które kosztowały przecież Kreml krocie, na więzy przede wszystkim gospodarcze?”

Jest i nie jest. To przecież nie kto inny, jak Wladimir Putin twierdził, że upadek ZSRR jest największą katastrofą geopolityczną XX wieku. Rosjanie zachowali (i długo jeszcze zachowają) korzystne ze swojego punktu widzenia wpływy w swoich byłych republikach – w tym w Kazachstanie i Turkmenistanie. W żadnym momencie tego nie kwestionowałęm, a nawet to podkreślałem przy okazji różnych publikacji.

Za czasów ZSRR niewątpliwie relacje gospodarcze w ramach związku były dla Kremla dużo korzystniejsze. Teraz w Kazachstanie działają nie tylko Rosjanie. Są też Chińczycy i Amerykanie. Turkmenistan być może weźmie udział w projekcie Nabucco. Wyobraża sobie ktoś taką sytuację przed 1991 rokiem? Z tego co wiem, to w/w regiony, za czasów ZSRR, nie byłby aż nadto rozpieszczane. Polscy repatrianci nie żyli w krajach miodem i mlekiem płynących.

Teza Bartosza, jakoby rozluźnienie wiezów było dla Rosji korzystne, jest obalana przez samych Rosjan, którzy robią wszystko, by te stosunki były jak najściślejsze. Nikt przy tym Gazpromowi pomników nie stawia...

„Ani na chwilę nie wolno nam zapomnieć, ze Rosja jest wielokrotnie silniejsza od Polski, i że tak będzie w dającej sie przewidzieć przyszłości. Nie obwieszczajmy więc śmierci rosyjskiego imperium, bo chwila nieuwagi a znów znajdziemy się w zasięgu jego pazurów...”

Co to ma wspólnego z tematem mojego tekstu? Czy ktokolwiek z polskich polityków lekceważy Rosję? Czy ja nawoływałem do tego, by Moskwę pomijać? Z kim próbuje dyskutować Bartosz?

Pojawia się też inne pytanie – w jaki sposób mielibyśmy się znaleźć w zasięgu pazurów Rosji? Nie wyobrażam sobie militarnej III wojny światowej, ani powrotu wpływów ZSRR. Pozostaje szantaż gazowy, ale jeśli Unia Europejska będzie prowadzić rozsądną politykę, to Moskwie tego typu zagrywki się nie będą opłacać. Europa i Rosja są na siebie skazani – pieniądze za surowce. Dla jednego i drugiego partnera są to rzeczy niezbędne do przetrwania.

Geografia jest nieubłagana – jak to mówi Bartosz. Rosjanie, po 1991 roku, stale tracą swoje wpływy – przecież do 1989 r. sięgali aż do Berlina. Walczą jedynie o ich utrzymanie lub odzyskanie (jak w Gruzji w sierpniu 2008). Już w samym XXI wieku mielśmy przypadki trzech wielkich pęknieć – Gruzja, Ukraina i Kirgistan. Każde z tych państw – szczególnie to ostanie - oczywiście pozostało pod silnym wpływem Moskwy, ale taki bieg wydarzeń trudno uznać za korzystny dla Kremla. Nawet Korea Północna jest teraz zalezna tylko i wyłącznie od Chin.

W połączeniu z przedstawionymi przeze mnie danymi dotyczącymi wewnętrznej sytuacji w Rosji, daje to obraz państwa poteżnego, ale tracącego decydujące znaczenie na światowy bieg wydarzeń, jeżeli takowe dzieją się poza regionem jego naturalnych wpływów. Dzisiaj świata nie podbija się już milionami żołnierzy, a milionami dolarów lub euro.

Rosjanie potrzebują świadomości swojej wielkości. Chcą widzieć siebie jako światowe imperium, a taką fałszywą świadomość daje im Wladimir Putin. Nikt nie lekceważy ani nie zapomina o Moskwie, ale paniczny strach też jest zbędny. Rosjanie – i słusznie – nie szanują słabych i jeśli będziemy tak o sobie myśleć – co sugeruje Bartek – to rzeczywiście, nie będziemy mieli we wschodniej polityce Unii Europejskiej żadnego znaczenia.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

w końcu niedźwiedź zechce zacząć zbierać swoje ziemie. Preludium widzieliśmy w Gruzji. Ale to dopiero początek. Jest duża rosyjska mniejszość w Kazachstanie i krajach bałtyckich, poza tym szereg państw jest traktowanych wręcz przez Rosję jako utracone prowincje. Spodziewać się należy, że Matuszka zacznie wywoływać w niektórych krajach konflikty poprzez podsycanie nastrojów separatystycznych.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#29462