Nawróceni...

Obrazek użytkownika kryska
Blog

Mistrz olimpijski nie wstydzi się wiary w Boga. Kamil Stoch podziękował Stwórcy za drugi złoty medal.

 

Kamil Stoch zdradza, że Bóg odgrywa w jego życiu wielką rolę. - Mówię: jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na pierwszym miejscu. W bardzo trudnych momentach dodaje mi siły, dodaje mi skrzydeł. Podczas mojej kariery zrozumiałem, że nie wszystko kręci się wokół skoków, że sport to nie jest całe moje życie. Mam wspaniałą żonę, wspaniałą rodzinę do której zawsze mogę wrócić po zawodach, czy będą one udane czy nie. Za tym stoi właśnie Pan Bóg, który mi to wszystko dał - opowiada gość Tomasza Zimocha..

http://www.polskieradio.pl/177/3186/Artykul/1056921,Soczi-2014-Kamil-Sto...

Kamil Stoch wiarę wy­niósł z domu, od ro­dzi­ców i dziad­ków. Choć starty w Pu­cha­rze Świata mu tego nie uła­twiają, w każdą nie­dzielę stara się uczest­ni­czyć we Mszy św. Je­śli nie jest to moż­liwe, wtedy po­zo­staje mo­dli­twa.

Kiedy najczęściej zwraca się do Pana Boga?

Kiedy coś mi się nie udaje, wtedy od­daję się pod opie­kuń­cze skrzy­dła Pana Boga. Wiem wtedy, że jest przy mnie, czuję to. Mo­dlę się o to, by żad­nemu z za­wod­ni­ków nic się nie stało. Bym umiał cie­szyć się ze zwy­cię­stwa i god­nie przy­jął po­rażkę. Dzię­kuję za wszystko Panu Bogu, bo Jemu wszystko za­wdzię­czam”.

Kim był dla Ka­mila bł. Jan Pa­weł II?

„Ża­łuję, że nie spo­tka­łem się oso­bi­ście z Oj­cem Świę­tym. Jesz­cze nie­dawno nie do końca chyba ro­zu­mia­łem zna­cze­nie, ja­kie ma Jego na­uka. Do­piero póź­niej do­tarło do mnie bar­dzo ważne prze­sła­nie, ja­kie zo­sta­wił mło­dym lu­dziom: >>Mu­si­cie od sie­bie wy­ma­gać, na­wet, gdyby inni od was nie wymagali<”.

Gdzie tkwi przyczyna jego sukcesów?

„Dziś wiem, że nie osiągnąłbym tego co mi się udało, gdyby nie ciężka praca i pomoc Pana Boga”.

Jak odczytuje obecność Boga w swoim życiu?

„Nawet w dniu zawodów staram się znaleźć czas na wyjście do kościoła. W trudnych momentach wiem, że Bóg doświadcza mnie w ten sposób, bym się czegoś nauczył. Pokazuje mi drogę. Zawsze będę powtarzał, że dziękuję Bogu za trudne chwile, dzięki którym później mogę być lepszym”.

http://dziennikparafialny.pl/2014/kamil-stoch-dziekuje-bogu-za-trudne-ch...

U wielu jest inaczej.

Nie ma reguły, która pozwoliłaby nam jasno określić, czy cierpienie jest tym czynnikiem, który sprawia, że jesteśmy w stanie bardziej zaufać Bogu. Na potwierdzenie teorii o tym, że wiara częściej przychodzi do nas, ludzi, w chwilach trudnych, mam inne znane powiedzenie: "Jak trwoga, to do Boga". Nie jest więc zawsze tak, że łatwo wierzyć w Stwórcę wówczas, gdy nie ma żadnych kłopotów, ponieważ wtedy, gdy jesteśmy zupełnie szczęśliwi nie potrafimy w żaden sposób zmobilizować się do myślenia o czymś innym niż tylko własne sprawy codzienne. Właściwe tylko nieszczęście i cierpnie mogą sprawić, że zwracamy się w stronę tego, co wymaga większego wysiłku, czyli intensywnego życia duchowego.

Anna Przybylska w najnowszym wydaniu pisma dla kobiet Viva, mówi, że zaczyna się ponownie modlić do Boga, wyspowiadała się po 13 latach. I jest na etapie powrotu do zagubionego Wiecznego Ojca.

 

Anna Przybylska ostatnio pokazywana była często w czapce na głowie, widać było jej wychudzoną twarz. Nie da się ukryć, że aktorka cierpi na poważną chorobę, o której nie chce mówić. Jedyne co powiedziała, to to, że powraca do praktyk religijnych, na nowo, jak marnotrawny syn, wraca do Boga-Ojca. I, że chce zwyciężyć chorobę.

W wywiadzie dla miesięcznika "Viva", której Anna Przybylska została zwyciężczynią plebiscytu "Viva Najpiękniejsi", aktorka mówi m.in. "Przesterowałam moją głowę na pozytywne myślenie, żeby cieszyć się życiem. I walczyć, bo mam o co. I wiesz, co - wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę (...) Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś.

Ja myślę teraz krótkoterminowo, nie ma co wybiegać za bardzo w przyszłość. Ale chciałabym strasznie, żeby już była wiosna, nie mogę się jej doczekać. Wtedy będę mogła wsiąść na rower. Tęsknię za plażą, za latem. No i mam jeszcze parę marzeń zawodowych. Ale najbardziej chciałabym wyjść z tej sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, i móc funkcjonować tak, jak funkcjonowałam do tej pory. Jeszcze trochę pożyć. Bardzo głęboko wierzę, że mi się uda.

http://www.fronda.pl/a/znana-aktorka-anna-przybylska-nawrocila-sie,34457...

Jeszcze niedawno nie interesował go KK i wiara.

http://muzyka.interia.pl/alternatywa/news/kazik-staszewski-kosciol-mnie-...

odnalezieniu Boga

dodano

przedwczoraj, 12:24

aktualizacja

przedwczoraj, 12:36

autor

Reporter wNas.pl

komentarzy

8

Fot. Aotearoa/GFDL/CC/Wikimedia Commons

 

Kazik Staszewski, który jednoznacznie powrócił do wielkiej formy muzycznej, czego dowodem są ostatnie płyty „Kazik na żywo” oraz „Kult” po raz kolejny dowodzi też swojej przemiany duchowej. Muzyk przyznaje, że żyje tylko dzięki rodzinie i Bogu. Do niedawna muzyk był znany ze swojego ateizmu, choć zawsze był on bliższy wartościom konserwatywnym niż lewicowym, co w świecie show biznesu nie jest zbyt popularne.

Głównym powodem, dla którego jeszcze żyję, i to w dobrej formie, jest rodzina. Gdyby jej nie było, w najlepszym razie stałbym się menelem. Dla mnie zawsze najważniejsza była rodzina, może dlatego, że sam wychowywałem się bez ojca. W jakimś sensie zastąpiła mi Boga. Teraz, z perspektywy czasu, widzę jednak, że Bóg był cały czas obecny w moim życiu, tylko inaczej Go nazywałem -

mówi Kazik w najnowszym numerze „Zwierciadła”. Jest to kolejne tego rodzaju wyznanie Kazika. Kilka miesięcy temu na łamach tygodnika wSieci również odnosił się on do religijności. Przypominamy fragment wywiadu, jaki przeprowadził z jednym z najważniejszych polskich muzyków Robert Mazurek.

Robert Mazurek: Szukasz?

Kazik Staszewski: Jestem bardzo bliski odnalezienia.

„Proponuje mi niebo, w zamian za setki dobrych dni. Propozycja ta warta jest rozważenia ze wszech miar. Czasem tylko mam wrażenie, że spory to ciężar…”.

W pewnym momencie swego życia utraciłem wiarę, nie byłem w stanie pojąć zamiarów Bożych w moim życiu.

I?

Skupiłem się na mikrokosmosie, na dbaniu o swoją rodzinę. Trochę buńczucznie stwierdziłem, że nie potrzebuję niczyjej pomocy.

A teraz?

Teraz znów potrzebuję.

Dlaczego odszedłeś?

Są rzeczy, doświadczenia, o których rozmawialiśmy, a których nie chcę opowiadać publicznie. Takie jak historia mojej teściowej, tylko o większym ciężarze gatunkowym.

Co się stało teściowej?

Mama Ani przez całe życie była niesłychanie aktywną kobietą, ciągle w ruchu, prowadzącą otwarty dom pełen gości, opiekującą się swoją matką. O jedno się w życiu modliła – by nigdy nie być niesprawną. I w dość młodym wieku dostała udaru, przestała mówić, jest niesamodzielna. Wtedy musisz zadać sobie pytanie: dlaczego?

I odchodzisz od religii. Teraz wracasz.

Z tego samego powodu.

Spadło na ciebie doświadczenie. Myślisz, że z wiarą będzie łatwiej je przejść?

Wiara jest potrzebna, masz jakieś oparcie, nie jesteś sam.

Przekonywałem cię, że to tak nie działa…

Mówisz to z perspektywy człowieka wierzącego, ale nie wiesz, jak to jest przeżywać takie rzeczy jako niewierzący. Pamiętam siebie z czasów, gdy byłem bliski wiary. Czułem się uskrzydlony, chciałem zaczepiać ludzi na ulicy, budzić ich z letargu!

„Bóg jedyny wie, że to wszystko nie było przypadkiem”. Naprawdę nie było?

Jeśli w wyniku tego nieszczęścia szukam Boga, to nie był to przypadek. Widocznie było mi to potrzebne doświadczenie Hioba.

Które kończy się specyficznym happy endem.

No właśnie, mocno naciąganym: dzieci mu poumierały, ale za to ma nowe dzieci. Happy end to nie mieć jednych dzieci zamiast drugich, ale mieć wszystkie razem.

Mnie też to nie do końca przekonuje.

Czułem się trochę jak Hiob przed tym wszystkim, co go spotkało: piękna, szczęśliwa rodzina, wszyscy zdrowi, sukcesy artystyczne i w dodatku finansowe profity… Jak długo jeszcze to będzie trwało? To się musi omsknąć.

I się omsknęło. Co dalej?

Nie zbliżam się do żadnego konkretnego Kościoła, co nie oznacza, że w żadnym się nie odnajdę.

Świadkowie Jehowy?

Zamknięta historia sprzed lat, chodziłem na ich spotkania, ale nie przyjąłem chrztu.

A dziś?

Nie wiem. Widzę dobre owoce w różnych Kościołach, obracam się wewnątrz chrześcijaństwa. Z niego uciekłem i do niego chciałbym wrócić.

„Pójdę drogą przez ciebie wskazaną, bo twoje słowo jest prawdą” – tak jawnie ewangelizacyjnej piosenki nie słyszałem w radiu. Nawet Armia czy ostatni Muniek są bardziej zawoalowani.

To powstało w okresie moich wahań i poszukiwań, ale akurat ten tekst wziął się z przypadku. Na próbie zobaczyłem zdjęcie z pisma jednej ze wspólnot chrześcijańskich, które ktoś zostawił, z napisem „Twoje słowo jest prawdą”. I to do mnie przemówiło na tyle, że postanowiłem powiedzieć to wprost.

Wcześniej unikałeś jednoznaczności.

Była „Maria ma syna”…

Z tekstem: „Kiedy dorośnie, będzie tym, który odmieni nasze dni” i „Nadzieję ludziom da, panować będzie po wsze czas”.

To było jeszcze lajtowo. Teraz uznałem, że trzeba głośno się zadeklarować, bo głośne i jasne deklaracje do czegoś zobowiązują. No więc już się zobowiązałem.

I podpisałeś się pod tym zobowiązaniem: „Kazik Staszewski – skruszony chrześcijanin”?

Czy aż tak bardzo skruszony? Starałem się nawet bez wiary w Boga wieść życie porządnego człowieka.

„Syn marnotrawny, który wrócił”?

To już bliżej, zdecydowanie bliżej.

http://wsumie.pl/gwiazdy/97239-kazik-wychwala-rodzine-i-boga?utm_source=...

http://www.wykop.pl/ramka/1872144/kazik-sie-nawrocil-i-mowi-o-bogu/

To łatwo powiedzieć: katolicyzm to ciemnogród. A ja mówię: Boże kochany, nawet taka prosta wiejska wiara to przecież jest coś, za co tu ludzi atakować? - mówi w rozmowie z "Rz" Muniek Staszczyk z T.Love.

Staszczyk twierdzi, że poczuł obecność Lucyfera. "Męczyłem się. Myśli samobójcze, bardzo niskie poczucie własnej wartości, przekonanie że jestem do niczego i najlepiej z tym wszystkim skończyć" - wspomina. 

"Na szczęście jestem z Częstochowy, chodziłem z babcią na Jasną Górę, więc nigdy nie odszedłem od katolicyzmu. Byłem, jak wielu chłopców, wychowany w wierze katolickiej, choć oczywiście to kompletnie olewałem. Show-biznes przynosi wiele pokus i skorzystałem z nich wszystkich. To w ogóle bardzo niebezpieczna praca" - ocenia lider T.Love.

"Generalnie nic się nie zmieniło od tamtych czasów. Dobro i zło istnieje. Bóg i diabeł istnieją. Mam wielu kumpli ateistów, znam też ultrakatolików z zawężonymi horyzontami, ale podstawa to się nie atakować.
Nie widzę powodu, dla którego miałbym się wstydzić swojej wiary i nie widzę dysonansu, że mój zespól nie gra rocka chrześcijańskiego, ale staramy się dawać coś pozytywnego ze sceny. Dalajlama powiedział, żeby trzymać się swoich korzeni, więc ja się trzymam swoich. Mówiąc krótko - w Kościele poczułem miłość i wsparcie. Wiara to dla mnie realne uczucie miłości, troski i wsparcia. Namacalnie to poczułem" - zapewnia.

"Nie ma we mnie również agresji wobec ateistów, ale zastanawiam się, czemu ludzie niewierzący mają tyle agresji do katolików. I dlaczego stereotypowo myślą? Oczywiście, jest wiele Diabła nawet w Kościele, ale prawda jest taka, że jak jesteś wierzący, od razu zrobią z ciebie debila" - mówi Staszczyk.

http://www.rp.pl/artykul/61991,1061448-Pomoc-przychodzi.html?p=3

Muzyk zdradza też, że dzięki tej przerwie "po raz pierwszy czuje w spokoju siłę". - We mnie jest dużo bardziej rzeczy w porządku. Zauważam więcej zwykłych rzeczy, które mnie cieszą. Wzrosła moja ciekawość innymi ludźmi. Wzrosła moja świadomość, że wspierając się nawzajem tworzymy siłę, taką samą jak w słowach: przekażmy sobie znak pokoju - mówi "Rzeczpospolitej". - Nie jestem nawiedzony, nie dostałem nagle pigułek szczęścia, ale prawda jest taka, że dawniej byłem kłębkiem strachu, a teraz nie mam w sobie ani strachu, ani agresji, tylko spokój. I to jest fajne - zaznacza.

- Wcześniej się śmiałem z różańca, że to jakiś zabobon, a teraz jestem pierwszy do różańca. Zmienił się też mój stosunek do kobiet. Każdemu polecam Medjugorie. Jest to przepiękne, niezwykle miejsce wielkiego ducha i nie chce się stamtąd wyjeżdżać. Polecam każdemu, niezależnie od światopoglądu - kończy lider T.Love.

http://telewizjarepublika.pl/muniek-staszczyk-smialem-sie-z-rozanca-ze-t...

Bóg cię kocha i ma dla twojego życia wspaniały plan.

Bóg cię stworzył. Co więcej, Bóg tak bardzo cię kocha, że chce, byś Go znał i spędził z Nim całą wieczność. Jezus powiedział: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”

 

Nawróceni?

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:11)