Młodzi podmiejscy część II.

Obrazek użytkownika Rzeczy Wspólne
Kraj

 

            W
pierwszej części poniższego eseju, omówiona została sytuacja „młodych,
podmiejskich” na szeroko pojętym Zachodzie, wraz z genezą całego zjawiska. 2
część przedstawia już sytuacje na gruncie Polskim. Zapraszam do lektury!

 

Drogą Zachodu
czy własną?

 

     Sytuacja w polskich
miastach z pozoru przypomina sytuację w miastach zachodnich sprzed około pół
wieku: prawie każdy, kogo na to stać, wyprowadza się poza miasto. Życie na
przedmieściach jest traktowane jako przywilej, oznaka awansu społecznego. Wbrew
pozorom jednak w Polsce nie zaistniały warunki, które kilkadziesiąt lat
wcześniej spowodowały ekspansję miast na zachodzie. Po pierwsze, w naszym kraju
nie ma bowiem wciąż typowej klasy średniej, tradycyjnie uznawanej za siłę
sprawczą tego procesu, po drugie, nie funkcjonuje model „welfare state” i choć
władze publiczne deklarują wsparcie dla rozwoju przedmieść (co w świetle
doświadczeń zachodnich jest kwestią dyskusyjną, ale nie o tym teraz mowa), to
deklaracje te często nie znajdują pokrycia w rzeczywistości. Mówiąc krótko,
mieszkańcy przedmieść są pozostawieni samym sobie.

            Zatrzymajmy się chwilę nad tą drugą
kwestią. Stan polskich przedmieść jest
wyrazem nadmiernych ambicji polskich samorządów, dość lekkomyślnie
podejmujących zadania, którym nie są w stanie sprostać.
Doświadczenia
zachodnie wskazują, że rozwój przedmieść jest możliwy tylko przy silnym
wsparciu ze strony sektora publicznego, przede wszystkim w zakresie
finansowania inwestycji infrastrukturalnych (zarówno infrastruktury
technicznej, takiej jak drogi, wodociągi i kanalizacja, jak i społecznej –
przedszkoli, szkół, ośrodków zdrowia). Koszty tych inwestycji rosną, gdy
gęstość zaludnienia maleje, z tego też między innymi względu kraje zachodnie,
wyciągając wnioski z własnych błędów, starają się ograniczać rozlewanie się
miast.

            W Polsce jednak zbagatelizowano ten
temat. Gdy Polacy gromadnie ruszyli na przedmieścia, burmistrzowie i wójtowie
wokółmiejskich gmin na zawołanie odralniali działki, wiedząc, że za nowymi
mieszkańcami idą ich podatki
. Widząc to, prezydenci dużych miast nie
chcieli być gorsi i wymyślili nowe osiedla na obrzeżach miasta, aby podatki i
wyborców zatrzymać. Nie podjęto się trudu zaplanowania rozwoju przedmieść w
jakikolwiek racjonalny sposób: Polska jest chyba jedynym krajem, gdzie
pozwolenie na budowę można uzyskać dla prawie każdego terenu (co po części jest
winą władz lokalnych, a po części centralnych, które stworzyły ten system),
nawet w liberalnych Stanach Zjednoczonych obowiązują pewne zasady wyznaczania
stref użytkowania. O kosztach takiej polityki przestrzennej nie myślano chyba
wcale (bądź też myślano, ale kwestię tę cynicznie przemilczano). Obiecywano
budowę arterii komunikacyjnych, szkół i parków, a ostatecznie powstawały
osiedla-sypialnie
. Skojarzenia z minionym ustrojem? Fakt, etykietka ta
przez dłuższy czas przyklejona była do PRL-owskich osiedli wielkopłytowych, ale
one w porównaniu do współczesnych osiedli budowanych przez deweloperów mają
całkiem dobrą infrastrukturę. Trzeba też pamiętać, że były one budowane według
planów, które nie w pełni realizowano, tymczasem współcześnie osiedla budowane
są w zasadzie bez planów zagospodarowania.

            W
jaki sposób zbudować infrastrukturę, np. system transportu publicznego, który
odciążyłby zatłoczone drogi, gdy zabudowa nie tylko jest rozproszona, ale wręcz
porozrzucana jak klocki w pokoju bawiącego się dziecka? Dziś, gdy zadłużenie
samorządów bardzo wzrosło (co niekoniecznie wiąże się z wydatkami na
infrastrukturę), władze lokalne „przypominają” sobie o budżecie i dokonują
cięć. Mieszkańcy osiedli podmiejskich
będą więc zapewne nieraz musieli obejść się smakiem, bądź też sfinansować
infrastrukturę i usługi publiczne (drogi osiedlowe, place zabaw, przedszkola,
ochronę) z własnych pieniędzy, co jest coraz częściej spotykane
. Nasuwa
się tylko pytanie, na co są wydawane płacone przez nich podatki?

 

Młodzi
podmiejscy

 

W krajach
zachodnich ukształtował się pewien model cyklu życiowego: człowiek
rozpoczynający samodzielne życie przez kilka, a nawet kilkanaście lat wynajmuje
mieszkanie, najlepiej blisko centrum, gdyż daje mu to dużą swobodę, a dopiero
po osiągnięciu pewnej stabilizacji rodzinnej i zawodowej przenosi się do własnego
domu lub mieszkania. Natomiast młodzi Polacy dążą możliwie szybko, zaraz po
podjęciu pierwszej pracy, a niekiedy jeszcze w trakcie studiów, do nabycia
własnego mieszkania lub nawet domu
. Wpływa na to wiele czynników (w tym
jakieś głęboko zakorzenione przeświadczenie, że co własne, to własne), w
których istotę jednak nie będziemy w tym miejscu wnikać. To, na co chciałbym
zwrócić uwagę, to fakt, że decyzje o wyborze mieszkania podejmowane są przez
ludzi bez dużego doświadczenia na rynku nieruchomości (pomijając wynajmowanie
mieszkań w czasach studenckich, które rządzi się specyficznymi prawami) i pod
presją czasu.

 

            Ponieważ w Polsce ogólnie rzecz
biorąc brakuje mieszkań, a nowe osiedla budowane są przede wszystkim na
przedmieściach, młodzi ludzie nie mają wielkiego wyboru w kwestii lokalizacji. PRZEDMIEŚCIA POLSKICH MIAST TO „TABULA
RASA”, KTÓRĄ DEWELOPERZY ZAPEŁNIAJĄ BLOKAMI I RZĄDKAMI DOMÓW NIE WEDŁUG
JAKIEGOŚ SPÓJNEGO PLANU, LECZ NA ZASADZIE „KTO PIERWSZY, TEN LEPSZY” (A
PIERWSZY CZĘSTO TEN, KTO LEPIEJ POTRAFI WYKORZYSTAĆ SIEĆ NIEFORMALNYCH
KONTAKTÓW)
. Struktury osiedleńcze, jakie powstają w rezultacie tego
procesu, w warunkach normalnego, konkurencyjnego rynku mogłyby wcale nie
znaleźć nabywców, a z całą pewnością nie po tak wygórowanych cenach. Powstają
osiedla, gdzie trudno dojechać: z dziurawymi drogami, o komunikacji publicznej
nawet nie marząc (no, może autobus raz na godzinę), a przecież dostępność
komunikacyjna to podstawowy czynnik brany pod uwagę przy wyborze mieszkania.

Domy wyrastają hen hen, z dala od jakichkolwiek istniejących zabudowań,
za to stawia się je bardzo gęsto, okno w okno (gdzież tu prywatność?), żeby
maksymalnie wykorzystać powierzchnię działki. Żadnej zieleni urządzonej, w
folderze reklamowym wprawdzie były drzewa, ale na razie teren jest
niezagospodarowany. Po pewnym czasie okazuje się, że jednak został
zagospodarowany... poprzez budowę nowych bloków. I tak dalej, i tak dalej...

            Fakt, iż takie mieszkania i domy
jednak znajdują nabywców (w dodatku po takich cenach) można uzasadniać właśnie
niewielkim wyborem na rynku, małym doświadczeniem nabywców i krótkim czasem
podejmowania decyzji. Pewną rolę odgrywa także marketing: deweloperzy
wyrobili u nabywców przekonanie, że osiedla strzeżone są produktem z wyższej
półki (osiedla te w innych krajach spotkamy bardzo rzadko, a jeśli już, to
głównie w Rosji i Ameryce Południowej). Płot, kamery i stróż nie kosztują tak
wiele, a spełniają rolę substytutu wobec wszystkich braków osiedla
.

 

            Patrząc na polskie przedmieścia, nie
można oprzeć się wrażeniu, że są to struktury przejściowe. Nie ma się jednak co
łudzić, że stopniowo zmienią się one w przedmieścia na wzór zachodni, gdyż –
jak wcześniej wskazałem – brak ku temu niezbędnych warunków. Jak zatem może
wyglądać ich przyszłość? W długim okresie przedmieścia będą tracić na
atrakcyjności, gdyż coraz więcej mieszkań powstawać będzie bliżej centrum,
gdzie są wolne tereny, np. poprzemysłowe (oczywiście, część osób nadal będzie
wybierać życie za miastem, ale nie w masowo-konsumpcyjnym wydaniu)
. Wraz z
rozwojem rynku ceny nieruchomości będą zbliżać się do ich faktycznej wartości
(w przypadku osiedli o słabej lokalizacji – będą spadać), co może być dla wielu
właścicieli niemiłym zaskoczeniem. W związku z tym wydaje się, że wiele osób
będzie szukać okazji do wyprowadzenia się z „dzikich przedmieść”. Czas pokaże.

 

Adam Radzimski (ur. 1983), adiunkt w
Instytucie Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej UAM. W
latach 2009-2010 stypendysta niemieckiej Fundacji Federalnej Środowisko (DBU) w
Centrum Badań nad Środowiskiem w Lipsku. Jego zainteresowania naukowe obejmują
problematykę rozwoju miast i planowania przestrzennego. Ma żonę i syna.

 

 

 

 

Kwartalnik „Rzeczy Wspólne” – http://www.rzeczywspolne.pl/

„Rzeczy Wspólne” na Facebooku

Prenumerata i zakup pojedynczych
egzemplarzy wersji papierowej:
http://www.rzeczywspolne.pl/gdzie-kupic/

 

Fundacja Republikańska - http://www.republikanie.org/

Fundacja Republikańska na
Facebook-u

Zostań
darczyńcą Fundacji Republikańskiej

 

 

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów