Sępy krążą nad złodziejem

Obrazek użytkownika Thomas Jefferson
Kraj

Odwołanie gen. Bielawnego z funkcji wiceszefa BOR przez ministra Cichockiego to odsunięcie najbardziej śmierdzącego jaja od rządu naciskanego z wielu frontów. Jednak nie da odsunąć wrażenia, że rząd odcina jedynie kolejną głowę hydrze, która za chwilę odrośnie w innej postaci. Interesujące także jest odwołanie pana Klicha, którego wcześniej taktownie publicznie ostrzeżono, że zostaną wobec niego poprowadzone działania natury kontrwywiadowczej. Wielce intrygujący to fakt, że informuje się o takich zamiarach osobę pozostają w sferze zainteresowania służb. No cóż, może dano mu czas na przemyślenia, gdyż w innym przypadku mógłby już nie mieć możności spudłowania, mierząc prosto w głowę, jak inny wojskowy. Min. Cichocki na chwilę zamknął usta opozycji domagającej się dymisji gen. Janickiego, ale na krótko. Cichockiego oskarżano o bierność w tak jaskrawej sprawie, gdy tymczasem okazał on tak wielkie zdecydowanie w roszadach na najwyższych szczeblach władzy w policji. Nie Cichocki jednak zadecydował o dymisji Bielawnego, a Tusk, prawdopodobnie w porozumieniu ze znajdującymi się obecnie w ukryciu „wyższymi siłami”, być może z doskonale zakonspirowanymi niedobitkami „cywilniaków”. Nie ma co ukrywać, iż zarzuty postawionemu Bielawnemu mogły i powinny były być postawione przede wszystkim jego przełożonemu.Prokuratura Okręgowa, mając wsparcie Seremeta i Tuska, zdecydowała się na ten krok, pragnąc zorientować się, jaka będzie reakcja wojskowych „sił wyższych”. Obawiano się. być może, sięgnąć po gen. Janickiego, nominata prezydenckiego. Jeżeli wierzyć sondażom, zmieniającym się, co prawda, jak szkiełka w kalejdoskopie, pokazują, iż poparcie dla rządu maleje w zastraszającym tempie, zaś poparcie dla Prezydenta stoi na ok. 70 proc. Seremet i spółka nie mogli także zaryzykować starcia z Prezydentem po niedawnej batalii o Pakulskiego i demonstracyjnym „braku czasu” na nominację dla Artymiaka. Blelawnemu być może włos z głowy nie spadnie na razie. Jeżeli sytuacja się dla rządu uspokoi, to na pewno zostaną mu zarzuty anulowane.

Jak zwykle we wszystkich sprawach w Polsce będą decydowały neo-mickiewiczowska „wojna ludów”, czyli przepychanki miedzy watahami bezpieczniackimi. Momentalnie zabierają głos całkowicie apolityczni i nie związani z byłym i obecnym aparatem władzy oficjele.
Lewica była i obecna zaczyna szarpać czerwony postaw sukna zwany Polską. Najpierw zabrał głos pan Miller, który w specyficzny dla niego parszywy sposób odnieść się do ekspertyzy płk. Kaczyńskiego, zarzucając mu jako biegłemu brak obiektywności. Po nim wystąpił tow. Aleksander Kwaśniewski w podobnym tobie odniósł się do działań prokuratury, uznając, że prokuratura uwzięła się na BOR, twierdząc, że zgadza się z tej mierze z Prezydentem Komorowskim. Kwaśniewski stający u boku Prezydenta, to nadzieja na dołączenie do danej Unii Wolności, otaczającej szczelnie pana Prezydenta. Kwaśniewski jest zbyt wytrawnym graczem politycznym, aby nie zauważyć możliwości powrotu do idei LIDu, choć może ze zmienionym przywództwem. Słowa byłego prezydenta, obecnie rezygnującego z potraw mięsnych, wsparł były szef BORU – gen. Gowor, któremu powierzono dwa zadania: potwierdzenie słów Kwaśniewskiego oraz wystąpić jako medialne antidotum na druzgocące wobec gen. Janickiego słowa byłego wiceszefa BOR- płk. Tomasza Grudzińskiego. Generał Gowor wypadł jednak dramatycznie źle, pogarszając jedynie wizerunek BORU. Tłumaczenie, iż BOR wypełnia jedynie minimum swoich statutowych działań, gdyż na całość zwyczajnie starcza funduszy państwowych, to czysta kompromitacja władz państwowych. Zaś twierdzenie, że „nie było podstaw, aby Rosjanom nie ufać” w kwestii zabezpieczenia lotniska, to już istne kuriozum.

Nad to wszystko powrócił do gry były premier Cimoszewicz. Całkowicie apolityczny i nie mający żadnych związków z byłym aparatem bezpieczeństwa Pan Włodek wychodzi z kolei z krytyką dowództwa BOR, zarzucając tej instytucji brak profesjonalizmu. Nie rozumie, dlaczego Borowików nie było w tragicznym dniu na lotnisku i stwierdza: „instytucja jaką jest Biuro Ochrony Rządu, odpowiedzialna za ochronę pewnych osób w państwie, to ma je chronić, a nie zachowywać się jak biurokrata, który mówi: ja odpowiadam do krańca mojego biurka, a dalej to już jest kto inny.”
Cimoszewicz, z naturalnych przyczyn, raczej będzie sympatyzował z grupą pewnego pana generała, co ostatnio był na krótko zaaresztowany, ale już złożył samokrytykę i obecnie stroni od mediów, wraz z przypadkowo poznanym w Szwajcarii ekonomistą o ambicjach prezydenckich. Cimoszewicz rozgrywa sprawę zręcznie. Z jednej strony krytykując rząd za postawę w Katastrofie Smoleńskiej, tak naprawdę uderzał w pana Parulskiego, co pozornie automatycznie stawia go poza podejrzeniem kolaboracji z ośrodkiem prezydenckim. Z drugiej strony niezmiennie uznaje raport Macierewicza o WSI jako „skandal”, co wcale nie musi się kłócić z niechęcią do „wojskówki”. Pewne nawyki, wyuczone reakcje, zostaje silnie w podświadomości, jeżeli chodzi o ochronę całej wspólnoty. Pan Włodek uznaje Aleksandra Kwaśniewskiego za ”przyjaciela ze środowiska”, nie jest jednak chętny porozumieniu z Palikotem. Widać, że najlepiej czuje się w skórze „niezależnego komentatora”, który może wskoczyć zarówno na stanowisko Premiera lub Ministra Spraw Zagranicznych, gdyby poprosił go o to np. schetynowski odłam PO lub w imieniu „oburzonych” z lewicy.

Mam takie wrażenie, że zaczyna to przypominać stado sępów, krążących nad upadającym z nóg schorowanym przestępcą na pustyni. Tylko pytanie: czy jakimś cudem wędrowiec nie doczłapie się do oazy; jeżeli zaś nie, to czy koalicja sępów nie będą bardziej odrażająca niż złodziej, któremu już chyba wydziobano jedno z ócz.

Brak głosów