Sojusz niemiecko-rosyjski obezwładnia Unię, Unia obezwładnia Europę a Europa osłabia Zachód

Obrazek użytkownika Jaku
Świat

(kt)W ostatnim moim poscie postawiłem tezę, że mit o wielkiej Rosji obezwładnia Zachód. Patrząc na daleko idącą współpracę Berlina i Moskwy, należy tę tezę nieco zmodyfikować i stwierdzić, że to coraz wyraźniej zarysowujący się sojusz niemiecko-rosyjski obezwładnia część składową tzw. Zachodu - Europę.

A narzędziem tego obezwładnienia jest Unia Europejska, której niezdolne do porozumienia i poddane dyktatowi Angeli Merkel państwa członkowskie nie są w stanie odpowiednio przeciwstawić się rosyjskiemu imperializmowi. Imperializmowi który od miesiąca gwałci Gruzję.

Nie ma co udawać - wspólna polityka międzynarodowa UE to fikcja. Każdy kraj i tak dąży do realizacji własnych interesów, a że Niemcy mają w Unii głos najsilniejszy, to interesy właśnie tego kraju są priorytetowe dla całej Unii. A Niemcy pragną bliskiej współpracy z Moskwą. Dowodzi tego surowa krytyka francuskiej dyplomacji wygłoszona przez MSZ Niemiec i Federacji Rosyjskiej. Dlatego odradzający się w Europie appeasement będzie trwał. Nie pomogą apele Kaczyńskiego i wspólne śpiewanie hymnu Gruzji w Tbilisi, nie pomoże nieśmiały sprzeciw Francji i pokrzykiwanie Condolezzy Rice zza Wielkiej Wody. Unia Europejska pozostanie bierna, bo Niemcy tego chcą. A Polska i inne kraje, które ważyły się przeciwstawić rosyjskim przerośniętym ambicjom, zostaną surowo zbesztane i odsunięte za karę do kąta.

Jaki ma sens istnienie Unii Europejskiej w świetle owych faktów? Jaki ma sens członkowstwo Rzeczpospolitej Polskiej w tym tragikomicznym eksperymencie? - Ale, ale! - krzykną zaraz eurofile - Traktat Lizboński pozwoli na szybsze i łatwiejsze podejmowanie decyzji, za pomocą mechanizmu podwójnej większości i, po jego przyjęciu wszysto będzie szło gładko - odpowiem, że podwójną większość, gdy będą potrzebowali, to Dojcze i tak uzbierają. Gorzej, gdy Polska spróbuje się poważyć o walkę o swe interesy w sojuszu dyplomatycznym z innymi państwami - kilka krzyków o Polsce, hamulcowym reform europejskich itp. i polskie władze zmiękną. Bo tylko Kaczyńscy odważyli się sprzeciwić tego typu presji. A Kaczyńskich już nie ma. Tak samo nie ma czegoś takiego jak wspólny interes krajów Unii Europejskiej, i nie ma czegoś takiego jak wspólna polityka krajów członkowskich wobec Rosji.

Ostatnią nadzieją dla Polski i Europy jest NATO i silny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Jeśli Niemcy chcą układać się nad naszymi głowami, to my układajmy się nad łepetynami tychże. Kontynuujmy dzieło Lecha Kaczyńskiego i twórzmy silną współpracę na arenie Europy Środkowo-Wschodniej. Poszerzajmy współpracę w tym gronie i zabiegajmy o wsparcie Stanów Zjednoczonych, z których potęgą Wielki jedynie z nazwy i powierzchni Niedźwiedź nie może się liczyć.

Niech żyją partykularne interesy - Niemcy pokazali nam, że wobec nich znaczenie Unii Europejskiej jest drugorzędne. Walczmy o polskie interesy, współpracując z dogodnymi dla Rzeczpospolitej sojusznikami. A Moskwa i Berlin niech się zaklepią po plecach na śmierć. Wobec zjednoczonej siły prawdziwego Zachodu, ich, będący nudną powtórką z rozrywki, sojusz, znaczy tyle co nic.

Ocena wpisu: 
Brak głosów